środa, 9 marca 2016

Rozdział 7: Bezowocne poświęcenia


Zachęcam także do zapoznania się z wcześniejszym postem  Rozdział 6: Damy lekkich obyczajów

Tym co trafili tu po raz pierwszy, przypominam, że opowiadanie zaczyna się od postu - Wprowadzenie: Na zły początek

Cyntia zamknęła okno i położyła się obok Hektora. Leżała tyłem do mężczyzny, z nogami podkulonymi w taki sposób, że kolana niemal dotykały jej brzucha. Hektor poczuł napływ wyrzutów sumienia. Odczuwał jej smutek i zawód. Delikatnie pogładził po ramieniu przez koronkę podomki, odchylił ją nieco by zobaczyć nagie ciało. Musnął je wargami w sposób ledwie wyczuwalny.
Przepraszam – rzekł pewnie, choć cicho. – To nasza pierwsza noc, spędzona we wspólnym łóżku. Naprawdę żałuję, że tak wygląda.
Ty ponosisz za to winę – warknęła.
Wiem, dlatego ja przepraszam. Naprawdę mi przykro. – Kreślił opuszkiem palca wzory bez znaczenia, sunąc po nagim ciele jej ramienia oraz karku. Pogładził włosy zabierając przy tym niesforne kosmyki z jej policzka. – Cyntio, obiecuję ci, że to się już więcej nie powtórzy. Nie bez twojej wiedzy.
Zostaw mnie, proszę. Chciałabym zasnąć.
Cyntio, za dziesięć dni nasze zaręczyny – przypomniał. – Zawiodłem cię, więc jeśli mnie pogonisz, zrozumiem, ale każdy popełnia błędy i wydaje mi się, że każdy zasługuję na drugą szansę.
Nie zrywam zaręczyn – odparła odwracając się twarzą do niego. – Chcę jedynie byś dał mi dziś spokój.
Naturalnie, rozumiem twoje stanowisko, ale chciałbym ci coś ofiarować. – To mówiąc sięgnął po swoje spodnie, pozostawione na stoliku przy łóżku. Wyjął z nich owalny wisior z masy perłowej, naokoło którego widniała szczerozłota koronka. Całość dopełniał złoty, cieniutki łańcuszek. – Był w mojej rodzinie od pokoleń. Chciałbym byś teraz ty go miała, w końcu będziesz częścią mojej rodziny. Właściwie już nią jesteś.
Piękna mowa Hektora sprawiła, że Cyntia nieco się rozpogodziła. Chwyciła w dłoń wisior i zaczęła go obracać, oglądając skrupulatnie z każdej możliwej strony.
Co to za daty i inicjały? – zapytała, zerkając pod spód medalionu.
Ślubów. Każda przyszła pani Rodrigez otrzymywała go przed ślubem. Może jutro znajdziemy czas aby wybrać się do grawerni, aby dopisali datę naszego ślubu.
Nie ustaliliśmy daty – przypomniała z lekką, aczkolwiek dokładnie wyczuwalną pretensją.
Mnie odpowiada każda, która odpowie tobie. Nie mogę się już doczekać aż będę twym mężem. – Zawisnął nad kobietą po raz kolejny tego dnia, tym razem z uśmiechem na twarzy. Lewą dłoń wsunął pod jej głowę. Nagle i gwałtownie przybliżył usta do młodych warg, ale po chwili się opanował i pocałunek jakim ją uraczył był niezwykle delikatny, tak subtelny, że śmiało mógł nosić miano romantycznego pocałunku, choć Hektor nigdy nie uważał samego siebie za romantyka.
Nadal śmierdzisz alkoholem i cygarami – stwierdziła z przyganą.
Tak pachnie prawdziwy mężczyzna – odrzekł z przyjaznym uśmiechem.
Okropnie – skrytykowała.
Hektor się lekko roześmiał, a Cyntia mu zawtórowała.
Masz poplamioną koszule, od krwi – zauważyła.
Wybacz, ale nie mam tutaj nic innego na przebranie.
Miałeś czas na szlajanie się po barach, a nie miałeś czasu, by zadbać o zmienne ubranie? – zapytała tonem pełnym pretensji.
Hektor z rezygnacją spojrzał na narzeczoną. Wtedy poczuł, że nie będzie tak łatwo, jakby sobie tego życzył.
Cyntio, nie chcę się kłócić, por favor.
Dotknęła dłońmi jego zarośniętych policzków. Pogładziła i postanowiła być mu przychylniejsza, by jej plan miał zadowalające efekty.
Już dobrze, przepraszam, nie chciałam być w stosunku do ciebie niemiła.
Miałaś powód. – Co do tego był przekonany i ani trochę nie dziwił się jej reakcji. Właściwie to Hektor spodziewał się takiego obrotu sprawy już podczas podróży wraz z Brownem samochodem.
Jutro znajdę dla ciebie jakieś ubranie Martina, jesteście podobnie zbudowani.
Dziękuję. Mówiłem ci już, że jesteś aniołem? – zapytał z radością w oczach.
Nie, nigdy. – Przygryzła dolną wargę przednimi ząbkami i wyczekiwała dalszych komplementów na swój temat.
Zatem wiedz, że jesteś nim. – Złożył pocałunek na czole narzeczonej, następnie na jej lekko przymkniętych powiekach. Przeciągnął lekko rozwartymi wargami po jej nosie, by dobrnąć aż do ust. – Jesteś aniołem, tyle że z dwumetrowymi rogami – dopowiedział z łobuzerskim uśmiechem i delikatnie wsunął swój język między jej wargi.
Cyntia instynktownie pochwyciła za białą koszule Rodrigeza i zaczęła ją rozpinać, a następnie zsuwać z jego ramion. Czyniła to z taką pewnością ruchów, jakby nie robiła tego po raz pierwszy. Bo ona w rzeczywistości nie robiła tego po raz pierwszy. Przed Hektorem był przecież William. Jej śmiałe gesty zaczęły ją zdradzać, na szczęście Hektor był tak zakochany, że zdawał się tego nie zauważać, a i ona w porę się opamiętała.
Rodrigez sam skierował swoje ręce do tyłu, odpiął sztywne mankiety, gubiąc przy tym kwadratowe, złote spinki. To jednak nie było w tamtej chwili najważniejsze. Jego celem było uwolnienie rąk z rękawów koszuli. Udało mu się to, a wtedy powrócił do całowania.
Jesteś pewna, że tego chcesz? – zapytał, patrząc głęboko w jej oczy, gdy na moment przerwał taniec języków.
Tak – odpowiedziała z wyraźnym lękiem. Sama nie wiedziała czego bardziej się obawia, czy pierwszego razu z innym mężczyzną, czy tego, że Hektor może poznać, że nie jest jej pierwszym. By zamaskować swoje zdenerwowanie uniosła się na łokciach i musnęła jabłko Adama, następnie zeszła nieco niżej, aż dobrnęła do zarośniętej klatki piersiowej mężczyzny.
Hektor zaciągnął się znacznie powietrzem, a potem cały jakby zesztywniał. Na krótki moment przestał oddychać.
Cyntio, ja jestem pod wpływem alkoholu, nie wiem na ile będę umiał być delikatny – usprawiedliwił się, chwytając ją mocno za ramiona i sprawił, że opadła na poduszki. Puścił ją i położył dłonie na łóżku, tak, że kobieta znajdowała się między nimi.
Poczuła się jakby była w klatce, w ślepym zaułku, w sytuacji bez wyjścia. Ponownie się uniosła, tym razem splotła palce i zarzuciła je na kark mężczyzny, pocałowała jeden z jego barków i wyszeptała na ucho:
Ufam, Hektorze, że nie mógłbyś mnie skrzywdzić. – Starała się brzmieć najpewniej jak to tylko było możliwe, ale w zaistniałej sytuacji towarzyszył jej taki chaos w głowie, że nie potrafiła go uciszyć.
Pierw pozbawił narzeczoną podomki, delikatnie zsuwając ją z jej ramion. Wziął kilka głębszych wdechów, jakby chciał się uspokoić.
Coś się stało? – zapytała, nie rozumiejąc jego reakcji.
Zamrugał szybko, dwukrotnie oczami. Uśmiechnął się. Pokręcił nieznacznie głową.
Nic się nie stało. Jesteś piękna. – W dłoniach trzymał materiał jej koszulki nocnej, mocno pociągał do góry, aż był w stanie zdjąć ją przez głowę. Powstrzymał się jednak widząc wstyd w jej oczach. – Jesteś tego pewna? Naprawdę tego chcesz? – dopytywał.
Wcześniej czy później, nie ma znaczenia. Nie uniknę tego.
A chciałabyś unikać? – Ledwie pohamował rozbawienie.
Nie wiem, nie mam doświadczenia – skłamała.
Hektor nieco się zmieszał. Po tym co Cyntia zrobiła u niego w posiadłości, kiedy naga wyszła z wanny i usiłowała go uwieść, wątpił w jej dziewictwo. Uśmiechnął się jednak uroczo. Brak doświadczenia u przyszłej pani Rodrigez, wyraźnie go ucieszył.
Rzeczywiście, brak doświadczenia, to duży kłopot. Coś na to zaradzimy – zapowiedział i pozostawił na moment jej koszulę nocną w spokoju. Powrócił do całowania policzków, nosa, usteczek, szyi, dekoltu.
Cyntia wyraźnie zaczynała się rozluźniać. Poczuła jednak lęk kiedy przypomniała sobie o konieczności udawania cnotliwej. Co prawda woreczek z krwią tej nocy gościł pod jej poduszką, ale nie miała pomysłu jak go stamtąd wydobyć przy tak jasnym świetle.
Czy coś się stało? – zapytał, wyczuwając jej stan, jakim był nagły brak reakcji na jego pieszczoty.
Chyba jednak nie jestem tak odważna jak myślałam – wyznała skrycie, z delikatnym uśmiechem zażenowania.
Cyntio, nikt nie wymaga od ciebie odwagi w takim momencie.
Opadła głową na miękką poduszkę i pozwoliła, by przyszły mąż dalej obcałowywał jej ciało.
Na pewno nie wolisz zaczekać do ślubu? – upewniał się, gdy jego usta wciąż błądziły po jej szyi, w okolicy ucha.
Nie, nie chcę – odpowiedziała szybko, niemal agresywnie. Rozpoczęła poznawanie dłońmi jego ciała. Pierw usiłowała opleść jego plecy swoimi rękoma, z trudem jej się to udało. Następnie błądziła po jego łopatkach. Wyczuła lekki meszek pod palcami, a następnie kilka zgrubień i wklęśnięć, domyśliła się, że są to blizny. Potem przesuwała prawą dłoń wzdłuż kręgosłupa.
Mężczyzna nagle zesztywniał.
Przepraszam, wolisz bym…
Nic nie szkodzi. Jeśli chcesz, dotykaj – przerwał Cyntii tymi słowami.
Zachęcona sięgała za pasek jego spodenek. Zaczęła delikatnie, trochę nieporadnie zsuwać z narzeczonego ostatni element odzieżowy. Hektor podnosił jej koszulkę coraz wyżej, aż w końcu rzekł delikatnie:
Unieść rączki do góry.
Uczyniła jak chciał, ale zaraz gdy zdjął jej koszulkę przez głowę i odrzucił ją na podłogę, zasłoniła rękoma piersi.
Nie – powiedział Hektor, pokręcił głową i chwycił za jej nadgarstki. Próbował delikatnie zabrać jej ręce z biustu, ale nie pozwoliła mu na to.
Odpuścił, pogładził lewą dłonią nagie przedramię kobiety. Szukał w sobie wszystkich, możliwych pokładów cierpliwości. Choć z natury był cholerykiem i często zdarzało mu się krzyczeć lub unosić.
Spokojnie. – Pragnął dodać jej otuchy, choć wylewność także nie była jego mocną stroną. – Chcesz jednak zaczekać?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
Może chociaż do czasu oficjalnych zaręczyn?
Nie Hektor, nie chcę czekać – zapewniła, patrząc mu prosto w oczy.
To zabierz ręce – zażądał delikatnie. – Cyntio… co się dzieje? – zapytał, gdy dostrzegł pierwszą łzę na policzku.
Nic. – Czuła gulę w gardle, uniemożliwiającą jej wyraźne mówienie. – Zgaś świece, proszę.
Dlaczego płaczesz? – zapytał troskliwie.
Nie przejmuj się tym, zgaś świece.
Jak mam się nie przejmować?! – uniósł się, całkiem niepotrzebnie i już po wypowiedzeniu tych słów, zdał sobie sprawę, że były znacznie za głośne. Żałował.
Krzyczysz. – Spuściła wzrok.
Przepraszam, nie powinienem. Chodź do mnie. – Przyciągnął ją do siebie i przytulił. Zrobił więc to co jego zdaniem było najlepsze w tym momencie. – Naprawdę przepraszam. Jestem po alkoholu, zrozum.
Nie rezygnuj – wyszeptała.
Odchylił się nieco, by móc spojrzeć w jej twarz.
Co powiedziałaś?
Nie przeżyje kolejnego odrzucenia – wyznała.
Nie odrzucam cię – zapewnił. – Sam nie wiem co mam robić. Twoja reakcja mi nie pomaga.
Zgaś świece i rób swoje.
Co znaczy rób swoje? – zapytał wprost.
Hektor nie zadawaj pytań. Rób co musisz.
Cyntio, ale ja nic nie muszę. Ja mogę poczekać, naprawdę.
Zgaś – nalegała.
W końcu jej usłuchał, wychylił się w jedną stronę i odwrócił lampion, by zdmuchnąć świece. To samo uczynił z drugim lampionem.
Spokojnie. Spokojnie, już zgasiłem. Nie płacz, proszę cię. – Scałował jedną łzę z jej policzka.
Przytuliła się do niego. Starała się zapomnieć o Williamie na krótki moment. I choć Hektor znacznie różnił się od jej wcześniejszego kochanka, to właśnie te różnice najbardziej przypominały jej Willa. Drapanie zarostem o jej aksamitny policzek, włosy na klatce piersiowej ocierające się o jej piersi, większa muskulatura, donośniejszy głos, bardziej pewne, męskie gesty. Rodrigez był całkowitym przeciwieństwem Oldmana.
Jesteś pewna? – zapytał jeszcze raz, choć czuł zmęczenie tym ciągłym upewnianiem się.
Tak.
Uspokoiłaś się – stwierdził, słysząc jej pewny głos.
Tak, już tak.
Poczuł przy swoich wargach jak jej usta zmieniają kształt, a ich kąciki unoszą się ku górze.
Kocham cię – wyszeptał i rozpoczął obcałowywanie całej szyi, w końcu doszedł do piersi.
Drapiesz – wyznała gdy poczuła jego zarost na swoim sutku.
Przyzwyczajaj się – wyszeptał.
Położyła się wygodniej. Było jej dobrze, naprawdę przyjemnie. Poczuła się nawet odprężona, gdy język Hektora sunął po jej nagim brzuchu. Jednak kiedy kolano mężczyzny znalazło się między jej udami, ponownie przyszedł strach i niewiedza jak to będzie z innym, z kimś tak stanowczym i pewnym siebie jak Hektor.
Nie wiem czy umiem być delikatny – przypomniał.
Wiem, że nie umiesz – wymsknęło się jej, bo przypomniała sobie dotyk opuszek palców Willa na swojej skórze, jego pocałunki, jego postępowanie. To wszystko było tak delikatne, powolne, spokojne… tak inne od poczynań Hektora.
Mężczyzna na moment zaprzestał obdarowywać kobietę pocałunkami. Postanowiła więc wytłumaczyć:
Nie jesteś delikatny, nigdy nie byłeś. Jesteś dobry, męski, pewny siebie i takiego cię chcę. – Sama wykonała krok w jego stronę. Pocałowała wgłębienie między jego barkiem a szyją.
Potem ponownie zaczęła błądzić dłońmi po jego ciele, ucząc się go niczym mapy, na pamięć. Rozchyliła nogi, zdejmując prawą dłoń z ciała mężczyzny. Zacisnęła ją pierw na prześcieradle, a potem skierowała pod poduszkę, po woreczek z krwią.
Hektor zsunął swoje spodenki bardziej, niemal do kolan. Nakierował swoją męskość w odpowiednie miejsce, ale zatrzymał się. Pocałował jej brodę. Po chwili to ona odnalazła wargami jego usta. Nie pocałował jej jednak. Oddalił się odrobinkę.
Przepraszam jeśli zaboli – wyszeptał i naparł do przodu.
Cholera – zaklęła, gdy poczuła jego niewielki fragment w sobie.
Hektor zapobiegawczo się zatrzymał. Uśmiechnął się, zagryzł zęby i walczył sam z sobą, by się nie poruszyć.
Minęło? – dopytywał.
Nie – odpowiedziała, czując łzy w oczach. Cyntia nie rozumiała jak to możliwe, przecież wcześniej była z Williamem i to kilkakrotnie. Nie pojmowała czemu współżycie z Hektorem tak bardzo zabolało już na samym początku.
Nie potrafił czekać dłużej, poza tym nie widział większego sensu w zwlekaniu. Według niego Cyntia była cnotliwa i sądził, że przedłużaniem tego nie oszczędzi jej bólu. Poruszył się gwałtownie do przodu bez uprzedzenia, wcześniej przytulając ją do siebie. Zacisnęła zęby tuż przy jego szyi, zadając mu tym niemały ból. W ostatniej chwili przypomniała sobie o woreczku i nacisnęła go trzymając w dłoni pod udem. Ciepło cieczy obryzgało nieco jej pośladki, ale przede wszystkim zaplamiło prześcieradło. Poczuła dumę, bo przecież od początku o to właśnie jej chodziło. Naszły ją jednak też niespodziewane wyrzuty sumienia. Schowała pusty woreczek z powrotem pod poduszkę, poczuła jak ból mija. Wypuściła skórę Hektora, na której ciągle zaciskała swoje zęby.
Przepraszam – wyszeptała.
Nic się nie stało. To było nawet sprawiedliwe.
Sprawiedliwe?
Ciebie też bolało.
Poruszył się dwukrotnie, a ona poczuła znajomą wilgoć i przyjemne, płynne tarcie. Zatrzymała Hektora, gdy ten chciał się z niej wysunąć.
Chcesz przerwać? – nie dowierzała.
Nie chcę, by cię bolało – usprawiedliwił swoje poczynania.
Zaczęło się robić przyjemnie – odparła z wyraźnym zawstydzeniem.
Zapewniam cię, że jeszcze kiedyś do tego wrócimy. – Poruszył się jeszcze ostatni raz, następnie pocałował ją w czubek nosa. – Nie chcę jednak byś zaszła w ciąże przed ślubem – dodał.
Wysunął swoją męskość z kobiety, zanim uzyskał pełne zaspokojenie. Zacisnął zęby i postanowił jakoś to przetrzymać, i nie ulec pokusie. Chciał, by jego dziecko było aktem miłości, poświęconej przez Boga, tej prawej, szczerej i przyzwoitej, a nie skutkiem zaspokojenia cielesnych potrzeb przed ślubem.
Cyntia poczuła się jakby uchodziło z niej powietrze. Nie dowierzała w to co właśnie miało miejsce. Takiej sytuacji jaka zaistniała w ogóle nie brała pod uwagę. Postanowiła poradzić się Julii i to jak najszybciej.
Wezmę kąpiel – powiedziała całując Hektora w policzek. Ukradkiem zabrała z sobą pusty woreczek i zacisnęła w drobnej piąstce.
Prosiłbym byś mnie teraz, przez krótką chwilę nie dotykała – odparł niesympatycznym tonem, choć nie chciał jej urazić. Jego głos po prostu najczęściej zdradzał emocje w jakich się znajdował.
Oczywiście, rozumiem – wyjaśniła i czmychnęła najpierw do łazienki, a potem, gdy Hektor zasnął, wymknęła się ukradkiem z sypialni.

W niewielkim pokoju, o jasnych kremowych ścianach, w rogu mieściła się kołyska, była pusta. Na łożu okrytym narzutą w łososiowe róże leżał mężczyzna o jasnych blond włosach, na jego gołej klatce piersiowej był położony kocyk niemowlęcy, a na nim maleńki chłopiec – Edward.
Cyntia wkroczyła do pokoju siostry nie pukając. Dopiero po wejściu przypomniała sobie o obecności Bastiana. Jednak kiedy zobaczyła go z synkiem Julii, nie dowierzała własnym oczom. Kilkukrotnie zamrugała, co nie uszło uwadze brunetki.
To nie przywidzenia, to jawa – powiedziała do siostry, składając ubranka niemowlęce i chowając je do komody.
Cyntia postanowiła jej pomóc i się przyłączyć.
Ty i praca? – zapytała z drwiną Julia.
Muszę czymś zająć dłonie.
Stało się coś?
W odpowiedzi uzyskała jedynie znaczące spojrzenie na swego przyszłego męża.
Co? On? Śpi jak zabity, możesz mówić.
Byłam z Hektorem – wyznała szeptem.
To cudowna wiadomość. – Brunetka szczerze się uśmiechnęła.
Właśnie, że nie.
Jak to? Nie uwierzył w twoją cnotę? Było trzeba być bardziej przekonywującą. – Z rezygnacją usiadła na łóżku, nie zdając sobie nawet sprawy, że tym ruchem przebudziła Bastiana, który zawsze gdy miał dziecko na rękach czy piersi podczas snu, to właściwie nie spał a na wpół drzemał.
Nie w tym rzecz – powiedziała przez zęby. – On nie dopuści do tego bym zaszła z nim w ciąże przed ślubem, będzie o to dbał.
Dlaczego?
Jest przyzwoity.
Przeklęta przyzwoitość – wypowiedziała przez zęby, ze znaczną odrazą Julia.
Fakt, przeklęta. Powiedz mi co ja mam teraz zrobić? – Cyntia zaprzestała składać ubranka swojego siostrzeńca i usiadła przy boku siostry.
A skąd ja mam to wiedzieć?
Udawanie dziewictwa było twoim pomysłem.
Chciałam ci pomóc.
Wiem, ale wpędziłaś mnie w jeszcze większe tarapaty.
Dlaczego większe? – Nic z tego nie rozumiała. Swoim skromnym zdaniem wcale nie pogorszyła sprawy.
Hektor myśli, że byłam cnotliwa, wiesz co pomyśli, gdy urodzę?
Wszystko zależy od tego kiedy się pobierzecie.
Najwcześniej za miesiąc.
Nie, w tak wczesnego wcześniaka, to żaden mężczyzna nie uwierzy.
Właśnie.
Hektor prędzej odkryje naszą intrygę niż uwierzy w niepokalane poczęcie – stwierdziła z pewnością w głosie przyszła pani Brown.
Julio, zastanów się. On uważa, że był moim pierwszym. Pomyśli, że nie byłam mu wierna.
Właśnie, w ogóle o tym nie pomyślałam. – Brunetka teatralnym gestem uderzyła się w czoło.
On mnie zabije. – Załamała się Cyntia. – A jeśli sprawa wyjdzie po naszym ślubie, to przed zabiciem, pewnie będzie na tysiące sposobów torturował.
Nie jest głupi, nie popełni przestępstwa z powodu niewierności żony. Już prędzej unieważni małżeństwo...
I narazi rodzinę na kolejny skandal – zagrzmiał męski głos zza parawanu.
Julia i Cyntia spojrzały w kierunku drzwi.
Witajcie siostry, przybyłem na wesele, ale widzę szykuje się stypa.
Martin. – Odetchnęła z ulgą młodsza siostra. Przeczesała dłońmi rozczochrane włosy i podbiegła wtulić się w brata, który jak zwykle w takiej sytuacji rozwarł szeroko ramiona, by ją przygarnąć.
Tym razem nie mało nabroiłaś, siostrzyczko. – Wysoki, smukły mężczyzna z kozią, niewielką bródką pogroził palcem.
Cyntia nie mogła się powstrzymać i chwyciła Martina za kraniec zarostu. Było to dla niej zupełną nowością, gdyż jej brat nigdy wcześniej nie zapuszczał brody.
Dlaczego się skradasz? Omal zawału przez ciebie nie dostałyśmy! – naskoczyła Julia.
Przepraszam, chciałem tylko spojrzeć na siostrzeńca. Sądziłem, że śpicie, a było otwarte. Teraz to z resztą nie ważne. – Wzruszył niedbale ramionami i spojrzał na Cyntię. – Czy ktoś mi powie kim jest Hektor?
Moim przyszłym mężem – wyznała.
A kim jest ojciec twojego dziecka?
William Oldman – odpowiedziała z wyraźnie słyszalną kpiną w głosie.
Ten, którego ojciec postrzelił, bo myślał, że cię bierze na siłę? Ten, z którym nieraz biegałem po sadzie za dzieciaka, a matka była przeciwna naszej przyjaźni? A właśnie, bo to chyba syn ogrodnika był, czyż nie?
Martin, proszę cię – wtrąciła Julka, ale mężczyzna się tylko roześmiał.
I z czego rżysz? – zapytała ze wściekłością Cyntia. Usiadła na łóżku obok siostry. Jakoś nagle odeszła ją cała ochota na przytulanie się do starszego braciszka.
Tak sobie pomyślałem o naszej rodzinie. Chyba żadne rozgrzeszenie nam nie pomoże, żadna pokuta...
Martin bez tych kościelnych bredni, proszę! – krzyknęła starsza z sióstr.
Doradź mi coś. – Cyntia miała łzy w oczach.
Jeśli wierzysz w miłość tego mężczyzny to powiedz mu prawdę – zaproponował i usiadł na łóżku przy swojej młodszej siostrzyczce.
Oszalałeś? Mam powiedzieć przyszłemu mężowi, że jestem w ciąży, na dodatek udawałam cnotkę!? – wykrzyknęła Cyntia.
A widzisz inne wyjście?
Cyntia wstała i zaczęła przechadzać się po pokoju, wyrażając w ten sposób swoje wielkie zdenerwowanie.
Musi być inne wyjście – powiedziała kobieta, wkraczając do pokoju córki.
Matko? – Cyntia zrobiła oczy większe niż monety.
Martin natomiast jak nigdy zaniemówił.
Jak mogłeś nie zamknąć drzwi? – zapytała z pretensją przyszła pani Brown.
Matko, teraz matko... kiedy zamierzaliście mi powiedzieć? – Nieco ponad czterdziestoletnia kobieta zaczęła gestykulować dłońmi. Nawet w najgorszych snach nie nachodziły ją takie koszmary jakie jej dzieci fundowały na jawie. Pomyślała, że jak tak dalej pójdzie, to będzie bała się wstawać z łóżka, martwiąc się o to co też mogli nabroić tego dnia.
Ja dowiedziałem się pięć minut przed tobą – wytłumaczył się Martin.
Marta podeszła do niego pośpiesznie i wymierzyła siarczysty policzek.
Od dwóch minut powinieneś być u mnie i mnie o tym informować! – wykrzyknęła ostro. – A wy? Co wyście sobie myślały? – zwróciła się ostro do córek.
Matko, chciałyśmy... – Julii zabrakło słów, bo tak naprawdę ich pomysł się nie powiódł. Gdyby było inaczej, to przynajmniej miałyby dobre usprawiedliwienie i niezaprzeczalny argument.
Co chciałyście?
Same sobie poradzić – odpowiedziała Cyntia.
I jak widać, nie poradziłyście sobie najlepiej.
Jak widać – przyznała Cyntia z rezygnacją i zagryzła ząbki tak mocno, że te aż zgrzytnęły. Nienawidziła, gdy jej matka się mądrzyła i udawała nigdy nieomylną.
Skoro już znasz prawdę, to może byś tak nam pomogła, zamiast tylko krytykować. W końcu jesteśmy twoimi dziećmi. – Julia spojrzała na rodzicielkę z nadzieją.
Czasami zastanawiam się co ja takiego strasznego zrobiłam w życiu, że zasłużyłam sobie właśnie na takie dzieci.
Bóg zsyła na nas tyle cierpienia ile jesteśmy w stanie znieść, matko – odciął się Martin.
Pomożesz nam czy nie? – zapytała Cyntia, która od dłuższej chwili milczała.
Pomogę tobie, bez obaw, ale pierw chciałabym coś wyjaśnić. – Kobieta złożyła dłonie w koszyczek za swoimi plecami i podeszła do córki. – Jesteś w ciąży? – zapytała z grozą w oczach.
Tak mi się wydaje – wyznała dziewczyna, a chwilę potem poczuła siarczysty raz na prawym policzku.
Z kim?
Mamo...
Pytałam z kim!?
Nie krzycz, bo obudzisz Bastiana i Edwarda – zwróciła jej uwagę Julia.
Nie mów mi co mam robić w moim własnym domu. Poza tym dobrze wiesz, że twojego przyszłego męża, gdy jest pijany, nie obudziłyby nawet wystrzały z armat. A ty odpowiadaj gdy pytam – zwróciła się do młodszej córki. – Kto jest ojcem tego dziecka?
William – przyznała.
Marta wymierzyła kolejny policzek córce. Martin wstał, ale Julia chwyciła go za rękę i szarpnięciem zmusiła, by znów usiadł.
Nie wtrącaj się, bo tylko pogorszysz sprawę – warknęła szeptem w stronę brata.
A twoja cnota co ma z tym wszystkim wspólnego?
Oszukałam Hektora – przyznała przez łzy. Zacisnęła usta w oczekiwaniu na kolejny policzek. Ten jednak nie nadszedł.
Nie mam więcej pytań. Rozdzielcie się, jest noc, nie wypada byście tutaj siedzieli i spiskowali. – Kobieta ponownie złożyła dłonie w koszyczek za plecami.
Ale miałaś nam pomóc – przypomniała Julia.
Nie wam, a Cyntii i pomogę jej, rano. Martin powiem służącej na nocnej zmianie, by przyniosła świeżą pościel do twojego pokoju. Julio zostań z mężem i synem, rano rozpoczną się przygotowania do twojego ślubu i wesela. A ty Cyntio wracaj do Rodrigeza i bądź dla niego miła, tylko nieszczególnie, by się nie zorientował, że coś jest nie w porządku. – Kobieta skierowała się do wyjścia, ale zawróciła w ostatniej chwili, by uderzyć córkę po raz trzeci. – Nie płacz – szepnęła. – Płakać będziesz po ślubie jeśli nie zmądrzejesz. Zapewniam cię, że twój przyszły mąż ma cięższą rękę niż moja. Dlatego skorzystaj z mojej rady i po ślubie zajmij się tym co do ciebie należy. Prowadzeniem domu i rodzeniem dzieci. – Opuściła pokój, ale nie domknęła za sobą drzwi. Nasłuchiwała.
Boże, co za okropna kobieta – powiedziała Julia o własnej matce.
Słyszałam. – Marta ponownie wkraczyła do pokoju. – Jeśli chcesz się solidaryzować z rodzeństwem, to zapomnij, nie uderzę cię. Pojutrze masz ślub, nie możesz mieć sińców. Rozejść się – poleciła i czekała cierpliwie aż Cyntia i Martin opuszczą sypialnie przyszłych państwa Brown. Wyszła za nimi i skierowała się do pokoju swojego i męża.

Cyntia powróciła do siebie, tak jak radziła jej matka. Była już czwarta rano. Delikatnie wsunęła się pod kołdrę u boku Hektora. Była zmęczona, ale sen nie przychodził. Problemy się mnożyły, tajemnice rosły, a to wszystko spędzało jej skutecznie sen z powiek. O szóstej przestała walczyć o chwilę zapomnienia w postaci pięknego snu. Wstała i postanowiła uczesać się przy toaletce z pięcioma wysokimi lustrami. Wtedy wstał także Hektor i pierwsze co zrobił to założył spodnie. Kobieta spojrzała na jego odbicie w lustrze. Szelki bezwiednie zwisały, a guziki spodni nie były zapięte, to wszystko sprawiało, że trzymały się luźno na biodrach. Cyntia doszła do wniosku, że Hektor jako mężczyzna jest nawet przystojny i że gdyby to jego spotkała jako pierwszego, przed Williamem, to mogłaby obdarzyć go szczerym, nie do zburzenia uczuciem. Jej zdaniem Hektor na to zasługiwał, za swoją dobroć, prawość i przyzwoitość... przede wszystkim za przyzwoitość.
Już wstałaś, kochanie? – zapytał zachodząc ją od tyłu i całując w policzek. – Co ci się stało? – Chwycił podbródek przyszłej żony w dwa palce i odwrócił nieco, by móc przyjrzeć się sińcowi.
To nic takiego – odparła.
Mam prawo wiedzieć jak do tego doszło – rzekł stanowczo. Wyprostował się i oczekiwał odpowiedzi.
Sama jestem sobie winna. – Próbowała go zbyć wymijającą odpowiedzią.
Jeśli nawet prawdą jest to co mówisz, daj mi samemu ocenić sytuacje.
Nie musisz o wszystkim wiedzieć! – warknęła z powodu zdenerwowania, a puderniczka wypadła jej z rąk wprost na blat, przez co nieco beżowego pyłu uniosło się do góry.
Coś ty powiedziała? – zapytał z pretensją.
Przepraszam, Hektor, nie chciałam się unieść. – Wstała i położyła swoje dłonie na nagiej klatce piersiowej mężczyzny. Poczuła przyjemne ciepło jego ciała, twardość ciemnego zarostu.
On jednak odtrącił jej ręce.
Będę twoim mężem – przypomniał ostro.
Wiem o tym, dlatego nie chcę cię martwić, ale doceniam...
Cyntio – wszedł jej w zdanie. – Małżeństwo nie polega na braku zmartwień, a na zaufaniu i pomaganiu sobie nawzajem – wyjaśnił. Oddalił się od żony i zasiadł naprzeciw niej w niewielkim fotelu.
Nie potrzebuje twojej pomocy w tej sprawie.
Jaka to sprawa? – nie odpuszczał.
Co chcesz konkretnie wiedzieć? – Cyntia skapitulowała. Usiadła na pufie od toaletki i patrzyła na narzeczonego.
Na początek chciałbym wiedzieć kto cię uderzył.
Dlaczego chcesz to wiedzieć?
Skoro nie chcesz powiedzieć kto, to powiedz chociaż z jakiego powodu?
Nie chcę abyś się zdenerwował.
Będę miał powód do denerwowania się? – Zmarszczył czoło i wyczekując odpowiedzi wystrzelił brwiami do góry.
Możliwe – odpowiedziała, nie mając pomysłu jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji.
Hektor pokręcił głową i przyłożył trzy palce do skroni.
Cyntio, por favor.
Zaczęła tracić nadzieję na to, że mężczyzna odpuści temat, dlatego szukała w zakamarkach umysłu jakieś sensownej wymówki czy też kłamstwa. W tamtej chwili Cyntia spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, że z opresji wybawi ją przyszły szwagier – Bastian Brown.
Mężczyzna wkroczył do sypialni kobiety z małym Edwardem na rękach. Wyglądał nieporadnie, niczym mały chłopiec. Hektor przewrócił oczami, zdradzając tym swoją irytacje.
Bastian? – zdziwiła się Cyntia.
Tak, czy mogłabyś mi pomóc? Nie wiem gdzie są czyste beciki, a mały się ulał.
Cyntia zrobiła wielkie oczy, była niezwykle zaskoczona. Hektor zmarszczył brwi i spojrzał przez ramie, by zobaczyć ten obrazek, Browna z dzieckiem na rękach z własnej nieprzymuszonej woli. Doszedł do wniosku, że także w to nie dowierza.
Oczywiście, że ci pomogę. – Szybko wstała i zmierzała w stronę drzwi.
Może najpierw wypadałoby się ubrać – zwrócił jej uwagę narzeczony.
Daj spokój, to pokój naprzeciwko. Nie idę daleko, założę ciepłą narzutkę. – Musnęła przyszłego męża w policzek i podeszła do Bastiana.
Brown, na przyszłość proszę byś pukał – poinstruował blondyna Rodrigez
Idziemy – wydała polecenie Cyntia, kręcąc z dezaprobatą głową na zachowanie Hektora.
Mały wcale się nie ulał – powiedział Bastian, gdy wkroczyli już do pokoju Julii.
Nie? – Dziewczyna stała przy komodzie. Odwróciła się, by spojrzeć na przyszłego szwagra.
Nie.
Dlaczego skłamałeś?
By ciebie ratować.
Skąd pomysł, że potrzebny mi był ratunek?
Podsłuchiwałem – przyznał z szerokim i szczerym uśmiechem.
Wiesz co Bastian? Ja wychodzę.
Podsłuchiwałem też rano, nie spałem. – Te słowa skutecznie Cyntię zatrzymały.
Wypuściła powietrze z irytacją i splotła ręce na piersi.
Co słyszałeś?
Wystarczająco dużo.
Co chcesz w zamian za milczenie? – zapytała wiedząc, że Bastian nie jest bezinteresownym człowiekiem. Właściwie to nie wierzyła już w istnienie bezinteresownych ludzi.
Na razie nic. Proszę mu powiedzieć, że uderzyła panienkę matka, oraz że miała swoje powody, a potem wymigać się wybieraniem kwiatów na stoły wraz z Julią.
Hektor nie odpuści, będzie pytał o powód.
Nie, jeśli Julia wejdzie do pokoju i poprosi cię o tę pomoc. Hektor nie odpuści i będzie pytał o powód, ale już nie panienkę, a panienki matkę. Ona ciebie uderzyła, niech więc ona się tłumaczy. – Wzruszył ramionami i zrobił minę świadczącą o tym, iż jego zdaniem wszystko jest banalnie proste.
Cyntia uśmiechnęła się początkowo z niedowierzaniem, ale po przeanalizowaniu sprawy postanowiła zdać się na pomysł przyszłego szwagra.
Wiem też jak wybrnąć z twoich innych problemów.
Śmiem wątpić.
Nie wątp panienko we mnie, albo przynajmniej przed zwątpieniem wysłuchaj.
Mów mi po imieniu, nie lubię zwrotów typu panienka, pani, panno, i tym podobnych. Poza tym znamy się od dziecka. Niegdyś byliśmy na ty – przypomniała. – Zamieniam się w słuch. Jaki masz pomysł? – Przyjęła bojową i zniecierpliwioną postawę.
Chętnie opowiem, ale pierw zmień mu pieluchę. – Wskazał dłonią na Edwarda.
Zawołaj służącą.
Nie mogę – wyszeptał przez zaciśnięte zęby. – Obiecałem Julii, że się nim zajmę do jej powrotu, całkowicie sam, bez pomocy służby. To dla mnie sprawa życia i śmierci, rozumiesz?
Jeśli ja ci pomogę, to będzie znaczyło, że nie zająłeś się nim całkiem sam – wywnioskowała.
Jeśli ja ci pomogę, twoje dziecko będzie miało ojca.
Nie szantażuj mnie.
Nie śmiałbym, chcę ci tylko pomóc. W końcu rodzina sobie powinna pomagać. No wiesz, tak wzajemnie.
Dobrze, daj go. Ja go przewinę, a ty w tym czasie mów.
Cyntia przejęła siostrzeńca, położyła na łóżku, na jednej z pieluszek. Rozpoczęła zdejmowanie z malca sukienki w liczne koronki i falbanki, a Bastianowi nakazała, by przyniósł z łazienki miseczkę z wodą.
Po cóż to? – zdziwił się.
Dzieciom przemywa się pupę podczas przewijania – wyjaśniła.
Bastian więc usłuchał i kładąc na łóżku blaszaną, małą miskę, powrócił do tematu Hektora i tego jak zaciągnąć go do łóżka:
Wystarczy go spić.
Wczoraj pił i…
Pił niewiele. Trzeba spić go bardziej. Żaden pijany mężczyzna nie odmówi pięknej kobiecie.
Patrzysz na swoim przykładzie? – rzuciła z dezaprobatą, jednocześnie unosząc nagie nóżki maluszka delikatnie do góry.
Niewyłącznie. Hektor to facet jak każdy inny.
To się nie uda – rzekła z rezygnacją kobieta, usiłując zawinąć Edwarda w czystą pieluszkę.
Bastian przez moment nie wiedział o czym ona mówi, czy o swojej nieumiejętności przewijania niemowląt, czy o swym przyszłym mężu i wrobieniu go w dziecko. W końcu się ulitował i postanowił jej dopomóc, bo z zakładaniem czystej pieluchy nie miał żadnego problemu. Jemu tylko chodziło o to, by ktoś pozbawił jego pasierba tej brudnej i sprawił, by maluch przyjemniej pachniał.
Cyntia patrzyła z uwagą, jak blondyn przeplata materiał w taki sposób, że ten się trzymał na bioderkach chłopca i nie spadał. Była po wrażeniem.
Radziłbym ci się tego nauczyć – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
Po cóż? Hektora chyba stać na piastunkę – zauważyła i nakazała Brownowi kontynuować. Po raz kolejny powiedziała, że spicie Hektora i zaciągnięcie go pijanego do łóżka może się nie udać.
Być może, ale co ci szkodzi spróbować? – Tym razem słowa Bastiana miały sens. Cyntia nie miała przecież nic do stracenia, a do zyskania było bardzo wiele.

Pomysły Browna okazały się nie być takie najgorsze. Z unikaniem tematu uderzenia i zrzuceniem tego na barki matki się udało. Cyntia pozostawiła przyszłego męża w pokoju, by ten się przebrał w ubranie pożyczone od Martina. Przed wyjściem wyjaśniła mu, że marynarka od kompletu znajduje się w pokoju rodziców. Nawet chciała mu ją przynieść, ale mężczyzna odmówił. Uznał, że sam może się tam pofatygować. Ona udała się więc dopomóc starszej siostrze.
A co ty taka w dobrym humorze? – zagadnęła Julia, gdy wspólnie szły szerokim korytarzem, na pierwszym piętrze, w kierunku schodów.
Masz genialnego męża.
Julia słysząc takowe wyznanie zamrugała kilkakrotnie, a jej mina zdawała się wyrażać takie zdziwienie, jakby ktoś właśnie jej powiedział, że przewidział koniec świata. Owe zaskoczenie nie miało nic wspólnego z wyprzedzeniem faktów, na temat stanu cywilnego przyszłej pani Brown.
Cyntia doskonale umiała czytać z mimiki twarzy swojego rodzeństwa, dlatego pośpieszyła z wyjaśnieniami:
Uświadomił mi, że gdy się na coś nie zgadzam nie muszę z tym walczyć, zwłaszcza gdy przeciwnik jest silniejszy.
Możesz bez metafor? Nigdy nie byłam w nich dobra.
Oczywiście. – Cyntia uśmiechnęła się z wyższością. – Toczyłam wiele boi z Hektorem. Zazwyczaj polegały na moim tak, a jego nie, albo odwrotnie.
Różnica zdań i charakterów?
Być może. Jednak walka na słowa, byleby przeforsować swoje zdanie, nie ma najmniejszego sensu. Bo widzisz... u Hektora ciężko coś przeforsować. – Wzruszyła jednym ramieniem i uroczo się uśmiechnęła.
W takim razie będziesz miała ciężkie życie – wywnioskowała Julia. – Takie zachowania nie wróżą niczego dobrego przed zaślubinami, a po nich... – Pokręciła głową jakby jej słów brakło. – Będzie cię trzymał na krótkiej smyczy, siostro.
Albo będzie tylko tak myślał. – Twarz Cyntii rozpromieniła się i rozjaśniała za sprawą szerokiego uśmiechu. – W rzeczywistości to ja będę o tym decydowała. Nie sztuką jest krzyczeć co się myśli, sztuką jest sprawić, by ta druga osoba poczuła te myśli i wyciągnęła odpowiednie, przychylne w twoją stronę wnioski. Bastian uświadomił mi, że niektórymi ludźmi nie sposób nie manipulować, jeśli chce się przetrwać. Czasami dobrze udać szarą, pokrzywdzoną myszkę. Na Hektora bez wątpienia bardziej to zadziała, niż jakikolwiek bunt.
Zaraz, zaraz. – Julia wyprzedziła siostrę i zaszła jej drogę. Przystanęła. – Chcesz manipulować przyszłym mężem i tym sposobem wstawić go pod swój pantofel?
A co w tym złego? – Zmarszczone czoło, jej ściągnięte brwi idealnie wyrażały niezrozumienie.
Julia zaczęła w głowie układać tabelkę z za i przeciw, i bardzo szybko doszła do wniosku, że:
Właściwie to nic.

Obie panie wkroczyły do sali jadalnej, gdzie Cyntia miała pomóc siostrze zająć się nadzorowaniem ustawiania wazonów z kwiatami na stołach restauracyjnych. Wszystko szło idealnie, gdy obie pochylały się nad kartką papieru z rozplanowanym rozmieszczeniem. Julia jednak niespodziewanie zapytała:
A gdzie teraz jest Hektor?
Zapewne w pokoju naszych rodziców – odpowiedziała kreśląc coś na kartce i rysując strzałkę. – Ten stół powinien stać dalej, by nie przeszkadzać kelnerowi, który ma za zadanie dbać o pełne kieliszki.
Przyszła pani Brown była zbyt zamyślona, by słyszeć do jakich wniosków dotarła jej młodsza siostra.
Co twój przyszły mąż robi w pokoju naszych rodziców?
Poszedł po marynarkę.
Przecież Martin dał ci... – Julia otworzyła szeroko usta na kształt litery o. – Jaki to ma cel siostro?
Hektor przestał zadręczać mnie pytaniami, bo uznał, że skoro i tak musi skonfrontować się z moją matką, to przy okazji, to ją o wszystko wypyta. Uznał, że być może tak więcej osiągnie, niż mnie zmuszając do zwierzeń.
I on ci to wszystko powiedział?
Głupiaś? – Zaśmiała się. – To jest właśnie sztuka manipulacji.
I całe życie będziecie rozgrywali niczym partyjkę szachów, przewidując ruch przeciwnika?
Czemu nie? Szachy to bardzo klasyczna, mądra i wyrafinowana gra.
Chcesz mieć wyrafinowane małżeństwo? Nie wystarczy ci już, że wychodzisz za niego z wyrachowania?
O co ci chodzi!? – uniosła się Cyntia i z impetem odrzuciła ołówek na stół.
O nic! Idę sprawdzić menu. – Odwróciła się na pięcie i wymaszerowała do kuchni. Stamtąd czmychnęła tylnym wyjściem i skierowała się schodami w górę, a następnie korytarzem, aż dotarła pod pokój matki.
Brunetce udało się dopaść Hektora jeszcze na korytarzu. Stał przed drzwiami i delikatnie w nie postukiwał.
Nikogo nie ma? – zagadnęła.
Sam nie wiem – odparł, unosząc kąciki swoich ust znacznie ku górze. Dokładnie zlustrował twarz kobiety. Jej spojrzenie... barwa oczu zdaniem Hektora wyrażała niepewność, a znał kobiety i ich naturę na tyle dobrze, że w takich sprawach niemal nigdy się nie mylił. – Chcesz mi coś powiedzieć, Julio? – zagadnął.
Że możesz wejść. – Szybko sięgnęła do klamki.
Drzwi zostały otwarte, a niedomówienia, pytania i niepewności pozostały. Ciężka atmosfera, tak mocno dawała się we znaki, iż oboje mieli wrażenie, że dałoby się zawiesić siekierę w powietrzu. Rodrigez jak przystało na dżentelmena puścił kobietę przodem. Upewnił się kilkakrotnym dopytywaniem, czy właściciele pokoju nie będą mieli nic przeciwko takiemu wtargnięciu. Julia za każdym razem go uspokajała, albo przynajmniej usiłowała się to czynić, choć z marnym skutkiem. Brunetka przysiadła na brzegu fotela, a Hektor sięgnął po marynarkę zawieszoną na drzwiach szafy. Począł ją ubierać.
Leży jak ulał. Moja siostra miała racje, że ty i Martin macie taką samą budowę i jesteście tego samego wzrostu.
Twa siostra często ma racje, ale ciii – przyłożył palec wskazujący do swych warg. – Nie waż się jej nigdy tego powiedzieć. – Uśmiechnął się ciepło, zagryzając przy tym na krótki moment dolną wargę.
Dlaczego?
Kobiety lubią wyolbrzymiać. Cyntia jest bardzo młoda. Tylko czekać aż z często zrobi zawsze.
Ciekawa teoria. Boisz się wtrącenia pod pantofel?
A czy już pod nim nie jestem? – zapytał poprawiając rękawy i kołnierzyk. – Tylko nie udawaj, że nie słyszałaś naszej nocnej kłótni. To byłoby niemożliwe, skoro nawet wasza matka słyszała ją stąd. – Pokazał palcami wskazującymi na podłogę. – Skoro pozwoliłem na siebie krzyczeć kobiecie to chyba coś znaczy.
Skoro pozwoliłem na siebie krzyczeć kobiecie – powtórzyła po przyszłym szwagrze z nieodgadnioną miną. – Ciekawa teoria bycia pod pantoflem – dodała, wstając z miejsca, które wcześniej zajmowała.
Dziękuję, zastanawiam się czy by jej nie opatentować. – Wyszczerzył zęby w maskującym prawdziwe uczucia uśmieszku. – Choć może prędzej Cyntia powinna patentować swoje metody, w końcu zaproszenia różowe, tort różowy, dodatki różowe. Tylko zakochany głupiec mógł się na to wszystko zgodzić – dopowiedział, świadomie obrażając tym samego siebie. Potem jednak szybko zmienił wyraz twarzy z rozbawionego na przenikliwy. – A teraz całkiem poważnie, Julio. Powiemy sobie w końcu nawzajem, co komu leży na sercu, czy będziemy tak dalej się do siebie uśmiechać i gawędzić o mało istotnych sprawach? O ile w ogóle istotnych.
To jaki będziesz dla mojej siostry jest dla mnie niezwykle istotne.
Doceniam siostrzaną miłość. Obiecałem ci już, że jej nie...
To było zanim wyszło na jaw, że znaczenie twych słów zależy od dowolnej interpretacji. Twojej własnej. – Wydawała się być niezwykle naburmuszona. Doszło do tego, że nawet lekko podniosła głos, choć bardzo tego nie lubiła.
Nie przewidzę naszego małżeńskiego życia, Julio. Nie mam daru jasnowidzenia i nic nie mogę na to poradzić. Małżeństwo to droga w niepewne.
A więc po co co ślub skoro sam przyznajesz, że jesteś niepewny? – Była niezwykle zdenerwowana. Z początku zawierzała w jego szczere intencje i prawdziwe uczucia, ale nagle dostrzegła w jego źrenicach błysk... przerażającą iskrę, jakby był zupełnie innym człowiekiem niż ten którego znała do tej pory.
Rodrigez jednak się opanował przed wybuchem. Wcisnął dłonie do kieszeni, ale tylko na krótki moment, by szybko zacisnąć i rozluźnić pięści. Po wyjęciu rąk z kieszeni udzielił wymijającej odpowiedzi:
Czasami tylko na końcu ciemnego tunelu, pełnego niepewności można dostrzec światło. Wydaje mi się, że właśnie na tym polega miłość. Na tym by uwierzyć na słowo... w zdrowiu i chorobie, majętności i niedostatku, od tego dnia, aż po kres... aż po śmierć. Czy nie tak, Julio?
Przyszła pani Brown rzuciła uważnym okiem na narzeczonego siostry. Ten magiczny i przerażający błysk, zauważalny wcześniej w jego spojrzeniu teraz gdzieś znikł... odszedł w nieznane. Oboje usłyszeli rozmowę dobiegającą z pokoju obok. Głosy były podniesione, a Julia bezbłędnie odgadła, iż należą do jej rodziców. Państwo Montenegro musieli wejść drugimi drzwiami, prowadzącymi wprost do sypialni, a nie przez mały salonik. Hektor jednak nie mógł tego wiedzieć bo nie znał układu pomieszczeń. Już chciał wyjść kiedy usłyszał swoje własne imię. Dyskusja ożywała, a on i Julia stali jak dwa słupy soli, nie potrafiące wykonać ani jednego kroku, ni to w przód, ni w tył. Jednak kiedy odgłosy dwójki ludzi zaczęły się zbliżać, to przyszła pani Brown zadecydowała za nich oboje. Szarpnęła Hektora za materiał na rękawie i lekko pchnęła w klatkę piersiową mężczyzny drugą dłonią. Rodrigez wykonał kilka kroków w tył i ani się obejrzał a już znajdował się w szafie, tak bardzo blisko swej przyszłej szwagierki, iż nawet nazwanie tej sytuacji niezręczną było stanowczo za delikatnym określeniem.
Co ty wyprawiasz? – chciał zapytać z niekrytą pretensją, ale wiedział, że w takiej sytuacji musi zachować milczenie. Wytężył więc słuch, uspokoił oddech i jakby ściszył bicie własnego serca. Nasłuchiwał rozmowy przyszłych teściów.
Sama nie wiesz do czego doprowadzasz! – wrzasnął Julian. – Wydając ją za Rodrigeza zniszczysz jej życie. To nie jest mężczyzna dla niej. Cyntia zasługuje na kogoś lepszego. Zresztą ma jeszcze czas aby wyjść za mąż.
To jej wybór, do niczego jej nie zmuszam. Nie zamierzam też zniechęcać.
Oczywiście, bo ty chcesz się jej tylko pozbyć – zarzucił kobiecie.
Tak – przytaknęła ku zdziwieniu Julii i Hektora, które było dostrzegalne nawet w tak egipskich ciemnościach, jakie panowały we wnętrzu szafy. – Nie przeczę. Cyntia od zawsze sprawiała problemy. Zawsze miała na wszystko własne zdanie, a ty skutecznie utwierdzałeś ją w przekonaniu, że tak można. Wyjdzie za mąż, to poczuje jak to jest nie zawsze móc postawić na swoim. I jeśli będzie z tego powodu cierpieć, to z twojej winy. Niepotrzebnie ją tak rozpuszczałeś.
Ktoś musiał skoro ty jej nawet nie kochałaś!
Starałam się – powiedziała łamiącym głosem, a para w szafie widziała oczyma wyobraźni łzy w oczach kobiety. – Bóg mi świadkiem, że się starałam, ale nie dałam rady. Darze ją uczuciem, jest tylko dzieckiem... była nic niewinnym dzieckiem, ale... to nigdy nie będzie uczucie tak silne jakie żywię do Julii i Martina. I każdego dnia żałuję, że przyszła na ten świat, że zdecydowałeś za mnie, nakazałeś ją wychować. Gdy na nią patrzę to boli mnie serce. Niech odejdzie z Rodrigezem, niech ma męża i założy własną rodzinę, to będzie dla niej najlepsze. Choć raz mi zaufaj, choć raz to mnie pozwól zadecydować.
Chciałem dla niej czegoś innego. Marzyłem, że wyjedzie, kontynuuje naukę, że w przyszłości to ona będzie zarządzała tym co po sobie pozostawimy. Nie chcę dla niej takiego męża. To drań!
Skąd wiesz!? – wrzasnęła. – Nic na to nie wskazuje...
Przejrzyj na oczy! – Chwycił kobietę za ramiona i potrząsnął. – Za rok albo dwa on zrobi z naszej córki wrak człowieka, a my nie będziemy w stanie... nie będziemy mieli takiej mocy i władzy, by ją od niego uwolnić.
Rozumiem, że ty dla niej zaplanowałeś staropanieństwo?
Ma czas – warknął. – Poza tym jej trzeba innego męża. Dobrego i łagodnego.
Bzura – prychnęła Marta. – Wystarczy już, że miała łagodnego ojca. Choć dobrocią nigdy nie grzeszyłeś.
Ciągle będziesz mi to wypominać? Przez te wszystkie lata nie możesz zapomnieć!?
Znasz matkę, która zapomniałaby o własnym dziecku? – zapytała niemal szeptem. – Ja takiej nie znam. – Słyszalne były delikatne, coraz cichsze kroki, aż w końcu dźwięk zamykanych drzwi, a potem trzask drugich.
O co chodzi? – chcieli zapytać równocześnie Julia i Hektor, ale musieli zaczekać. Zdecydowali się na te słowa dopiero po opuszczeniu ciasnej szafy, wcześniej upewniając się czy aby na pewno żadne z małżonków nie pozostało w pokoju.


Hektor postanowił dowiedzieć się prawdy, jakakolwiek by ona nie była. Obiecał to Julii, a ta po raz kolejny mu zaufała. Czy słusznie postąpiła? – Tego dopiero miała się dowiedzieć, w końcu nie tylko małżeństwa nie da się przewidzieć. Całego życia, ni jego namiastki, nie można być pewnym.
Rodrigez przemierzał w wielkim zdenerwowaniu szerokie korytarze w poszukiwaniu Marty Montenegro. Coś sprawiało, że krew w nim wrzała i sam do końca nie był pewny, czy bardziej winne temu były słowa jakie Marta wypowiadała, gdy na myśli miała jego przyszłą żonę, czy te policzki, którymi ją uraczyła wczesnego ranka. Jedno było pewne – mężczyzna nie zamierzał przyszłej teściowej tego darować, a tym bardziej pozwolić, by podobny występek kiedykolwiek się powtórzył.
Drzwi zaniedbanego pokoju strychowego były uchylone, mimo tego Hektor kulturalnie zapukał i poczekał na proszę wypowiedziane przez wiadomą osobę. Wszedł. Odsunął sobie krzesło spod stolika, zasiadł naprzeciw kobiety i założył nogę na nogę wyczekując.
Napijesz się czegoś? – Wskazała na karafki.
Dziękuję, ale odmówię.
W jakiej sprawie przyszedłeś?
Mojej przyszłej żony – odpowiedział, a Marta poczuła jakby stanęło jej serce na krótką chwilę, a potem zaczęło bić dwukrotnie szybciej niż zazwyczaj. – Chciałbym wiedzieć co zmalowała? Może pani nie uwierzy, ale nie chce mi się przyznać. – Zagrał, co prawda w pół otwarte karty, ale jednak podjął wyzwanie. Sam nie wiedział czy bardziej pragnie się dowiedzieć za co matka uderzyła córkę, czy rozwikłać tajemnice tajemniczego dziecka, którego straty Marta najwidoczniej nie potrafiła przeboleć.
Mogę w to uwierzyć, bo będąc na jej miejscu sama bym milczała.
Hektor wydał się zaciekawiony i podejrzliwy. Usiadł wygodniej.
Może jednak się napijesz? – Marta grała na czas.
Nie, dziękuję. Proszę mówić.
A ja sobie naleję. – Wstała i napełniła swój kieliszek słodkim winem, które było przelane do dzbana i spoczywało na srebrnej tacy.
Co zrobiła Cyntia? – zapytał wprost.
Dlaczego tak o to dopytujesz?
Ponieważ wiem, iż nie jest aniołkiem, ale też nie wydaje mi się, by zasłużyła aż na takie potraktowanie. – Hektor zdradził w barwie głosu swoją irytacje.
Przybyłeś jej bronić? – Marta się uśmiechnęła, dopiero potem zajęła miejsce i zrobiła spory łyk z kieliszka.
Oczywiście, że tak. Mam być jej mężem, nie pozwolę, by ktoś ją siniaczył za moimi plecami, na dodatek robił z tego tajemnicę. – Wstał i położył obie dłonie na blacie, przychylił się do Marty. – Nie chcę, by moja żona się kogokolwiek bała, a tym bardziej własnej matki – warknął przez mocno zaciśnięte zęby.
Co chcesz przez to powiedzieć?
Że jeśli jeszcze raz, pani podniesie rękę na moją Cyntie, to będzie pani miała ze mną do czynienia, a potrafię być bardzo, ale to naprawdę bardzo zdecydowany w swoich działaniach. Czy wyraziłem się jasno!? – wrzasnął.
Bez wątpienia – odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Twoja przyszła żona piła w nocy z służbą. W jej męskim gronie. – Marta uśmiechnęła się z wyższością.
Następnym razem proszę przyjść do mnie z takim problemem i mnie zbudzić.
Do pokoju niespodziewanie wtargnął Martin, podszedł do przyszłego szwagra i poklepał go po ramieniu.
Cyntia miała racje, mamy ten sam rozmiar, leży jak ulał. A co wy macie takie grobowe nastoje? Jutro ślub i bankiet, trzeba się radować. Tylko nie jestem przekonany co do słów wypowiadanych przez księdza zawsze w dniu zaślubin.
Do jakich słów? – zapytał Hektor z pobłażliwym uśmiechem, podając mężczyźnie dłoń na przywitanie. – Hektor.
Martin. Miło poznać. – Odwzajemnił uścisk.
Mówiłeś coś o słowach – przypomniała Marta.
Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela – odpowiedział. Poczuł na sobie wzrok zarówno Hektora jak i swojej matki, więc postanowił wyjaśnić. – Powinno się raczej mówić: Co Marta Montenegro złączy tego niech nawet Bóg nie waży się rozdzielić.
Skończ się wygłupiać! – krzyknęła zirytowana kobieta, a Hektor w tym czasie walczył ze śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Teraz rozumiał dlaczego Cyntia tak bardzo tęskniła za bratem, gdy ten był poza domem. W końcu mieli podobne poczucie humoru. Nie wiedział jednak po kim mogli je odziedziczyć. Był pewny, iż nie po matce, ale Juliana o żartobliwość także nie podejrzewał.
A kiedy wasz ślub? – zapytał brat przyszłej panny młodej.
Nie ustaliliśmy jeszcze daty, ale jestem skłonny wybrać najwcześniejszą z możliwych, jeśli tylko Cyntia przystanie na takie rozwiązanie.
Rozumiem, chcesz ją mieć jak najbliżej siebie.
Drwisz czy ironizujesz?
Przystojny, postawny brunet, z przedziałkiem po lewej stronie włosów i z idealnie wygładzoną fryzurą spojrzał na przyszłego szwagra.
Nie ma nic gorszego od decyzji podjętych zbyt pochopnie. Teraz wydaje ci się, że nie możesz bez niej żyć, ale znam moją siostrę, bywa bardzo absorbująca. Kilka miesięcy po ślubie możesz zapragnąć samotności.
Nie sądzę, po za tym potrafię w życiu odpowiednio dobierać proporcje.
Jesteś jej pewny – zauważył Martin. – To powód bym bliżej cię poznał i przesłanka do tego, by cię polubić.
Liczę na to. Do zobaczenia na śniadaniu. – Hektor zerknął w swój kieszonkowy zegarek, na złotym łańcuszku i opuścił pokoik.

Zmierzając na śniadanie, Hektor dostrzegł na korytarzu Bastiana Browna, stojącego przy oknie z Edwardem na rękach. Podszedł bliżej aby przysłuchać się co tam też ten mężczyzna może pleść do trzymiesięcznego dziecka.
Widzisz Edzio, a tam rozciąga się droga, i tam jest karczma. Jak będziesz starszy też będziesz tam bywał, będziesz kochał tam bywać, ale czasami nie będziesz mógł, bo jakaś okropnie wściekła baba, wciśnie ci na rękę jakiegoś bachora i rozkaże go pilnować, grożąc, że w przeciwnym razie zerwie zaręczyny i wywoła skandal.
Hektor się lekko roześmiał.
Z czego się śmiejesz?– oburzył się Bastek. – Nie słyszałeś, że do tak małych dzieci należy mówić?
Rodrigez pogładził swoją brodę lewą dłonią.
Obiło mi się o uszy – przyznał.
Kochany Edwardzik – zachwycał się Brown nad swoim pasierbem, poprawiając mu wiązanie od czapeczki robionej na szydełku.
Hektor dotknął małego i pogładził opuszkiem palca po policzku, dołączył się do spaceru z Bastianem po korytarzu. Nawet otworzył przed mężczyzną drzwi do pokoju Julki. Brown włożył dziecko do kołyski, ale małemu niezbyt spodobał się ten pomysł i sekundę po odstąpieniu go na krok zaczął płakać.
O proszę, a jaki towarzyski – rzekł Rodrigez z cynicznym uśmieszkiem na ustach, zaglądając do kołyski.
Bastian z niezadowoloną miną podniósł się z kanapy i ponownie wziął małego.
Będziesz tak stał nade mną i patrzył mi na ręce?
Nie, to Julii zadanie. Ja wpadłem dla towarzystwa. – Hektor rozsiadł się wygodnie w fotelu, pomimo że nikt mu tego nie zaproponował.
A może tak w ramach naszej nietypowej przyjaźni, zmieniłbyś mu pieluchę.
Aż tak to my się nie przyjaźnimy – odpowiedział, delikatnie się śmiejąc.
Pewnie nie potrafisz – podpuszczał Bastian.
Hektor wstał z fotela, podszedł do mężczyzny, który siedział bokiem na łóżku i położył swoją prawą dłoń na jednym z jego ramion.
Widziałem kilka razy jak to się robi, ale nie mógłbym odebrać ci tej przyjemności, zwłaszcza, że ta twoja nagła miłość do tego dzieciątka, nie jest tak całkowicie bezinteresowna, co Brown?
Oni ode mnie chcą sześć i pół tysiąca marek, to dwa razy tyle ile przegrałem i ile już dostali – poskarżył się Bastian, patrząc z dołu na Hektora z nadzieją wymalowaną w oczach. – W Angielskich barach bywa inaczej.
Hektor ponownie się roześmiał i tym razem poklepał mężczyznę po lewym policzku.
Moje gratulacje, ty nie tylko roztrwoniłeś dwa procent majątku, a zadłużyłeś się na dwukrotnie więcej niż przegrałeś. Moje gratulacje, Bastian, nie każdy by tak potrafił i to w jedną, niepełną noc. Do zobaczenia na śniadaniu. Nie zapomnij Edwarda. – Hektor wyszedł i zostawił załamanego Browna samego z problemem.

Brunet odnalazł Cyntie w kuchni, jak rozmawiała z dwoma kelnerami. Śmiała się i wyglądała na pogodną, przez to od razu przypomniały mu się wyjaśnienia Marty Montenegro. Podszedł do niej, objął w pół od tyłu i pocałował, jakby chciał zaznaczyć, że jest tylko i wyłącznie jego własnością. Kelnerzy zawstydzeni sytuacją, odeszli, by przygotować kwiaty na jutrzejszą uroczystość, tak jak poleciła im Cyntia.
Nie pochwalam sposobów twej matki na wychowanie, ale nie spoufalaj się tak ze służbą, zwłaszcza jej męską częścią.
Jesteś zazdrosny? – zapytała z niedowierzaniem. Położyła swoją dłoń na jego policzku i delikatnie musnęła w kącik ust.
Chodźmy na spacer po ogrodach. Spacerowanie przed posiłkiem dobrze nam zrobi.
Zatem chodźmy. – Pociągnęła go za rękaw marynarki. – Gdzie masz płaszcz? – zapytała, ściągając z wieszaka swoją ciepłą, wełnianą pelerynkę.
W samochodzie – odpowiedział, otwierając przed nią drzwi. – Dlatego najpierw tam się udamy.
Spacerowali wśród delikatnych płatków białego śniegu, spadającego prosto z nieba. Trwało to już nieco ponad pół godziny, a oni w tym czasie rozmawiali jakby się znali od lat i doskonale rozumieli, a biały puch skrzypiący im pod stopami, dodawał tylko uroku tej wspaniałej chwili. Nic więc dziwnego, że Hektor postanowił wykorzystać okazje. Zatrzymał się przy zamarzniętej fontannie. Była piękna, choć wyglądała na niezwykle starą. W niektórych miejscach kafle były obtłuczone. Jednak kobieta w białej sukni nie zwracała uwagi na miejsce, a na bruneta, który niespodziewanie przyklęknął na jedno kolano.
Hektor, co ty…
Ciii – przyłożył wskazujący palec do ust, by po chwili wyjąć z kieszeni płaszcza małe pudełeczko w popielatym kolorze. Otworzył je, a oczom Cyntii ukazał się złoty pierścionek, z ładnie połyskującym, przezroczystym kamieniem. – Brylanty są wieczne i pragnąłbym, by taka była nasza miłość. Ja wiem, że nie wypada wręczać kobiecie pierścionka zaręczynowego bez świadków, bez towarzystwa rodziny i przyjaciół, ale postanowiłem złamać tę niespisane nigdzie zasady, bo to powinna być przede wszystkim nasza chwila. Moja propozycja i twoja decyzja. Dlatego pozwól, że zapytam cię tu i teraz. Czy wyjdziesz za mnie?
Wiesz, że tak. – Chwyciła jego policzki w swoje dłonie. – Wstań – poleciła.
Wykonał jej polecenie i pozwolił się pocałować. Dał jej dominować w tej sytuacji. Zrobił kilka kroków w tył, oparł się o murek zamarzniętej fontanny, dostosowując się do jej wzrostu, tak by było wygodniej... by nie musiała stawać na palcach.
Cyntio – niespodziewanie przerwał tę miłą chwilę.
Czyżbym była zbyt śmiała? – zapytała.
Hektor się rozpromienił, rozejrzał dookoła.
Nikt nie widział – zapewnił. – Jednak czy pierw możemy przejść do formalności? – Wyjął pierścionek z pudełeczka. – Prawą dłoń, por favor.
Cynia wysunęła dłoń przed siebie i położyła ją na lewej dłoni przyszłego męża, by mógł wsunąć pierścionek na jej palec serdeczny.
Czy teraz możemy przejść do tego co przerwaliśmy? – Łobuzerski uśmieszek zagościł na jej twarzyczce.
Oczywiście, że tak. – Chwycił dłońmi za jej biodra i przyciągnął ją do siebie. Lekko rozwarł uda, by jego kobieta znalazła się między nimi i tym sposobem była jeszcze bliżej niego.
Ojciec Cyntii obserwował całą tę scenę ze swojego gabinetu, zza firanki i ani trochę jego oczu nie cieszył ten widok. Nie uradował się także na pukanie do drzwi, ale i tak powiedział uprzejme:
Proszę.
Jestem Aurelia Tetmajer – przywitała się kobieta, której widok zaskoczył Juliana. Otóż z daleka było widać, że to panna lekkich obyczajów.
Co pani tu robi? – Ściągnął zupełnie już siwe brwi, a jego źrenice zwęziły się, co było oznaką całkowitego skupienia, ale także zaskoczenia..
Przynoszę panu cenną informacje, na temat Hektora Rodrigeza. – Dziewczyna śmiało przeszła się po gabinecie, zasiadła na krześle przy biurku i czekała aż Julian zajmie miejsce, a potem zaczęła opowiadać historie pewnego pojedynku.

Zapraszam także do kolejnego postu  Rozdział 8: Okres burz i wichrów

37 komentarzy:

  1. Bastek jest uroczy jak się zajmuję Edwardem i jaki pomocny.Nikt chyba nie podejrzewałby go o to,że wpadnie na pomysł jak pomóc CyntiiNiby taki nierozgarnięty a jednak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bastuś jest aż przeuroczy jak zajmuje się Edziem, sama słodycz, poza tym jaki pomocny, tak bezinteresownie chce pomóc szwagierce, jaki dobry z niego człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może ta rodzinka jest pokręcona ale z pewnością łączy ich parę spraw m.in.tajemnice, intrygi, kłamstwa. spryt i przede wszystkim dbanie o swój interes. Z tego wszystkiego najlepsze jest to, że o tym, że Cyntia jest w ciąży będzie wiedział prawie każdy wokół ale nie Hektor :D
    Może w Bastianie rodzi się instynkt rodzicielski, aż nieprawdopodobne. I to wyzwanie zmiany pieluchy, dla takiego cwaniaka to nie powinno być trudne :D Taka bezinteresowna pomoc Cyntii to raczej nie w jego stylu, coś z pewnością planuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielkoduszny Bastian, narazie nic nie chce, ciekawe co później wymyśli, pewnie będzie to dotyczyło małego Edzia. Ciekawe co Marta powie o siniaku Cynti Hektorowi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm ciekawe czy Bastian pomaga Cynti bezinteresownie czy kiedyś jeszcze wróci do tej sytuacji żeby coś zyskać. Coraz wiecej osób wie o ciąży nie wiem czy uda im sie zachować sekret przed Hektorem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kłamstwo na kłamstwie, nieźle. Jestem naprawdę ciekawa jak oni wszyscy z tego wybrną. Jedno kłamstwo zamaskowane kolejnym aż do momentu, kiedy wszystko (niestety lub stety) się wyda. Moje zdanie o Hektorze znasz - nadal je podtrzymuję i myślę, że to się nie zmieni. Pomysł z udawaniem cnotki był dość... Nie do końca przemyślany przez Cyntię - gdyby Rodrigez znalazł woreczek byłoby po niej. Ponadto coraz więcej osób wie o ciąży, co również stawia ją w dość niebezpieczniej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaka ta Cyntia przekupna… Zobaczyła w nocy ładny pierścionek i złość jej już przeszła. Nie wiem już sama co myśleć o Hektorze. Ma w sobie cechy charakteru, które ceniło się w ich czasach. Wydaje się zaangażowany, prawy, broni swego, a jednak jest w nim coś co irytuje. Rzeczywiście, wolę już Bastiana od Hektora, jego intencje są przynajmniej jasne.
    Wyłapane błędy poniżej:
    Delikatnie pogładził jej ramie
    ramię
    Masz poplamioną koszule, od krwi
    Masz poplamioną koszulę od krwi
    Hektor z rezygnacją spojrzał na kobiet.
    kobietę
    Cyntia instynktownie pochwyciła za białą koszule Hektora
    koszulę
    aż był w stanie zdjąć ja przez jej głowę.

    Nie chcę jednak byś zaszła w ciąże przed ślubem
    ciążę
    Takiej sytuacji jaka zaistniałą w ogóle nie brała pod uwagę.
    zaistniała
    On nie dopuści do tego bym zaszła z nim w ciąże
    ciążę
    aż Cyntia i Martin opuszczą sypialnie Julii i Bastiana
    sypialnię
    daj mi samemu ocenić sytuacje.
    sytuację
    Nie potrzebuje twojej pomocy w tej sprawie.
    potrzebuję
    Hektor przewrócił oczami zdradzając swoją irytacje.
    irytację
    Moja siostra miała racje, że ty i Martin macie taką samą budowę
    rację
    Twa siostra często ma racje
    rację
    Hektor zdradził w barwie głosu swoją irytacje.
    irytację
    postanowiłem złamać tę niespisane nigdzie zasady,
    te niepisane
    Przynoszę panu cenną informacje,
    informację
    Ciekawa jestem jak było z tym pojedynkiem, sama chętnie dowiedziałabym się. Mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie opisana ich rozmowa :)
    Kiedy do opowiadania wkroczy William? Bo również chciałabym o nim poczytać.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyntia przekupna... - oj nie powiedziałbym. Moim zdaniem ona zachowuje się tak jak wymaga od niej sytuacja i jak oczekują od niej inni. Działa na czuja, bo jest bardzo młoda i doświadczenia też za dużego nie ma. W kolejnym rozdziale jednak pokazuje nieco charakterku.
      Co do Hektora to on właśnie miał taki był - taki trochę człowiek zagadka. Z jednej strony prawy, opiekuńczy i troskliwy, a z drugiej... z tej drugiej strony z tego co wiem on w czytelnikach wzbudzał niemal od samego początku niepokój. Jeśli i w tobie wzbudza cień niepokoju, a nie tylko irytacji, to będę z siebie dumny, bo to znaczy, że jednak coś mi się udało ;-)
      Rozmowy Aurelii z Julianem nie będzie, bo Aurelia długi czas jest skryta w takim cieniu, by w końcu się z niego wyłonić w pełnym oświetleniu. Zdradzę ci, że to typ kobiety, która wszystko zdobywa przez łóżko.
      William się pojawi, właściwie to już niedługo będzie się pojawiał, ale najbardziej intensywnie ruszy do akcji już po ślubie Cyntii i Hektora. Tak wiem, że to trochę za późno, ale nie miałem innego pomysłu jak pociągnąć jego wcześniejszy wątek, bo naprawdę to minęło niewiele czasu od postrzału, kiedyś ludzie nie zdrowieli tak szybko jak teraz, bo medycyna była na gorszym poziomie, a on jednak dostał rdzewiejącą kulką. Jednak wątpię, że Willi ci się spodoba, bo jest moim zdaniem bardziej irytujący niż Hektor, choć nieco w inny sposób. Między panami jest wyraźna różnica, taka linia graniczna, choć oboje są przebiegli, sprytni i cwani ;-)
      Pozdrawiam. Wreszcie znalazłem chwilkę więc lecę nadrobić komentarz u ciebie, bo część już dawno przeczytałem.

      Usuń
    2. Oj tak, niepokój wzbudza i to duży. Jest bardzo tajemniczy, momentami aż boję się o Cyntię... Także co zamierzałeś - udało Ci się, gratuluję :)
      Inaczej wyobrażałam sobie Williama - dla mnie to miły, delikatny chłopiec, który będzie zmuszony walczyć o ukochaną. Ciekawa jestem jaki będzie naprawdę.
      Widzę, że dodałeś kolejny rozdział, postaram się go przeczytać jak najszybciej.

      Usuń
    3. Oj to chyba Willi cię zawiedzie. Co prawda nie bywał on agresywny, ani chamowaty, ale nie określiłbym go mianem "delikatnego chłopca". Ja sam nie wiem jak go określić... jakimi słowami, krótko go opisać. Nazwałbym go raczej takim typowym młodzieńczym rozrabiaką, takim chłopakiem co cieszył się życiem i czerpał z niego pełną garścią. William nie był szczególnie odpowiedzialny, nie działał po skrupulatnym przemyśleniu każdego swojego kroku, nie planował na przód. Willi to taki wyznawca zasady "Carpe diem".
      Dlaczego boisz się o Cyntię (po kolejnym rozdziale by mnie to nie zdziwiło, ale na tym etapie nie jest jeszcze taki zły w stosunku do tej kobietki)? Rozumiem, iż to, że jest cholerykiem i krzykaczem cię tak przeraża i wzbudza twoje obawy?
      Dodałem kolejny, ale myślę, że dobry tydzień może dwa będzie wisiał zanim dodam kolejny ;-) W ogóle te rozdziały jakieś takie coraz krótsze są... a to niedobrze, bardzo niedobrze.

      Usuń
    4. Bo wzbudza niepokój, przewidywałam, że ma nieciekawą przeszłość. Miałam nieustanne wrażenie, że to jakiś uciekinier, galernik, a po rozdziale 8 wiem, że to morderca :/

      Usuń
  8. Cyntia nie jest chyba za bardzo zadowolona, że Hektor nie chciał zakończyć stosunku i biedna dalej musi sie starać żeby jak najszybciej doprowadzić do ukończenia tego co zaczęli. Ciekawa jestem czy wykona pomysł wspaniałomyślnego Bastka. Zrobił sie z niego teraz przykładny ojciec ale co sie dziwić jak musi biedny dlugi pospłacać. Plus dla Hektora za obronę żony.
    Nie lubię matki Cyntii suka z niej. Ni dość, że jak gówno traktuje córkę to jeszcze chce się jej pozbyć.
    Ciekawe kiedy te wszystkie kłamstwa wyjdą na jaw i jak to się potem potoczy.
    Mam nadzieję, że ojciec Cyntii kiedys sie do niego przekona.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bastian serio jest taki uroczy, jak opiekuje się Edziem. :)) Ale tylko wtedy. Jakoś nadal nie przepadam za tym typem.
    Bardzo lubię to hektorowe "por favor". :))
    Jaki romantyk z tego Hektora - niekonwencjonalne oświadczyny tylko we dwoje, w pięknej scenerii zimowego ogrodu... A tu się okazuje, że prywatności nigdzie nie ma, Julian wszystko widzi zza firanki. :D
    Cyntia zaczyna wzbdzać moją sympatię, oby tak dalej.
    Takie jakieś niedokładne mi te komentarze zawsze wychodzą. Mam głębsze przemyślenia podczas czytania, a jak przychodzi do pisania, to skupiam się tylko na mojej sympatii czy antypatii, jaką czuję do bohaterów. Cóż... Postaram się to jakoś poprawić przy następnym komentarzu!
    Zastanawia mnie jaki cel ma Aurelia... Lecę więc czytać następny rozdział.
    Pozdrawiam,
    terpsychorka
    PS Rozdział u mnie mam nadzieję, że pojawi się jakoś na dniach. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też mam taką nadzieję, że rozdział u ciebie na dniach. Co prawda mam dużo do nadrobienia u innych, ale i tak rzuciłbym wszystko by u ciebie rozdział przeczytać.
      U mnie rozdziały są długie i wielu się skarży, że już na końcu nie pamięta jakie wzbudzał w nich emocje początek (nie przewidziałem takiego problemu, bo ja zazwyczaj piszę komentarze na bieżąco podczas czytania i czytając komentarz uzupełniam).
      Pozdrawiam i jestem pod wrażeniem szybkości z jaką nadrabiasz to opowiadanie.
      Postaram się dziś, ewentualnie jutro dodać tu kolejny rozdział (mam go już skończonego, ale muszę dopisać pewien fragment).

      Usuń
  10. Hejo! :3
    Akcja zaczęła się rozkręcać. Nie spodziewam się tylko, że pójdą tak szybko do łóżka... No ale Cyntia chce, by jej plan wypalił. Nie dziwię się jej, choć i tak uważam, że to nie fair. No ale bohaterka chce dla swojego jeszcze nienarodzonego dziecka jak najlepiej.
    Bastian zdecydował się pomóc Cyntii. Z jednej strony to dobrze, ale nie wiem, czy czasem nie będzie chciał czegoś w zamian. Tylko na razie nic nie chce.
    Ja też nie jestem za przemocą i skrzywiłam się, jak Maria uderzyła Cyntię. Tak naprawdę przemoc nic nie da. Wiem, że jej córka zawiniła, ale... Tego i tak już się nie odkręci.
    Och. Nie spodziewam się Aurelii. Teraz wszystko może się pokomplikować.
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być Marta, a nie Maria. Wybacz (:

      Usuń
  11. Coraz wiecej intryg i klamstw... nie wyjdzie ro nikomu na dobre.
    Ciekawe co dokladnie powie Aurelia ojcu Cynthi. I jak Hektor rozwiąże problem z Brownem.
    Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi...
    Muszę powiedzieć że zwykle nie czytam blogów innych niż fantasy, ale zaintrygował mnie Twój blog - chyba zacznę czytać również inne rodzaje blogów.


    OdpowiedzUsuń
  12. Całkiem szybko skończyli razem w jednym łóżku. Jestem nie wiele młodsza niż wtedy była Cyntia, a rodzice, a już szczególnie tata, nie pozwolili by mi na to. Dlatego nie dziwię się, że Julian się wkurzył :)

    Zapraszam do mnie: miecwlasnezycie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Scena łóżkowa bardzo mnie zaskoczyła, ale pozytywnie. Była taka... naturalna, a nie sztuczne pieprzenie się jak w greju z ochami i achami. Z brudnym mężczyzną, po ciemku. Oczywiście wiem, że dalsze sceny pewnie będą ostrzejsze, ale ta właśnie była taka, jaka powinna przy "pierwszym razie". Hektor starał się być delikatny, Cyntia się zasłaniała (udawała tę wstydliwość, tak?), no i cała ta intryga z woreczkiem, hah. Na pewno była bardziej zestresowana niż podniecona. A Hektor bardzo zaskoczył wycofaniem się, w sumie to dość trudne, wymaga wolnej woli. Hektor niby wydaje się uczciwy ale jednak nie jest. Skomplikowana, ale świetnie wykreowana postać. Jest taki żywy!
    Ale się Cyntia wrobiła... czułam jej przerażenie jak powiedział że nie chce zrobić jej dziecka. Ma problem dziewczyna, trochę jej współczuję, ale trochę mnie wkurza oczywiscie jak zawsze, tym swoim tupaniem nóżką :D
    W ogóle ile się działo w tym rozdziale... Wczułam się :D Polubiłam Martina od razu, jest taki spoko i ma poczucie humoru.
    Marta fajnie się wyżyła. a Bastian jak nie Bastian. W sumie to go lubię, ciekawe jakby wychował to dziecko, chyba wyrosłoby na mocno skrzywione :D
    Koniec niepokojący. Bardzo fajnie mi się czytało, płynnie, lekko. Historia się rozwija.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. No i wreszcie stało się! Ale ups... Hektor wciąż jest do bólu przyzwoity. Ja to bym się na miejscu Cyntii nieźle wkurzyła. No przecież ile można?
    Nocna scena w pokoju Julii była dobra. Sekret Cyntii już nie do końca jest sekretem i wie o nim cała rodzina. Tak podejrzewałam, że Bastek nie śpi. Swoją drogą spodobał mi się w tym rozdziale. Może nawet go polubiłam. No i pomógł Cyntii z Hektorem. Nie bezinteresownie, ale i tak to się chwali. Za to na pewno lubię Martina. No przecież on jest boski! I to dosłownie ;) Wydaje się być taki zdystansowany, nieco odcięty od swojej rodziny. Trudno się dziwić, gdy ta rodzina jest taka jak ta.
    Cóż to też mogło wydarzyć się w przeszłości, że pani Montenegro pała taką niechęcią do swojej najmłodszej córki. Jeżeli dobrze zrozumiałam, straciła dziecko, tak? Ale to nie tłumaczy jej zachowania wobec Cyntii.
    Podoba mi się para Hektor&Julia, oczywiście nie jako typowa para, ale jako dwoje chowających się w szafie ludzi ;) Jakoś tak podoba mi się ich relacja. Widać, że Julia troszczy się o Cyntię.
    Ha! Mówiłam, że przez Aurelię będą kłopoty! Ja to jednak mam łeb :P Generalnie, gdy ktoś podsłuchuje to potem chce w jakiś sposób wykorzystać zdobytą w ten sposób wiedzę. Ciekawe co Aurelia nagada Julianowi i czego sobie zażyczy w zamian...
    Ojej, akcja naprawdę się rozwija i serio nie mogłam się oderwać od czytania (a to nieczęsto mi się zdarza). Będę teraz sukcesywnie wpadać w każdej wolnej chwili ;)
    Pozdrawiam,
    Naiada

    OdpowiedzUsuń
  15. I znowu to przepraszanie. Cyntia sama obsadza się w roli ofiary. Dobrze, że jeszcze nie zaczęła przepraszać za to, że oddycha. Chociaż może w całym tym szaleństwie jest metoda. W końcu doprowadziła do tego, na czym jej zależało. No może nie tak do końca... Ale jednak.
    Eh, i cały niecny plan poszedł się bujać. Teraz cała rodzina zna już sekret Cyntii, a to jest niebezpieczne, bo prędzej czy później sam zainteresowany może się dowiedzieć, że został wykiwany i wrobiony w dziecko. Najbardziej bałam się tego, jak zachowa się Bastian, ale on jeden mnie nie rozczarował. Zachował się po prostu tak jak powinien się zachować, chociaż potem może się to zmienić i znudzi mu się ukrywanie sekretu tak zwyczajnie za darmo, co w jakimś tam stopniu zapowiedział.
    Martin jest wspaniały. Chociaż duchownych nie darzę sympatią przez ich ogólne zakłamanie i hipokryzję, to jego polubiłam bez problemu. Jest niesamowicie pozytywny i chyba nie dziwię mu się tak bardzo, że wybrał takie życie. Mają to wyboru to albo życie pod dyktando takiej rodzinki... Też bym została księdzem! No dobra zakonnicą, mniejsza z tym.
    Zastanawia mnie ta niechęć Marty do swojej najmłodszej córki. Wyraźnie zaznaczyłeś, że wydarzyło się coś, co wywołało takie uczucia. Może Cyntia nie jest tak naprawdę biologiczną córką Marty? Może mąż ją zdradził i adoptował dziecko, aby uniknąć skandalu? A może ja po prostu za bardzo kombinuję. Poczekamy, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobra, niewielkie posumowanie tego wszystkiego, bo jak na razie to sypię miłymi komentarzami, a parę uwag też mam, więc, że się tak wyrażę, wyrzucę to z siebie tutaj.

    Po pierwsze polubiłam niektóre postacie, ale wydają mi się bardzo płaskie, jednowymiarowe, a to sprawia, że trudniej mi się do nich zbliżyć np. Cyntia niby kocha Willa, ale ani tego nie widać ani tego wyczytać nie mogę. Sądzę, że brakuje tu przede wszystkim jakiegoś wglądu w myśli bohaterów, zdarza się coś pojedynczego, ale przecież człowiek większość uczuć chowa dla siebie, a ja nie wiem tak naprawdę co tam im w środku siedzi.

    Po drugie, dla mnie Cyntia to niedojrzała dziewczyna, która miała wpadkę i, no cóż, coś z tym trzeba zrobić. Hektor, to surowo wychowany choleryk, który lubuje się we władzy (serio, to jakiś jego fetysz?) i nie powiem, są to postacie o jakimś charakterze, ale wydaje mi się to wszystko aż przesadzone. On jej rozkazuje, ona go nie słucha, okazuje się, że on miał rację, przez co krzyczy na nią i ona go przeprasza. Kiedy tylko pojawia się między nimi jakakolwiek kłótnia, to wiem, że taki będzie jej przebieg, raz czy może dwa razy było inaczej, a tak to podobnie to leciało. Chyba chciałabym żeby np. Cyntia przestała przepraszać, a Hektor krzyczeć, choć na chwilę.

    Po trzecie ta cała akcja dzieje się tak szybko, że czasem mam takie totalne "Że niby co się dzieje?!", jak np. wtedy, gdy Cyntia go kusiła a on ją nazwał ladacznicą. W ciągu godziny on ją odwiózł do domu, zostawił tam, poszedł/pojechał po kwiaty (z tego co pamiętam), wrócił, pokłócili się, pogodzili, zjedli kolacje i JEB w następnym rozdziale są zaręczeni. A gdzie jest ta scena, w której on ją prosi o rękę? Może ją przeoczyłam, nie wiem, ale sprawdzałam i wcześniejszy post nie kończy się pytaniem "Czy wyjdziesz za mnie?". Byłam naprawdę zaskoczona i w sumie zasmucona, że nie mogłam przeczytać o takim momencie w ich życiu. W ogóle jak długo oni się tam znają? Wiem, że Cyntia chce szybkiego ślubu i w ogóle, ale Hektor, który nie ma za miłej historii jeśli chodzi o kobiety (tak zrozumiałam), czemu on się aż tak śpieszy? Chce ją mieć, to jasne, ale nie ma żadnych wątpliwości? Nie jest niepewny?

    Do tego ta scena w łóżku, szczerze przyznam, nie podobała mi się, to było takie bezosobowe. Kłócą się, godzą, uprawiają seks (przynajmniej zaczęli), ona niby traci dziewictwo i znowu JEB, wychodzi z pokoju, od tak, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. Brakowało mi w tym czegoś.

    Takie same odczucia mam odnośnie sceny z wyjawieniem tajemnicy. Serio? Naprawdę? One sobie rozmawiają o rzeczach, które nie powinny wyjść na światło dzienne, a w tym samym czasie zjawia się brat i matka i nagle wszyscy już wiedzą? Nie ma co, zależało im by zachować sekret.

    Kurcze, wiem, że strasznie się tu wyżalam i w ogóle, ale to nie tak, że mi się to nie podoba, bo dialogi są świetne i historia powoli mnie wciąga, ale mimo tego mam pewne myśli odnośnie wszystkiego. W sumie zażyczyłeś sobie ode mnie szczerej opinii. :)

    http://tyranniezgodny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie mam za złe, gdy ktoś pisze szczerze jakie ma naprawdę odczucia.

      Jednak co do Cyntii, i niewnikania w uczucia bohaterów i w ich myśli, to jest to zabieg zaplanowany. Wnikam w ich wspomnienia i rozmyślania, gdy jest to konieczne. Ja nie chcę żadnemu czytelnikowi niczego z góry narzucić, że tę osobę mają lubić, a tę nie, ten myśli tak i tak. U mnie czytelnik musi sam wyciągać wnioski, sam przypuszczać.

      Tak, Cyntia jest niedojrzała. Ma siedemnaście lat, była chowana pod takim jakby kloszem, na dodatek ojciec ją rozpuszczał. Trudno od takiej osoby wymagać dojrzałości. Co do Hektora też masz racje, ale nie do końca, bo on z początku nie był surowo wychowywany, tylko potem trafił pod pieczę sadystycznego ojczyma (o tym będzie dalej, więc nie będę się tutaj rozpisywał). Jednak masz co do Hektora racje, ma on swojego rodzaju fetysz... albo inaczej... ma on w sobie pewnego rodzaju perwersje, bo lubi dominować (o tym też będzie później).

      Nie martw się, będzie moment gdy ona przestanie przepraszać, a on krzyczeć, a potem znowu powrócą do przepraszania i krzyczenia, czasami samego krzyczenia, a czasami tylko przepraszania. Tacy już są, kłótliwi... niedobrani. Między nimi jest pewna odległość i nie tylko wiekowa (on jest dużo starszy). Poza tym trzeba brać pod uwagę, że opowieść osadzona jest na początkach XX wieku i Hektor jako mąż... jako mężczyzna będzie chciał mieć w domu ostatnie słowo, a Cyntia... no ona też będzie nieraz chciała mieć ostatnie słowo.

      Tam gdy jedli kolacje, po tym kuszeniu, kwiatach, itd, to było na końcu takie zdanie, gdy on nalewał jej wino. Jak się nie mylę było to zdanie "czy dasz nam szansę Cyntio?". Szansę dała, więc zaręczyny ogłosili, bo przecież nie mogła chodzić za rączkę i często bywać u nieżonatego, dużo od niej starszego kawalera bez wstępnych zaręczyn, Byłoby to wtedy źle widziane.

      Scena, w której on ją prosi o rękę będzie, bo oni się zaręczyli wstępnie. Pierścionka jeszcze nie otrzymała, bo przecież zaręczyny mają być publiczne.

      Usuń
    2. Jest powód, dla którego Hektor także się śpieszy i to nie tylko taki, że jest już po trzydziestce i dla niego to taki ostatni dzwonek na ożenek i płodzenie dziedziców xD
      Nie mogłem jednak zdradzić tego powodu od razu, bo wtedy nie byłoby tej całej powieści. Jeszcze z 5-10 rozdziałów i się przekonasz, że wszystko jest bardziej zawiłe i nie jest takie proste jak się z początku wydaje. Ja chyba uprzedzałem, że zaczyna się nudno, a potem rozkręca, prawda?

      Scena w łóżku miała być niesłodka, taka zwykła, prosta, nawet nieco brudna. Nie chciałem tam zbędnego romantyzmu, słodzenia, czułych słówek. Była za to niepewność, stres i łzy i jak najbardziej tak miało być. Jednak rozumiem, że mogło ci się to nie podobać. Są jednak tacy, którzy tę scenę bardzo chwalili, bo była właśnie taka szczera i niedoskonała.

      To że wyszła to też nic dziwnego. On spał, to ona wyszła, a nie mogła zasnąć bo się biedna zestresowała. On nie jest jeszcze jej mężem, nie opuszcza więc w nocy małżeńskiej sypialni, a swoją własną.

      Cyntia była zestresowana. Nie zamknęła drzwi na klucz. W stresie ludzie popełniają różne głupoty. Dziewczyna za wszelką cenę starała się znaleźć rozwiązanie swojego problemu, udała więc się do siostry, a brat... brat wszedł po cichu i też nie zamknął drzwi. Obie zajęły się tłumaczeniem Martinowi na czym rzecz polega i nadal nikt nie zainteresował się drzwiami. Postępowanie tutaj było głupie i nieprzemyślane, ale czy w życiu zawsze postępujemy mądrze i zawsze myślimy o konsekwencjach?

      Ale nie wyżalasz się ani nic takiego tylko piszesz szczerze jakie masz odczucia. Ja sam jeszcze nigdy nie trafiłem na książkę czy blog, który podobał mi się w pełni, tak od a do z, od deski do deski. Mimo tego mam ulubione książki i ulubione blogi i także widzę ich nie tylko mocne, ale też te gorsze strony.

      Moi bohaterowie nie są jednak płytcy, a przynajmniej nie chciałem by tacy byli. Mieli być różni, zmienni, a przy tym konsekwentni (w granicach rozsądku). Mieli dać się za coś lubić i dawać też powody do nielubienia ich. Tak jak ludzie - mają wady i zalety.

      Ciekawi mnie co będziesz myślała o całości za kilka rozdziałów ;-)

      Usuń
  17. O kurczę, już myślałam, ze plan Cynti uknuty z Julią sie powiedzie, a tu jednak nie. Hektor trochę mnie zaskoczy sądziłam, ze jednak dotrze do końca tym bardziej, ze był pijany, ale jednak nie. Więc jezszcze bedzie sie musiała postarac i jak najprędzej wyznaczyc date ślubu skoro wcześniej nie zamierza starac sie o dziecko, które dziwnym zbiegiem okoliczności już jest w drodze :p
    Oświadczył się jej czym lekko mnie udobruchał. Tylko po jaką cholerę zjawiła sie Aurelia, nie wiem czy dobrze kojarzę, ale to ta kobieta z burdelu, prawda, która mówiła, ze było im razem dobrze i że go pocieszała wielokrotnie. Tak?

    OdpowiedzUsuń
  18. Błąd: "Nie wiedział jednak po kim mogli je odziedziczyć. Był pewny, iż nie po matce. – A kiedy wasz ślub? – zapytał brat przyszłej panny młodej. – Nie ustaliliśmy jeszcze daty, ale jestem skłonny wybrać najwcześniejszą z możliwych, jeśli tylko Cyntia przystanie na takie rozwiązanie." - chyba powinno być przyszłego pana młodego, nie? :P

    Więc tak... Ale zamotałeś... Ile tajemnic... Ja dziękuję! Być pracownikiem socjalnym w takiej rodzinie i im pomóc? Niemożliwe! :D

    Julia będzie mieć podłego męża. Jednak raczej jej niczym podłym nie zaskoczy - w sensie niczym nowym. Bastian skupi się raczej na chlaniu, pieprzeniu z dziwkami i tyle...

    Co do Rodrigeza to jednak bym się bała. Ten facet to szczwany lis.
    Cyntia gdyby w ciąży nie była, na pewno zrezygnowałaby z takiego wybranka.
    A dlaczego? Bo pierwsze co odczuła względem niego, to strach. Pierwsze wrażenie nigdy nie jest złudne.

    Julian może i wysłucha Aurelii, wkurzy się, powie Marcie, ale żona i tak nie zrezygnuje z Hektora, bo przecie wie o słodkiej tajemnicy swojej córki. Aurelia pofatygowała się zatem do rezydencji na darmo. To moje zdanie.

    A właśnie! Marta jest matką Cyntii, czy jednak nie? To jej macocha?
    Na korytarzu dziwnie o niej z mężem dyskutowała. Hmmmmm....

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "zapytał brat przyszłej panny młodej" - to jest poprawnie, bo w sensie "brat Cyntii". Gdyby pytał Cyntię, to byłoby "zapytał brat przyszłą pannę młodą", albo "zapytał przyszłą pannę młodą jej brat".

      Co do Bastiana - męża Julii to jeszcze zmienisz o nim zdanie, zapewniam. O samej Julii też jeszcze zmienisz zdanie.

      Co do Rodrigeza i twojego poprzedniego komentarze, to nie zdradzę Ci czy Hektor byłby w stanie oddać za Cyntię życie. Sama to ocenisz za kilka, albo kilkanaście rozdziałów.

      Masz racje co do tego strachu, bo Cyntia jeszcze nie raz "zaboi" się swojego męża (wtedy będzie już mężem).

      Czy Marta jest matką czy macochą Cyntii zdradzić Ci nie mogę, niestety, choć bardzo mnie korci by wyjawić Ci prawdę.

      Pozdrawiam i mam nadzieję, że pomimo iż nie lubisz bohaterów, to historia sama w sobie Ci się podoba.

      Usuń
  19. Niezły rozwój akcji. Tak swoją drogą ten cały Bastian to jednak całkiem inteligentny facet. Wie, jak się ustawić. W zasadzie to wie, co robić, gdy jest w tarapatach i kiedy nie zasypiać po alkoholu. No cóż teraz prawie cała rodzinka wie o małym problemie Cyntii i mam przez to wrażenie, że lada moment, a obije się to też o uszy Hektora. Może i przesadzam, ale cóż za wiele osób może się wygadać. W tym szczególnie narzeczony Julii, chociaż nie powiem, okazał się naprawdę i niezaprzeczalnie pomocny. Poza tym wydaje mi się, że nawet zaczyna lubić swojego pasierba. On chyba w tym rozdziale nie odstąpił go na krok. Co prawda otrzymał przymuszenie od przyszłej żony, ale to i tak zawsze sukces jeśli o niego chodzi.
    Nie spodziewałam się oświadczyn. W zasadzie są one zapowiedziane i w ogóle, ale w tym przypadku chodzi mi o te, które były swego rodzaju niespodzianką dla Cyntii. Hektor stwierdził, w którymś rozdziale, że nie jest romantykiem (może być tak, że nawet w tym), ale mimo to już nie raz było go stać na romantyczne gesty. Jakby nie było kocha dziewczynę. Nawet jeśli jego charakter odstrasza i każe trzymać się od niego na baczności...
    Ta cała rodzinka jest naprawdę pokręcona. Niemniej jednak polubiłam Martina. Tak jakoś. Wydaje się najbardziej pozytywną postacią.
    Z racji tego, że to mój ostatni komentarz na dzisiaj (i prawdopodobnie na najbliższy tydzień, bo znów będę miała ograniczony dostęp do internetu, czy też laptopa), to po prostu muszę wspomnieć Ci o tym, że piszesz świetnie. Przedstawiasz wszystko tak obrazowo. Każdy bohater ma swój specyficzny charakter. Nikogo nie pomijasz (w przeciwieństwie do mnie, o czym się już przekonałeś). Naprawdę przyjemnie jest zapoznawać się z tą historią. No i myślę, że powoli uda mi się wszystko nadrobić. Tymczasem pozdrawiam! Do napisania! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bastian zdominował ten rozdział. Już nawet pomijam, że facet ma łeb na karku. Po prostu jest jednym z Twoich bardziej dopracowanych i wyrazistych (przynajmniej póki co) bohaterów. A jego przemowa skierowana do Edka… XD

    Jestem ciekawa, dlaczego Marta żywi takie, a nie inne uczucia do Cyntii. To, że ta rodzina powinna używać słowa "tajemnica" zamiast "dzień dobry", to już wiemy, niemniej jest to chyba najciekawszy wątek jak dotąd.

    Jak dla mnie Cyntia popisała się w tym rozdziale głupotą. Taką 100%. Pomijam fakt mówienia przy śpiącym Bastianie (śpiący to nie zabity, a tu był to na dodatek Bastian. Bastian Brown. TEN Bastian Brown. Brawo, Cyntia, palnęłaś mnie w czoło!). Ale to niezamknięcie drzwi – najpierw usłyszał Martin, potem Marta… A służba? Też mogli się kręcić po korytarzach. A służba jak służba, jak to wszyscy ludzie – co ma sobie nie poszeptać, jak poszeptać może?

    Muszę coś wymyślić z tym Twoim blogiem. Bo ciężko mi idzie to nadrabianie. mimo że historia mnie nie boli, że tak powiem. Jak dla mnie czcionka trochę za mała, zresztą taka jak w moich Ulicznicach, nad czym również ubolewam. Ale chyba mam jakiś pomysł. Także może nie będę jak kierowca Ferrari, jeśli chodzi o bycie na bieżąco, ale nigdzie się jak na razie nie wybieram i sobie nadrabiam, tyle że powolutku.

    Pozdrawiam,
    Hagiri
    Rozmowy Międzymiastowe
    Ulicznice

    OdpowiedzUsuń
  21. Brawa dla mnie za punktualność ;--; Miałam skończyć wieki temu, a tym czasem nie jestem nawet w jednej czwartej. Wybacz, że idzie mi to tak opornie, ale obiecuję, że skończę. Kiedyś na pewno, masz moje słowo.
    Co do rozdziału - myślę chyba tak jak każdy. Bastian króluje. Ale Hektor teżmiał swoje pięć minut.
    "Prawa dłoń, por favor" << nie wiem czemu, ale ten tekst podobał mi się najbardziej z całego rozdziału!
    I znowu. Coraz więcej pytań, coraz mniej odpowiedzi. To takie typowe.

    L x

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdzinka z nich widać bardzo ciekawa xD
    Rozdziały jak i same opowiadanie bardzo mi się podoba :)
    Postaram sie nadrabiać w wolnych chwilach :)

    truelifebydamien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny rozdział, ku mojemu zaskoczeniu bardzo spodobało mi się to opowiadanie.
    Intryguje mnie postać matki Cynthii, wydarzenia, które miało miejsce i nadal ją boli... Mimo tego i tak jej nie cierpię i chciałabym żeby umarła. No ale intrygująca jest mimo wszystko.

    U mnie Nowy rozdział, byłabym wdzięczna,jakbyś zajrzał i skomentował, wzięłam wszystkie Twoje uwagi do siebie i naprawdę się starałam pisząc nowy post. Chciałabym poznać Twoją opinię i inne uwagi co do mojej twórczości. c:

    http://bedifferentkatie.blogspot.com/?m=1

    Pozdrawiam, KatieKate

    OdpowiedzUsuń
  24. To zadziwiające, że z każdym rozdziałem moje sympatie lub antypatie w stosunku do poszczególnych bohaterów potrafią się zmienić całkowicie. No, może wyjątkiem jest tu Marta - do niej jakoś trudno załapać sympatią przez cały czas, chociaż być może to się jeszcze zmieni. "Chytry" plan Cynthii coś się nie powiódł - ciekawe jak uda jej się w końcu go zrealizować. Być może skorzysta z rady Bastiana - wprawdzie Hektor nie wydaje mi się osobą, która łatwo da się spić swojej narzeczonej ale kto wie - może jej się uda. A może w końcu sam ulegnie? Jeśli chodzi o samego Hektora to wciąż mam co do niego mieszane uczucia. Wydaje się, że naprawdę kocha Cynthię i chce dla niej jak najlepiej, broni jej m.in. przed matką i chociaż jest stanowczy i skłonny do gniewu to stara się jakoś to hamować. Z drugiej strony tajemnice i jego agresywność trochę mogą przeszkadzać. Zaintrygowała mnie też historia pojedynku, która została opowiedziana na koniec. Może niedługo w końcu poznamy trochę więcej z przeszłości Hektora? Chętnie dowiedziałbym się dlaczego ojciec Cynthii jest mu tak bardzo przeciwny i jakie tajemnice Hektor skrywa. Pozostaje czekać na dalszy ciąg - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O pojedynku już Hektor opowiada w kolejnym rozdziale, więc nieco się rozjaśnia, ale jeszcze nie do końca.
      Natomiast Marta to już taka postać, co jest potrzebna, jest ciekawa i na swój sposób da się ją lubić, ale nie tak jak lubi się dobrych bohaterów. Ona jest taka anty, ale ma w tym moim zdaniem swój urok.
      Wokół tajemniczej przeszłości Hektora, tak naprawdę toczy się większa część tego opowiadania ;-)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  25. Cudowna rodzinka. Kłamstwa i manipulacja, to dla nich chleb powszedni. Jedna z moich ulubionych bohaterek - Julia, zaskoczyła mnie swoją przebiegłością w tym rozdziale. Marta nie jest dla mnie żadnym zdziwieniem, bo od początku pokazywała, że o co, jak o co, ale o uczciwość, to jej posądzić nie można. Pojawił się Martin, którego byłam tak ciekawa i od razu przypadł mi do gustu. Może nie było go zbyt wiele, ale i tak zyskał moją sympatię - co, mam nadzieję, nie się zmieni tak szybko, jak przy kilku innych postaciach.
    Bastian i jego chęć pomocy wcale mnie nie przekonują. Zresztą, sam zaznaczył, że JESZCZE niczego nie chce. W takim razie oczekuje czegoś konkretnego czy po prostu chce mieć w zapasie wdzięczność Cyntii, bo może mu się przydać? Dziewczyna go jednak bardzo doceniła - i tu kolejne moje zdziwienie, bo na początku wydawała się być do niego sceptyczna. Jednak, jak widać, wiele można zyskać za jeden przebiegły pomysł, rzucony, aby samemu osiągnąć jakąś korzyść. Muszę jednak przyznać, że jeśli jego pomysł wypali, to będę pod wrażeniem. Chociaż Hektor może nie dać się w taki sposób zmanipulować. A może go przeceniam?
    Jak tak popatrzeć, to rzeczywiście, Hektor jest, bądź co bądź, pod pantoflem Cyntii. Spełnia prawie wszystkie jej prośby, kaprysy, daje się często traktować tak, jak facet w tamtych czasach, nie pozwoliłby swojej kobiecie za żadne skarby. Krótko mówiąc, słodka, mała Cyntia, wchodzi Hektorkowi na głowę i wcale się z tym nie kryję.
    To przykre, że Marta jawnie przyznaje, że Cyntii wcale nie kocha i nie chce, aby była dłużej w rodzinnym domu. Myślę, że dziewczyna wie, co sądzi o niej jej matka, dlatego ich sucha relacja działa w dwie strony.
    W dalszej części, znów pojawił się Martin, który rozłożył mnie na łopatki swoim lekkim podejściem do matki. On jako jedyny wydaje się nie mieć takiego sztywnego respektu do niej, przez co lubię go jeszcze bardziej.
    Z rozdziału na rozdział coraz bardziej lubię Bastiana. Hektor pastwi się nad nim, ale myślę, że tak czy tak, pomoże Brownowi spłacić dług. W ogóle, to ich relacja się cały czas zacieśnia i myślę, że jest możliwość, że oni naprawdę zaczną się przyjaźnić. Jeden i drugi mają nieczyste sumienie i przebiegłe charaktery, więc trudno będzie nazywać to normalną relacją, ale zawsze jakąś - przynajmniej jest zabawna.
    Zaręczyny Hektora były urocze - zaimponował mi, że jednak złamał zasadę, która mówi, że prosić o rękę trzeba przy świadkach. Wolę wersję bez nich, bo zgadzam się w stu procentach z Hektorem - to powinna być chwila jego i Cyntii, bez zbędnego przedstawienia i poklasku.
    Wizyta Aurelii zapewne nastawi Juliana jeszcze gorzej, do Rodrigeza... Czyżby między mężczyznami miało dojść do karczemnej awantury, przed samymi zaręczynami?

    OdpowiedzUsuń
  26. Wiem że trochę komentuje w kratkę I za to przepraszam. Ale jak czytam gdy jestem w szkole to nie bardzo mam jak.
    Przejdę do historii
    Coraz mniej lubię Hektora, w prologu wydawał się ciepły, rodzinny czuły troskliwy. Tu jest wybuchowy i ostry. Za to w moim oczach zyskał Bastian który chociaż wiem jaki cel ma w pomocy Cynti czy opiece nad Edwardem to wydaje mi się że pod arogancja znajduje sie coś więcej. Ze jednak pokocha tego malucha bo przecież zmuszenie do opieki nie równa się odnoszeniu do dziecka z troska. Ta cała rodzina ma więcej sekretów niż można sie było domyślać. Ja uważam że Marta była w ciąży ale urodzilo sie martwe albo szybko zmarło i dlatego by uniknąć skandalu podmieniono dziecko jedenej ze służących. Jej oddano to martwe a oni wzięli Cyntie. Albo po prostu sobie ją wzięli. Mam nadzieje że szybko poznam wyjaśnienie. Ciekawi mnie też co zrobi Julian z tymi informacjami bo przecież i wiemy że wezmą ślub. Jako jedyny w rodzinie nie wie o dziecku. I może gdy się do wie pozwoli na ślub.
    Podsumowując bardzo podoba mi sie rozdział, nie wiem jak to zrobiłeś ale po prostu pochłaniałem tekst i ciagle chciałem więcej. Jestem pod dużym wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  27. Udało mi się tu dotrzeć bez kilkudniowej przerwy!
    Ależ ten rozdział był długi. moja cierpliwość zaczynała się wyczerpywać w trakcie opisu pierwszego razu Cyntii i Hektora, ale nie z powodu samego sposobu opisania tej sytuacji, tylko zachowania bohaterów. Miałam nawet zacząć liczyć ile razy Hektor upewniał się, że Cyntia jednak jest gotowa, ona potwierdzała, ale jakoś tego nie przejawiała. Może dlatego, że jej myśli były skupione na dokonaniu oszustwa. Worek z krwią? Fuj!
    Potem Cyntia poszła się wyżalić siostrze i nagle prawie pół domu dowiedziało się, jaki dziewczyna ma problem. W tym wszystkim chyba najbardziej pomocny okazał się Bastian. Wiem, że pewnie nie robił tego bezinteresownie, ale i tak trzeba mu to docenić.
    Interesujące jest to, co Hektor i Julia podsłuchali w rozmowie między państwem Montenegro. Czyżby Cyntia nie była córką Marty? To mogłoby wyjaśniać dziwne, oschłe i nawet okrutne zachowanie matki wobec córki.
    Zaręczyny zaręczynami, ale po cóż Aurelia przylazła donieść na Hektora? No tak, korzyści...
    Ale co Julian zrobi z tymi informacjami?
    Naprawdę napisałam, że ten rozdział był długi? Bo w sumie to on był krótki, bo ja bym chciała więcej :-)

    OdpowiedzUsuń

Czytam = Komentuję

Anonimowi – podpisujcie się!


Zapraszam was na swój blog autorski, gdzie znajduje się więcej informacji jak i opowiadań, oraz linków do nich: http://dariusz-tychon.blogspot.com/