piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 1 - Drogą przypadku



Zachęcam także do zapoznania się z wcześniejszym postem  Prolog: Rok 1910 

Pierwsze miłostki są najpiękniejsze – tak mawiają ludzie starej daty, którzy jakimś cudem wyplenili z siebie już te dawne uczucia, albo ci, których marzenia o wielkiej, niezachwianej miłości się ziściły i miały dobre zakończenie. Pierwsze miłostki zazwyczaj zaczynają się niespodziewanie. Nie są planowane, ani kojarzone przez rodziny. Tak też było z tymi dwojga.
Piękna, młoda dama mająca wtedy nieco ponad metr w kapeluszu, krążyła dumnie w okolicach pobliskiego sadu. Miała nienagannie białą, skrojoną na miarę suknie z posrebrzanymi zdobieniami. Kroczyła pewnie i kobieco, choć jeszcze dziecięco i tak bardzo niewinnie. Trzymała w rękach książkę – swoją ulubioną – o chłopcu, który nie potrafił dodawać. Usiadła pod dużym drzewem, rzucającym spory cień. Otworzyła książeczkę i przeczytała najpierw dedykacje. Kochała swojego ojca z wielu powodów, ale najbardziej za prezenty jakie jej dawał, za to, że zawsze przy niej był kiedy tylko zapłakała lub go wezwała, a wtedy kochała go jeszcze za dedykacje. Dedykował jej wszystko co tylko mógł. Na każdym prezencie zaznaczał datę i dodawał coś od siebie. Na pierwszej stronie książki pisało – Dla mojego, Aniołka, którym zawsze będę się opiekował. Dziewczynka zaczytała się w pierwszą stronę i wtedy wystraszyły ja szmery, jakby ktoś chodził za jej plecami. Czuła jakby ten ktoś się skradał, zbliżał się, już był tuż, tuż. Odskoczyła wtedy i ujrzała chłopca.
Cześć, jestem Willy. Co porabiasz? – zapytał i uśmiechnął się ciepło, pomimo braku w uzębieniu. W tamtym okresie gubił ostatnie mleczaki. Odgarnął swoje kruczoczarne włosy z oczu, przeczesując je palcami. Nie były długie, ale grzywka wstępowała na czoło i strasznie mu dokuczała.
Czytam – odburknęła Cyntia. Nie chciała się zaznajamiać. Matka zawsze jej mówiła by unikała obcych.
Umiesz czytać? – zdziwił się chłopiec i podszedł bliżej.
Dziewczynka na powrót oparła się o konar drzewa i rozpoczęła czytanie od początku.
Chłopczyk zerkał jej przez ramie i nie dawał za wygraną.
Co tu pisze? – zapytał i wskazał palcem na dedykacje.
Jest napisane – poprawiła go. – To bardzo osobiste – wymądrzała się i zatrzasnęła przed nim książkę. Wtedy sobie przypomniała słowa ojca, mówiące o tym, by nie była dla innych niemiła, w stosunku do nich uprzedzona i przede wszystkim bawiła się ze wszystkimi dziećmi, bez wyróżnień. – Jestem Cyntia – przedstawiła się.
William – powtórzył, potarł wewnętrzną część brudnej od piasku dłoń o spodnie i dopiero podał ją dziewczynce siadając obok niej. Rozpromienił się.
Ile masz lat?
Prawie jedenaście – pochwalił się dumnie.
A ja tylko dziewięć – posmutniała. – Ale za to umiem czytać – wymądrzała się znowu.
A umiesz zrobić tak? – dopytywał. Nie zamierzał jej wyjaśniać. Po prostu wspiął się na drzewo pod którym siedzieli, zerwał dwa dorodne jabłka i wrócił na ziemie. – Trzymaj – podzielił się z nią.
Też mi coś, każdy tak potrafi. – Cyntia podskakiwała przy drzewie, ale nie mogła dosięgnąć gałęzi. Miała też za krótkie rączki by objąć konar i się po nim wspiąć. W końcu ze zdenerwowania wymierzyła kopniak drzewu. – Ała! Wszystko przez ciebie! – krzyknęła.
Ja nic nie zrobiłem – wytłumaczył chłopiec. Schylił się na ziemie, wziął z okładki książki jabłko i ponownie podał dziewczynce.
Naucz mnie tej sztuczki – zażądała.
Cyntia oczami wyobraźni już widziała jak starszy brat i siostra jej zazdroszczą nowo nabytych umiejętności. Nie lubiła swojego rodzeństwa. Martin miał trzynaście lat i miał swój marynarski świat. Marzył o tym by zostać kapitanem. Natomiast jedenastoletnia siostra ciągle się stroiła i wyprawiała przyjęcia dla lalek, których nie kazała Cyntii dotykać, a wszystko przez to, że kiedyś raz jedną upuściła, przez całkowity przypadek i lalka z porcelany się potłukła.
A dostanę coś w zamian? – zapytał Willy.
Mogę ci zapłacić. Mam kilka peset w mojej nowiutkiej torebeczce.
Nie potrzebuje pieniędzy – wyjawił mrużąc oczy. – Naucz mnie czytać.
Dobrze, nauczę.
Umowa? – upewniał się i zrobił gryzka swojego jabłka. Ona ugryzła swoje.
Umowa – odpowiedziała i zaproponowała zamianę owocem. Chłopiec od razu się zgodził. To wtedy pierwszy raz poczuła namiastkę smaku jego ust na swoich ustach.

Cyntia i William spotykali się regularnie co sobotę. Dziewczyna kłamała rodzicom, że idzie na spacer do kapliczki, albo do sadu. W rzeczywistości chowali się na strychu starej, opuszczonej chatki z książką, albo siadali na gałęzi drzewa i jedli jabłka. To właśnie smak tego owocu zawsze będzie się jej kojarzył z ukochanym. Były też dni gdy kąpali się w pobliskim jeziorze, całkowicie nago. To właśnie Willy nauczył ją pływać, by kilka lat później podczas wspólnej kąpieli pierwszy raz dotknąć nagiej piersi kobiety.
Co ty robisz? – oburzyła się z początku. – Zacznę krzyczeć – zagroziła kiedy dłonie nastoletniego Williama błądziły po jej ciele, aż w końcu znalazły się na jej pośladkach.
Krzycz, ale wtedy mnie zabiją – wyjaśnił śmiertelnie poważnie.
Cyntia nie krzyknęła. Zamiast tego pocałowała kolegę w usta i wplotła drżące z zimna i ociekające wodą palce w jego włosy.

Lata mijały, a dzieci rosły. Stawały się młodymi dorosłymi. Ich pocałunki nabrały na intensywności, a noce mijały im na potajemnych spotkaniach. To właśnie jednej z takich nocy Cyntia czekała na Williego w stajni pełnej siana. Zjawił się zaraz po pracy, najszybciej jak mógł. Od razu porwał ją na ręce i zakręcił się w kółko.
Gdybyśmy żyli w innym, lepszym świecie, ożeniłbym się z tobą – wyznał z ciepłym choć smutnym uśmiechem.
Ucieknijmy – zaproponowała.
Dokąd? – Położył kobietę na sianie, a sam upadł obok niej i podparł głowę na zgiętej w łokciu ręce, w taki sposób, by móc patrzeć na nią z góry.
Do innego, lepszego świata. Musi gdzieś taki być. – Usiadła.
Nie, lepszego świata nie ma. Nie możemy…
Pocałowała go, ale nie dał sobie przerwać. Odepchnął ją na odległość wyprostowanych dłoni.
Jesteśmy różni, nie powinniśmy byli…
Wtedy okazało się, że mężczyzna nie ma żadnej władzy nad swoim pożądaniem w obliczu pięknej i gotowej na swój pierwszy raz, młodej kobiety. Także William nie dał rady się oprzeć takiej pokusie.
Będę delikatny – deklarował na głos.
Był biedny, ale był też człowiekiem honoru i zawsze spełniał deklaracje. Tak jak przyrzekł Cyntii delikatność, tak ją od niego otrzymała w tę pierwszą, wyjątkową noc, jak i w każdą kolejną. Jedna z takich właśnie nocy miała być ich ostatnią, być może takie właśnie było ich przeznaczenie.
Młodzi kochankowie potrącili drabinę, ta spadła i narobiła hałasu. Zjawił się ojciec dziewczyny, który właśnie przygotowywał się do polowania. Miał przy sobie strzelbę. Kiedy zobaczył Williama i swoją córkę pół nagą, pokazał jak dużą hipokryzją kierował się przez całe życie i na zawsze stracił w oczach Cyntii. Nagle różnice okazały się za duże, chłopak był za biednie ubrany i za młody dla jego córki. Pewnie dlatego wystrzelił. Na szczęście tylko jeden raz, nie do końca trafiony, choć też nie całkiem chybiony, bowiem Cyntia rzuciła się na ojca i pocisk zboczył z kursu. William uciekł do domu, nazajutrz jego ojciec został zwolniony, a sadem zajął się ktoś inny. Rodzina Williama była więc zmuszona się przeprowadzić w miejsce, gdzie będą mieli możliwości zarobku. Oczywiście o romansie dwojga młodych z różnych sfer wiedzieli tylko sami młodzi i rodzice Cyntii, oraz Williama. Figiel natury jednak sprawił, że z czasem o tym niechwalebnym związku miał się dowiedzieć cały świat, bowiem dziewczyna była w ciąży.

Cyntia znienawidziła rodziców całym sercem, lecz oboje zdawali się tym nie przejmować. Ojciec uważał, że postąpił słusznie, tak jak postąpić należało, a matka była zbyt zajęta przygotowaniem do ślubu starszej córki, która pół roku wcześniej urodziła zdrowego, ślicznego chłopca o jasnych jak pszenica włosach. Rodzina ledwie co podniosła się po tym skandalu, a znalezienie kandydata na ojca dla maleńkiego bękarta o imieniu Edward graniczyło z cudem i wszyscy radowali się, że cud się ziścił. Środkowe dziecko państwa Montenegro – córka Julia, miała poślubić współwłaściciela dobrze prosperujących, angielskich hoteli. Bastian nie był dużo starszy od swojej wybranki, a nawet był uznawany przez kobiety za przystojnego. Był bowiem wysoki, miał płaski brzuch, szczupłą lecz muskularną sylwetkę, a kolor jego włosów dorównywał pszenicy muskanej letnim słońcem.
Za kilka lat nikt nie będzie pytał czyje to dziecko. Wszyscy uwierzą, że jego. – Zacierała ręce w geście zwycięstwa pani Marta Montenegro, matka Julii i babcia małego, nieślubnego dzieciątka imieniem Edward.
Cyntia nie wiedząc jeszcze, że sama jest przy nadziei, wykorzystała moment nieuwagi rodziny i wymknęła się z domu w pewną ciemną noc. Osiodłała konia i wyruszyła w kierunku, w którym, jak jej się zdawało, ruszyła przed dwoma tygodniami rodzina Williama. Nie mogła jednak przewidzieć burzy, ani tego, że jej klacz wystraszy się piorunów. Kiedy Cyntia zeszła z konia i chciała go uwiązać, piorun właśnie uderzył gdzieś niedaleko, a zaraz po tym było słychać odgłos łamiącego się i upadającego drzewa. Klacz zerwała się czym prędzej i pognała przed siebie. Cyntia została więc sama, w środku lasu, bez jedzenia, wody i ciepłych ubrań, przemoczona do ostatniej suchej nitki. Przez ułamek sekundy, z powodu zrozumiałego załamania chciała zawrócić do domu, ale wydawało jej się, że znajduje się on niezwykle daleko, i że na piechotę zajęłoby jej to co najmniej dzień, a ona już czuła się wycieńczona. Stąpała więc z lękiem i nadzieją przed siebie, trzęsąc się z zimna i strachu na przemian.
Dziewczyna nie wiedziała ile przeszła, nie umiała odliczać mil na podstawie pokonanych kroków, nie liczyła więc także stąpnięć. Las zdawał się zmniejszać, a deszcz padać lżej niż jeszcze godzinę temu. Nagle Cyntia dostrzegła bladoniebieski kolor. Barwa ta wyraźnie odznaczała się na tle zgniłej, przemoczonej zieleni drzew i traw. Ruszyła więc w kierunku koloru niebieskiego ostrożnie i z podejrzliwością. W ten sposób dotarła pod starą kamieniczkę, z płaskorzeźbami umiejscowionymi w regularnych odstępach. Widać było, że budynek wymaga odrestaurowania, ale nie zabytki teraz były jej w głowie, ani też miejsca mieszkalne. Ona chciała się po prostu najeść i ogrzać. Przez małe piwniczne okienko zakradła się do spiżarni. Dopisało jej szczęście, w piwniczce stały pełne skrzynie jabłek, słoje przetworów i gotowych kompotów. Poczuła się uratowana, dopóki nie usłyszała znaczącego chrząknięcia:
Grrry, egre.
Wystraszyła się. Pragnęła wierzyć, że to tylko wyobraźnia płata jej figla.
Odwróć się. – Polecenie wypowiedziane barytonem rozeszło się po pomieszczeniu i odbiło złowrogo od ścian.
Dziewczyna nadal stała tyłem do mężczyzny dzierżącego w dłoniach długi, elastyczny kij i świecznik z pięcioma zapalonymi świecami. Hektor, bo tak było na imię temu panu, podszedł bliżej i przyjrzał się ociekającej wodą kobiecie. To jakaś biedna i głodna wieśniaczka – pomyślał wtedy. Wtargnęła do jego posiadłości bez zaproszenia, włamała się, a wiec miał prawo ją nawet wychłostać i wywalić z powrotem na ulice. Nie nawykł jednak do bicia kobiet i szczerze choć popierał rządy trzymane twardą ręką, to zawsze wolał, by to nie jego ręka czyniła tę powinność. W tym przypadku było podobnie.
Nie zrobię ci krzywdy – zapewnił. Silił się na uprzejmy ton, ale nie potrafił takim mówić. Miał twardy, męski głos z zabarwieniem naturalnej, złowrogiej chrypy. Głos, który zupełnie nie pasował do charakteru. – Odwróć się, proszę – nalegał.
Cyntia wiedziała, że nie ma wyjścia. Ze strachu i z powodu wstydu jabłko, trzymane w jej dłoni, upadło na drewnianą podłogę, i potoczyło się w kierunku schodów. Odwróciła się powoli w stronę Hektora. Kiedy dostrzegł jej piękną, młodą twarz w świetle świec, zamarł na chwilę w bezruchu. Kąciki jego ust uniosły się ku górze, jakby się uśmiechał. Bardzo rzadko zdradzał swoją wesołość poprzez uśmiech. Być może nawet tego chciał, ale zwyczajnie nie potrafił. Tej młodej damie postanowił jednak dodać otuchy. Wysilił się na uroczą minę, lekko kwaśną i pełną zdziwienia.
Chyba nie było aż tak strasznie, prawda? – zapytał normalnym tonem, choć jego słowa ponownie zabrzmiały groźnie z winy nietypowej, silnej, bardzo męskiej barwy głosu.
Wystraszyła się, zrobiła krok w tył. Nie zauważyła skrzynki i o mały włos nie poleciała do tyłu. Hektor w ostatniej chwili wypuścił cienki kijek z dłoni i chwycił kobietę za nadgarstek, chroniąc tym samym przed upadkiem. Kiedy jednak ona już stała stabilnie, to on nadal nie wypuszczał jej ręki z uścisku swoich palców. Wzrok sunął po jej dorodnych, młodych piersiach. Materiał sukni był mokry i mocno przylegał do ciała dziewczyny przez co odznaczały się sterczące sutki.
Może mnie pan puścić? – zapytała, jąkając się niemal przy każdym słowie. Głos jej drżał.
Hektor jednak nie puszczał, sunął oczami ku górze, na łańcuszek z zawieszką i broszkę z masy perłowej. Albo jest złodziejką luksusową, albo nie jest wieśniaczką – uświadomił sobie. Przypadkowo zacisnął palce mocniej na jej nadgarstku.
To boli – wyjęczała, a łzy pokazały się w jej oczach. – Proszę.
Mężczyzna potrząsnął głową na boki i wypuścił jej rękę jakby go parzyła.
Przepraszam, nie chciałem cię skrzywdzić.
Dziewczyna potarła drugą dłonią obolałe miejsce, jakby chciała w nim wzbudzić wyrzuty sumienia.
Bardzo boli? – dopytywał.
Znośnie, proszę pana – odburknęła i przyjrzała się jego dziełu czy czasami nie będzie za dużego, i widocznego siniaka.
Jeszcze raz przepraszam, naprawdę jest mi przykro. Zapomniałem, że kobiety, to bardzo kruche istoty.
Nie przesadza pan czasami?
Uśmiechnął się szczerze i potarł brodę z niedowierzaniem. Pierwszy raz w całej historii swojego życia przydarzyło mu się coś takiego. Wcześniej nigdy nie trafił na złodzieja, który by się z nim droczył i usiłował sprzeczać o mało znaczącą sprawę. Wcześniej nigdy nie trafił na złodzieja, który byłby kobietą i to odwzajemniającą jego uśmiech.
Z pewnością jesteś delikatniejsza ode mnie – sprostował swoją wypowiedź. – Zapraszam na górę, do kuchni. – Wskazał dziewczynie drogę.
Nie jestem pewna czy…
Jest noc, zimno i leje jak z cebra. Jeśli sądzisz, że wypuszczę kobietę z mojego domu na taką pogodę, to tylko potwierdza fakt, że mnie nie znasz.
Wolałabym jednak już odejść.
Odejść? Na taki ziąb? W tej przemoczonej sukience? – pytał z drwiną. – Chodź na górę. – Zabawnie przewrócił oczami, czym złagodził nieco obraz swojej osoby w jej oczach.
Pójdę w czym będę chciała i kiedy…
Choć na górę – polecił i chwycił ją za ramie. Zważał bardzo na to, by tym razem uczynić to delikatniej niż poprzednio.
Dziewczynie natomiast delikatność wcale nie była w głowie. Zamierzyła się drugą ręką na mężczyznę. Hektor obdarzony był jednak znakomitym refleksem i pochwycił za nadgarstek Cyntii zanim ta go spoliczkowała.
Eee ee. – Pokręcił głową. – Nawet o tym nie myśl. Nie wydaje mi się dobrym pomysłem nagminne spoufalanie.
To ty się spoufalasz. Pierwszy mnie tknąłeś – wytknęła i otrząsnęła się byleby ją wypuścił.
Nie trzymał mocno, zerwała się więc bez problemu. Odstąpiła o krok w tył.
Chciałem tylko zapobiec twojemu upadkowi – wytłumaczył się.
A teraz czemu chcesz zapobiegać, panie zapobiegawczy?
Twojej chorobie – wyjawił i schylił się po wcześniej upuszczone narzędzie.
Po co ci to? – zapytała z przestrachem.
Hektor dopiero po słowach Cyntii, spojrzał na metrowej długości kij, którym miał zamiar pogonić złodziei. Wtedy przyszedł mu do głowy wredny i nieco chytry plan, jednak dla osiągnięcia swojego, krótkoterminowego celu był w stanie go wcielić w życie. Zamachnął się i uderzył kijkiem o jedną ze skrzynek, delikatnie, a odgłos uderzenia nie był nazbyt głośny, ale nawet pomimo tego dziewczyna się zatrzęsła.
Na górę, nie będę się powtarzał! – warknął i wymierzył kolejny raz skrzyni, tym razem znacznie mocniejszy.
Cyntia w popłochu rzuciła się w kierunku schodów i wbiegła nimi na górę. Hektor udał się za nią w znacznie wolniejszym tempie. Jednak gdy znalazł się już na pierwszym stopniu odrzucił rózgę na sam środek spiżarki i wrócił się by zdmuchnąć wszystkie pięć świec. Kobiety, nawet jak chcesz być dla nich łagodny, to i tak któraś zawsze cię zmusi do ostrzejszej reakcji – powiedział sam do siebie lekko zmartwionym głosem. Trudno, widocznie tak już musi być – dodał w myślach sobie otuchy tym usprawiedliwieniem. Podążył za Cyntią, która już się znajdywała w kuchni, chciała nawet z niej uciec, ale było ciemno i nie wiedziała dokąd ma zmierzać i którędy wyjść. Hektor jednym pstryknięciem sprawił, że zapanowała jasność. Dziewczyna się wystraszyła.
To elektryczność – wyjaśnił. – Proszę. – Rozebrał się ze swojej marynarki i podał ją Cyntii. – Przebierz się, koniecznie zdejmij te mokre ubrania. Nie będę patrzył – zapewnił odwracając się do niej tyłem.
A gdybym teraz zechciała uciec?
Zatrzymałabyś się – odpowiedział.
Na pańskie żądanie?
Schlebiasz mi, ale prawdą jest, że to woda, by cię zatrzymała. Zalewa ląd podczas każdej burzy. Droga przez las jest nie do przebycia, błoto po szyję – odpowiedział. Pocierał łokieć swojej prawej dłoni lewą. – Mogę się już odwrócić. – Zdawał się być bardzo niecierpliwy.
Tak.
Uczynił to bardzo powoli. Z uśmiechem zauważył, że jego czarne okrycie sięga dziewczynie do połowy ud. Oczywiście szczelnie zapięła się pod samą szyje. Nie przepuściła żadnego z guzików.
Jestem Hektor Rodrigez, miło mi panienkę poznać – przedstawił się.
Cyntia. – Wyciągnęła dłoń przed siebie.
Hektor ujął ją delikatnie i zgiął się niemal w pół by ją pocałować, dżentelmeńsko przy tym chowając drugą dłoń za plecy.
Z pewnością jesteś głodna – zgadł. – Nie mam jeszcze służby, przybyłem o kilka dni wcześniej do kraju. Zadowoli cię jajecznica? – zapytał i bez słowa podszedł do murowanej kuchni obitej w kafle. Położył wielką patelnie na palenisko do którego uprzednio dorzucił nieco węgla.
Gotujesz?
Nie, to za dużo powiedziane. Ledwie sobie radzę ze sztućcami przy stole. Nie porywałbym się na coś bardziej pracochłonnego niż jajka z bekonem – wyjaśnił. – Nie chcę pomrzeć z głodu dopóki kucharz się nie zjawi w moich skromnych progach.
Masz niecodzienny akcent. Jesteś Włochem? Może Hiszpanem?
Zgadła panienka, to hiszpański akcent – Odwrócił się i spojrzał na nią przez ramie. Uśmiechnął się, by za moment ponownie spoważnieć. – Sama panienka dała mi do zrozumienia, że nie powinniśmy się spoufalać. Dlaczego więc tak młoda dama, jaką panienka niewątpliwie jest, zwraca się do o ponad połowę starszego od siebie mężczyzny na ty?
Bo mi na to pozwolił. Uczynił to przedstawieniem się.
Poinformowanie kogoś o sowim nazwisku. czy też tytule, nie sugeruje jeszcze przejścia na ty.
O tym przejściu decyduje kobieta – wykłócała się.
Dobrze, niech zatem tak będzie. Twoja jajecznica Cyntio. Jak dalej? – podpytywał o nazwisko, stawiając przed nią talerz z posiłkiem.
Nie odpowiedziała mu na pytanie. Jednak to w jaki sposób jadła, sztuka i precyzja z jaką posługiwała się sztućcami, upewniły go tylko co do jej pochodzenia.
Na pewno nie jest wieśniaczką – pojawiło się w jego myśli, a raczej w jego pewności, bo niczego innego nie był w chwili obecnej tak pewny, jak tego, że Cyntia pochodzi z dobrego domu, z którego z jakiegoś powodu uciekła, albo się po prostu zgubiła. Uznał za sprawę honoru dopilnowanie, by wróciła do rodziny bez choćby najmniejszego zadrapania. Patrzył na nią jak na dziecko, z wyższością i ojcowską troską w oczach, w końcu był od niej sporo starszy.

Hektor poprowadził dziewczynę do jednego z pokoi gościnnych. Niestety już po otwarciu drzwi, zrezygnował z tego pomysłu. Blade, wyniszczone ściany błagały się o odmalowanie, tynk z nich odchodził, ponadto wszędzie były pajęczyny, a jak były pajęczyny, to zapewne też pająki. Hektor wiedział, że kobiety boją się tych stworzeń, dlatego pośpiesznie zamknął drzwi z powrotem.
Prześpi się panienka w mojej sypialni – rzekł lekko się przy tym uśmiechając, jakby z zażenowania. Otworzył pokój naprzeciwko wcześniejszego, dając Cyntii do zrozumienia, że może się rozgościć, a sam odwrócił się na pięcie. – Przyniosę świeże ręczniki – wyjaśnił pośpiesznie.
Cyntia weszła do wskazanego przez mężczyznę pokoju. Izba była bardzo skromnie urządzona i skryta w półmroku, oświetlona jedynie lampką nocną, co nieco ja odstraszało. Najbardziej przeraziło ją łożę małżeńskie. Było inne niż wszystkie jakie dotychczas widziała. Zarówno u samego szczytu, jak i w okolicach stóp, ramę tworzyły metalowe wywijasy, symetryczne po obydwóch stronach. Uśmiechnęła się groteskowo i odwróciła na pięcie. Miała zamiar dać nogę czym prędzej, ale zjawił się właściciel włości z białymi ręcznikami na dłoniach.
Znalazłem tylko to. – Uniósł brwi do góry, uśmiechnął się. – Musi się panienka zadowolić tym co jest i nie ma co liczyć na świeżą pościel. Może panienka zaczerpnąć ciepłej kąpieli. W komodzie powinna panienka znaleźć kilka moich, świeżych koszul. Nie obrażę się, jeśli panienka jedną sobie przywłaszczy. Czy mogę pomóc w czymś jeszcze? – starał się być aż nadto uprzejmy, czym nieświadomie wzbudził jej nieufność.
Nie, bardzo panu dziękuję. – Przejęła ręczniki od mężczyzny. Ręce jej drżały.
Wyczuł jej strach albo niepewność, sam się zastanawiał jakie uczucia nią miotają w chwili, gdy spoglądał głęboko w barwę zieleni jej oczu.
Ciepła woda stoi jeszcze w tych wysokich naczyniach, powinno wystarczyć. Będę spał w gabinecie, znajduje się na pierwszym piętrze. – Sądził, że te słowa ją uspokoją, ale nic z tego.
Wyglądała pozornie na opanowaną, ale jej wzrok był rozbiegany. Hektor jednak postanowił nie zdradzać swoich przypuszczeń, pożegnał się delikatnym ukłonem w jej kierunku i opuścił pokój. Nie udał się jednak do gabinetu. Oddalił się tylko nieco od pokoju i ukrył we wnęce, tuż przy marmurowej kolumnie i glinianym wazonie oblepionym brudem i kurzem.

Cyntia wciągnęła powietrze przez zęby, odrzucając ręczniki na ozdobny szezlong, okryty tkaniną powstałą z brązowej wełny. Przez chwile zachwyciły ją duże i częste frędzle kocyka, ale ostatecznie nie miała czasu na ich podziwianie. Dopadła do komody, niczym pozbawiona powietrza osoba domagająca się tlenu. Przejrzała niewielką garderobę pana Rodrigez i wybrała coś idealnego dla siebie. Były to bufiaste spodnie zwężane przy nogawkach, które zapewniały jej ten komfort, iż nie musiała ich podwijać, bo zatrzymywały się na butach służących do jazdy konnej. Z koszulami było znacznie łatwiej, wzięła pierwszą z brzegu, białą i marynarkę z pagonami. Idealnym dodatkiem był kapelusz, pod którym mogła ukryć warkocz. Nie chciała, by nocni wędrowcy widzieli w niej kobietę, zwłaszcza jeśli miała podróżować pieszo.
Pośpiesznie wyszła z pokoju, zamknęła delikatnie za sobą drzwi i ruszyła schodami w dół. Szła wolno, stąpała delikatnie, nie chciała, by Hektor ją usłyszał. Mężczyzna obserwował wszystko zza wnęki. W końcu ruszył za nią w bezpiecznej odległości, tak by nie mogła go zauważyć. Jednak kiedy jej dłoń położona została na klamce od drzwi wejściowych, uznał, że koniec przedstawienia. Chrząknął w podobny sposób, jak wtedy, gdy znajdowali się w spiżarni.
Mówiłem już pani, że drogi są nieprzejezdne z powodu burzy. Trzeba poczekać aż się osuszy. W dzień możemy spróbować wydostać się stąd samochodem. Chętnie pani potowarzyszę w drodze powrotnej – wyjaśnił spokojnie.
Cyntia spoglądała przez ramie i nie dowierzała. Odpuściła sobie ucieczkę, wiedziała, że Hektor dogoniłby ją w kilku susach, zanim ona uporałaby się z zamkniętymi na trzy łańcuchy drzwiami.
Do twarzy panience w tym stroju – rzekł poważnie, choć Cyntia mogłaby przysiąc, iż skrycie i cynicznie się uśmiechnął. Wykonał kilka kroków w stronę dziewczyny. – Mogę prosić o oddanie kapelusza, to mój ulubiony – wyjawił i wyciągnął dłoń po cylindryczne okrycie głowy. – Poza tym nikt z przechodniów, by nie uwierzył, że panicz wysokiego urodzenia przywdziewa za duże ubranie. Ponadto spaceruje samotnie, bez nadzoru, bez konia lub samochodu i szofera. W tym stroju na zewnątrz stałaby się pani smakowitym kąskiem tutejszych złodziejaszków.
Bez tego stroju byłabym kąskiem dla grzeszników, mających brudne myśli. – Oddała mu kapelusz.
Sam nie wiem, która wersja prawdopodobnych wydarzeń jest gorsza. Myślę, że najbezpieczniejsza jest panienka tutaj, ze mną.
Wcale pana nie znam.
Jeśli nie wyrządziłem ci żadnej, nawet najmniejszej krzywdy do tej pory, to już nie wyrządzę. Zaufaj mi, por favor.
Cyntia minęła Hektora i udała się na górę. Mężczyzna poszedł za nią mocnym, pewnym krokiem.
Ciężko panienkę upilnować – zaczął temat mówiąc do jej pleców.
Dostrzegam, że nie sprawia to panu najmniejszego problemu.
Uśmiechną się i powściągnął brwi jednocześnie, jak ktoś rozbawiony, starający się na siłę przyjąć surową pozę.
Uznajmy, że jest pani niczym otwarta księga, w pani oczach widać zamiary.
Od teraz będę się do pana zwracała z zamkniętymi oczami. – Na dowód swoich słów zerknęła przez ramię i przymknęła powieki.
Bufiaste spodnie nie zdały rezultatu, zwężane nogawki idealnie utrzymywały się na szerokiej męskiej kostce, ale nie kobiecych butach jeździeckich. Cyntia zaplątała się w materiał i poleciała do tyłu, wprost na Hektora. Mężczyzna zrobił pośpiesznie dwa kroki pokonując po dwa schody i złapał kobietę wprost w swoje ramiona, wsuwając ręce pod jej pachy. Pomógł jej wstać.
Miał się pan nie spoufalać! – nawrzeszczała na niego, pokonując dystans jaki dzielił ją do półpiętra.
Wolałaś spaść ze schodów niż poczuć na swoim ciele dotyk mężczyzny? – nie dowierzał.
To nie pańska sprawa – odburknęła.
Oczywiście, że nie – odrzekł z pokorą. – Panienki ojciec nie jest surowym człowiekiem.
Zna pan mego ojca? – Cyntia wydała się zaciekawiona i pozwoliła Hektorowi na to by zrównał z nią swój krok.
Nie muszę, wystarczy, że poznałem panienkę.
Cynik.
Przez grzeczność nie zaprzeczę.
Chwilę milczeli, jednak gdy znaleźli się przy drzwiach izby, Cyntia odważyła się zadać mężczyźnie jedno pytanie:
A czy pan jest surowy panie Rodrigez?
Spojrzał jej w oczy, następnie na szczelnie ukryte pod koszulą i marynarką piersi. Ponownie jego rozbiegany wzrok powrócił na twarz kobiety.
Nieszczególnie panienko – odpowiedział zgodnie z prawdą.
Co to znaczy nieszczególnie? – dopytywała, przygryzając delikatnie dolną wargę.
To znaczy Cyntio, że jeśli kiedyś ożenię się z damą o podobnym charakterze do twego charakteru, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta kobieta wejdzie mi na głowę i będzie ze mną robić co tylko, żywnie jej się spodoba. Jednak mam do panienki prośbę. – Przychylił się do kobiety, palec wskazujący zbliżył do swoich ust. – Ciii, proszę by panienka milczała w tym temacie.
Woli pan uchodzić za groźnego?
Nie chcę, by kobiety zjeżdżały się do moich włości i zakradały drzwiami oraz oknami. Wszakże mężczyzna, którego można owinąć sobie wokół palca byłby rozchwytywany przez płeć żeńską, a ja cenię sobie w życiu spokój i mały, własny, uporządkowany świat. – Uśmiechnął się ciepło i wyprostował. Otworzył przed dziewczyną drzwi i wszedł zaraz za nią.
Nie nabrałam się na tę bajkę o pantoflarzu. – Rzuciła Hektorowi przeciągłe spojrzenie.
Mężczyzna zamknął za sobą drzwi z hukiem. Cyntia aż podskoczyła w przestrachu.
Oczywiście, że to była bajka. Zostanę przy tobie do rana, a potem dostarczę całą i zdrową, bezpiecznie do domu. Będę spał na kanapie. Ostrzegam mam bardzo lekki sen. Obudzi mnie każdy, nawet najmniejszy szmer.
Wiercę się w nocy – odrzekła.
Mam nadzieję, że czyni to panienka w łóżku. Nie mam ochoty zarywać nocy na bieganie za lunatyczką, usilnie starającą się wyjść na ten ziąb i ulewę.
Przecież już nie pada.
Milcz – delikatnie wypowiedział, a jego głos wskazywał na to, iż jest już zmęczony całą sytuacją. – Idealna kobieta powinna wiedzieć kiedy należy milczeć i starać się w odpowiednim momencie nic nie mówić.
Nie jestem idealna.
Idealność w moich oczach, to naprawdę wymógł tego co konieczne. Nie mam wygórowanych wymagań.
Lubi mieć pan ostatni zdanie – zauważyła.
Niewątpliwie tak. Dobranoc. – Chwycił za koc z frędzlami, zdjął go z szezlonga i udał się w róg pokoju, w którym umiejscowiona była bladoniebieska kanapa ze złotymi zdobieniami.
Dobranoc – odpowiedziała, gdy mężczyzna poprawiał sobie poduszkę.

Noc minęła tej dwójce spokojnie. Niestety nie można było tego powiedzieć o rodzinnym domu panny Montenegro. Poszukiwania Cyntii trwały bowiem caluteńką noc, oczywiście bez wiedzy ojca, ze względu na jego problemy z sercem.
Julian dowiedział się dopiero nad ranem, że jego córeczki nie ma w domu i to przez całkowity przypadek. Chciał jej wytłumaczyć swoje zachowanie, to, że strzelił do Williama i że zwolnił jego ojca. Mężczyzna chciał się odwołać do rozsądku siedemnastolatki. Swojego oczka w głowie jednak nie zastał w pokoju, ani nie dostrzegł jej na śniadaniu. Pomyślał, że Cyntia jeździ konno i to właśnie wtedy jeden ze stajennych poinformował go nie tylko o zniknięciu klaczy, należącej do Cyntii, ale też o poszukiwaniach dziewczyny.
Julian złapał się wtedy oburącz za lewą stronę klatki piersiowej, zaczął nabierać nerwowo powietrza, po czym upadł na ziemie i straci przytomność. Na szczęście w domu od niedawna znajdował się telefon, a znajomy lekarz mieszkał w pobliżu. Nie pozostało więc nic innego jak czekać na ratunek.

Myślisz, że dziś drogi są już przejezdne? – zapytała Cyntia przeciągając się i ziewając.
Hektor stał przy oknie, patrzył w dal. Powoli odwrócił się w stronę kobiety i rzucił jej karcące spojrzenie.
Nie wiem, jeśli dojedziemy do wąwozu będziemy wiedzieli czy damy radę pokonać zabłocony odcinek drogi. Z takiej odległości nie jestem w stanie nic oszacować – wyjaśnił.
Może lepiej będzie jeśli wrócę sama?
Ależ nie ma takiej potrzeby. Odprowadzenie ciebie, to dla mnie przyjemność i obowiązek. – Hektor wyprostował się, coś strzeliło mu w krzyżu, następnie w karku. Skrzywił się nieco, ale po chwili nie dał już nic po sobie poznać.
Cyntia jednak zauważyła jego zmęczenie.
Niewygodnie było na kanapie? – zapytała z uroczym uśmieszkiem.
Ta w gabinecie jest o wiele wygodniejsza, przede wszystkim szersza, ale okazało się, że nie można panienki spuścić z oka. Przygotuj się do wyjścia, czekam przy drzwiach.
Wyjeżdżamy już?
Tak. – Hektor sięgnął do swojej kieszeni po zegarek kieszonkowy na złotym łańcuszku. – Dokładnie za dwie i pół minuty. – Powagę w jego głosie zastąpiło delikatne rozbawienie. – Żartowałem z tym czasem, ale ja dziś powinienem jeszcze wrócić do domu. Zbiera się na deszcz, tak zwiastują ciężkie chmury i ciemne niebo. Postaraj się więc pośpieszyć. – Schował zegarek na powrót do kieszeni i opuścił izbę.
Cyntia dotknęła prawą dłonią swojego lewego ramienia i potarła je. Było zimne. W ogóle było jej zimno. Dostrzegła, że drży, ale nie była pewna czy to z powodu chłodu jaki wdzierał się przez nieszczelne okna, czy z powodu koloru wnętrza i gustu właściciela kamienicy, który jej zdaniem wcale nie miał gustu jeśli chodzi o wyposażenie i dobór barw. Cyntia więc chcąc uchronić swoje ciało przed niegroźnym zmarznięciem, otuliła je szczelnie pościelą, następnie kocem i położyła głowę na poduszce jeszcze na niewinne dziesięć minutek. Jednak nie umknęło to uwadze Hektora. Zniecierpliwiony mężczyzna zapukał dwa razy, następnie otworzył drzwi, wsunął przez nie głowę.
Cyntio, czy długo mam jeszcze na ciebie czekać? – zapytał. Był już w pełni ubrany, miał na sobie nawet ten cylindryczny kapelusz, w którym zastał ją usiłującą się wymknąć w środku nocy. Jednym słowem Hektor był gotowy do wyjścia podczas, gdy Cyntia nawet nie miała pomysłu co na siebie włożyć. – Pozwalam ci założyć coś mojego – powiedział głosem bez wyrazu.
Jednak nawet pomoc w dokonaniu wyboru co do odpowiedniego stroju, nie zachęciły kobietę do ochoczego wstania na dwie równe nogi. Przeciągnęła się jeszcze dobre pięć razy, pomarudziła pod nosem, a nawet zaklęła i dopiero położyła stopy na zimnym parkiecie.
Panienko, naprawdę powinniśmy już wychodzić. – Hektor po raz kolejny pojawił się w progu pokoju. Właściwie to znów tylko zerknął. Tym razem jednak kobiecie się wydawało, że zrezygnował z uprzedniego, grzecznego stukania w drzwi.
Już się ubieram – zapewniła.
Mam taką nadzieję. Naprawdę nie chcę utknąć w środku lasu – odparł zirytowany, opuszczając sypialnie.
Czemu on taki niecierpliwy? – zadała pytanie sama sobie, nachylając się do komody w celu wybrania jakieś koszuli i spodni należących do mężczyzny, ale jednocześnie takich, które mogłyby pasować i na nią.
Cyntia ubierając się, usiłowała jeszcze wymyślić jakiś sposób na wyrwanie się z nadopiekuńczości nieznajomego. Tak naprawdę wcale nie chciała wracać do domu. Okna jednak były za wysoko, a gzyms zdawał się być za wąski. Z resztą, przejście do pokoju obok na niewiele by się zdało. Nie mając więc wyjścia zeszła starymi, zakurzonymi schodami aż na sam dół. U drzwi oczywiście stał Hektor i od razu zauważył, że coś ją trapi.
Strach przed powrotem, panienko? – zapytał otwierając przed nią drzwi.
Nie lubię gdy ktoś wtyka nos w nie swoje sprawy. Po prostu zgubiłam się podczas spaceru.
Oczywiste, jakże mogłem na to nie wpaść? – rzucił sam do siebie, pod nosem, tak by nie mogła tego usłyszeć. Ruszył za kobietą, by otworzyć przed nią kolejne drzwi, tym razem te od samochodu.
Ma zadaszenie. – Cyntia była zaskoczona.
Jeden z nowszych modeli. – Hektor poprawił ocieplaną marynarkę, przeszedł do przodu pojazdu, pokręcił korbką w celu rozruszania silnika. Następnie zasiadł za kierownicą i delikatnie wcisnął kluczyk.
Samochód wydał z siebie dźwięk znaczący, że silnik został uruchomiony jak należy, nie pozostało nic innego jak drewnianą gałkę przesunąć w przód i ruszyć.
Cyntia zaraz po wyruszeniu odwróciła wzrok i patrzyła w boczną szybę. Jednak szybko znudził ją krajobraz lasu. Ciągłe drzewa i drzewa... jej zdaniem nie było na czym oka zawiesić. Odwróciła więc głowę w drugą stronę i spojrzała na prowadzącego w skupieniu Hektora. Nagle jej wzrok padł na kierownice i dłonie mężczyzny.
Patrzysz mi na ręce. – Hektor dosłownie poczuł na sobie jej wzrok. Cały czas patrzył przed siebie.
Nie, przepraszam. – Potrząsnęła głową i znów wbiła spojrzenie w mijane drzewa, z których nieustannie opadały liście, jak zwykle o tej porze roku.
Jeżeli nie, to za co przepraszasz?
Trochę się wejrzałam – wyjaśniła zmieszana.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.
Nawet jeśli patrzyłaś, to czy to powód do przeprosin?
Nieładnie się gapić – odpowiedziała pośpiesznie.
Mężczyzna lekko się roześmiał. Po chwili zamilkł i ponownie skoncentrował się w pełni na prowadzeniu pojazdu, nawet nieco przyspieszył.
Jak… albo nie…
Nie krępuj się, zapytaj – zachęcał.
Nie, nie mam powodu. Nie powinnam pana pytać.
Chcesz wiedzieć jak to się stało? – Spojrzał na młodą dziewczynę, a ta odpowiedziała twierdząco ruchem głowy. – Brałem udział w pojedynku.
Na szable czy miecze?
Na rewolwery.
Ktoś nie miał celności, skoro celował w serce, a trafił w dłoń. Przepraszam, nie powinnam była…
Nic nie szkodzi. Ten ktoś nie celował w serce, Cyntio.
Samochód niespodziewanie zatrząsnął się i stanął. Hektor zrobił skwaszoną minę, za moment jednak ponownie przyjął skoncentrowaną pozę. Zdjął dłoń z czterema palcami z kierownicy, przesunął korbkę w tył. Po uruchomieniu wstecznego, ponownie zmienił kierunek jazdy, wybrał mniej zalaną stronę drogi.
Damy radę przejechać? – dopytywała.
A potrafi panienka pływać? – zażartował.
Uśmiechnęła się.
Nie sądziłam, że stać ciebie na dowcip.
Znamy się niespełna dobę, nie dziwne więc, że mało rzeczy o mnie wiesz. Gdzie mam się kierować? Nie zdradziła mi panienka swojego nazwiska, zresztą nawet z jego znajomością, miałbym trudności zatrafić. Nie znam jeszcze wszystkich sąsiadów.
A ilu znasz?
Ciebie – odpowiedział. – Nazwisko proszę.
Możesz mnie wysadzić w mieście, dalej już…
Nazwisko proszę – rzekł wymowniej.
Ale ja naprawdę…
O nazwisko proszę – warknął.
Nie wierzysz, że sobie…
Nazwisko, do cholery!
Montenegro – rzekła z rezygnacją Cyntia. Posmutniała.
Aż tak bolało? – zapytał Hektor z delikatnym uśmiechem.
Nawet nie wiesz jak bardzo.
To już nic nie zmieni. Wracasz do domu, panno Montenegro – nazwisko wypowiedział z lekką odrazą.

Parze nieznajomych jakoś udało się pokonać drogę wąwozem i wyjechać na nieco bardziej osuszone tereny. Cyntii, która zazwyczaj była gadułą zaczynała doskwierać nuda. Poczęła więc rozglądać się po samochodzie, pierw po kokpicie, następnie zerknęła na tylne siedzenie. Przeraziła się, bowiem skórzana kanapa zdawała się ociekać krwią. Nie potrafiła spuścić z niej wzroku, ani wypowiedzieć choć jednego słowa. Po chwili jednak spojrzała na Hektora, który bacznie jej się przyglądał.
Chcesz o coś zapytać?
Te plamy i ta kałuża, to krew? – Miała drżący, przestraszony głos.
Tak – odpowiedział. – Byłem na polowaniu.
Samochodem? – nie dowierzała.
To było niezaplanowane polowanie. – Hektor choć odpowiadał na pytania dziewczyny, to mówił pod nosem, jakby do siebie, w wielkim zamyśleniu wspominanych wydarzeń.
Cyntia pośpiesznie oparła się o fotel, w którym siedziała. Dosłownie wbiła się w siedzenie i postanowiła milczeć całą drogę. Jednak jej wzrok padł też na kartki leżące na kokpicie. Chwyciła za nie.
Nuty? – zdziwiła się na głos.
Tak, to są nuty, jest też pięciolinia i klucze wiolinowe – wymądrzał się.
Jesteś kompozytorem?
Byłem marnym.
Na czym grasz?
Już na niczym – odpowiedział z wyraźnym bólem w głosie.
Grałeś przed stratą palca?
Trochę.
Na czym? – nie ustępowała.
Na skrzypcach, wiolonczeli, fortepianie i pianinie
Fortepian to taka większa i droższa wersja pianina, prawda?
Mówisz jak każdy jeden ignorant – oburzył się. – Podstawowa różnica tkwi już w nazwie forte i piano. Fortepian wybrzmiewa głośniej i ma czystszą barwę dźwięku. Pianino jest znacznie cichsze. Ponadto w pianinie struny ułożone są poziomo, a w fortepianie pionowo. Mogą się też różnić ilością klawiszy i pedałów. Fortepian posiada trzy podstawowe pedały: una corda, sostenuto, oraz forte – wyjaśnił. – A taka rada ode mnie na przyszłość, po prostu głoś, że fortepian jest bardziej koncertowy, a pianino domowe i bardziej kameralne. Nie wyjdziesz wtedy na ignorantkę muzyki i sztuki.
Nie jestem ignorantką. – Oburzyła się. – Tylko grywałeś, czy także śpiewałeś?
Czasami także śpiewałem.
Zademonstruj – poleciła i przyjrzała się baczniej nutom.
Cyntio, dawno tego nie robiłem, poza tym znajdujemy się w samochodzie. Teraz mam skręcić w lewo czy w prawo?
Wskażę drogę jeśli zaśpiewasz – zaszantażowała.
Nie jestem zwierzęciem w cyrku – odburknął i skręcił w lewo.
Dobrze, przepraszam. Nie chciałam ciebie urazić. Chciałam tylko usłyszeć. Masz mocną barwę głosu. Ciężko wyobrazić sobie piosenkę, wyśpiewaną tak niskim tonem.
Za moment zapewne będziemy na miejscu, nie mamy czasu na śpiewy.
Mamy czas, źle skręciłeś – oznajmiła i uśmiechnęła się pod nosem.
Zerknął na nią jedynie ruchem oczu, jego głowa nie zmieniła położenia.
Choler – szybko zaklął po hiszpańsku i zawrócił.
Zdenerwowałam cię? – dopytywała niewinnie.
Skądże, to niedorzeczne, jak w ogóle taki pomysł mógł pannie Montenegro wpaść do głowy? – ironizował, gestykulując przy tym prawą dłonią.
Czyli jednak cię zdenerwowałam. To teraz już na pewno nie zaśpiewasz. – Zawiesiła głowę i wygięła usteczka w podkówkę.
Cyntio nie jestem rozśpiewany, nie mam już takiego słuchu…
Jestem ignorantką muzyczną, nie pamiętasz? Nie zauważę różnicy. – Rzuciła szerokim i śmiałym uśmiechem w stronę bruneta.
Hektor przystanął na poboczu, usiadł nieco bokiem i z niedowierzaniem patrzył na dziewczynę.
Mam pustkę w głowie, nawet jak bym chciał... – Przyłożył dwa palce do czoła.
Cokolwiek, proszę, postaraj się – nalegała.

Gallia est omnis divisa in partes tres
Quarum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Galli appellantur
Ave Caesar morituri te salutant!*(2)

Cyntia była naprawdę pod dużym wrażeniem barwy jego głosu. Nie sądziła, że dźwięk będzie aż tak głęboki i niski.
Wystarczy? – zapytał ze zniecierpliwieniem i lekką irytacją.
Tak. – Znowu się uśmiechnęła, tym razem odsłaniając swoje małe, dolne ząbki. – Dlaczego akurat zaśpiewałeś słowa zaczynające Wojnę Galijską?
Dostrzegam, że na historii znasz się lepiej niżeli na muzyce.
Rządy Cezara były bestialskie i…
Ciii, Cyntio. Trudno nie dostrzegać krwi i cieni epoki Cesarstwa Rzymskiego, jednak gdyby nie tamten brutalizm i bestialstwo, chęć podbojów, wojowniczość, chciwość i zachłanność, to obecny świat zachodni nie byłby w takim kształcie w jakim dziś istnieje. My nie powinniśmy oceniać tamtych wydarzeń z punktu widzenia dzisiejszych kryteriów moralnych. Świat biegnie na przód ile tchu w piersiach. Już teraz pojedynki są nielegalne, a jeszcze dziesiątki lat temu były niezwykle popularne i policja się miedzy nie nie mieszała, jeśli tylko były prowadzone za zgodą obydwóch przeciwników. Moralność ludzi jak widzisz często ulega zmianie, a wszystko podburza chwilowa moda.
Uważasz, że pojedynki są czymś dobrym? – oburzyła się.
Zależy co jest ich powodem. Jeśli mąż broni godności swojej żony, bo sama ją naruszyła, posiadaniem kochanka, to sprawą honorową jest stanięcie do pojedynku z tym właśnie kochankiem. Taki pojedynek ma moim zdaniem sens.
Moim nie. Pojedynek to przemoc, a przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem. Konflikty się łagodzi, a nie je rozdmuchuje.
Przemocą, moja droga, byłoby, gdyby ten mąż stanął do pojedynku z własną żoną i to do pojedynku na pięści. Nie można go jednak winić za chęci zabicia kochanka i podjęcie próby ratowania małżeństwa.
Nie da się kobiety nakłonić do bycia wierną. Serce nie sługa.
Jednak można ją zmusić. Odebrać jej możliwość zdradzania, uśmiercając kochanka.
Bardzo to wszystko uproszczasz – zarzuciła.
Niewątpliwie tak, wszakże jestem mężczyzną, a to wy, kobiety zazwyczaj nad wszystkim się zbytecznie rozwodzicie. Teraz w lewo, czy prawo?
Prosto! – burknęła i zaprzestała dyskusji z Hektorem Rodrigezem. Czyniła tak zawsze, gdy ktoś się z nią nie zgadzał. Była bowiem przyzwyczajona do tego, że nikt się jej nie sprzeciwia, a ludzie zazwyczaj podzielają jej zdanie.

*(2) Słowa rozpoczynające Wojnę Galijską, w piosence Jacka Kaczmarskiego – Lekcja historii klasycznej


Zakładka Informowani, zmieniła nazwę na Czytelnicy. Gdzie pozwoliłem sobie zapisać tych, którzy czytają tego bloga, oraz dodać linki do ich blogów (jeśli takowe posiadają i jeśli chcą być informowani o nowościach), by było mi wygodniej ich informować o nowych postach. Dlatego jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach, to niech da mi o tym znać nawet w komentarzu, obiecuję, że zauważę.


Zapraszam także do kolejnego postu  Rozdział 2: Rodziny nie wybierasz

76 komentarzy:

  1. Hektor na początku tej powieści wydaje się sympatyczniejszy niż w późniejszych rozdziałach.Potem zaczął zmieniać się na gorsze.
    Może gdyby Cyntia jakimś cudem znalazła wtedy Willa wszystko byloby odrobinę mniej skomplikowane.
    Chociaż dziecko z synem ogrodnika,jeszcze jakby do tego był ślub z synem ogrodnika... nie Marta Montenegro by tego nie przebolała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak tutaj Hektor był sympatyczny, troskliwy i nie w głowie mu było bicie kobiety.
    Hmm gdyby znalazła Willa? Marta pewnie by się go jakoś pozbyła, bo w życiu nie zezwoliłaby na zszarganie opinii rodziny Montenegro. Może lepiej by było gdyby Will się nie odnalazł bo w sumie całkiem dobrze im się układało dopóki on się nie zjawił z powrotem w jej życiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znalazłam parę drobnych błędów:
    Numer akapitu nie jest podany super dokładnie bo trochę nie mogłam się doliczyć przez dialogi.

    1.8 akapit który zaczyna się "Cyntia nie wie ile przeszła" 5 linijka
    Brak jest literki "ę" powinno być "więc" a jest "Ruszyła wic w kierunku..."

    2. 9 akapit który zaczyna się "Kobieta nadal stała tyłem do mężczyzny" wypowiedź Hektora "– Nie zrobię ci krzywdy" i później ten opis "Miał twardy, męski glos"
    zamiast "głos"

    3. 15 akapit który zaczyna się "Cyntia wciągnęła powietrze przez zęby". 6 linijka oraz dialog po następnym akapicie 10 wypowiedź (chyba)
    Pojawia się tam epitet "bufoniaste spodnie" a chyba powinno być "bufiaste spodnie"

    4. 16 akapit który zaczyna się "Kobieta patrzyła przez ramie i niedowierzała."

    20 akapit, dialog wypowiedź Hektora "– Wolałaś spaść ze schodów niż poczuć na swoim ciele dotyk mężczyzny? - niedowierzał "

    3 akapit od końca, dialog wypowiedź Cynti "– Samochodem? – niedowierzała."

    Ostatni akapit dialog, wypowiedź Cynti "– Uważasz, że pojedynki są czymś dobrym? – niedowierzała."

    Powinno być pisane oddzielnie nie dowierzał / nie dowierzał bo to czasowniki.

    OdpowiedzUsuń
  4. I tu już jest zmiana charakteru Cyntii trochę bez powodu. Przynajmniej powód nie został nazwany. Ona najpierw dumna anienka z zadartą główką, wywyższa się przed synem ogrodnika, a później nagle wrażliwa, dobra, no i w kolejnych częściach szanująca służbę, dobra dla niej. Kiedy i dlaczego zaszła ta zmiana? dosłownie kilka zdań, ale by się przydało.
    Nie z przymiotnikami piszemy łącznie, z czasownikami osobno. Pod tym kątem trzeba by poprawić. I jest jeszcze kilka literówek.
    Maja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minęły lata, ale masz racje, tam przydałoby się napisać, że przez znajomość z Williamem zaczęła doceniać biedniejszych i widzieć w nich równych sobie. Dopisze w PDFie, gdy zajmę się na końcu czytaniem od początku i wyłapywaniem literówek, które wcześniej musiałem pominąć.

      Usuń
  5. „Dla mojego, Aniołka, którym zawsze będę się opiekował”. - nie potrzeba przecinka po mojego.
    Co do sceny, gdy Hektor wypytuje o nazwisko - rozbawiła mnie. Była świetna. On nieustępliwy i pewny siebie, ona... no cóż, jeszcze nie taka irytująca jak w dalszej części powieści ; )
    Jestem za, jeżeli chodzi o dopisanie fragmentu, dlaczego w postępowaniu itd Cyntii zaszły zmiany.

    OdpowiedzUsuń
  6. Często tak jest, że jak się rodzice wtrącają w związki to nic dobrego z tego nie wynika. Nie wiem jak będzie w tym przypadku, ale spodobała mi się para Cyntia- William. Przynajmniej dziewczyna spróbowała walczyć o swoje i chciała jechać do Willa, a nie żyć tak jak rodzice sobie tego życzą. Chociaż tak naprawdę postępowała według zasad ojca, który uczył ją że wszyscy są równi, że biedniejszy nie znaczy gorszy. Szkoda tylko, że rodzice nie stosują się do tych zasad.
    Hektor tutaj też wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Z pewnością przypadnie do gustu rodzicom Cyntii, którzy szybko zaplanują jej przyszłość właśnie z nim

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże długie te rozdziały.
    Hektor nie jest zły, większość facetów w tamtych czasach za wtargnięcie na ich posesję, zrobiłoby Cyntii krzywdę. A on nakarmił ją, do domku odwiózł.
    Wiliam, szkoda go, wydawał się taki normalny, przyjaciel, może trochę więcej niż przyjaciel.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hektor wydaję się bardzo sympatycznym facetem myślę , że da się go polubić no ale to sie okaże w dalszych częściach co do Cyntii na razie nie mam zdania szkoda mi jej , że zakochała się w chłopaku z niższej sfery co w tamtym okresie było nie do zaakceptowania przez jej rodziców ciekawe czy będzie w stanie być jeszcze z jakimś facetem szczęśliwa

    OdpowiedzUsuń
  9. no no, robie sie ciekawie szkoda mi tej dwujki wiele dla siebie znacza a niestety przez zwoje rodziny i pochodzenie z innych klas nie moga byc ze soba , cieke jak zareaguje ojciec Cynity gdy sie dowie o dziecku . Hektor wydaje mi sie bardzo miły jednak niepokojace sa te,plamy krwi w samochodzie mam dziwne przeczucie ze to,jednak nie bylo polowanie . Jestem tez przekonana ze Hektor i Cyntia benda razem po poprzednim poscie . Tylko zastanawiam sie jak cynita mu wkreci ze to jego dziecko

    OdpowiedzUsuń
  10. Hektor jest sympatyczny i bardzo opiekuńczy ale wydaje się być tez bardzo zasadniczy..

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że Cyzia nie jest dobrą uciekinierką.
    Pozdrawiam Rosisi7

    OdpowiedzUsuń
  12. Twój styl jest naprawdę dobry! Historia mnie wciągnęła, masz lekkie pióro, ale w tekście są literówki, gubisz ogonki, brakuje kilku przecinków, co trochę utrudnia płynne czytanie.
    Teraz już rozumiem, co miała na myśli Cynthia w prologu. Tamten malec to dziecko Willa. Myślałam, że kochanka "nabyła" w trakcie małżeństwa, albo że chce tylko rozjuszyć Hektora. Zresztą, jej mąż wydaje się tutaj taki uprzejmy i życzliwy, chociaż trochę nachalny, ale z pewnością jest dobrym człowiekiem - nie mogę zrozumieć, czemu potem stał się tym, kim się stał. Mam nadzieję, że wyjaśni się to w późniejszych rozdziałach, bo fabuła wydaje się być intrygująca. Mógłbyś mnie o nich powiadamiać? Byłabym wdzięczna :)

    Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za ocenę. Nigdy nie byłem za dobry z interpunkcji i gramatyki, tak więc wiem że zanim to opublikuje choćby w ebooku to musiałbym zdobyć Bete i kogoś kto za mnie poprawi kilka niedociągnięć. Ja się po prostu zazwyczaj koncentruje na fabule i bohaterach i przez to te literówki, bo chyba nie jestem wzrokowcem i własnych błędów nie potrafię wyłapać.
      Co do Hektora Rodrigeza i jego zmiany, to wszystko się wyjaśni w kolejnych rozdziałach. Co prawda rozdział 2 jest jeszcze owiany nudą i poznawaniem rodzinki, ale już 3, 4 i przede wszystkim 6 wprowadzają nieco smaczku i pikanterii do całości.

      Pozdrawiam i także życzę miłej niedzieli - jeśli to możliwe to także leniwej, w końcu od tego jest niedziela, by być "Leniełem". O nowych rozdziałach będę cię informował :)

      Usuń
  13. Witaj, wreszcie znalazłam chwilę, więc postanowilam, że wpadnę :)
    Ja również wyłapałam mnóstwo literówek i drobnych błędów, typu:
    W prologu
    Wciąż miała nadzieje... wciąż liczyła na pojawienie się towarzysza, ale ten się spóźniał.
    nadzieję
    Takich literówek jest mnóstwo, dlatego nie wypisywałam ich wszystkich, tylko podaję przykład
    Wiedział, że musi podołać. Jego żona zniknęła wraz z ich wspólnym synem.
    Wiadomo, że wspólnym, jeśli ich, wystarczy: "zniknęła wraz z ich synem"
    Choć po 1 rozdziale wiem, że nie ich, bo Hektor nie jest ojcem malca :P
    W 1 rozdziale:
    Poinformowanie kogoś o sowim nazwisku
    swoim
    Najbardziej przeraziło ją łożę małżeńskie
    łoże
    Przez chwile zachwyciły ją
    chwilę
    Kobieta patrzyła przez ramie i nie dowierzała
    ramię
    Uśmiechną się i powściągnął brwi
    Uśmiechnął
    po czym upadł na ziemie i straci przytomność
    ziemię i stracił
    Nagle jej wzrok padł na kierownice
    kierownicę

    Opowiadanie bardzo mi się podoba, lubię historie przenoszone w czasie, lata XX są bardzo ciekawe :)
    Hektor wydaje się być wspaniałym, troskliwym ojcem. Po prologu miałam nawet żal do Cyntii, że go zostawiła. Cały czas zastanawiałam się nad powodem odejścia od męża, może był dla niej niedobry, że znalazła sobie kochanka? Dopiero po 1 rozdziale zrozumialam, że kochanka miała o wiele wcześniej, to mąż pojawił się później. I takie rozwiązanie jak najbardziej potrafię zrozumieć - zakochana w swoim pracowniku panienka, zmuszona (możliwe, tego dowiem się w kolejnych rozdziałach) by wyść za mąż - historia bardzo podobna do Wichrowych Wzgórz, czytałeś może? :)
    Szkoda, że chłopiec nie jest synem Hektora, to złamie mu serce, a dobry z niego człowiek i trudno będzie mi o tym czytać :(
    Ciekawa jestem czy William wie, że ma syna. Podejrzewam, że tak, to dlatego chciał uciec i narazić na szwank imię mężatki, którą kocha. Chciał stworzyć rodzinę dla swojego dziecka.
    Tworząc to opowiadanie wykazujesz znajomość historii i tradycji rozdzinnych w XX wieku, co bardzo doceniam. Nie wszyscy potrafiliby opisać to wszystko zachowując sens, Tobie się udało, także gratuluję :)
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny rozdział jest już opublikowany. Dziś postaram się opublikować jeszcze trzeci i bardziej go poprawić, ale te ogonki to nigdy nie była moja specjalność ;-)

      Zgodzę się, że Hektor jest wspaniałym i troskliwym ojcem, co z resztą będzie najlepiej widoczne, gdy mały będzie jeszcze takim niemowlaczkiem. To bardziej Cyntia nie spisze się jako matka (nie będzie aż taka zła), będzie żądała opiekunki dla małego.
      Czy Hektor był niedobry dla Cyntii zostawię pod znakiem zapytania, bo to zależy od indywidualnego spojrzenia. Gdy publikowałem tę powieść na blogu zamkniętym to według jednej czytelniczki był najgorszym mężem, wręcz sennym koszmarem, a dla innej ideałem. Ciekaw jestem jaki będzie dla ciebie.
      Zdradzę ci, że nikt jej siłą nie zmusił by wyszła za mąż, choć ją do tego przekonywali.
      Czytałem "Wichrowe Wzgórza", podobnie jak "Dumę i uprzedzenie" i wiele, wiele innych oddalonych w czasie historii.
      Zastanawiam się skąd pomysł, że z Hektora dobry człowiek? Ja ci zdradzę, że jak na mój gust, to on nie jest taki kryształowy i przejrzysty. Jest bardzo specyficzny i to jednak choleryk.
      Lecę do siebie przeczytać z 2-3 rozdziały. Wykorzystam nieco wolną chwilę.

      Usuń
  14. Fajnie ta Cyntia poznała swojego przyszłego męża.
    Bohaterowie są fajnie scharakteryzowani. Hektor wydaje się sympatycznym i ogólnie w porządku mężczyzną, ale nie są to ciepłe kluchy, dobrze, że umie czasem warknąć zwłaszcza na Cyntię, która wydaje się tez być możliwa do polubienia choc denerwuje mnie to, że chce zrobić wszystko po swojemu nawet jesli jest to w tym momencie niewykonalne. Ciekawi mnie jak potoczą sie ich dalsze losy i jak dojdzie di tych zaręczyn bo w końcu ona zostanie jego żoną.
    Cyntie chyba czeka niemiła niespodzianka w domu, bo zakładam, ze poczuje wyrzuty sumienia, ze jej ojciec sie przez nią doprowadził do takiego stanu.
    A co do Williamia to takie pierwsze zauroczenie, czy miłość, jednak szkoda, że to czasy niepozwalające na takie związki. Za to mam nadzieję,,ze z Hektorem bd szczęśliwi bo ja lubię Happy miłości.

    OdpowiedzUsuń
  15. O ile prolog był doskonały, tak pierwszy rozdział miał małe mankamenty. Przede wszystkim nie podobała mi się spójność tekstu, a raczej jej brak w niektórych momentach. Skoro narrator jest 3os wszystkowiedzący ma wgląd zarówno w uczucia bohaterów jak i całą historię. Powinien przedstawiać całą sytuację w sposób ciągły i mimo wszystko bardziej ekspresywny (przede wszystkim zwracać uwagę na uczucia bohaterów.) Moim zdaniem akcja przeskakiwała z jednego zdarzenia do drugiego w zbyt szybkim tempie. Zbyt szybko dostałam odpowiedzi na pytania jakie zrodziły się w mojej głowie, a taki zabieg może źle wpływać na czytelnika. Jeśli coś dostaję zbyt szybko brakuje mi wtedy czegoś co wręcz każe mi zostać przy danym opowiadaniu. Jeśli mam jeszcze jakieś zastrzeżenia to o ubogi opis przede wszystkim ręki Hektora i jego tylnej części samochodu. W przypadku tego pierwszego musiałam się zastanowić co jest z tym nie tak i dopiero po chwili było napisane dość ogólnikowo o co chodzi. Lepiej byłoby opisać jak jego dłoń wygląda i dlaczego tak zaciekawiła Cynthię. Jeśli chodzi o tylne siedzenie, nie oddałeś tej małej aury grozy, którą pragnęłabym tu zobaczyć.
    Miałeś rację, że nie polubię Hektora. Po jednym rozdziale nie będę definitywnie przesądzać czy nie przepadam za nim w stu procentach, ale już przeczuwam, że jego charakter będzie mnie zwyczajnie drażnił. W tej notce zachowywał się jak jakiś prześladowca. Rozumiem, że wynikało to z troski o tę kobietę. Mimo to w pierwszym wrażeniu można było pomyśleć, że jest to bohater o niepokojącym przysposobieniu. Schował się we wnęce w swoim domu... to pewnie dlatego. Z drugiej strony jednak jestem w pełni świadoma dlaczego tak postąpił. Coś podpowiadało mu, że kobieta zechce uciec. Chciał być wobec niej dobry i uczynny, chociaż prawdę mówiąc jego despotyczne zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Despota i dżentelmen? Ciężkie połączenie.
    Z innych spraw nie ma się do czego doczepiać. Podobał mi się sposób w jaki Cynthia i William rozpoczęli swoją znajomość. To ciekawy układ, nauczania przydatnych rzeczy w zamian za naukę czytania. W sumie całkiem nawet sprawiedliwe, z drugiej strony każde z nich zyskało nowego przyjaciela. Szkoda, że tak to się potoczyło. Współczuję im, ale takie byłby czasy i trudno się dziwić, że różnice społeczne nie pozwoliły im być razem.
    Jakby nie brać (nawet jeśli mam mieszane uczucia co do Hektora) wymyśliłeś ciekawy sposób na jego spotkanie z Cynthią. Wydaje się, że to niemożliwe, żeby ta dwójka miała być w przyszłości mężem i żoną, a jednak.
    Przytłoczyła mnie nieco mnogość dialogów, ale wymiany zdań pomiędzy Hektorem a Cynthią są po prostu urocze. Nawet się nie znają a już przekomarzają się jak stare dobre małżeństwo.
    Hektor potrafi grać na instrumentach... tą informację przyjęłam spokojnie. Ale śpiew? To mnie w pewnym stopniu zaskoczyło. Tym bardziej, ze nie uchodzi on za największego wrażliwca. Ciężko też było mi wyobrazić sobie jak brzmiał jego głos kiedy śpiewał tą piosenkę. Dobór utworu, tez wydał mi się... no, niecodzienny.
    Ciekawa jestem co wydarzy się dalej, kiedy Cynthia pojawi się w domu (z obcym mężczyzną!) po nocnej nieobecności. Już sam fakt, że jej ojciec dostał ataku serca nie wróży niczego dobrego. Pytanie pojawia się w tym miejscu, czy stanie się z nim coś poważnego, no i jak zareaguje na to co zaszło. Coś czuję, że nie będzie przyjemnie.
    Jestem ciekawa co wydarzy się dalej, więc do następnego.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. terpsychorka30 maja 2015 22:25

    Ale mnie wciągnął ten rozdział! W ogóle nie odczułam jego długości. ;))
    Bardzo, ale to bardzo polubiłam Hektora - na razie jest cynicznym dżentelmen, w prologu za to był już bardziej zimny i, z braku lepszego słowa powiedzmy, że "niemiły". Lubię go w obydwóch odsłonach. Wydaje się na razie bardzo tajemniczy. I jeszcze jest Hiszpanem, co dodatkowo mnie cieszy. Po cichu liczę na jakieś hiszpańskie wstawki. XD Jego nazwisko to Rodriguez czy Rodrigez?
    Rozmowa o nazwisku Cynthii (Cyntii?) genialna, chyba najlepszy fragment rozdziału. :))
    Faktycznie, zdarzają się literówki i braki przecinków, ale myślę, że łatwo je wyłapiesz, no i nie utrudniają one czytania.
    Lecę czytać dalej.
    Niezalogowana terpsychorka

    OdpowiedzUsuń
  17. Na początku pomyślałam- Hektor jednak niezawsze był taki niepokojący, ale kończąc czytanie rozdziału zmieniłam zdanie. Mimo, iż wydał mi się czarujący to jednak nie jestem do niego przekonana. Widać że szanuje kobiety, ale jednocześnie... no nie wiem jak to opisać:)
    Cynthia jest bardzo odważna - ruszyła w taką pogodę za ukochanym, a mimo, że uciekła jej klacz nadal parła naprzód. Lubię tą bohaterkę :)
    Lecę do następnego rozdziału
    Pozdrawiam
    Igrająca ze Śmiercią

    OdpowiedzUsuń
  18. Hejo! :3
    Szczerze powiedziawszy to jestem zachwycona! Teraz wciągnęło mnie jeszcze bardzie, niż po przeczytaniu prologu! Świetnie to wszystko przedstawiasz ( ja raczej bym tak nie umiała ) i z miłą chęcią to mi się czyta ^.^
    Fajnie, że na początku została przedstawiona przyjaźń pomiędzy Cyntią, a Willem. Heh. Nie ma to jak dawanie pieniędzy w zamian za naukę. Taa. Pieniądze wszystko załatwiają xD Ale jak się uśmiałam, jak to przeczytałam! :D
    Och! Zaskoczyło mnie, że Hektor był taki... inny. W prologu był przedstawiony w zupełnie inny sposób ( bynajmniej mi się tak wydaje ), a tutaj nawet taki pogodny ^.^ Nie zaprzeczę, ale spodobało mi się, jak zwracali się do siebie per pan, panienka :D
    Haha! Musiało to zabawie wyglądać, jak Cyntia usiłowała uciec! :3
    No nie spodziewam się, że Hektor mógłby grać! A do tego śpiewać! :D Szczerze? Chciałabym go posłuchać (:
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem jak obiecałam! :))

    Wspaniale, że pokazałeś nam wczesne lata Cyntii! Ciekawiło mnie jaki początek miała jej znajomość z Willem i teraz już wiem! Na początku wydawała mi się być zarozumiała. Co ona to nie jest bo potrafi czytać... Aż zazkoczyło mnie, że dopuściła do siebie ogrodnika! To zasugerowało mi, że może nie ma tak wielkiego poczucia wyższości. Trochę zabrakło mi opisu ich miłości. Młodzieńcze uczucia z reguły są gorące, przedstawiłeś je odrobinę "na sucho", ale w sumie da się przeżyć. :)) Może bardziej skupiłabym się na tym wątku, jednak rozumiem, że ważniejsza jest relacja Cyntii z Hektorem.
    Z niego to naprawdę niezły cynik. Mam awersję do aroganckich typów, dlatego dałabym mu nieźle popalić! :)) Zawsze musi być tak jak on chce, jest takim panem i władcą. Zmusił Cyntię, aby u niego została, troska o zdrowie damy go nieusprawiedliwia. Teraz już jasne, dlaczego Cyntia chciała się od niego uwolnić. Nie wiem, może to kwestia sporej różnicy wieku, ale ta dwójka zwyczajnie się nie rozumie. Są z dwóch różnych planet. Dla mnie absurdem jest stwierdzenie, iż przeciwieństwa się przyciągają. Sądzę, że zawarli małżeństwo z rozsądku.
    W dodatu ona zaciążyła... U nich rodzinne jest współżycie przed ślubem.
    Muszę również zwrócić uwagę na ojca Cyntii. Najpierw myślałam, że go polubię, ale gdy postrzelił chłopaka zmieniłam o nim zdanie. I jeszcze udaje troskliwego? Nie przejmował się, jak córka cierpiała, kiedy przeganiał jej ukochanego?
    Podoba mi się Twój styl! Taki lekki! Rozdziały jak dla mnie za długie! Z jednego zrobiłabym trzy! :D
    Jest ciekawie, a to najważniejsze! :)) Dlatego niebawem tu powrócę!

    Pozdrawiam serdecznie! ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdarza się wiele literówek.
    "Trzymała w rękach książkę, swoją ulubioną, o chłopcu, który nie potrafił dodawać. " Lepiej byłoby "Trzymała w rękach swoją ulubioną książkę o chłopcu, który nie potrafił dodawać. "
    "Dziewczyna kłamała rodzicom, że idzie na spacer do kapliczki, albo do sadu. " przed albo nie stawiaj przecinków.
    "Choć na górę" *chodź
    I proponowałam zastąpić jakoś słowo "panienka" które dosyć często się tu pojawia.
    "będzie ze mną robić co tylko, żywnie jej się spodoba" tutaj nie powinno być przecinka.
    "i straciŁ przytomność."

    Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że zaczęłam od wymieniania błędów. Nie bierz tego do siebie, potraktuj to jako dobre rady. :) Co do opowiadania, dobrze, że napisałeś taki rozdział. Wiele wyjaśnił. Od prologu mam wątpliwości co do Hektora. Może minie z biegiem rozdziałów? Polubiłam Cyntię.
    Piszesz lekko, interesująco. Masz ciekawy styl. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pretensji o wypunktowanie błędów, przecież Sorciere Lúthien także je wyłapuje, a nawet jej za to podziękowałem. Tylko w twoim przypadku, niekiedy chciałbym się dowiedzieć dlaczego coś jest twoim zdaniem błędem i gdzie dokładnie w zdaniu tkwi błąd (oczywiście nie chodzi mi o interpunkcje), bo np powtarzanie słowa "panienka", "panie", itd jest charakterystyczne dla tamtych czasów. Do niezamężnej kobiety nie zwracano się inaczej niż "panienko" i było to nagminnie powtarzane. W takim wypadku nie ma sensu tracić na autentyczności i na siłę wyszukiwać synonimów, zamienników.

      Dobrze, że masz wątpliwości co do Hektora, bo jest to postać, którą zbudowałem tak by czytelnik odczuwał co do niego niepokój. Chyba mi się to udało, bo większość czytelniczek ten niepokój odczuwała.Tak więc te wątpliwości co do jego osoby powinni się potęgować z rozdziału na rozdział.
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  21. Związek Cyntii i Williama pewnie by przyszłości nie miał, bo bogata z biednym nie byliby dobrze widziani. Chyba że by uciekli ze wsi w której mieszkali.
    Dobrze z Hektora strony, że dał przenocować Cyntii. Nie musiała iść w tym deszczu. Ale jak chciała wyjść to mógłby ją wypuścić.

    Będę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak, tutaj Hektor wydaje się sympatyczniejszy, choć też pokazał swój humorek. Jest taki... powiedzmy wzbudzający wątpliwość. Dobrze, że Cyntia znalazła schronienie. Trochę nieodpowiedzialnie postąpiła wyruszając sama na koniu, ale mogę ją zrozumieć, bo zrobiła to "w imię miłości". ;p Rozdział dobrze napisany, i albo jestem ślepa, albo nie ma żadnych błędów, a to i to może być prawdziwe. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. pisze z tel wiec bedzie krotko.
    Zaluje,ze Cyntia nie odnalazla Willa, to by wiele wyjasnilo, a moze wprost przeciwnie, skomplikowalo? Hector nawet mi sie tu podobal, byl zartobliwy i przez wiekszosc czasu uprzejmy, za toCyntia pokazala ze ma "pazura"

    OdpowiedzUsuń
  24. Hektor wydaje się tutaj być w porządku. Szkoda jednak, że to się zmieni, chociaż nie mogę go do końca winić. Cyntia uciekła z, prawdopodobnie, jego dzieckiem. Nie powinno tak być.
    Szkoda mi Willa. Mogłaby być z niego i Cyntii fajna para.

    OdpowiedzUsuń
  25. Szczerze ten rozdział podobał mi się dużo bardziej niż prolog. Nie chodzi nawet o samą akcję, ale o harmonijność, głębie i jakoś płynniej mi się czytało, ciekawiej. Zwłaszcza początek przypadł mi do gustu, słodkie dzieciaczki przy drzewie. O Willu jeszcze niewiele wiem, ale lubię jego imię i czarne włosy.
    Za to Hektor... ekhe... Na początku pomyślałam "no dobra, może nie jest taki zły?", ale później znów zaczął mnie irytować. Gratuluję Ci, bo żaden bohater dawno mnie tak nie odpychał :D Serio, jak czytam jego wypowiedzi, to jestem w szoku, że można tak bardzo nie lubić postaci z liter. A to dopiero początek! :D Chyba jednak będę sympatyczką Williama, ale, ale na razie wstrzymam się przed opinią o nim.
    Uważam za to, że komentarz Charlie S. trochę pokrywa się z moimi odczuciami - chodzi o te poprzecinanie sceny, które można by było nieco wzbogacić opisami.
    Swoją drogą, nasunęło mi się takie skojarzenie... Jabłka - William, Śniegi - Hektor...?
    Czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja nie chciałem się za bardzo rozwodzić nad przeszłością Cyntii i Williama, bo ona będzie wspomniana też później, choć przyznaje, że opisy mogłyby być bardziej obrazowe, ale ja chyba od zawsze mam z nimi problem ;-)
      O Willu długi czas niewiele będzie wiadomo, gdyż gdyby on był obecny w opowieści od samego początku i nigdy nie został pominięty, to czytelniczki nie dałyby Hektorowi szansy, a zależało mi na tym by panowie mieli równe szanse.
      Haha, ubawiłem się przy czytaniu jak bardzo go nie lubisz ;-) Naprawdę to dobrze, że udało mi się stworzyć tak żywego bohatera by go aż tak mocno nie lubić! Choć po cichutku liczę na to, że nieco się do niego przekonasz, choćby tak odrobinkę.
      Komentarz Carlie S * - wybacz, że poprawiam, ale ja naprawdę z początku nie wiedziałem o kim mowa i szukałem też Charlie S xD
      Swoją drogą dobrze ci się nasunęło, choć to nie jedyne wyjaśnienie. Jednak tak Williamowi przypisywane są Jabłka, a Hektorowi Śniegi.

      To czytaj, czytaj, a ja już właśnie mam luz i wpadam do ciebie.

      Usuń
  26. Na początku akcja szła w zastraszającym tempie. Od pierwszego spotkania Cyntii i Williama do jego ucieczki. Opisy są napisane moim zdaniem dobrze, ale chyba raczej wolałabym ślamazarne tempo, w którym mogłabym odczuć to, co czuje Cyntia. W końcu to romans, nie?
    Aczkolwiek nadrobiłeś Hektorem :) Willy to taki sympatyczny, wiejski chłopak, a Hektor... Czy ze mną jest coś nie tak, że bardzo lubię te postać? Nie wiem, czy chcesz go wykreować w taki sposób, by czytelnik odczuwał do niego sympatię czy wręcz przeciwnie, ale ja go wręcz uwielbiam! Te przekomarzanki Cyntii i Hektora były przecudowne. Super, że Cyntia pokazała, że umie używać języka. Dalej obstaję przy tym, że ma dziewczyna charakterek!
    Podobało mi się też, że tak bardzo dbasz o autentyczność tamtej epoki. Choćby wywód Hektora na temat co by było, gdyby Cyntia wyszła do ludzi w takim a nie innym stroju. Chociaż wydawało mi się, że obaj bohaterowie jakoś tak często przechodzili z "pana" i "panienki" na "ty" i z powrotem. A może mi się to tylko przyśniło?
    W każdym razie przygotowywałam się do tego, że nie będę słodzić, tylko dowalę czymś, ale nic jakoś nie potrafię znaleźć jak na razie, więc nie będę krytykować na siłę :)
    Wkrótce zabiorę się za kolejne rozdziały :)
    Pozdrawiam,
    Naiada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni tak naumyślnie przechodzili z pana i panienki na ty ;-) Tak im po prostu wychodziło, bo nie mogli się jakoś zdecydować xD
      Cieszę się, że lubisz Hektora, ale cieszę się też, gdy ktoś go nie lubi - on miał wzbudzać emocje w czytelnikach, a by to robić nie musi się każdemu podobać. Mam tylko cichą nadzieję, że dalej się nim nie zawiedziesz (choć szczerze wątpię by tak było, bo zawiedziesz się na pewno).

      Usuń
  27. Przeczuwam, że jeszcze trochę i przeżyję to samo, co miałam przy czytaniu i oglądaniu "NANY". Tyle że tam nie mogłam wybrać między Nobu a Takumim, a tutaj będę się miotać między Hektorem a Williamem.

    Ciekawie się czytało o utarczce między Cyntią a Hektorem, chociaż przyznam, że to wymienne stosowanie "pana", "panienki" i "ty" trochę mnie irytowało. Nie wątpię, że było celowe, ale nie ułatwiało :)

    Przyznam, że literówki były, ale nieszczególnie mnie irytowały, bo kiedy pracowałam jako korektor, tak się do nich przyzwyczaiłam, że przestałam już na nie zwracać uwagę i jakoś mnie to już nie rusza.

    Tak czy inaczej, rozdział 1 zachęcił mnie do czytania dalej [dlatego jestem na trzecim, ale stwierdziłam, że skomentuję, co się da :D] i bardzo jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy Cyntii, o której coś więcej napiszę w kolejnych komentarzach.

    Pozdrawiam,
    Hagiri z Rozmów Międzymiastowych

    OdpowiedzUsuń
  28. Historia poznania się Hektora i Cyntii jest niezwykle interesująca. Można by rzec, że los spotkał ich ze sobą przez Williama i konserwatywnych rodziców. To oni zmusili ją do tej 'wycieczki'.
    Hektor wydaje się być tutaj miłym i zabawnym człowiekiem, lecz nie brakuje mu też stanowczości i surowości... a może i brutalności? Hej, nasadzał się z jakimś biczem na złodzieja, a potem dopadła go myśl o chłoście. Dobrze, że Cyntia swoim charakterkiem go opanowała.
    Tylko teraz nie rozumiem. Więc dziecko Cyntii i Hektora jest jednak dzieckiem Williama? Muszę przeczytać więcej, żeby się połapać w tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawne, że tak szybko zauważyłaś jakie Hektor ma... upodobania (umownie określmy to upodobaniami).
      Tak, mały Marsel Rodrigez jest wynikiem romansu swojej matki z synem ogrodnika (Marsel jest dzieckiem Cyntii i Williama), ale to wszystko się jeszcze wyjaśni w rozdziale "ojciec potrzebny od zaraz", gdzie Cyntia będzie intrygi plotła by wrobić Hektora w to dziecko.

      Usuń
  29. Wooo czyli pan "masz się mnie słuchać bo pożałujesz " jednak kiedyś miał mózg. Brawa, brawa. Jak ja cie cieszę że chłopczyk jest Williama. Cyntia ty głupiutka dziewczynko przydałby ci się dar przewidywania przyszłości, bo te twoje gadu gadu doprowadzi do mojego załamania nerwowego. Facet nie przypadł mi do gustu. Williamie Williamie czemuś ty jesteś Williamem ? Nadal jestem za podpisaniem paktu żeby tego kolesia spalić na stosie !! Hektora oczywiście. Spać mi się trochę chce ale ide czytać dalej !

    OdpowiedzUsuń
  30. Tytułowy przypadek w tym przypadku był zwykłym chichotem losu, jeżeli chodzi o dalszą przyszłość Cynti. Wiele elementów złożyło się na tę jej późniejszą tragedię. Bo mogła uciec wcześniej z ukochanym Williamem, gdy był na to jeszcze czas, choć to pociągnęłoby za sobą inne konsekwencje. Gdyby nie deszcz, nie odcięłoby to jej drogi powrotu i może nie poznałaby Hektora. Może on nie zaciągnąłby ją do domu, może potem nie odwiózł do domu i nie zauroczył (początkowo) jej matki. Jedynie biedny ojciec dziewczyny chyba od początku był świadomy z kim ma do czynienia. Szkoda, że nie mógł wpłynąć na dalszy rozwój wypadków. To takie gdybanie, które nic już nie zmieni.
    Chociaż muszę przyznać, że w tym rozdziale Hektor nie zdradził jeszcze tak do końca tej swojej sadystycznej natury dupka. Jakieś przebłyski jego władczego charakterku już były, ale chyba to jeszcze nie to. Bądź co bądź, on wie jak sprawić "dobre" wrażenie i oczarować innych swoją osobą.

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam Tu Hektora, nie wiem jak bardzo się później zmieni, ale tutaj mnie zauroczył i jakoś tak wyczułam między nimi chemię, może chodziło o te słowne przepychanki? Nie wiem, ale podobało mi się to i choć już jest dużo napisane, to mam nadzieję, że Hektor aż tak bardzo się nie zmieni (prosi).

    http://tyranniezgodny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. "Chłopiec od razu się zgodził. To wtedy pierwszy raz poczuła namiastkę smaku jego ust na swoich ustach." - to mnie rozczuliło, a raczej jestem pełna podziwu. Urzekło mnie to zdanie :)

    Ciekawa ta różnica między pianinem, a fortepianem. Sam wiedziałeś, czy korzystałeś z pomocy Internetu? Tak tylko pytam. Ja często jak czymś chcę zabłysnąć, to szukam właśnie w Internecie, albo książkach :)

    Zdumiewa mnie Hektor. To bardzo złożona osobowość. Nie za bardzo się potrafię wymądrzać na jego temat, bo go dopiero poznałam. Na szerszą ocenę jego jeszcze przyjedzie czas, kiedy przeczytam resztę rozdziałów :)
    Ale chyba lubi od czasu do czasu wstrząsnąć kobietą (w każdym tego słowa znaczeniu) :P

    Czy ja go polubiłam? Ciężko stwierdzić... Póki co, Cyntia jest dla mnie mega dziecinna. Niby dama z dobrego domu, a wychodzi z niej diabeł :D
    Czasami się wydaje taka nieokrzesana. No cóż, to chyba jednak jedna z jej uroczych zalet niż wad :)

    Więc jestem niezmiernie ciekawa jak to będzie z tą odwózką... Hektor wstąpi do rezydencji, czy jednak odwiezie i z powrotem od razu wróci? No intryguje mnie to, nie powiem, że nie :P

    Pozdrawiam :))

    Ps. Często te romanse z osobami z niższym statusem tak się właśnie kończyły. Ludzie bali się uciec, bali się zaryzykować i woleli podeptać swoje szczęście i spełnić oczekiwania wobec swojego społeczeństwa/sąsiadów/rodziny. Czy to dobrze? Nie oceniam, bo jak wspominałeś moralność się na przestrzeni wieków zmienia :)

    OdpowiedzUsuń
  33. To tak: próbowałam dziś dodać rozdział, ale mi nie wyszło. Namęczyłam się przy nim, gdyż po raz pierwszy pisałam go na telefonie, a gdy przyszło co do czego: ja tu chcę go dodać, a on mi się kasuje. Niestety takie rzeczy sprawiają, że człowiek momentalnie się poddaje. Niemniej jednak, jak widać, postanowiłam tu wrócić.
    Na razie przeczytałam z tej historii niewiele. Wcześniej przedmowę i prolog, dziś natomiast zabrałam się za pierwszy rozdział. Myślę, że z czasem nadrobię więcej, ale piszesz na tyle treściwe notki, że trochę to potrwa. Poza tym będę starała się komentować każdy rozdział, jednak nic nie obiecuję. Na pewno zdarzy się tak, że czasem moje opinie będą dotyczyć większych partii tekstu - szczególnie, gdy wezmę się za czytanie na telefonie - nie mam zamiaru po raz kolejny tracić wymęczonych zdań i uwag, tylko dlatego, że moja komórka ma taki kaprys.
    Przechodząc do rzeczy. Masz naprawdę świetny styl pisania. Płynny, wciągający. Człowiek nie męczy się zagłębiając w tekst, co biorąc pod uwagę jego ilość, jest jak najbardziej pozytywne.
    Cyntia (z góry przepraszam, jeśli przekręcę jakieś imię) wydaje się nieco nieokrzesana. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jednocześnie urocza. Poza tym dzięki Willowi miała dosyć ciekawe dzieciństwo. Chłopak dostarczył jej wiele pierwszych razów. Zastanawia mnie tylko, czy kiedykolwiek dowie się on, że jest ojcem. Co prawda jeszcze nikt o tym nie wie, nawet dziewczyna, ale zdążyłeś już wtajemniczyć w to czytelników, tym samym sprawiając, że w mojej głowie wykwitły tez przemyślenia na ten temat. Tym bardziej, że jeszcze w tym samym rozdziale poznałam innego przedstawiciela płci męskiej, który zapewne będzie się ubiegał o względy pięknej dziewczyny. Swoją drogą Hektor wydaje się takim osiłkiem o groźnym charakterze, a okazuje się całkiem przyjemnym gościem, który interesuje się muzyką! Tak to mnie nieco zaskoczyło, tym bardziej, że wytknął Cyntii, że jest laikiem pod tym względem... W sumie też chciałabym usłyszeć, jak on śpiewa. Nie łatwo jednak tego doświadczyć jedynie przez czytanie. A szkoda!
    Jestem ciekawa, jak rodzina dziewczyny zareaguję na jej powrót do domu z tajemniczym nieznajomym? Coś mi się wydaje, że nie będzie to najmilsze powitanie. Tym bardziej, że jej ojciec najprawdopodobniej dostał zawału słysząc, że zniknęła. Oj będzie się działo. Na pewno, gdy znajdę czas wezmę się za kolejny rozdział. Tymczasem pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Zapędziłam się. Na początku zamiast "rozdział" powinno być "komentarz" :D

      Usuń
  34. Relację Cyntii i Williama można śmiało nazwać prawdziwą miłością. Tych dwoje darzyło się nieprawdopodobnym uczuciem i zostało rozdzielone przez głupie różnice klasowe. To okropne, jak status majątkowy dawniej rządził ludzkimi emocjami, doprowadził do wielu nieszczęść. Automatycznie przypomina mi się moja ulubiona lektura, czyli "Lalka" Prusa <3
    Poza tym... przeraziła mnie nagła reakcja ojca dziewczyny. Rozumiem, że się zdenerwował, ale dlaczego musiał akurat strzelać?
    Cynthia ma niezwykle silną osobowość. Niestety, nieco zbyt silną jak na tamte czasy, przez co pewnie niejednokrotnie będzie czuła się stłamszona przez mężczyzn, do których teoretycznie należy ostatnie słowo.
    Bardzo podobał mi się opis spotkania Hektora z Cynthią. Wyraźnie czuć chemię między tą dwójką, dlatego nie dziwi mnie, że szybko się pobrali, zwłaszcza ze względu na chęć ukrycia ciąży dziewczyny. Nie mniej jednak nie podobają mi się poglądy mężczyzny dotyczące przemocy i zdaje mi się, że negatywnie wpłyną na losy potencjalnego ojca chłopca.
    Pozdrawiam: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o lektury to "Lalka" też jest jedną z moich ulubionych.
      Julian to już taki typek, że lubi sobie postrzelać, zresztą Hektor Rodrigez także ;-)
      Cyntia nie ma aż tak silnej osobowości. Zapewniam cię, że w tym opowiadaniu pojawią się silniejsze osobowości, choćby Laura, a potem Sabina. Choć faktycznie Cyntia będzie czuła się niekiedy stłamszona i niesprawiedliwie potraktowana, ale to też wina tego, że ona i Hektor to dwa silne charaktery i gdy mają takie samo zdanie, to jest dobrze, ale gdy różne, to skaczą sobie do gardeł.
      Hektor i jego poglądu... to temat rzeka i o tym jeszcze będzie nie raz.
      Także pozdrawiam.

      Usuń
  35. Przybyłam :)
    Bardzo mi się podoba sam opis do tej historii (i nazwa bloga, co za tym idzie). Dwa szczególiki, niepozorne jabłka i śniegi, które były obecne (i będą, bo do śniegów jeszcze nie doszłam) przy ważniejszych momentach dla bohaterów. Bardzo przemyślane.
    Ogólnie widzę, że lubisz zwracać uwagę na szczegóły, nawet te najdrobniejsze. Szczerze mówiąc, często mnie to męczy w wielu opowiadaniach, takie bezsensowne rozwodzenie się nad kolorem paska od spodni albo ilością mijanych po drodze kamyczków. Dobra, może trochę przesadzam... Do rzeczy. U Ciebie za to te szczegóły były mi bardzo potrzebne. Akcja dzieje się w zupełnie innych czasach (epoce?), więc żeby dobrze wczuć się ten klimat muszę znać tę całą otoczkę. Mamy tu zupełnie inne stroje, zwyczaje, poglądy, nawet elektryczność jest czymś wow. Super, że cały tekst stylizujesz na te czasy, nie tylko same dialogi bohaterów, ale też (zwłaszcza) wypowiedzi narratora. Często spotykałam się z opowiadaniami, gdzie tylko dialogi brzmią starodawnie, a cała reszta jest normalnie jak na nasze czasy. No ludzie, bądźmy konsekwentni, bo inaczej wyjdzie kicz :/ U ciebie za to wyszło świetnie, oddałeś tę atmosferę i nic nie jest przesadzone :)
    A co do samej fabuły.
    Eh, Cyntia. Buntowniczka z bogatej rodziny. Ma charakterek ;) Uparta i ma swoje zdanie. Przy całej tej scenerii, zwyczajach i epoce w jakiej przyszło jej żyć, z taką osobowością nie będzie jej lekko. No i prawidłowo! xD
    Nooo, tak. Z charakterów swoich postaci rzeczywiście masz prawo być dumny. Są wyraziści, a jeśli można to powiedzieć już po pierwszym rozdziale, to bardzo dobry znak :D
    Choć chciałabym więcej Williama (nie wiem, jak dużą rolę odegra w historii, ale mam nadzieję, że sporą!). Ankieta na blogu już jest dla mnie małym spojlerem, że rywalizacja o serce Cyntii będzie zaciekła i nieoczywista, co bardzo mnie cieszy :)
    Hektor jest jakiś podejrzany. Maniery manierami, ale to jednak obca kobieta, a on tak o nią dba. Na miejscy Cyntii też bym zwiewała.

    Nie umiem pisać krótkich komentarzy, eh :/ A i tak zapomniałam o połowie, co chciałam napisać.
    Do weekendu postaram się nadrobić jeszcze kilka rozdziałów, a resztę od października, bo teraz wyjeżdżam na miesiąc. No nieważne. Czytać i komentować będę w każdym razie, z opóźnieniem, ale będę ;)

    Pozdrawiam i lecę do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, nie lubię zwracać uwagi na szczegóły, chyba, że te najistotniejsze lub takie, na które inni uwagi nie zwracają. Tylko pierwsze rozdziały są takie opisowo rozbudowane, bo sam za długimi i do bólu dokładnymi opisami nie przepadam, więc i sam takich staram się nie tworzyć.
      Cyntia to nie do końca buntowniczka, ale jest uparta i lubi tupnąć nóżką, byleby postawić na swoim. Gorzej, że trafi jej się mąż co nie toleruje tupania nóżką ;-)
      William miał być taką tajemnicą, zwłaszcza, że on się będzie pojawiał we wspomnieniach, retrospekcjach, dialogach, a także sam się ujawni od jak się nie mylę rozdziału 21.
      Hektor miał być od samego początku taką postacią, która wzbudza niepokój. Z początku bez konkretnych powodów, ale miał go wzbudzać.
      Możesz pisać długie komentarze, ja tam lubię paplaninę.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  36. Wątek z dzieciństwa Cynti był bardzo dobry i mi się spodobał :)
    Poznajemy Hektora. Zaczynam go lubić coraz bardziej :)
    Opowiadanie też wciąga i zaczyna mnie interesować coraz bardziej :)
    Cyntia wydaje mi się teraz lepszą osobą niż z prologu, ale mam nadzieję, że to się prędko nie zmieni :)

    Dziękuję za komentarze u mnie, na które zdążyłem już odpowiedzieć. Jednocześnie zapraszam na nowy rozdział mojego opowiadania :)
    Twoje rozdziały postaram się nadrabiać w weekendy, za co przepraszam :/

    truelifebydamien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę bardzo i nie ma problemu byś czytał sobie swoim tempem, gdy masz czas i możliwości. Dla mnie liczy się opinia, a nie bycie na bieżąco. Ogólnie fajnie, że ktoś rzuci na to opowiadanie męskim okiem.
      Pozdrawiam i na pewno zajrzę na twój blog, ale dopiero, gdy u reszty nadrobię takie długie zaległości (u jednej osoby 4, u drugiej 6 rozdziałów), bo wtedy będę wracał do tych co już nadrobieni, by było w miarę sprawiedliwie.

      Usuń
  37. wyplenili z siebie już te dawne uczucia, albo ci < błędny przecinek, bo przed albo nie stawiamy go. Przynajmniej nie tutaj.
    nie są planowane, ani kojarzone przez rodziny. < tutaj też błędny przecinek. Wyjaśnienie notkę wcześniej.
    Piękna, młoda dama mająca wtedy nieco ponad metr w kapeluszu krążyła < Piękna, młoda dama, mająca wtedy nieco ponad metr w kapeluszu, krążyła < mająca [...] w kapeluszu to wtrącenie.
    niej był kiedy tylko zapłakała > przecinek przed kiedy. Zdanie złożone jakieś tam. xD
    Na pierwszej stronie książki pisało < napisane było
    ja szmery < ją
    na drzewo pod którym siedzieli, < przecinek przed pod, bo przecinki stawiamy przed słowem który, a pod którym to człon
    Trzymaj – podzielił się z nią. < Trzymaj. - Podzielił się z nią. << didaskalia tutaj nie oznaczają żadnego słowa oznaczającego wypowiedź bohatera, dlatego zapis powinien być taki.
    których nie kazała Cyntii dotykać < dziwnie to brzmi. Może po prostu zakazała?
    kapliczki, albo do sadu. < to samo
    zagroziła kiedy dłonie < przecinek przed kiedy
    ciepłym choć smutnym uśmiechem. < przecinek przed choć. Z reguły stawiamy przed nim przecinek. :-)
    rodzice Cyntii, oraz Williama. < błędny przecinek. Nie powinien tu stać.

    Resztę później. *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sercem lecz oboje zdawali > przecinek przed lecz http://www.prosteprzecinki.pl/przecinek-przed-lecz
      dorównywał pszenicy muskanej > o pszenicy była mowa wcześniej. Powtórzenie.
      nieślubnego dzieciątka imieniem Edward. > ale już wiemy, jak ma na imię, bo akapit wcześniej o tym wspomniałeś
      Cyntia nie wiedząc jeszcze, że sama jest przy nadziei wykorzystała < czy jest sama, czy jest sama przy nadziei? PRZECINKI! Jeśli to pierwsze, to szyk zdania: jest sama, przy nadziei wykorzystała...
      w którym jak jej się zdawało ruszyła < jak jej się zdawało to wtrącenie, przecineczki
      burzy, ani > błędny przecinek
      uwiązać piorun > przecinek
      z powodu zrozumiałego załamania > to wtrącenie, po załamania też przecinek
      głowie, ani > błędny przecinek
      szczęście, w piwniczce > zamiast przecinka myślnik lub półpauza
      Hektor, bo tak było na imię temu panu podszedł bliżej > przecinek po panu, bo kończy wtrącenie.
      szczerze choć popierał rządy trzymane twardą ręką, to zawsze wolał by to nie jego ręka czyniła tę powinność. > szczerze, choć popierał rządy trzymane twardą ręką, to zawsze wolał, aby to nie jego ręka czyniła tę powinność.
      Zapomniałem, że kobiety, to bardzo kruche istoty. > błędny przecinek przed to. że kobiety to nie wtrącenie.
      polecił i chwycił ją za ramie. > ramię
      – Eee ee. > a co to ma znaczyć? xD
      Pokręcił głową na boki. > pleonazm https://pl.wikipedia.org/wiki/Pleonazm
      Czemu tak nagle przeszli na ty?
      akcent – Odwrócił > kropka po akcent.
      ramie > ramię
      Twoja jajecznica Cyntio. > przecinek przed Cyntio
      szczytu, jak i w okolicach stóp ramę > przecinek po stóp, bo wtrącenie
      odwróciła na pięcie. > powtórzenie, patrz akapit wcześniej
      kilka moich, świeżych > nie rozumiem, dlaczego stoi tu przecinek
      starał się być aż nadto uprzejmy czym nieświadomie wzbudził jej nieufność. < przecinek przed czym
      cylindryczne okrycie głowy. > wystarczy samo okrycie głowy
      – A czy pan jest surowy panie Rodrigez? > przecinek przed panie
      – Nieszczególnie panienko > przecinek przed panienko
      – To znaczy Cyntio, > przecinek przed Cyntio, wtrącenie
      tylko, żywnie > tu też niewłaściwy przecinek
      Ostrzegam mam bardzo > przecinek przed mam
      straci przytomność > stracił
      ciebie, to dla mnie > błędny przecinek
      z resztą > zresztą
      powrotem panienko? > przecinek przed panienko
      która zazwyczaj była gadułą zaczynała > przecinek przed zaczynała, bo to kończy wtrącenie
      Zaczęła więc > powtórzenie, patrz zdanie wcześniej
      – Cyntio nie jestem > przecinek po Cyntio
      uśmiechnęła tym razem odsłaniając > przecinek przed tym, imiesłów
      chęć podbojów, wojowniczość, chciwość i zachłanność > przecinek po zachłanność, to kończy wyliczanie
      Moralność ludzi jak widzisz > otocz jak widzisz przecinkami
      Przemocą moja droga, > przecinek przez moja
      zdradzania uśmiercając > przecinek
      a to wy, kobiety zazwyczaj > przecinek po kobiety
      Teraz w lewo, czy prawo? > błędny przecinek


      Cyntia jest zbytnio rozpieszczona, co już pokazujesz w pierwszym rozdziale. Pyskata i pewna siebie. Hektor takie jej przeciwieństwo. Mimo wszystko jednak wolę Hektora. Chociaż trochę go idealizujesz. Żeby na tylu instrumentach grać? To chyba wynik nudy w tamtych czasach. No i mam nadzieję, że zamieścisz coś więcej o jego >wypadku< z dłonią.
      No i aż muszę zacząć drugi rozdział od razu, żeby wiedzieć, jak zareagują rodzice na ich przybycie. xD

      Usuń
  38. Fajnie że Cyntia poznała swojego przyszłego męża .Jednak wole Hektora niż Wiliama

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak dla mnie dużo się dzieje w tym rozdziale. Brakuje mi rozwinięcia wydarzeń w wątku Cyntii i Wiliama. Uciąłeś tam większość emocji, a takie surowe przedstawienie wydarzeń na mnie nie działa. Nie potrafię ich zrozumieć. Dobrze, Cyntia (chociaż pozornie) była uczona tolerancji, a William? Może spotykając (na razie odnoszę się do ich dziecięcych lat) łamał polecenia ojca/matki?Albo, wprost przeciwnie? Poza tym, tak się zastanawiam, ile Cyntia miała lat podczas pierwszego zbliżenia? Nie mówiąc o tym, że sam William był trochę nachalny, wprost spragniony jej ciała podczas ich pierwszego razu.
    Poza tym, wszechobecne błędy.
    Dobrze, ale już się nie będę czepiać. Przejdę do samej fabuły. Hector jest takim rodzajem bohatera, którego lubię najbardziej. Uwielbiam, gdy ktoś z człowieka staje się diabłem w ludzkiej skórze.
    Co do Cynti, współczuję jej. Teraz ona będzie musiała zadbać, by to jej dziecko nie było wytykane. Tak to już jest, że czasem nasze decyzje rodzą nieprzewidziane konsekwencje.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  40. Witaj! Jak obiecałam, tak zrobiłam, przeczytałam pierwszy rozdział. Wiesz, na początek może wyrażę swoją opinię. Jest to dosyć ciekawe, jednak czuję się jak bym czytała jakąś telenowelę. Kojarzy mi się to, z serialem jakimś, takim tasiemcem. Proszę, nie obrażaj się, nie mam nic złego na myśli, jest okej, podob a mi się rozbierzność tematów, podoba mi się również postawa Hektora. Silny charakter, ale sądzę, że coś się za tym kryje. No oczywiście czytając prolog już wiem, że to, co mói o sobie, że jest łagodny dla kobiet to nie prawda, ale nawet, gdybym go nie czytała to również bym to wiedziałą. Intrygujący jest fakt, że nic jej nie zrobił, nie ukarał, oraz co najważniejsze, nie zgwałcił. Szczerze mówiąc byłam pewna, że to uczyni. Jeżeli chodzi o krew, to myślę, że to nie była krew zamordowanego zwierzęcia.
    Co do twojej osoby. Jestem zdumiona różnorodnością rozmów wsród bohateró. interesujesz się muzyką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest telenowela. Ja sam się z tego śmieję, że z czegoś co miało być króciutkim opowiadankiem, wyszedł mi taki tasiemiec. Nie mogę się więc obrazić o prawdę.
      Nie, nie interesuję się muzyką. Dużą ilością rzeczy się nie interesuję, a w moich opowiadaniach są poruszane, ale to albo wyszukałem tych informacji, albo gdzieś zasłyszałem.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  41. Hej :) Na wstępie dziękuję bardzo za komentarz u nas pod prologiem, mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej. Widać od razu, że pisanie nie jest dla Ciebie nowością - wszystko jest tak składne, że nie będę się nawet nad tym rozwodził. Lubię opowiadania, które mają w sobie retrospektywę. Daje to możliwość, żeby od początku szerzej spojrzeć na całą sytuację. Jestem historykiem i mówi się, że w historii pisze się o przyczynach z perspektywy znajomości skutków, nie można dostrzec przyczyn, nie znając wcześniej skutków. I właśnie dzięki retrospektywie można poznać skutki pewnych wyborów Cyntii, chociaż pytanie, na ile to będą jej własne wybory, a na ile decyzje narzucone z zewnątrz. Mam ogólnie wrażenie, że w jakiś sposób polubiłem Hektora, chociaż jednocześnie mam ochotę się za to spoliczkować. Wydaje się, że różne jego decyzje są powodowane troską o Cyntię. Z drugiej strony jestem świadomy, że nie znam jeszcze kontekstu całej sytuacji więc ze wszelkimi osądami poszczególnych postaci wolę poczekać :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zostanę na dłużej u was, bo mi się podobał nie tylko prolog, ale także pierwszy rozdział, który został przeze mnie przeczytany dziś w pracy, a skomentowany zostanie jutro, najprawdopodobniej wraz z drugim.
      Nie, pisanie nie jest dla mnie nowością, ale akurat to opowiadanie powstawało kilka ładnych lat i to z przerwami także rocznymi, czasami dwuletnimi, tak więc pierwsze rozdziały są znacznie gorzej napisane od ostatnich, przynajmniej moim zdaniem.
      Masz na myśli, że skutkiem będzie to nieudane małżeństwo z prologu, tak? Natomiast przyczyny dzieją się teraz - miłość do syna ogrodnika, postrzelenie Williama, niechciana ciąża...? Tak faktycznie, Cyntii decyzje... nie tylko jej decyzje, ale decyzje całej rodziny mają znaczny wpływ na przyszłość.
      Dlaczego masz ochotę się spoliczkować za lubienie jednego z głównych bohaterów? Przecież by kogoś lubić nie trzeba się z nim zgadzać, nie trzeba go popierać.

      Usuń
  42. Trochę wredny ten Hektor. Taki cwaniak, który zawsze lubi postawić na swoim. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że kiedykolwiek Cyntia zostanie jego żoną, ale spodziewam się, że raczej nie zrobi tego do końca z własnej woli. Ogólnie ich charaktery wydają się bardzo do siebie podobne - oboje lubią postawić na swoim, nie znoszą sprzeciwu i można mieć pewność, że dogadanie się takiej dwójki przysparza trudności. Jednak z tego, co pisałeś w prologu wynika, że jednak zostaną małżeństwem. Zapewne będzie to miało związek z ciążą Cyntii, więc niedługo będzie musiało między nimi do czegoś dojść. A tajemniczy kochanek z prologu? Czyżby Cyntii udało się jednak odnaleźć Williama? Cóż, będę czekała na odpowiedzi na moje pytania. Przy okazji dziękuję za komentarz u mnie.
    Pozdrawiam.
    Sky

    igrajac-z-przeznaczeniem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z góry większość zakłada, że to wina Hektora, że małżeństwo jego i Cyntii stanie nad przepaścią. Czas pokaże czy mieliście racje.
      William niech na razie zostanie pod znakiem zapytania.

      Usuń
  43. Nie umiem w żaden sposób ocenić tego rozdziału .Bardzo fajnie piszesz ,tak że zrozumiem :D Cyntia wydaje się być mocnym charakterem tak samo jak Hektor a wiadomo co się stanie jak dwa takie same charaktery się spotkają :D Nie zgaduje co będzie dalej na pewno mnie zaskoczysz. Jakoś JUŻ wolę Hektora od Williama czemu nie wiem .Może dlatego że lubię takich bohaterów jak Hektor. . .Wszystko się okaże, czekam na rozwój wydarzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę i się przekonasz, że nie mają takich samych charakterów. Odebrali różne wychowanie, przez co są różni. Ona jest znacznie delikatniejsza.
      Powtórzę to co pisałem wiele już razy. Hektor to taka postać, że można go albo lubić albo nie znosić. Podobnie jest z Williamem, albo ktoś czuje do niego sympatię, albo uważa że jest irytujący. Zobaczymy jak będzie z twoim zdaniem na temat bohaterów, być może się utrzyma to jakie masz teraz.

      Usuń
  44. Hej!
    Zostałaś nominowana do LBA :D
    Więcej informacji znajdziesz tutaj -->http://czy-to-koniec-maleca.blogspot.com/2016/02/lba-po-raz-trzeci-ciekawostki-z.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jutro postaram się odpowiedzieć.

      Usuń
  45. Nie musiałam długo czekać na rozdział - co mnie cieszy.
    Ta część z dzieciństwa Cyntii wiele wyjaśnia. Dziewczyna była zakochana w Williamie od dziecka, dlaczego teraz w takim razie jest z Hektorem? Rozumiem, że to zapewne było małżeństwo z przymusu lub Cyntia była na tyle sprytna, że sama chcąc jakoś wyjść z twarzą, usidliła Hektora mówiąc, że jest właśnie z nim w ciąży(co mi jednak do jej postaci nie pasuje).
    Podoba mi się, że jest taka harda, w życiu prywatnym jestem bardzo podobna, przez co w pewnym sensie utożsamiam się z tą postacią(jak na razie). Nie dała sobie do końca wejść Hektorowi na głowę, mimo jego władczości.
    Cieszę się, że mogłam i jego ujrzeć w innym świetle. Z jednej strony, był zatroskany o Cyntię, przyjął ją pod swój dach, nakarmił, oddał łóżko i ubrania, a z drugiej wpatrywał się w jej biust i okazywał nie lada gniew, kiedy tylko się mu sprzeciwiała. Rozumiem, że w tamtych czasach to było coś naturalnego(mimo tego - kolejny raz o tym wspomnę - Cyntia nie dała się stłamsić, co mi bardzo imponuje), teraz jednak wszyscy wiemy, jak to wygląda.
    Ojciec Cyntii, mimo, że bardzo ją kochał i była jego oczkiem w głowie, jednak uciekł się do postrzelenia Williama - miłości swojej córki. Na drugi dzień szukał jej, żeby wytłumaczyć swoje zachowanie - co nie stawia go z mojej strony w aż tak złym świetle.
    Ciekawi mnie, jak skończyła się ta podróż i wizyta w domu Cyntii, skoro po latach wylądowała w kamienicy Hektora, jako jego żona - wraz ze swoim synkiem, który naprawdę okazał się nie być jego. W takim razie czy owy obecny kochanek Cyntii to William? Jeśli tak, to jak się odnaleźli i czy jest świadom, że to on począł tego malucha?
    Dostałam w tym rozdziale odpowiedzi na część moich pytań, jednak teraz doszły kolejne. To chyba będzie niezamknięte koło, nawet po skończeniu powieści. :)
    Pozdrawiam i proszę nie zapomnieć o mnie, gdy tylko pojawi się rozdział drugi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu w ogóle nie trzeba będzie długo czekać na kolejne rozdziały, bo ludzie (wcześniejsi czytelnicy) czekają na jak się nie mylę 53 rozdział, bo ja do tego rozdziału właśnie już tutaj wcześniej opublikowałem, ale z powodu zmiany szablonu jestem zmuszony zmniejszyć czcionkę po przez program edytowania tekstów, a nie ten panel nawigacji bloggera i bawię się w "kopiuj-wklej" gdy mam czas, przy okazji poprawiam też interpunkcje na tyle na ile daję radę sam. Choć wiem, że błędów pewnie nadal jest sporo. Opowieść ta też jest już cała napisana i ma chyba 100, albo 101 rozdziałów pierwszej części, podobną ilość drugiej i trzecia póki co ma 11 i utknąłem. Chyba będzie miała tyle samo co poprzednia. Czwartej nawet nie ma w drodze, ale jest w planach, bo ma to być taka Saga Rodów, zaczynająca się od początku XX wieku, a kończąca niemal na współczesności ("Jabłka i śniegi IV - Nim włosy będą siwe" dzieje się jeśli mnie pamięć nie myli i dobrze policzyłem w 1988 roku).
      Czy Cyntię ktoś zmusił do małżeństwa, czy to tylko spryt, to się jeszcze okaże. Może pokochała Hektora, co? Może ją jakoś zaintrygował i była skora związać z nim swoje życie bez przymusu?
      Cyntia jest i harda i delikatna. Kłóci się, walczy o swoje, ale też będą momenty płakania do poduszki czy po kątach.
      Oczekujesz, że zdrowy facet nie będzie się gapił na prześwitujące sutki? Każdemu jednemu normalnemu wzrok zleci w dół - zapewniam xD
      O Julianie zapewne jeszcze zmienisz zdanie ;-) Tak myślę.
      Myślę, że William pojawi się w momencie, w którym nikt się go nie będzie spodziewał. Jego pojawienie się po prostu jest całkiem inne, niż wszyscy sobie wyobrażali. I on też wraca całkiem inny niż znamy go z retrospekcji.
      Tak już jest z Jabłkami i śniegami - na jedno pytanie pada odpowiedź, a przy okazji tworzą się kolejne pytania.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  46. Zacznę od tego, że jestem odrobinę zdumiona. Rzadko spotyka się bloga pisanego przez mężczyznę. A jak już takiego znajdziesz, to zwykle okazuje się wielkim niewypałem. Ale twój blog...
    Jest jak książka. W ogóle nie czuję, jakbym czytała to na komputerze. Wszystko się ładnie składa w całość, czyta się lekko i z przyjemnością. Masz piękne opisy, fabuła też bardzo ciekawa, podobnie jak bohaterowie. Tyle, że... To niestety nie moje tematy. Nie przywykłam do czytania takich opowiadań. Jeśli gust mi się zmieni, co dość często się zdarza, to z pewnością tutaj wrócę. Jednak na razie mam wrażenie, jakbym musiał dorosnąć do takich romansów (jak właściwie klasyfikować twoje opowiadanie?).
    Więc, niestety, raczej nie zagłębię się w tę historię, choć jest cudownie napisana i z pewnością czekają w niej niesamowite wydarzeni, zwroty akcji i dramaty. Ale zachowam ją w pamięci, a adres bloga w komputerze, aby za jakieś dwa lata może zajrzeć.
    Pozdrawiam,
    Mentrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie jest romansem historycznym, ale też kryminałem, dramatem i erotykiem.

      Oczywiście nie mam za złe, bo szanuje ludzi, którzy odchodzą, gdy im się coś nie podoba lub zwyczajnie nie jest w ich guście. To jednak nie jest jedyne opowiadanie jakie tworze, więc gdybyś miała ochotę, to możesz zajrzeć na inne.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  47. Tak jak obiecałam, zajrzałam. Powiem Ci zże jestem zachwycona tym opowiadaniem. Mimo że to nie są ani trochę moje tematy, to bardzo mnie to zaciekawiło i na pewno będę śledzić Twojego bloga. Aczkolwiek kiedy go nadrobie, aby czytać na bieżąco... Nie mam pojęcia, bo czasu wolnego mam tylko szczyptę, a zajęć i obowiązków kilka garści. Tak czy siak będę czytać, powoli bo powoli, ale będę. Piszesz naprawdę dobrze. Miałam wrażenie, że to jest Książka, a nie wpis blogowy.
    Przez długi czas nie śmiem nazwać się blogerką...
    Tak czy siak, obserwuje Twojego bloga i już nie mogę się doczekać, aż znajdę czas na kolejny rozdział.

    Pozdrawiam, KatieKate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytania na bieżąco nigdy od nikogo nie wymagałem.
      Co do zajęć i obowiązków i czasu wolnego, to mamy podobnie, u mnie też panuje taka dysproporcja.
      Starałem się by było to nie opowiadanie, a powieść, ale do książki to mu wiele brakuje, przede wszystkim profesjonalnej korekty, poprawy literówek, pracy nad interpunkcją... itd, itp.
      Zapraszam zatem do zapoznania się z kolejnymi rozdziałami.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  48. Ta historia bardzo mnie wciągnęła. Czytam twoje rozdziały zamiast lalki którą mam omawiać we wtorek a nie jestem nawet w połowie
    Ale wracając to rozdziału. Historia jej dzieciństwa miłości z tym Willem była poruszająca. To urocze jak wiele można oddać dla miłość, może inaczej może ile można chcieć oddać dla miłości. Na początku myślałem że ten Hektor potraktuje ją jak wieśniaczka i jakoś ukarze ale to dobrze ze tego nie zrobił. Wydaje mi sie ze ona go jednak pokocha. Ze to nie bedzie małżeństwo dla korzyści czy zatuszowania grzechów przeszłości. Cyntia wydaje się byc niedostępna, oschła ale coś czuje że właśnie to przyciąga Hektora.
    Opisy które się tu pojawiają są wspaniale napisane. Sam pomysł jest świetny
    Na gratuluje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lalka" jest całkiem dobrą lekturą, osobiście uwielbiam, ale cieszę się, że moje opowiadanie z nią wygrało.
      Cyntia była młoda, głupia i nie do końca świadoma tego co czyni. Nie jestem pewny, czy umiałaby wyrzec się wygód i pieniędzy dla miłości do Willa, choć wtedy jej samej wydawało się, że byłaby w stanie to zrobić.
      Ja sam, osobiście uważam, że William był dla Cyntii młodzieńczym zauroczeniem, zaś Hektor stanie się dojrzałą namiętnością. Miejsce na miłość więc jeszcze pozostaje, być może dla któregoś z nich, albo dla trzeciego kandydata.
      Dziękuję za tyle ciepłych słów.

      Usuń
  49. Niezwykle wciągający pierwszy rozdział. Mamy tu całkiem sporo informacji i poznajemy bohaterów.
    Historia dzieciństwa Cyntiii i Williama była urocza, a potem opis rodzącego i rozkwitającego uczucia dopełnił wszystkiego. Szkoda, że zakończenie nie było już takie piękne, lecz tragiczne...
    Jeśli zaś chodzi o Cyntię i Hektora, mam mieszane uczucia. Sytuacja, w której się poznali była dość dziwna. Hektor zachowywał się okropnie. Momentami był nawet przerażający. Nie jestm nawet pewna, czy on do końca był tego świadom. Rozumiem, że Cyntia mogła trafić gorzej, ale jego zachowanie... No, na pewno nie było zachęcające. Dobra, nie chcę go zbyt pochopnie oceniać.
    Nie mogę też powiedzieć, żebym szczególną sympatią zapałała do Cyntii. Właściwie nie wiem dlaczego.
    W ogóle to mamcoraz większą ochotę zapaść się pod ziemię razem z tym, co piszę na swoim blogu. Tutaj wszystko jest takie dopracowane. Pojawiajà się nawet fragmenty wyjaśniające tajemnice instrumentów muzycznych czy elementy polityki. Chylę czoła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że spodobał ci się opis rozkwitającego uczucia Cyntii i Williama, bo o nich jeszcze będzie w różnych retrospekcjach.
      Natomiast co do Hektora. Jemu do domu włamała się obca baba, chciała coś być może ukraść, a on mimo wszystko, nie pozwolił jej wyjść na ziąb. Może nie był szczególnie przyjemny i przyjaźnie do niej nastawiony, ale jednak... on już ma taki charakter.
      Cyntia jest rozpuszczona i to widać już od pierwszych rozdziałów.
      Tajemnice instrumentów zaczerpnąłem z rozmowy, którą sam kiedyś z kimś toczyłem, a elementy polityki starożytnych Rzymian czy polityki Niemiec na początku XX wieku... jestem z zawodu historykiem sztuki, więc nie było to dla mnie trudne, o wiele gorzej jest z przecinkami, składnią, tymi romantycznymi opisami, bo romantyk ze mnie marny.

      Usuń
  50. Bardzo sympatyczny ten Hector. W ogóle niesamowite, że poznała go, jak zrozumiałam, w tym samym dniu, co została nakryta z Willem. Miała dziewczyna naprawdę szczęście, jeśli chodzi o ukrycie ciąży. Chociaż żeby nikt się nie domyślił, muszą się z Hectorem kochać lub pobrać w ciągu miesiąca. Hector jest dość władczy, ale to tylko dodaje mu męskości. A Cyntia... Trochę takie rozpuszczone, niezbyt wychowane dziecko. Chyba miała dość pobłażliwych rodziców jak na tamtą epokę. Podoba mi się w każdym razie interakcja między nimi. Jest jak ogień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień później go poznała, bo to jednak noc już była :) Miała szczęście w nieszczęściu, zwłaszcza, że mężczyzna wydaje się być nią zainteresowany.
      Z tym kochaniem się - zaciąganiem do łóżka, to będzie dalej sporo śmiechu, bo jak to Cyntia powie "przeklęta przyzwoitość".
      Czyli jednak twój typ męskich bohaterów w opowiadaniach to ten władczy, stanowczy, męski, a więc jest duża szansa, że Hektora polubisz.
      Cyntia miała bardzo pobłażliwego ojca i Hektor nieraz jej to wypomni na zasadzie "tatusiowi mogłaś skakać po głowie, mnie nie będziesz".
      Pozdrawiam i tak jak obiecałem, powracam do twojego opowiadania i ostatnich dwóch rozdziałów. Mam nadzieję, że trzeci masz już w drodze.

      Usuń
  51. Muszę przyznać, że naprawdę ciekawie się zaczyna. Sporo się dzieje w tym pierwszym rozdziale i już nie mogę się doczekać, by znaleźć chwilę na przeczytanie kolejnego. Zastanawiam się, czy Will pojawi się później (proszę nie spoilerować) i jak to wszystko się potoczy.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ciesz mnie, że wpadłaś/eś i że ci się podoba. Nie wiem czy czytałaś/eś wprowadzenie i prolog, bo są one bardzo ważne i odnoszą się do całości.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Jestem dziewczyną jak coś :)
      Czytałam, czytałam, ale nie miałam wcześniej chwili, by skomentować.

      Usuń

Czytam = Komentuję

Anonimowi – podpisujcie się!


Zapraszam was na swój blog autorski, gdzie znajduje się więcej informacji jak i opowiadań, oraz linków do nich: http://dariusz-tychon.blogspot.com/