sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 6: Damy lekkich obyczajów


Zachęcam także do zapoznania się z wcześniejszym postem  Rozdział 5: Wiedeński i różowy

Tym co trafili tu po raz pierwszy, przypominam, że opowiadanie zaczyna się od postu - Wprowadzenie: Na zły początek

Hektor przekroczył próg domu publicznego. Ochroniarz uśmiechnął się do niego znajomo. Rodrigez odwzajemnił uśmiech. Zamówił w barze butelkę rumu i usiadł samotnie przy stoliku w rogu. Nie musiał długo czekać na towarzystwo. Po niespełna dwóch minutach i czterech opróżnionych literatkach, zasiadła przed nim wyuzdana dama o ognisto rudych włosach. Wiedział, że to musiała być ta nowa, bo nigdy wcześniej jej nie widział.
Wyglądasz na przygnębionego, czy można cię jakoś rozweselić? – Dziewczyna sięgnęła do muszki Hektora, by go jej pozbawić. Pozwolił jej na to.
Jestem bardzo wymagającym klientem – uprzedził.
Nie szkodzi, jestem święcie przekonana, że sobie poradzę.
Polecałbym nie używać słowa święty w tak bezbożnym miejscu.
Zatem zapewniam, że sobie poradzę.
Raczej nie, wolę blondynki. A dokładniej blondynów. Szukam kogoś.
Chłopca? – zdziwiła się ruda kobieta. – Taka usługa kosztuje podwójnie.
Hektor się zaśmiał. Dziewczyna zrobiła minę jakby nie wiedziała o co chodzi.
Chodźmy na górę porozmawiamy na osobności – zabrzmiał co najmniej groźnie.
Mam się bać?
Jeśli mi odmówisz, to tak. Jeśli przystaniesz na moją propozycje, zapewniam, zapłacę ci podwójnie.
Zatem zapraszam do sypialni.
Byle nie do łóżka – warknął do siebie Rodrigez. Szedł posłusznie za kobietą trzymając butelkę w dłoni. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie natrafił na Aurelię.
Hektor Rodrigez. Miło ponownie cię zobaczyć. – Kobieta zawisła mu na szyi i skradła jeden z pocałunków w okolicy kąciku ust.
Wybacz, ale nie powiem tego samego. Mnie twój widok wcale nie cieszy. Co robisz w Lagunie?
To co robiłam w San Romance, a także w twoim łóżku. Już nie pamiętasz? Było nam dobrze razem.
Pamiętam. Najgorsze chwile mojego życia. – Zrobił spory łyk prosto z butelki i skrzywił się na wspomnienie wspólnych nocy z tą kobietą.
Nieprawda. Ja przyszłam po najgorszych chwilach twojego życia, by cię pocieszyć.
Nie oczekuj podziękowań za pocieszenie. Nie byłaś bezinteresowna.
A gdybym dziś chciała być bezinteresowna?
Dziś stać mnie na usługi twojej koleżanki i na nią mam ochotę. Żegnam Aurelio. Rito, idziemy. – Wyciągnął dłoń w kierunku rudej, szarpnął ją, następnie otworzył drzwi i wepchnął kobietę do środka.
Skąd znasz moje imię? – zapytała przestraszona.
Znam imię większości kobiet lekkich obyczajów w tym mieście, bywałem tu od gówniarza po zeszły tydzień.
Bywałeś tu codziennie?
Zamyślił się, przewrócił oczami w sposób tak uroczy, że dziewczyna przestała się go obawiać.
Co kilka dni. Zazwyczaj co dwa. Chwilami co trzy. Mam duże potrzeby.
Powinnam cię znać.
Niekoniecznie. Jak już mówiłem, wolę blondynki.
A nie blondynów?
Hektor się zaśmiał.
Blondynki.
Zatem zapytam, którąś z koleżanek.
I zrezygnujesz z możliwości podwójnego zarobku? – rzekł pytająco i podszedł bliżej kobiety.
Ta przyłożyła swoją dłoń do jego policzka.
Najważniejsze, by było ci dobrze, pragnę… nie jedna zapewne pragnie byś tu wracał.
Od zeszłego tygodnia już tutaj nie bywam i raczej nie będę bywał – przyznał z wyraźnym smutkiem wymalowanym na twarzy.
Co się zmieniło w zeszłym tygodniu? – zapytała, rozsiadając się bezwstydnie na łóżku.
Zaręczyłem się – odpowiedział zgodnie z prawdą, nie mając świadomości, że Aurelia podsłuchuje za drzwiami.
Szczęściarz, czy cwaniak?
Szczęściarz, nie kierowałem się interesami ani dobrami materialnymi…
To się chwali.
Przerwałaś mi – zauważył.
Wiem, ale nie lubię słuchać o facetach, którzy tracą głowy dla wysoko urodzonych kobiet.
Przemawia przez ciebie zazdrość, to grzech.
Grzechy to moja specjalność.
Haha, myślę, że mógłbym cię z czasem polubić. – Usiadł obok niej na łóżku, odłożył butelkę na komódkę i zaczął sunąć opuszkami dwóch palców po jej szyi, poprzez dekolt, aż między dorodny biust.
Wtedy co mi przerwałaś, chciałem powiedzieć, że nie tyko jestem szczęściarzem, ale także cwaniakiem.
Mówiłeś, że majątek… ach… – westchnęła kiedy wydobył jedną z jej piersi spod materiału i ścisnął sutek między dwoma palcami. – Że nie jest ważny, ani interesy – dokończyła wzdychając, podczas gdy on kładł pocałunek na jej długiej szyi.
Nikt nie jest czysty jak łza, ale nie zawsze chodzi o dobra materialne, ale co wy dziwki możecie o tym wiedzieć.
Więcej niż sądzisz – oburzyła się i usiadła na łóżku, chciała już nie czuć na sobie jego dotyku. Wtedy pochwycił jej nadgarstek w stalowy uścisk swojej lewej dłoni. Spojrzała przerażona na brak palca.
To ty? – zapytała szybko, a jej duże oczy naznaczyły się lękiem jaki nagle w niej zakiełkował.
Nie wiem jaki ty, ale zapewniam, że to ja. We własnej osobie ja.
Wiesz co o tobie mówią?
Zaśmiał się i ponownie chwycił za butelkę, zrobił spory łyk, potem następny.
Zdania o mnie są różne i podzielne. Wszystko zależy od środowiska, w którym toczy się o mnie dyskusja.
Tu się dziewczyny zazwyczaj biją o klientów, a jeśli chodzi o ciebie…
Ciągną zapałki i ta która wyciągnie krótszą jest na mnie skazana? – zgadywał.
Dziewczyna spojrzała się tak, że miał już pewność, że to właśnie o te pogłoski chodzi.
Znam te plotki i ploteczki – przyznał leniwie i bez cienie zainteresowania.
W każdej plotce jest cień prawdy.
Zapewniam, że w tej jest sama prawda, ale przecież uprzedzałem, że jestem wymagającym mężczyzną.
Po tym co słyszałam mogę tylko współczuć twojej przyszłej żonie.
Bezczelna jesteś – stwierdził, chwytając za jej szyje i lekko ją ściskając.
Dziewczyna się przeraziła i zaczęła prężyć na łóżku.
Nie martw się, podduszanie nie należy do moich preferencji. – Zaśmiał się. Wyraźnie było widać, że gdy dziewczyna się boi, to Hektor się przy tym dobrze bawi.
Puścisz mnie?
Oczywiście, przecież nie mogę cię pozbawić tlenu, życia, ani nawet zdrowia. Muszę cię prosić o pomoc, a by mi pomóc musisz być żywa i w pełni sił. – Zbliżył się do kobiety i chwycił prawą dłonią za jej kark. Wpił się w jej usta z wyraźną rozkoszą, a potem szybko oderwał, a jego twarz wyrażała nagły ból, jakby walczył sam ze sobą.
Nie umiesz wytrzymać do nocy poślubnej?
Być może. – Nachylił się, przy czym musnął nosem o jej zarumieniony policzek.
Będziesz delikatny, czy…
Nie ważne jaki ja będę – stwierdził, rozpinając jednocześnie koszulę. – Ważniejsze jaka ty będziesz dla mnie. – Pośpiesznie zaczął się pozbywać spinek przy mankietach.
Mam być delikatna czy…
Masz być pomocna! – warknął. – Szukam Bastiana Browna, blondyn, piwne oczy, wysoki, chudy, nic ciekawego sobą nie reprezentuje. Był tutaj z bandą koleżków.
Dlaczego go szukasz?
Dlaczego o to pytasz? Nie powinnaś zadawać pytań. – Usiadł na niej okrakiem i uśmiechnął się z wyższością, zdejmując swoją koszulę.
Dotknęła jego torsu, sunęła po nim dłońmi. Uniosła się, by pocałować go w okolice klatki piersiowej. Brała między zęby jego włoski i delikatnie pociągała, łagodząc tę perwersyjną przyjemność delikatnymi kąsaniami, następnie subtelnymi muśnięciami warg. Czyniłaby tak nadal, ale mężczyzna chwycił ją brutalnie za włosy i odchylił jej głowę w tył.
Jak już mówiłem, miałaś nie zadawać pytań, tylko na nie odpowiadać. – Wessał się mocno w jej szyje. Ostro chwycił między zęby kawałek jej skóry. – Gadaj – wycedził przez zęby tuż przy jej uchu, następnie pociągnął za włosy tak mocno, że myślała iż wyrwał je wszystkie i nie został jej ani jeden.
Zapiszczała.
Powtórzę ostatni raz. Szukam Bastiana Browna, a nie płatnej miłości. Powiesz mi gdzie jest po dobroci, czy mam to z ciebie wyciągnąć siłą?
Dlaczego go szukasz? – zapytała przez łzy.
Dlaczego usilnie pragniesz bym ci to wyjawił?
Bo nie chcę by mu…
Ciii, maleńka, ja nic mu nie zrobię.
Na pewno?
Co ci zależy?
Zawsze był miły. To typ klienta…
Tak różny ode mnie?
Właśnie – przytaknęła.
Jest mi jak brat. Powiedz gdzie go znajdę, a wyjdę.
Po prostu wyjdziesz?
Zostawię cię w spokoju, nawet nie tknę. Zapłacę i to podwójnie, tak jak obiecałem.
Mam ci zaufać?
Jestem draniem, ale mam też honor. Składam ci honorową przysięgę, że cię nawet nie tknę więcej. – Zszedł z niej, stanął przy łóżku i zaczął zakładać koszulę. – Mnie także przyda się nieco abstynencji przed zaślubinami. – Poprawiał sztywny kołnierzyk i zaczął zapinać guziki oraz spinki przy mankietach.
Zbierasz siły na noc poślubną?
Jeszcze chwila i mnie zirytujesz, a wtedy zmienię zdanie. Bastian, blondyn, i wszystko inne tak jak już mówiłem. Oddaj muszkę – polecił, wystawiając swoją dłoń dokładnie przed jej oczy.
Proszę. – Oddała mu dodatek garderobiany. – Na dole obstawia nielegalne walki – powiedziała pośpiesznie i wyciągnęła rękę po gotówkę. Hektor jednak zabrał dłoń.
Miałeś mi zapłacić.
Nikt nie uwierzy, że tak szybko skończyliśmy, poza tym wiem komu się tutaj płaci i z pewnością nie kobietom. Nie chcę sobie narobić problemów.
Obiecałeś, że…
Że zapłacę podwójnie. Dlatego jeden banknot dla ciebie, drugi dla twojego szefa. Kto jest twoim alfonsem?
Podawał ci rum – odpowiedziała, wkładając banknot za poluzowany gorset, z którego Hektor wcześniej wydobył jej piersi.
Dobrze. Posiedzimy pół godziny, potem do niego pójdę i dokonam zapłaty. Pomóc ci w tym czasie zawiązać? – Usiadł na łóżku i uśmiechnął się ciepło do kobiety.
Sama sobie poradzę.
Jak chcesz. – Zmienił miejsce. Zasiadł w wygodnym, lekko odrapanym fotelu.
Te pół godziny zamierzasz marnotrawić na siedzeniu? – nie dowierzała, a chwilę po tym samą siebie ganiła w myślach, że właśnie o to zapytała.
Co w tym złego?
Zapłaciłeś. Chcesz tak marnotrawić pieniądze? To nierozsądne.
To ty jesteś nierozsądna. Boisz się mnie i to widać, ale ten strach równocześnie cię podnieca. Cóż, kobiety to nieodgadnione istoty, albo po prostu głupie i dlatego przeze mnie nierozumiane.
Obrażasz w tej chwili także swoją przyszłą żonę.
Być może ona okaże się wyjątkiem. Oby, bo nie zniosę życia przy boku kogoś kto myśli sercem i chęcią zaspokojenia pierwotnych potrzeb…
O tym zazwyczaj myślą mężczyźni – wytknęła.
Tylko ci spłukani i alkoholicy. Inni rozmyślają też czasami o bardziej wartościowych rzeczach.
Tylko czasami? Właściwie nie uwierzę, że gdy widzisz prawie nagie, piękne ciało, to myślisz o interesach.
To zależy co takiego to piękne i nagie ciało ma mojej skromnej osobie do zaoferowania.
Wiele.
Ja uważam, że nic. Nienawidzę, gdy ktoś zwraca się do mnie per ty. Żegnam. Powiedz, że byłem zbyt pijany, by móc. – Hektor wstał i wyszedł z pokoju. Zapłacił postawnemu brunetowi zza baru, następnie udał się schodami w dół, by odnaleźć Browna, pośród ludzi obstawiających walki bokserskie.

Hektor stanął obok Bastiana i położył swoją dłoń na jego ramieniu, gdy ten rzucał kośćmi.
Przegrasz – rzekł pewnie.
Już przegrałem, teraz się tylko usiłuje odegrać.
Zatem graj, chętnie popatrzę. – Odsunął sobie krzesło i popijał rum, wcześniej przelewając go do szklanki.
Nie powinieneś być u boku narzeczonej? – rzucił Brown ze wściekłością w stronę Rodrigeza.
O to samo mógłbym spytać. Kiedy skończą ci się pieniądze i będziesz chciał wrócić do posiadłości Montenegro, powiedz, chętnie cię odwiozę.
Bastian wejrzał z nienawiścią na przyszłego szwagra, chuchnął na szczęście w swoje pięści i po raz kolejny wyrzucił z nich dwie kości. Banda tłoczących się mężczyzn, dopingowała graczy, a Hektor cierpliwie czekał na zakończenie rywalizacji. Wszystko skomplikowało się w chwili, gdy Bastian chciał zakończy grę.
Ureguluj należność – rzekł jeden z mężczyzn. Był wysoki i barczysty.
Hektor się uśmiechnął, oczekując na to co się stanie.
Przyszły szwagrze… – zaczął skomleć Brown.
Hektor udał zainteresowanie:
Jak wysoka jest należność?
Trzy tysiące marek – usłyszał w odpowiedzi.
Nie dysponuję w chwili obecnej taką sumą gotówki. Pozwolicie panowie, że zabiorę tego pijanego człowieka do domu, a jutro powrócimy zwrócić należność? – spytał Rodrigez, doskonale wiedząc, że żaden z trójki mężczyzn na to nie przystanie.
Połowa sali wybuchła śmiechem, Hektor jednak starał się ukryć swój uśmieszek. Jeden z mężczyzn dopadł do niego i chwycił za bary jego marynarki.
Słuchaj no cwaniaczku…
Tak? – dopytywał spokojnie Hektor, ciągle się przy tym uśmiechając.
Do śmiechu ci?
Szczerze to nie widzę wyjścia z sytuacji i nie wiem co chce pan osiągnąć strasząc mnie, przecież nie ma możliwości bym panu zapłacił, skoro nie mam tych pieniędzy, prawda?
Mężczyzna wydawał się być zdumiony i zamyślony nad zbyt długim zdaniem, które właśnie usłyszał. Starał się więc je pojąć. Hektor wykorzystał moment na to, by uderzyć z czoła w jego nos, następnie wymierzyć kolanko prosto w brzuch. Mężczyzna zgiął się w pół, a ktoś łudząco do niego podobny, niczym brat przybiegł na ratunek. Ten chłopiec był jednak stanowczo za młody i za mało doświadczony, by wygrać z Rodrigezem. Udało mu się jednak trafić go raz z pięści w policzek. Hektor poczuł krew w ustach, a zaraz po tym rozwścieczenie. Potem była już tylko prawa, lewa, prawa, kopniak i:
Który z panów następny?
Wszyscy odsunęli się jak jeden mąż, a Bastian i jego koledzy stanęli za plecami Hektora. Rodrigez spojrzał w tył śmiejąc się z powiedzenia w jedności siła, kiedy dotarło do niego, że po jego stronie stoją sami niedojrzali chłoptasiowie i tchórze.
Chodźmy już – skomlał do ucha szwagra Brown.
Jutro Bastian Brown ureguluje należność. Idziemy. – Hektor przemierzył podziemia karczmy, następnie skierował się schodami w górę, aż do wyjścia z tego zadymionego miejsca, w którym unosił się odór oparów potu i tanich trunków.

Bastian pożegnał koleżków i wraz z Hektorem skierowali się samochodem w stronę posiadłości Montenegro.
Czy mógłbyś się zatrzymać? Muszę na stronę.
Trzymaj, bo nie mam czasu.
Uratowałeś mi życie, chyba nie po to, by teraz się nade mną znęcać! – naskoczył Bastek na Rodrigeza.
Nikt się nad tobą nie znęca, Brown. Po prostu zmarnowałem już dość czasu. Kolacja była cztery godziny temu.
Obudzimy służbę, z pewnością coś dla nas przyszykują.
Nie chodzi mi o jedzenie. Nie martwię się ani trochę żołądkiem domagającym się strawy. Martwię się reakcja Cyntii na to, że powracam niemal w środku nocy. Dlaczego ty nie martwisz się reakcją Julii?
Jest już przyzwyczajona – odparł beztrosko Bastian. – To zatrzymasz się?
Nie zatrzymam. Masz długi, Brown. Myślisz, że Marta Montenegro je za ciebie spłaci jeśli dowie się w jaki sposób powstały?
Przecież wydostałeś mnie z karczmy.
Hektor się zaśmiał z wyższością.
Co w tym takiego śmiesznego?
Nie wiem jak w mieście, z którego pochodzisz, ale tutaj, panowie z Laguny nigdy nie odpuszczają dłużnikowi. Znajdą cię wszędzie, nawet w posiadłości twojej przyszłej żony. Radziłbym uzbierać należytą gotówkę w dwadzieścia cztery godziny i dostarczyć ją im w zębach, oczywiście z odsetkami i trunkiem w luksusowej butelce na przeprosiny.
Żartujesz?
Hektor pokręcił głową i przystanął na poboczu.
Dlaczego stoimy? – Bastek zaczął się nerwowo rozglądać dookoła.
Chciałeś iść na stronę – przypomniał.
Ale mówiłeś przecież, że się nie zatrzymasz.
Nie pozwolę byś lał w moim samochodzie.
Już mi się nie chcę. – Brown oparł się wygodniej o oparcie fotela samochodowego, przetarł twarz dłońmi i wydawał się być załamany.
Hektor przewrócił oczami i ruszył dalej.
Przegrałeś tylko trzy tysiące?
W kości tak.
A w inne gry hazardowe?
Uuu, szkoda to liczyć.
Jest aż tak źle?
Jest gorzej niż źle.
Może mógłbym ci pomóc.
Spłacisz je za mnie? – zapytał z nadzieją, niczym mały, psotny chłopiec. Nawet wyszczerzył zęby w uśmiechu, w kierunku swojego, jak myślał, nowego przyjaciela.
Być może.
Tak po prostu.
Bezinteresowność to głupota, a ja nigdy nie byłem szczególnie głupi.
Zapewne też nie byłeś szczególnie bystry.
Skąd ta przygana? – zdziwił cię Rodrigez.
Jak Cyntia zareaguje, gdy dowie się, że spędziłeś kilka godzin z przedślubnego życia w najplugawszym z burdeli?
Jesteś cwańszy niż myślałem i jesteśmy na miejscu. – Hektor zaparkował przed budynkiem, wysiadł i obszedł samochód. Oparł się o jego przód i zapalił papierosa.
Bastian do niego dołączył.
Masz ogień?
Naturalmente – odpowiedział w języku hiszpańskim i podał blondynowi zapałki.
Wiem, że nie wyglądam na szczególnie biegłego, ale to tylko takie pierwsze wrażenie – uprzedził blondyn. – Pomożesz mi?
Jak? – spytał Rodrigez, ścierając wierzchem dłoni krew, która nadal, po tej niezaplanowanej bójce, toczyła się z jego nosa.
Wydajesz się być rozgarnięty. Mógłbyś mi coś doradzić.
Hektor uśmiechnął się, przygryzł zębami dolną wargę i lewą dłonią potarł brodę, którą okalał gęsty i ciemny, niemal czarny zarost. Następnie przełożył papierosa z jednej ręki do drugiej, by móc wolną dłoń położyć na ramieniu Bastka.
Wiesz co, Brown?
Co takiego?
Albo uzbierasz pieniądze na dług w dwa, może trzy dni, albo zacznij zbierać pieniądze na własny pogrzeb. – Hektor poklepał mężczyznę po ramieniu. – Powodzenia, szwagrze – dodał i niespodziewanie, całkiem mocno strzelił Bastianowi w twarz z otwartej dłoni. – I nie próbuj nigdy więcej mnie zastraszać, czy też szantażować. Ja nie zamykam ust gadułom, ja zwyczajnie pozbywam się kłopotów. Jeśli chcesz bym ci pomógł zacznij być moim przyjacielem, bo nie warto mieć we mnie wroga. O przyjaciół być może nie dbam jakoś szczególnie, ale przynajmniej mogą czuć się bezpieczni. O wrogów natomiast zawsze potrafiłem zadbać, tak by nie mogli się już czuć – wyjaśnił cicho, ale bardzo groźnie, jednocześnie też z lekkim rozbawieniem, które było wymalowane na jego twarzy i ruszył wolnym krokiem w stronę głównego wejścia.

Hektor chwycił popielniczkę z komody, która stała tuż przy ozdobnym wazonie z kwiatami. Ugasił papierosa i zaczął zmierzać w kierunku schodów. Zabraną z sobą popielniczkę odstawił na pobliski parapet.
Co tak długo? – Zatrzymał go głos przyszłej teściowej.
Spojrzał na nią, a Marta wydawała się być przerażona.
Coś ty zrobił z twarzą? – zapytała zirytowana.
Rodrigez nic nie odpowiedział, wykonał kilka kroków w jej kierunku, jednocześnie odpinając górne guziki swojej koszuli. Nie miał już na sobie ani muszki, ani sztywnego kołnierzyka, wszystko to stracił w bijatyce, albo pozbył się zaraz po niej. Pomimo jednak tych braków nadal nie tracił animuszu.
Nastąpiły pewne komplikacje – wyjaśnił spokojnie, gdy zbliżył się już na tyle, że dzielił ich dosłownie jeden krok.
Gdzie jest Brown?
Na zewnątrz.
Pójdę do niego, a ty doprowadź się do jakiegoś porządku. Cyntia nie może zobaczyć cię w takim stanie. – Marta wyminęła Hektora i skierowała się na zewnątrz posiadłości.
Dobranoc pani Marto Montenegro – odparł jak zwykle uprzejmie.

Brunet stanął przed drzwiami sypialni swojej narzeczonej, bo pomimo że jeszcze nie odbyły się oficjalne oświadczyny, to właśnie za swą narzeczoną ją uważał. Przyłożył pięść do białego drewna. Zwlekał jednak z zastukaniem. W końcu zdecydował się na wejście, po cichu, niczym złodziej. Wkroczył do pokoju, zdjął marynarkę, odwiesił ją na krzesło przy biurku, następnie na paluszkach chciał przejść do łazienki.
Możesz hałasować. Nie śpię. – Usłyszał dobrze znany mu głos młodej kobiety, która wcześniej czytała, ale gdy usłyszała kroki narzeczonego na schodach, zapobiegawczo zagasiła lampion i zdmuchnęła świece umiejscowione na ozdobnym kandelabrze.
Hektorowi zabrakło słów jakie miałby skierować do Cyntii. Jakby nagle odebrało mu mowę.
Dobrze – zdobył się tylko na tyle, ale Cyntia nie dała za wygraną tak łatwo.
Chwyciła za zapałki, znajdujące się na stoliku i ponownie zapaliła świece, oraz dwie lampy za ozdobnym szkłem lampionu, umiejscowione po dwóch stronach łóżka.
Możesz powiedzieć skąd wracasz o… – Spojrzała na zegarek. – W pół do trzeciej w nocy? – zapytała tonem pełnym pretensji.
Możesz pół tonu ciszej? Błagam. – Wszedł do łazienki i rozpoczął poszukiwanie zapałek po kieszeniach. Dopiero wtedy sobie przypomniał, że oddał je Bastianowi. – Przeklęty Brown – przeklął pod nosem.
Co takiego? – zapytała Cyntia, znajdując się już u jego boku.
Nic, skarbie.
Dziewczyna zaczęła rozpalać świece umiejscowione na lichtarzach w łazience. W takiej jasności jaka zapanowała, nie umknął jej stan w jakim znajdował się Hektor Rodrigez, jej przyszły, oficjalny narzeczony.
Gdzie byłeś? – zapytała stanowczo.
Odpowiedział jej tylko szum puszczonej wody, gdy Hektor przemywał pokrwawioną i posiniaczoną twarz.
Co ci się stało? – ponowiła próbę spokojnej rozmowy.
Mężczyzna jednak ją ignorował. Przeszła więc z drugiej strony, by zagrodzić mu dojście do ręczników. Bez słowa jednak położył swoją prawą dłoń na jej ramieniu i delikatnie odepchnął. Chwycił za biały ręcznik, by przetrzeć nim twarz, potem wrzucił go do kosza z brudami.
Jak to się stało, że doprowadziłeś się do tego stanu?
Ponownie ją wyminął i rozpoczął ugaszanie świec. Kobieta stała za jego plecami zirytowana jak jeszcze nigdy wcześniej.
Hektor, ja o coś pytam! – wrzasnęła w końcu i dla zaakcentowania swojej wypowiedzi tupnęła nóżką.
Mężczyzna był zaskoczony tym nagłym wybuchem gniewu, dlatego odwrócił się w stronę ukochanej.
To nie ma związku z tobą – rzekł delikatnie.
Wyszedłeś gdzieś, zniknąłeś bez słowa, teraz wracasz w środku nocy i to nie ma związku ze mną!?
Dokładnie tak. To nie ma związku z tobą.
Jego spokojny ton ani trochę jej nie uspokoił, a tylko doprowadził do większej wściekłości.
Jak już będziemy małżeństwem, to też będziesz znikał i pojawiał się według potrzeb, bez żadnych wyjaśnień?!
Cyntio, proszę, nie krzycz. Już mówiłem, to nie ma związku z tobą.
Hektor ja żądam wyjaśnień!
Byłem w karczmie, wypić wraz z Bastianem. Chciał uczcić swoje ostatnie chwile wolności, jeszcze przed ślubem – wytłumaczył.
Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej? – dopytywała, splatając ze złości ręce na piersi.
Sądziłem, że potrwa to o wiele krócej. Kochanie, uspokój się. – Zbliżył się z uroczym uśmiechem na ustach do przyszłej żony. Łagodnie i delikatnie chwycił za jej ramiona, potarł je.
Cyntia jednak nie odebrała tego ciepłego gestu pozytywnie. Spuściła ręce bezwiednie w dół i otrząsnęła się z dotyku mężczyzny. Wyminęła Hektora, by powrócić do łóżka. Ułożyła swoją głowę na poduszce i spojrzała w okno. Była zła, smutna i zawiedziona.
Rodrigez zdjął buty i spodnie, następnie dokończył ugaszanie płomieni świec i naftowych lamp, pozostawił tylko lampiony sypialniane i wsunął się pod kołdrę obok Cyntii. Położył swoją lewą dłoń na jej ręce, którą trzymała na brzuchu.
Śmierdzisz alkoholem i tytoniem – stwierdziła, gdy zbliżył swoje usta do jej policzka, by go delikatnie musnąć.
Zrezygnował więc z tej próby.
Jak to mężczyzna wracający z baru – odrzekł spokojnie.
Nie każdy mężczyzna, idący do baru, wraca z obitą twarzą. – Cyntia zerknęła na doń swojego przyszłego męża. Obite i nadal krwawiące kostki napawały ją obrzydzeniem. – Zabierz ze mnie rękę – zażądała.
Dlaczego taką dla mnie jesteś? – dopytywał z wyraźnym smutkiem w głosie. Opadł na poduszki i zapatrzył się w biały sufit.
Nienawidzę przemocy i agresji, w żadnym wydaniu.
Oskarżasz mnie! – zerwał się nagle i położył swoją lewą dłoń po jej prawej stronie. Dosłownie nad nią zawisnął.
Cyntia udała, że się go nie boi. Zebrała się w sobie, by spojrzeć na jego twarz bez cienia strachu.
Nie pokrzykuj na mnie, bo tym razem to ja mam powody do tego by się awanturować.
Hektor zacisnął szczęki na tyle mocno, że żyły na jego szyi uwidoczniły się, a twarz nieco poczerwieniała.
Nie pomyślałaś nawet, że mogłem stawać po prostu w obronie własnej? – zapytał z pretensją.
Gdybyś się nie szlajał po spelunach, nie musiałbyś stawać w obronie własnej, ani niczyjej obronie! – krzyknęła i trąciła go lewą ręką, dosłownie zmiotła, bo nie był na to przygotowany. Opadł więc z powrotem na plecy.
Cyntia wstała, sięgnęła po marynarkę swojego mężczyzny. Wyjęła z wewnętrznej kieszeni papierośnicę.
Nigdy wcześniej nie widziałem abyś paliła – zaczął delikatnie.
Nigdy wcześniej nie widziałam cię w takim stanie. Jak widzisz każdego z nas stać na pierwszy raz, by negatywnie zaskoczyć drugą stronę. – Udała się do łazienki po zapałki. Odpaliła papierosa i otworzyła okno. Zakrztusiła się dymem.
Od razu widać, że pierwszy raz w życiu palisz.
Nie rzucaj w moją stronę uwag bez znaczenia! – oburzyła się.
Jak sobie życzysz, ale zamknij okno. Nie przeszkadza mi dym, a nie chcę byś się przeziębiła.
Nie mów mi co mam robić! Nie decyduj za mnie jak mam postępować w moim własnym pokoju! – Cyntia chciała coś jeszcze wykrzyknąć, ale usłyszała jak ktoś wchodzi do jej sypialni.
Hektor przez chwilę miał przerażoną minę. Obawiał się, że może to być jego przyszły teść, albo nieprzewidywalny Bastian. Przerażenie ustąpiło wyraźnej uldze kiedy dostrzegł w półświetle postać swojej przyszłej teściowej.
Źle domknęliście drzwi – zwróciła im uwagę.
To Hektor wchodził ostatni – odburknęła Cyntia i dalej krztusiła się paląc.
Nie interesuję mnie kto ich nie domknął, ale goście weselni twojej siostry zaczynają się niepokoić. Słychać was w całym domu, także na korytarzach piętro wyżej i dwa piętra niżej.
Słychać nas? – dopytywał Rodrigez z cynicznym uśmieszkiem zdradzającym pretensje.
Marta krzywo się uśmiechnęła do przyszłego zięcia.
Słychać moją córkę – sprostowała.
No więc właśnie, pani córkę, nie mnie.
Gdyby wrócił o przyzwoitej godzinie, nie musiałabyś się teraz za nas wstydzić, matko. – Cyntia odwróciła się w kierunku rodzicielki.
Hektor natomiast przenosił wzrok z jednej kobiety na drugą.
Twój narzeczony nie jest moim problemem, Cyntio. Załatwcie sprawy między sobą, możliwie jak najciszej, proszę.
Twoim zdaniem nie mam prawa się denerwować? Nie mam praw do pretensji? – Cyntia ze złością ugasiła papierosa w połowie jeszcze pełnej kawy filiżance.
Naturalnie, że masz, ale jeśli już musisz na niego krzyczeć, to chyba możesz robić to nieco ciszej – zwróciła jej uwagę matka.
Ciszej? – rzekł pytająco Hektor i spojrzał na przyszłą teściową z niekrytą pretensją w oczach.
Tak, ciszej. Najlepiej szeptem. – Odwróciła się i chwyciła za klamkę. – Dobranoc i spokojnej nocy wam życzę. – Marta zamknęła za sobą drzwi.


Zapraszam także do kolejnego postu  Rozdział 7: Bezowocne poświęcenia

Czytam = Komentuję

Anonimowi – podpisujcie się!


Zapraszam was na swój blog autorski, gdzie znajduje się więcej informacji jak i opowiadań, oraz linków do nich: http://dariusz-tychon.blogspot.com/