wtorek, 9 lutego 2016

Prolog: Rok 1910


Zachęcam także do zapoznania się z wcześniejszym postem  Wprowadzenie: Na zły początek 


Mały pokój, którego ściany pokryte były starą, wyblakłą tapetą, w bladoróżowe tulipany, był niemal pusty. Znajdowała się w nim tylko jedna szafa z sosnowego drewna i pojedyncze łóżko, które stało pod samym oknem. Okryte było białym prześcieradłem. Naprzeciw łóżka, bujało się krzesło na biegunach. Młoda kobieta o jasnobrązowych włosach, siedziała na tym krześle, trzymała na kolanach czteroletniego chłopca, głaskała jego czarne jak smoła włosy i śpiewała bardzo smutną piosenkę. Maluszek był zasłuchany w słowa, jakby właśnie ktoś opowiadał mu najciekawszą z baśni. Co jakiś czas pociągał nosem i wycierał miejsce nad usteczkami haftowaną chusteczką, trzymaną w małej, bladej dłoni.
Śpisz? – zapytała kobieta niespodziewanie i niezwykle cicho.
Chłopczyk oparł głowę o jej ramie, odchylił ją do tyłu. Miał małe oczy, zaspane, ale walczył, by powieki nie opadły. Chciał wysłuchać piosenki do końca.
Nie – odpowiedział i pokręcił główką.
Źle się czujesz? – dopytywała. – Boli cię jeszcze gardełko?
Tloche. Dalej śpiewaj – polecił. Usadowił się wygodniej na jej kolanach, a ona otuliła go ramionami.
Cyntia śpiewała więc dalej. Skoro to go uspokajało, to nie potrafiła mu odmówić. Żałowała, że ona nie ma niczego co potrafiłoby wyciszyć jej myśli… jej dusze i umysł. Cóż, ona była dorosła, a główną cechą dorosłości, jest wiele problemów, na których rozwiązanie tracimy nadzieję z każdym dniem.
Pokój wypełniały odgłosy cichych słów piosenki o bezdomnym panu, karmiącym łabędzie:

Wczoraj widziałam jak tłum gapiów gęstniał
Pomóc nie mógł już nikt
Spokojne miał rysy gdy przy nim uklękłam
Płakałam tak bliski mi był
Och dziecko
gdybyś przeżyła tyle co ja

Teraz płynie niezwykłym zaprzęgiem
Do nieba wiezie go
Sześć par łabędzi
Ostatni mu oddaje hołd*(1)

Chłopiec w końcu usnął. Kobieta przeczesała swoje brązowe włosy. Zarzuciła je przy tym do tyłu, pilnując, by żaden kosmyk nie przeciął jej twarzy. Położyła malucha w błękitnej piżamce, w wyhaftowane misie, na łóżku i okryła kołdrą. Marsel trochę się pokręcił, ułożył tak, by było mu wygodnie, a potem już spał spokojnie. Śnił o lepszym świecie, choć nie miał pojęcia, że żyje na tym gorszym. Był tylko dzieckiem, niezdającym sobie sprawy z tego, ile za nim i nieświadomym niczego, co przed nim. Kobieta chwyciła za poduszkę, która leżała obok chłopca. Złapała ją w obie, drżące dłonie i zawisła z nią nad twarzą chłopczyka. Mała lampka rzucała cień na ścianę…
Cyntia rozpruła zaszytą poduszkę i wydobyła z niej pierzaste wnętrze. Następnie rozpoczęła przepakowywanie ubrań i kosztowności z niewygodnej, ciężkiej walizki do poszwy. Wiedziała, że chłopiec jest mały, w dodatku chory i nie da rady sam iść przez niewygodne tereny. Spodziewała się, że będzie musiała go nieść większą część drogi, a z walizką byłoby to niewygodne. Materiał poszwy mogła spokojnie związać i założyć na ramie czy zarzucić na plecy, dlatego wybrała takie rozwiązanie. Po skończonych przygotowaniach, na powrót usiadła w bujanym fotelu, powieki opadały, ale nie pozwoliła sobie na sen. Patrzyła na zegar. Dochodziła godzina druga po północy. Wciąż miała nadzieje... wciąż liczyła, na pojawienie się towarzysza, ale ten się spóźniał.

Pukanie do drzwi rozeszło się po całym pokoju, było niezwykle silne, wystraszyło Cyntie. Pierw ogarnął ją strach spowodowany zaskoczeniem, potem radość, że ten, którego wyczekuje się zjawił, ale pukanie nie ustępowało, było zbyt intensywne i nachalne. Już wtedy… przed otwarciem drzwi, wiedziała, że to nie Martin. Nie myliła się. Do pokoju wtargnęło dwóch mężczyzn, obaj wysocy i silni. Zaraz po nich, przez próg przeszedł starszy pan, grubszy i o wiele niższy od swoich współpracowników. Kobieta znała tego mężczyznę, przywitała się więc:
Witam detektywie. Czemu zawdzięczam wizytę policji o tak późnej porze? – zapytała niewinnie.
Chłopiec się przebudził, przecierał oczy dłońmi zaciśniętymi w piąstki i zastanawiał się czy to jawa, czy może jeszcze sen.
Moją wizytę o tak późnej porze, zawdzięcza pani mężowi – udzielił odpowiedzi wąsaty, starszy pan.
Zapadła niezręczna cisza, nikt się nie śmiał i niczym nie szeleścił, nawet nie stąpał. Wszyscy byli śmiertelnie poważni i nieco zasmuceni. Tylko na twarzyczce małego chłopca pojawił się promienny uśmiech. Spojrzał na wysokich panów policjantów, następnie na matkę i detektywa.
Tata nas odnalasł! – zawołał wesolutko. Wstał z łóżka i podbiegł do mamy. Pociągał za brzeg jej sukni co jakiś czas. – Mamusiu, to my już nie bawimy się z tatem w chowanego? – zapytał niezwykle uroczo. Był całkowicie nieświadomy powagi sytuacji.
Kobieta przykucnęła przy chłopczyku, zniżając się do jego poziomu. Chciała być mu równa. Zmusiła samą siebie do uśmiechu i dobrego słowa.
Już nie, tata wygrał, odnalazł nas. – Gdy to mówiła, poczuła łzy stojące w jej oczach. Spojrzała jeszcze z nadzieją na detektywa.
Proszę mi wierzyć, pani de Rodrigez, gdybym mógł postąpić inaczej, nie wahałbym się ani chwili, ale nie mogę. Pani mąż postawił mnie pod ścianą. – Mężczyzna sięgnął do kieszeni swoich spodni skrojonych na miarę. Wyjął z nich kartkę złożona na cztery. Rozłożył ją jednym wstrząśnięciem. – Tu ma pani nakaz poszukiwań. Opuściła pani dom małżeński, to bezprawne postępowanie. Jutro szukałyby panią i dziecko wszystkie patrole i posterunki policji, nie tylko w tym mieście, ale całym państwie, o ile też nie poza nim. Lepiej będzie jeśli to ja panią doprowadzę do męża, niżeli jutro miałby tego dokonać ktoś inny. Jutro zapewne przy pani boku byłby już kochanek.
Skąd pomysł, że… – zaczęła zbulwersowana kobieta, jednocześnie powstając z kucek.
Mężczyzna jednak tylko szepnął:
Ciii. – I przyłożył palec do ust.
Cyntia spojrzała na niego pytająco, nie rozumiała.
Skryjmy to milczeniem – wyjaśnił.
Skoro pan wie…
Ja nie wiem, ja tylko przypuszczam, droga pani. – Ponownie jej przerwał.
Dlaczego nie powie pan o swoich przypuszczeniach Hektorowi? – zapytała.
Detektyw się zamyślił. Patrzył na czterolatka, którego kobieta trzymała za rączkę. Zerknął na jej młodą twarz, bez żadnej zmarszczki i spojrzał głęboko w oczy.
Pani Rodrigez, zadaniem policji jest zaniżać statystyki przestępczości i zapobiegać zbrodniom, a nie je prowokować. Dalszą dyskusje uważam za zbędną. Odprowadzę panią do domu. Rupert, weź chłopca na ręce – polecił jednemu z policjantów.
Wysoki, muskularnie zbudowany mężczyzna, bez słowa sprzeciwu, pochylił się po malca. Trzymał go jedną dłonią pod paszkami, a drugą pod kolanami. Detektyw chwycił za kocyk leżący na ziemi, okrył nim gołe stopy chłopca i jego nóżki.
Cieszysz się, że wracasz do taty? – zapytał z uśmiechem.
Baldzo – odpowiedział chłopczyk i przeczesał swoje włosy paluszkami. Był to zwyczaj, który odziedziczył po ojcu.
Detektyw spojrzał na smutną kobietę, stojącą przy jego boku.
Przynajmniej jeden pożytek wyniknie z tego pani powrotu do męża. Radość pani dziecka. Panie przodem. – Wykonał gest zapraszający, by zachęcić ją do opuszczenia taniego, hotelowego pokoju.

Kamieniczka była przeogromna i wyglądała na niezwykle starą, choć odrestaurowaną. Płaskorzeźby w kształcie koron i postaci dziecięcych aniołów, umiejscowione były nad każdym oknem i pod każdym parapetem. Kolumny podtrzymywały jeden z większych balkonów, a taras pokryty śniegiem, prezentował się doskonale. Hektor kochał biel, która spadała z nieba, dlatego zakazał ogrodnikom odgarniania posesji przed swoją kamienicą. Uważał, że śnieg nie zabija i nikomu nie stanie się krzywda z powodu, że skrzypi pod butami. Kochał biel śniegu jeszcze z jednego powodu – to Cyntia pierwsza mu go pokazała i pozwoliła zrozumieć, poczuć.
Mężczyzna stał w otoczeniu ciężkich mebli i perskich dywanów, ze szklanką w dłoni. Alkohol płynął po jego języku spokojnie, niczym ocean w słoneczny dzień, by po chwili wedrzeć się do gardła jak wściekły pies, pragnący wydostać się z klatki. Odłożył naczynie na komodę. Wyprostował się i przeciągnął, nieco przy tym wypinając swój płaski brzuch do przodu. Przetarł oczy dwoma palcami i zerknął w mrozem skute szyby. Niewiele mógł przez nie dojrzeć. Zapiął więc swoją koszule i narzucił na plecy brunatną kamizelkę. Wyszedł do przedpokoju i zawołał służącą, która właśnie polerowała pozłacane poręczę.
Proszę przekazać Mateo, by dorzucił więcej do pieca – rzekł do kobiety, odzianej w granatową suknie, z białym fartuszkiem na przedzie.
Jak sobie jaśnie pan życzy, tylko… albo…
Spokojnie, Kamilo – przerwał zakłopotanej służącej. – Czy coś się dzieje? Wiem, że jesteś tu nowa, ale powiedz. Nie krępuj się. – Zachęcił młodą brunetkę delikatnym uśmiechem.
Mateo chciał dorzucić więcej do pieca, ale boi się, że braknie mu drew. Kopalnia opóźnia roboty z wydobyciem węgla.
Rozumiem. A las? A drzewa? Są ścięte i zalegają na podwórku. – Hektor zmarszczył brwi, zawsze tak czynił gdy czegoś nie rozumiał, a bardzo nie lubił czuć zakłopotania i niewiedzy. Przywykł do tego, że na każde postawione przez niego pytanie, dostaje niemalże natychmiastową odpowiedź.
Pan będzie zły, ale…
Mów. – Stanowczy ton i przymknięte oczy wskazywały na jego irytacje, ale rozluźnione pięści, niezaciśnięte usta i spojrzenie w ziemie, sugerowały jednoznacznie zmęczenie i rezygnacje. Dwa sprzeczne uczucia, które nigdy nie powinny gościć w jednej duszy równocześnie.
Ludzie się pochorowali, brak rąk do pracy – wyjaśniła Kamila drżącym głosem.
Hektor przemyślał sprawę bardzo szybko, bo i bez marnowania czasu miał gotowe rozwiązanie tego problemu. Wiedział, że musi podołać. Jego żona zniknęła, wraz z ich wspólnym synem. Policja mogła ich przyprowadzić w każdej chwili. Marselowi od dwóch dni dokuczała wysoka gorączka i przeziębienie, wiedział, że gdy powróci do domu, nie może marznąć, zwłaszcza, że nie wiadomo czy Cyntia zadbała o jego zdrowie i godziwe warunki.
Hektor nabrał więc powietrza do płuc. Wypuścił je, wzdychając.
Niech Mateo dołoży do pieca. Niech czyni tak bez obaw. Jutro sam podwinę rękawy i chwycę za siekierę, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zaangażuje też większą ilość służby do tego zadania. Jestem pewny, że mój szwagier także nie boi się ciężkiej pracy.
Ale jak to tak, by pan Martin i pan…
Nic się nie martw. – Pokręcił prędko głową. – Nawykłem do ciężkiej pracy. – Wykonał krok do przodu, zmniejszył dystans między sobą a kobietą. Położył swoją lewą dłoń na jej ramieniu. – I połóż się, wypocznij. Wypolerujesz tę poręcz rano.
Pańska żona…
Moja żona w tym temacie nie ma nic do powiedzenia – rzekł stanowczo i minął kobietę.
Obejrzała się za nim, z uwielbieniem w oczach.
Nie ma się co dziwić Kamili Peterwas. Hektor podobał się kobietom. Szerokie, muskularne ramiona. Większy, ale nieprzesadny zarost. Krótkie, czarne włosy. Do tego wszystkiego dochodził niezwykle męski ton i pewność niemal w każdym wypowiedzianym słowie. Kolejnymi cechami osobowości i zachowań Hektora był iście mocny krok, dobrotliwy uśmiech i nienaganne maniery.
Panie Rodrigez! – krzyknął Florian. Był kucharzem, w restauracji umiejscowionej na parterze. Często odbywały się w niej huczne wesela i inne uroczystości.
Dlaczegóż tak wrzeszczysz? – zapytał Hektor, z brakiem zaciekawienia w głosie.
Bardzo pana przepraszam za ton, ale pańska żona w asyście policji…
Jest tu!?
Tak, już są na schodach – odpowiedział, dukając.
Dziękuję za informacje. – Hektor zostawił pracownika na środku korytarza, a sam udał się w kierunku schodów. Stanął na ich szczycie. – Proszę dać mi syna – rzekł twardo do mężczyzny niosącego chłopca. Na żonę tylko rzucił gniewnym spojrzeniem, po czym przytulił malca do siebie.
Panie Rodrigez, melduje wypełnienie obowiązków służbowych, pańska żona została przeze mnie doprowadzona do…
Przecież widzę – warknął do detektywa. Obrócił się na pięcie i skierował wraz z chłopcem na rękach do pokoju. – Jesteś przemarznięty. Nie zimno ci, mój mały? – zapytał, z wargami tuż przy uchu Marsela.
Tak tylko troszku – odpowiedział z lekkim uśmiechem czterolatek.
Mężczyzna wciąż niosąc syna na rękach, otworzył drzwi delikatnie nogą, te same, które wcześniej pozostawił uchylone. Minął salon, przeszedł po perskim dywanie i dotarł do dużych, dwuskrzydłowych drzwi. Rozsunął jedno skrzydło i stanął nad łóżkiem syna. Miało wysokie barierki dla bezpieczeństwa, by mały nie spadł na podłogę podczas snu. W barierce po lewej stronie, było też wycięte wejście, nie tylko by ułatwić chłopcu opuszczanie posłania, ale także by któreś z dorosłych mogło usiąść na jego łóżku i utulić go do snu. Maluch z radością zatopił się w miękkiej, puszystej pierzynie.
Czekaj, przykryję cię bardziej, byś nie zmarzł i mocniej się nie pochorował. – Jak powiedział, tak uczynił. Przykrył chłopca, nie tylko pierzyną, ale także otulił kocem pod samą szyje. – Podobała ci się przygoda, łobuzie? – zapytał, z ciepłym uśmiechem.
Trochę tylko, bo zimno trochę też – odpowiedział, pocierając zmęczone i zaspane oczko. Drugie miał już skryte pod powieką.
Cały czas byłeś w piżamce? – podpytywał.
Calutki.
Nie miałeś na sobie płaszczyka ani sweterka?
Nic, tylko to i kocyk – odpowiedział Marsel. – Jutro też się ze mną pobawisz w chowanego?
Tak. Jeśli tylko będziesz się dobrze czuł, to tak. Śpij już. – Hektor pochylił się nad chłopcem, musnął jego czoło swoimi drżącymi ze zdenerwowania wargami i po raz kolejny sprawdził czy maluch jest porządnie okryty. Dotknął także jego stóp, by upewnić się czy nie są lodowate. Nie uznał ich za wystarczająco ciepłe, dlatego śpiącemu synowi założył grube, wełniane skarpetki i ponownie okrył szczelnie pierzyną, a następnie kocykiem.
Kocham cię tatusiu – usłyszał od pół-śpiącego, czteroletniego chłopca.

Kobieta, wraz z detektywem, stała pod drzwiami, które prowadziły do jej małżeńskiego pokoju, z dwiema sypialniami. Reszta policjantów została na dole, gdzie gospodyni poczęstowała ich kanapkami na ciepło. Byli zachwyceni. Wąsaty, starszy pan spojrzał na Cyntie i nie wiedział, jak postąpić. Z jednej strony bardzo nie chciał się wtrącać, z drugiej było mu jej zwyczajnie żal.
Może wejść tam z panią? – zaproponował pytająco, choć bardzo nie lubił się mieszać w sprawy małżeńskie, zwłaszcza, że sam był kawalerem i tak naprawdę, o związkach małżeńskich nie miał bladego pojęcia.
Nie, nie trzeba – odpowiedziała niepewnym i nieprzyjemnym tonem. – Bardzo dziękuje za to, że chce mi pan pomóc – rzekła, już znacznie milej.
Dla mnie to żaden kłopot. Mogę także pomówić z mężem.
Nie, naprawdę nie trzeba. Doceniam chęci, ale to mój problem, to ja naważyłam tego piwa.
Podziwiam odwagę. – Detektyw uśmiechnął się ciepło.
Cyntia położyła dłoń na klamce i nacisnęła ją w dół. Hektor zdawał się jakby tylko na to czekać. Otworzył drzwi ostrym szarpnięciem. Wychylił się na korytarz tylko głową.
Panu już podziękujemy – zwrócił się do starszego mężczyzny. – Zapraszam – to słowo skierował do kobiety i otworzył drzwi znacznie szerzej. Wyczekiwał tuż przy futrynie, aż przekroczy próg. Następnie zamknął drzwi i przekręcił klucz w zamku.
Potrafię zrozumieć naprawdę wiele – zaczął, starając się pozbyć śladu łez z oczu. – Potrafię zrozumieć to, że chciałaś ode mnie odejść…
W takim razie mnie uwolnij – zaproponowała szybko.
Hektor zapobiegawczo oddalił się kilka kroków od żony i oparł o komodę, stojącą w przeciwległym krańcu pokoju. Pokiwał palcem w lewo i w prawo, zdradzając tym gestem swoje zdenerwowanie.
Potrafię zrozumieć, to nie to samo, co potrafię zaakceptować – wyjaśnił twardo.
Kobieta milczała. Stała sztywno, jakby uczestniczyła w rozprawie i właśnie oczekiwała wyroku. Bała się tego, jaki zapadnie.
Jednak Cyntio, jaką ty jesteś matką? – zapytał z krzywym uśmiechem i niedowierzaniem w głosie. – Pominę fakt, że chciałaś pozbawić dziecko ojca, a mnie syna, ale Marsel jest chory. Widziałaś, jak źle z nim było poprzedniej nocy! – uniósł się. – Jeśli nabawi się zapalenia płuc, może umrzeć. Urodził się za wcześnie, jest chorowitym dzieckiem, a ty go jeszcze narażasz!?
Możesz nie krzy…
Uderzenie pięści o blat komody, przerwało Cyntii wypowiedź. Zatrzęsła się w przestrachu i z powodu zaskoczenia. Zamilkła, widząc gniew w oczach męża.
Hektor dłuższą chwilę zbierał myśli, na skutek czego w pomieszczeniu panowała niemal grobowa cisza. Cyntia tylko niekiedy nerwowo przestępowała z nogi na nogę, a jej obcasiki stukały o drewniany parkiet.
Nie potrafisz zrozumieć, że ty i Marsel jesteście dla mnie wszystkim, co mam?
Masz fabrykę, samochód…
To nieważne! To nic niewarte rzeczy! Nie zastąpią mi syna ani żony. Jaki był powód ucieczki? Kaprys? – dopytywał.
Kto ci powiedział? Kto cię zbudził? – Patrzyła na niego zmartwionym wzrokiem.
A czy to ważne?
Zadajesz pytania i żądasz odpowiedzi, dlaczego sam nie stosujesz się do reguł własnej gry!? – zadała pytanie, krzycząc tak, że jej głos odbił się od ścian pokrytych ciemnym, zielonym kolorem.
Hektor jednak milczał, nawet nie ruszył się z miejsca.
Zadałam pytanie, kto ci powiedział o tym, że wyszłam i że wzięłam Marsela!? – Cyntia nie spuszczała z tonu.
Hektor zrobił krok do przodu, następnie kolejny i tak w bardzo wolnym tempie, zbliżał się do żony.
Stój! – rozkazała. – Nie podchodź! – Cofnęła się nerwowo, wpadła plecami na szafę wolnostojącą, następnie na ścianę tuż przy oknie. – Hektor, prosiłam, byś się nie zbliżał. – Niespodziewanie łzy stanęły w jej oczach.
Mężczyzna przystanął.
Nie, najdroższa, ty nie prosiłaś, ty rozkazałaś. Na dodatek uczyniłaś to krzycząc. Nie zamierzam tolerować takiego tonu u mojej żony – uprzedził.
Powiedz, proszę, kto ci powiedział o tym, że opuściłam dom?
Martin – wyjawił.
Kobieta była zdziwiona, wręcz zszokowana.
Tak, dobrze słyszysz. Twój brat. Nawet twoja rodzina jest po mojej stronie. Nie masz tutaj już ani jednego sprzymierzeńca.
Cyntii łza potoczyła się po policzku. Zdrada najbliższego… zdrada rodziny bolała najbardziej.
Wiesz, co ludzie mówią za plecami? Że wymykasz się potajemnie do kochanka. Głoszą różne spekulacje. Mam w nie wierzyć?
Nie wiem. – Wzruszyła ramionami.
Chcesz, bym w nie uwierzył?
Zrób jak uważasz. – Patrzyła się na dywan, wzrok miała w niego dosłownie wbity, a głowę lekko skierowaną w lewo. Jej postawa zdradzała obojętność.
Ja sądzę, że to była tylko taka demonstracja z twojej strony. Coś ci się nie spodobało i postanowiłaś dać mi nauczkę. Pokazać, na ile cię stać i do czego jesteś zdolna. Przykro tylko, że byłaś w stanie posłużyć się do tego celu naszym synem.
A gdyby nie był nasz? – zapytała nagle, spoglądając mu w twarz.
Co p… p… po…powiedziałaś? – zająknął się, choć nie miał tego w zwyczaju.
Gdyby Marsel nie był twoim synem? – zapytała wprost.
Nigdy bym w to nie uwierzył i teraz także w to nie wierzę. Mówisz tak tylko, by mnie zabolało. Jesteś w tej chwili bezduszna.
Bo chcę ci zadać ból?
Nie, Cyntio. Zapewne masz więcej powodów, niż palców u rąk, by mnie krzywdzić. Jednak czy masz choć jeden powód, by krzywdzić Marsela?
Młoda kobieta pokręciła głową.
Jak ty nic nie rozumiesz – powiedziała, jakby do siebie. – A jakby plotki były prawdą? Co jeśli miałabym kochanka, a Marsel nie byłby twym dzieckiem?
Hektor uśmiechnął się pod nosem, zmarszczył brwi, następnie wystrzelił je w górę, w kierunku swoich gęstych, choć krótkich włosów.
Nie musisz wymyślać takich głupot, bo i tak cię nie odeślę. Nie patrz się tak. Po twoim poczynaniu, powinienem to zrobić, ale darze zbyt wielkim szacunkiem twą matkę i mam poszanowanie dla pamięci o twym ojcu, dlatego zostaniesz przy mnie i nie będę zawierzał tym bredniom. Po odesłaniu byłabyś nikim, nic niewartą, puszczalską suką, której nie zechciał nawet mąż. Nie chcesz takiego życia i ja dla ciebie nie chcę takiego życia. Nie taką matkę ma mieć mój syn – wyjaśnił ostro, ale bez zbędnych porywów gniewu. Jego wypowiedź była po prostu rzeczowa.
A gdyby nie był twój? Gdyby kochanek był prawdą? – naciskała.
Hektor pokonał dystans jaki dzielił go od żony.
W życiu nie uwierzę, że Marsel nie jest moim dzieckiem – rzucił kobiecie prosto w twarz. – Sprawę twego kochanka pozostawiam tematem otwartym między nami, jednak wybacz, dzisiejszej nocy nie mam już ochoty na żadną rozmowę z tobą, choćby najmniejszą. – Uśmiechnął się cynicznie. Chwycił za karafkę stojącą na komodzie obok kobiety. Odkorkował ją. Odstawił kryształowy korek na blat z ciężkiego drewna, a sam wyszedł, trzaskając przy tym drzwiami. Był już na schodach, gdy postanowił zawrócić.
Jego żona nadal stała w tym samym miejscu, w jakim się znajdowała, gdy wychodził. Spojrzał na nią, uśmiechnął się krzywo.
Liczę na to, że kiedy powrócę do izby, to nadal w niej będziesz. Najlepiej już w łóżku. – Podszedł, chwycił w dwa palce jej podbródek i zmusił, by spojrzała mu w twarz. – Ze względu na twoje zachowanie w ostatnim czasie, prosiłbym cię, byś nie opuszczała nazbyt często naszego pokoju, a o każdym wyjściu, nawet tym do ogrodu, mam być przez ciebie informowany i wyrazić na nie zgodę. Bez mojego pozwolenia, nie chcę cię widzieć choćby krok za progiem drzwi wejściowych. Rozumiemy się, najdroższa?
Cyntia milczała, chwycił więc drugą dłonią za jej ramię i mocniej zacisnął na nim palce.
Hektor, puść – zawołała słabo, jakby nie miała już siły na walkę, na jakikolwiek sprzeciw i krzyk.
W efekcie mężczyzna ścisnął jeszcze mocniej.
Hektor, proszę – zaskomlała.
Włożył jeszcze większy nacisk na swoje palce, cały czas nie spuszczając twarzy kobiety ze swoich oczu.
Zostaną siniaki…. – Poczuła taki ból, że kolana się pod nią ugięły.
Nie usłyszałem jeszcze odpowiedzi na pytanie – wyjaśnił statecznie, w wielkim opanowaniu.
Zrozumiałam – udzieliła mu odpowiedzi. Łzy potoczyły się po jej policzku.
Scałował jedną z nich.
Bardzo nie lubię, gdy płaczesz – wyjawił, ze znaczną dozą smutku w głosie i opuścił pokój.

Cyntia przywarła plecami do lodowatej ściany, osunęła się po niej, aż w końcu jej pupa dotknęła zimnego parkietu. Podkuliła kolana pod brodę i zapłakała.
Hektor w tym czasie zmierzał schodami w dół. Minął jednego z służących – tego który zajmował się ogrodem i drobnymi pracami naprawczymi.
Paul, mam prośbę – rzekł i odwrócił się w stronę brodatego mężczyzny, odzianego w robocze, choć czyste i schludne ubranie.
Słucham pana. – Paul był skupiony na słowach szefa.
Obserwuj dyskretnie pokój mojej rodziny, dopóki nie powrócę. Prosiłbym też o to, by ta prośba pozostała między nami.
Jak tylko pan życzy. – Brunet ukłonił się delikatnie, następnie odwrócił plecami do Hektora i skierował swoje kroki pod drzwi, które dumnie zdobiła tabliczka z napisem: Pokój państwa Rodrigez.

*(1) Piosenka Edyty Bartosiewicz – Dziecko


Zapraszam także do kolejnego postu  Rozdział 1: Drogą przypadku


115 komentarzy:

  1. Hektor moim zdaniem powinien pozwolić jej odejść.Wątpię,że będą jeszcze szczęśliwą rodziną a Cyntia może nie poprzestać na tej jednej ucieczce i następnym razem finał takiej wyprawy może być o wiele gorszy.Chociaż szczerze wątpię,że ona się kiedykolwiek od niego uwolni.Jednak zamykanie żony w domu i zabranianie jej wychodzenia bez pozwolenia raczej nie jest dobrym sposobem by zatrzymać ją przy sobie.
    Mały Marselek jest naprawdę bardzo przywiązany do ojca,chyba lepiej przeżyłby gdyby to matka zniknęła,niż gdyby nagle Hektora zabrakło bo mamusi się zachciało uciekać.
    Może i Hekt nie jest idealnym mężem ale za to ojcem jest świetnym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na to że Hektor pozwoli jej odejść to raczej nie ma co liczyć. Ja to jestem ciekawa czy Cyntia w tym momencie ma kochanka, a jeśli tak to kto nim jest.
    Właściwie to patrząc na tą część z perspektywy kolejnych rozdziałów to mam wrażenie że Hektorowi przestało zależeć na Cyntii i poddał się w staraniu o jej miłość. Teraz to raczej kieruje nim zasada jesteś moja i nie będziesz niczyja inna po mimo że żadne z nas nie będzie szczęśliwe...
    Jednak trzeba mu oddać ojcem jest świetnym i rzeczywiście Marselek jest do niego bardzo przywiązany.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli ona go nie kocha, to niech go zostawi, odejdzie, ale syna zostawi, widać że on bardzo kocha syna, a syn jego. Na żonie też mu zależy, ale nie powinien ją tak traktować, poprzez ból zmusił do odpowiedzi na pytanie.
    Wiola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były czasy, gdy małżeństwo i przysięga przed Bogiem jeszcze coś znaczyły. Kobieta nie mogła po prostu tak bez powodów opuścić męża, a żaden mąż nie pozwoliłby żonie odejść, bo tym przyznałby się do porażki. Nie wierze, że kochająca matka opuściłaby własne dziecko. Zwłaszcza, że w tamtych czasach nie było zasądzonych alimentów i wizyt odwiedzin. W amtych czasach zdrada była nie tylko pokusą, ale i przestępstwem. Gdyby Hektor wyrzekł się żony to zabrałby dziecko od niej jak najdalej, i żaden sąd w tym by mu nie przeszkodził, bo to ona byłaby winna rozwaleniu małżeństwa. Pamiętaj, że powieść jest o początkach XX wieku, a nie o czasach, w których my żyjemy. Tamte czasy od naszych nie różniły się tylko i wyłącznie ubiorem.oraz wystrojem wnętrz, panowały inne zasady, dzieci odbierały inne wychowanie, najczęściej zachowana zostawała hierarchia.

      Usuń
  4. Jest jeszcze sporo literówek i błędów. Na przykład:
    Spisz? – zapytała kobieta - Śpisz

    Zastanawia mnie, dlaczego Hektor jest tu taki spokojny, a jak uciekła po raz pierwszy, to się pienił, szarpał, rzucał, awanturował.
    Co do opuszczenia męża, to Cyntia ma powód. A Marsela Hektor nie moze zabrać, bo nie jest ojcem. A gdyby dobrze rozegrała sprawę, wina byłaby po stronie Hektora. Nie jest tak, że kobieta nic nie może, nie wie, nie ma praw. W XX wieku kobieta była obywatelem, płaciła podatki, prowadziła interesy, była partnerem biznesowym, była też wykształcona. A na pewno nie ponosiła winy za całe zło świata. Po prostu Cyntia musi znaleźć sposób na Hektora. Może też się z nim dogadać. Ale to już kwestia do dyskusji. Maja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Cyntia miałaby udowodnić, że Marsel nie jest synem Hektora? Testów DNA wtedy nie robili, a zapewne wszyscy potwierdziliby, że mały urodził się po ślubie i że Cyntia nie miała innego mężczyzny, sam Hektor uważa, że jego żona była dziewicą, uznał to dziecko na chrzcie. Cyntia mogłaby wygrać z Hektorem, ale nie sama. Nie mówię, że ona nie a praw, ale że musi mieć lepszy powód do rozwiązania małżeństwa niż kochanek. Musi mieć powód, w którym winę ponosi Hektor, a przecież nie zarzuci mu tego, że dopuścił się rękoczynu, czy że korzystał ze swoich praw. I nie obwiniam kobiet za całe zło świata.

      Usuń
    2. Pytasz,żeby podyskutować, czyżeby użyć do tekstu? Bo to różnica. Dyskusja meże być gdybaniem i fantazjowaniem, a do tekstu trzeba się dostosować.
      Kochanek nie jest powodem, nie jej kochanek, może jego kochanka. Mogłaby przekupić jakąś dziewczynę, żeby zeznała przeciwko Hektorowi. To przykład tylko. Pobicie, bo tego dopuścił się Hektor, nie jest jego prawem. Żadne prawo nie dawało mężczyźnie możliwości rękoczynów. Nie ma takiego zapisu. I o ile sąd nie robiłby sobie nic z klapsa, to pobicie z obrażeniami na twarzy już musiałby poważnie potraktować, a sińce widział cały dom. Słyszał też awantury. Idąc dalej, gwałt zawsze był gwałtem. Na żonie też. Co prawda trudno to udowodnić, ale zmuszanie do współżycia jest łamaniem przysięgi małżeńskiej, a heltor ślubował uczciwość małżeńską. Więc gwałcąc, wymagając, kiedy ona nie chce, łamię przysięgę, tak samo jak zdrada. Łamie warunki przysięgi. Każdy ksiądz Ci to powie. To raz. A dwa, ślub kościelny i cywilny to różne sprawy. O ile małżeństwo kościelne było świętością, prawo cywilne działało osobno.
      Udowodnienie braku ojcostwa jest możliwe, bo Marsel jest do Willa podobny. Will mógłby pomóc, uznać syna. Znaczy nie wiem czy będzie chciał, czy będzie żył i takie tam, ale jest możliwe udowodnienie bez DNA. Domownicy wiedzieli też, że Cyntia jest w ciąży przed ślubem. Wiedzieli wszyscy.
      I zastanawia mnie, dlaczego nagle wszyscy się od Cyntii odwrócili. Co ona takiego zrobiła?

      Usuń
    3. Pytam żeby użyć do tekstu. Zawsze mi się wydawało, że żona ma obowiązek sypiać z mężem i mąż ma prawo tego wymagać, ale mogłem się mylić. Hektor jej jeszcze nie zgwałcił, był taki jeden mój zamysł, nawet na moim oficjalnym blogu umieściłem fragment, ale nie wiem czy do gwałtu dojdzie, nawet nie wiem czy dojdzie do tego wielkiego pobicia (chyba nie chcę jednak robić z niego drania, nie aż takiego). Co do historii, miałem pomysł na kilka zakończeń. Jednak Hektor jest dobrym ojcem i Cyntia, z resztą nie tylko Cyntia, ale każdy kto by zeznał, że to syn Williama miałby na sumieniu nieszczęście tego chłopca. W jednym z zakończeń Cyntia miała męża postrzelić, trafić do więzienia, potem William go dogonić i chcieć zastrzelić, ale Marsel by podszedł... chłopiec by zginął, Hektor w furii zabiłby Willa, a Cyntia mogła całą trójkę już tylko odwiedzać na cmentarzu, ale to chyba byłoby za dramatyczne rozwiązanie :-) (ja tak tylko gdybałem o tych zakończeniach). Cyntia nigdy nie miała oparcia w matce, bo ta wybiera zawsze stronę silniejszego, bo nie lubi przegrywać, dlatego w pewnej chwili zgodzi się nawet na pomoc Williamowi. Julia... na nią Hektor zawsze miał haka, poza tym kupiła sobie dziecko. Tak naprawdę cała nadzieja Cyntii byłaby w bracie, w Martinie, bo on jako jedyny wyraża prawość w tej rodzinie i dąży do sprawiedliwości, a nie tylko do własnych interesów.

      Usuń
    4. Ale Cyntia ma też rodzonego brata, tego, co lata z nożem. Nie wiem, kim on jest. Może właśnie on? Bo Martin już ją zdradził, uniemożliwił ucieczkę. Swoją drogą, ciekawe dlaczego.

      Usuń
    5. Ten co lata z nożem i strzelbami przypominam, że w pierwotnej wersji powieści chciał ją zabić. Taki braciszek z pewnością okaże się pomocny... - wybacz sarkazmik, ale ja tak tylko sobie gdybam i żartuje.

      Usuń
    6. Wtedy mógł nie wiedzieć, że mają wspólnego ojca. Oczywiście wszystko zależy od tego, jakie ma motywacje i jak go sobie zaplanowałeś. O ile w ogóle go zaplanowałeś jakoś. Cyntii na pewno by się przydał ktoś bliski, tak naprawdę bliski. Pomyślałam nawet, że ten brat, to ksiądz Paweł :)

      Usuń
  5. I jeszcze piosenki. No, jednak czas powieści wymagałby nie używania współczesnych. Edyta Bartosiewicz chyba nie była wtedy nawet w planach, co? Jest poezja z tych lat, myślę,że warto coś dobrać, żeby epoka się zgadzała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie też o tym myślałem, ale uznałem, że można jednak użyć tego co współczesne, przecież bohaterowie nie mówią czyje to są słowa, z wyjątkiem słów rozpoczynających wojnę galilejską. Ja musiałem wypisać czyje to piosenki, bo nie mogę przypisać tych słów sobie, ale... nie wiem czy piszę dość jasno, bo ciężko mi ubrać myśli w słowa. To nie jest tak,że w tamtych czasach była mechaniczna muzyka i Edyta Bartosiewicz, postanowiłem po prostu dać słowa jej piosenki do mojej powieści, choć wiem, że czas się nie zgadza, ale przeciez nikt nie wspomina kiedy ta piosenka została nagrana, a jedynie są słowa, w przypadku Edyty Bartosiewicz jest to po prostu kołysanka jaką Cyntia zaśpiewała Marselowi, nie ma znaczenia z jakiego wieku ona pochodzi, bo według powieści ona pochodzi z czasów powieści. Boże jak ja się zapętliłem...

      Usuń
    2. A co z Wojtusiem, co mu mruga iskiereczka i kotkami dwoma? Ja wiem, że oklepane, ale takie kołysanki się śpiewało i śpiewa do dziś. Hektor mógłby też zaśpiewać coś z poezji hiszpańskiej XX w. Ja jednak jestem za wiernością epoce. Chociaż to Twój tekst. Nie znam narodowości Cyntii. Było jeszcze o Wiśle i matce, co się nad kolebką pochylała.

      Usuń
    3. Przemyślę to - chodzi o pioseneczki.
      Co do narodowości, to sprawa była prosta Brown jest Anglikiem, Hektor Hiszpanem, Laura Francuzką, a... no i tu prosta sprawa dobiega końca. Przez chwile zastanawiałem się czy nie dać Cyntii polskiego obywatelstwa, choć dałem jej nie polskie imię, to mogłoby być związane z narodowością jej ojca. Przez chwile miałem pomysł, że powieść będzie się kończyła wojną światową w Polsce i Cyntia z Hektorem i dziećmi po prostu uciekną. Potem myślałem o Włochach, choć Montenegro to Hiszpańskie nazwisko... Tak więc nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji co do narodowości Cynii i jej rodziny.

      Usuń
    4. Polskie korzenie i udział w powstaniu mogłyby być wielką tajemnicą Juliana. A później w obawie przed represjami przejęcie czyjejś tożsamości. Byłoby ciekawie. I list, który dostarcza Cyntii ktoś, kto zawdzięcza życie ojcu. Może ten ktoś mógłby pomóc w ucieczce i uwolnieniu od Hektora, taki dług honorowy? Może nawet jednym z kamratów Juliana z powstania mógłby być biologiczny ojciec Cyntii i, na przykład, Julian mógłby mu coś zawdzięczać, dlatego pokochał nie swoją córkę.I Kołysanka o Wiśle, która może się pojawić jako wspomnienie z dzieciństwa. Obywatelstwa polskiego mieć nie może, bo Polski jako takiej nie było, ale byli Polacy. W każdym razie osadzenie w historii i wyjście poza intrygi rodzinne na pewno dodałoby tekstowi wartości. Maja

      Usuń
    5. Zastanowię się nad tym. Mówią o polskich korzeniach, chodziło mi o to co płynie w krwi. Póki co jednak Cyntia uważa, że ma Angielskie i Włoskie korzenie :)

      Dlaczego z góry zakładasz, że ona musi przed Rodrigezem uciekać?

      Usuń
    6. Bo to drań i damski bokser. Chyba że go zmienisz, ale wtedy to jaka będzie przyczyna jej zmiany? Bo nie Will, który się zrobił kimś innym.

      Usuń
    7. Nie do końca go zamienię. Chcę jedynie jemu zostawić tę klasę, którą ma na początku pomimo draństwa. Cyntia może chcieć go zostawić przez przeszłość, albo po prostu się zakochać, nie zauroczyć jak w Williamie, ale zakochać, pierwszy raz tak mocno i naprawdę. Spekulacji jest wiele. Póki co wiem, że nie chce by Hektor tak Cyntię zbił... policzek to jedno, klaps to drugie, ale nie trzaskanie ile wlezie po pysku, to jemu jednak nie pasowało. Williama zmiana też ma swoje motywy. A księdza Pawła skryje na razie pod płachtą milczenia, bo ty już widzę słyszysz dzwony, ale jeszcze mylisz kościoły. Przyda się jednak nawet tobie jakiś element zaskoczenia. Chcę też wyprostować sprawę z Susaną i Gracjanem, nie pomijać motywu Aurelii i Martina, a co najważniejsze to Bastiana, Laury i Willa musi być więcej :)
      Rozdziałów będzie około 50-100, zależy jak je podzielę i czy wszystkie pomysły wykorzystam.

      Usuń
  6. Dziwnie czyta mi się prolog, wiedząc właściwie, co będzie się toczyło dalej.
    Co do dopieszczania tej powieści, to bardzo mi się ten pomysł podoba, ale co za tym idzie - rozdziały będę nadrabiać powoli i postaram się wytykać błędy jeżeli takowe zauważę :) Poza tym nadrabiać będę tak jak czas i siła mi pozwoli.
    Poza tym w tej części nie znalazłam błędów. Nie byłam pewna kilku przecinków, ale nie wytykam ich bo nie sama nie jestem w tym dobra.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu po długim czasie zdecydowałam się zacząć czytać kolejną i jak sadzę już po prologu, uzależniająca historię :) Zbędnym jest chyba pisać, że mnie zachwyciła, ale żeby było jasne: tak wkręciłam się :) I muszę przyznać już na samym początku, że jakościowo jest o wiele lepiej.

    Cyntia jako matka mało odpowiedzialnie postąpiła i zastanawiam się czy przy tej ucieczce nie myślała w większej części o sobie mimo, że kocha syna.
    Skoro wspomniała o zdradzie i o tym, że to nie jest dziecko Hektora to pewnie tak jest, bo po co by mu to mówiła.
    Hektora polubiłam. Może i nie jest doskonałym mężem, ale za to w roli ojca sprawdza się rewelacyjnie. Kocha zarówno ją jak i jego. Nie wiem tylko czy dobry sposób wybrał na zatrzymanie przy sobie żony. Siłą, groźbą, zakazami raczej ją od siebie odsunie i sprawi, że go znienawidzi.
    W jego działaniu widać też troskę, ale nie wiem czy o ich wspólne dobro, czy raczej o własny interes. Wiem natomiast na pewno, że nigdy nie pozwoli jej zabrać Marsela i sobie go odebrać.
    Zauważyłam to już wcześniej, że rewelacyjnie wychodzi Ci przedstawianie dzieciaków i tu też, od samego początku można małego uwielbiać :)
    Nie pozostaje mi nic innego jak czytać dalej bo już wiem, że warto i nie będzie to zmarnowany czas :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak się chyba zaczynała Granica, lektura szkolna. Początek był końcem. W tej lekturze nie mogłam się połapać, ale JiŚ uwielbiam. Zdziwiłam się, że to Martin poinformował Hektora o ucieczce Cynti, jaki.miał w tym cel? Nie chce mi się wierzyć, że tak bardzo polubił szwagra. Hektor to bardzo twardy facet, aż za bardzo skoro nie pozwala żonie odejść i chce ją zatrzymać na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cynita zachowała sie bardzo nie odpowiedzialnie jednak widac ze kocha swojego synka, jestem bardzo ciekaw czym sobie zasłużył Hektor na jej ucieczke mam nadzieje ze sie to w krutce wyjasni ale on wydaje sie byc dobrym męzem i ojcem i

    OdpowiedzUsuń
  10. Cynita zabierając chore dziecko zachowała się bardzo nie odpowiedzialnie przecież może się to źle skonczyc.. Hektor jest dobrym ojcem.. A jakim będzie mężem? To się okaże.. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż nie jestem na bierząco narazie, więc proszę cię nie obraź się iż na jakiś czas moje komentarze będą krótkie.
    Pozdrawiam Rosisi7

    OdpowiedzUsuń
  12. Cyntia jako matka jest kompletnie nieodpowiedzialna, przypuszczam, ze to tez z racji wieku. Wiadomo, ze czlowiek w mlodosci kieruje sie nie rozsadkiem, a chwila i emocja.
    Reakcja Hektora, biorac pod uwage , czasy w jakich dzieje sie powiesc, mozna powiedziec lagodna...
    Hektor za to jest moze i bezkompromisowy i twardy, ale kieruje nim zawsze dobro rodziny.
    Moze Cyntia z czasem zacznie dorastac i stanie sie bardziej odowiedzialna, jak narazie to takie duze dziecko z Niej. Pozdrawiam Jo

    OdpowiedzUsuń
  13. Smutny ten prolog. Hektor i Cyntia nie wydają się szczęśliwym małżeństwem. Widać, że Hektor darzy jakimś uczuciem Cyntie nie wiem czy to miłość porządnie czy cos innego ale to widac. Cynia zaś chyba nie zbyt przepada za swoim mężem. Zastanawia mnie o co im poszło, a raczej o co chodzi Cyntii. Z prologu wywnioskowałam, że Cynia ma kochanka i to znam chciała uciec, szkoda tylko, że nie pomyślała o swoim synu który jest bardzo przywiązany do ojca. Ciekawi mnie to czy mały jest synem Hektora czy jej kochanka i jak dalej potoczy się ta historia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Historia zaczyna się mocnym, dobrym wejściem. Blogosfera przyzwyczaiła mnie do prologów w których jest kilka linijek tekst z "filozoficznymi" prawdami o miłości, lub życiu, przy czym autorzy często nawet nie wiedzą, co mieli na myśli.
    Nie powiem, że jestem zaskoczona tym, że w twoim przypadku jest inaczej, bo nie jestem. Powiem nawet, że spodziewałam się, że od prologu pokażesz ciekawą akcję.
    Dojrzały styl pisania i wspaniałe opisy dały mi wrażenie, jakbym czytała jakąś dobrą książkę, znanego pisarza.
    Największą tajemnicą prologu jest to, dlaczego Cyntha postanowiła uciec od męża. Nie było to napisane i też z żadnych kontekstów nie mogłam wywnioskować jej motywu. W głowie urodziło mi się kilka opcji, jak na przykład to, że Hektor źle ich traktował, ale też jestem bardzo skłonna do tego by twierdzić, że Cyntia powiedziała mu w twarz prawdę, czyli że wybrała życie z kochankiem.
    Szczerze powiem, że w pewnym momencie, kiedy bohaterka uniosła poduszkę nad główkę Marsela, odniosłam wrażenie, jakby zastanawiała się nad uduszeniem dziecka. Jako że chłopiec był chory, mógł nieco pokrzyżować plany kobiety. Ta mała teoria kłóci się nieco z logiką, bo gdyby rzeczywiście bała się, że będzie utrudniał jej ucieczkę, mogła zostawić go z mężem, a sama odejść. No chyba, te Hektor jest typem tyrana i chciała uwolnić dziecko od ojca. To z kolei jednak kłóci się z dalszą wymową tekstu.
    W rozmowach ze służbą Hektor wydaje się być dobrym panem domu. Traktuje ich w należyty sposób. Poza tym skierowane do niego "kocham cię" z ust Marsela każe odrzucić tą opcję.
    Podziwiam Cynthię. Stawiła czoła sytuacji, choć była beznadziejna. Złość Hektora oddziaływała również na mnie i tylko zastanawiałam się, czy w jakiś sposób ukarze ją za ucieczkę. Poza tym jej sugestie na temat kochanka i dziecka... No powiem, że dołożyła do pieca.
    Jestem też w stanie zrozumieć Hektora. Z początku wydawało mi się, że facet ma jakąś obsesję, żeby wysyłać specjalnie policję, ale jakby się nad tym zastanowić...
    Po prostu ich kocha i nie wyobraża sobie, że mogłoby ich w jego życiu zabraknąć. Nie dziwię się więc, że zareagował tak, a nie inaczej.
    Cynthię mogę nieco zganić za to, że nie wzięła czegoś ciepłego dla dziecka. Ale to tyle.
    Z chęcią poczytam dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie te wspomniane przez ciebie "kilka linijek tekstu" ja nigdy nie uważam za prolog, bardziej za jakiś przedwstęp, albo wstępik do opowiadania. Prolog moim zdaniem powinien być co najmniej na 2-3 strony w Wordzie (oczywiście wszystko zależy też od czcionki).
      A mnie się właśnie moje opisy nigdy nie podobają, zawsze uważam, że powinno być ich więcej i powinny lepiej obrazować czytany tekst.
      Co do akcji, to w prologu jakaś jest, ale od pierwszego rozdziału powieść zwalnia i rozkręca się dopiero około 3-4 rozdziału. Tak więc przygotuj się na nudne, zapoznawcze początki.
      Hektor ma trochę obsesję na punkcie Cyntii i Marsela (ten chłopiec, to w ogóle jego oczko w głowie).
      Cyntia się spieszyła biorąc małego, ale o tym przekonasz się na kilka rozdziałów przed epilogiem. Prolog dzieje się w 1910, a pierwszy rozdział na pięć lat przed prologiem (pewien jego fragment jeszcze wcześniej).
      Zauważyłem, że piszesz "Cynthia" i wiem, że to jest poprawna forma, ale ja sobie jej imię możliwie jak najbardziej spolszczyłem. Tak samo jak "Hektor Rodrigez", a nie "Hector Rodriguez". Ten zabieg był po to aby mnie było wygodniej odmieniać imiona i nazwiska przez przypadki, a czytelnikom łatwiej czytać (znam kilka przypadków, gdzie sam się zastanawiałem jak się dane imię czyta, a wzrok przyzwyczajony do języka polskiego systematycznie czytał według pisowni, i zawsze mnie to wkurzało - z tego co wiem nie tylko ja tak mam).
      Pozdrawiam i zobaczymy czy dalej ci się też spodoba. Myślę, że prolog to za mało by być pewnym danej powieści. Ja zazwyczaj wiem czy coś będę czytał do końca po 4-8 rozdziałach w zależności od tego jakiej są długości, i nie ukrywam, że wolę dłuższe, takie po przeczytaniu których można coś powiedzieć, a nie 2-3 zdania rzucić od siebie, bo rozdział toczył się wokół jednej konkretnej sytuacji i był nieco z tego powodu ograniczony.
      Przepraszam za błędy, plątaninę i braki ę, ś, dużych liter w zwrocie do adresata, ale jestem tak padnięty, że marzę już tylko o prysznicu i śnie (może jeszcze coś sobie przeczytam na dobranoc, jakiś jeden rozdział czegoś, albo zacznę jakąś książkę). A i bym zapomniał - dziękuję za komentarz, byłbym wdzięczny za każde możliwe polecenie czy to na swoim blogu, czy znajomym (tam gdzie akurat owe polecenie będzie pasowało i o ile uważasz, że to polecenie się naprawdę mnie należy).

      Usuń
  15. Obiecałam, to jestem! :) Przeczytane!
    W prologu spodobała mi się duża doza tajemniczości. Nie nakreśliłeś żadnych faktów z życia bohaterów. Głównie moje zainteresowanie wzbudził powód, jaki popchnął Cyntię do tak desperackiego kroku. Naprawdę było tak źle, że nie mogła poczekać, aż syn wydobrzeje?
    Samą bohaterka wydała mi się mało stanowcza, niby prosiła, aby mąż spuścił z tonu, ale odniosłam wrażenie, że władczość mężczyzny jej trochę odpowiada. Wiem, że została wychowana na potulną żonkę, która ma akceptować sceny żywiciela, jednak ja w przypływie emocji, dopuściłabym się rękoczynu! :D Szkoda, iż nie jest temperamentną Włoszką! :D
    To, że policja ściga zbiegłą żonę jeszcze mogłam ścierpieć, biorąc pod uwagę czas akcji, ale tego, iż czynią z dziecka obiekt kultu już nie pojmuję! Mojego pradziadka w 1920 zabrali z przeziębieniem na pasterkę, a był tylko rok starszy. Wierz mi, że wówczas do dzieci miano inne podejście. Nie chuchano i dmuchano na nie! :D Z gorączką na zimno - bardzo dobrze! Zahartuje się! Tak mawiano.
    Dobrze, dosyć narzekań! :)) Niezmiernie urzekł mnie klimat opowiadania! Podoba mi się również, że opisy są wyczerpujące, nie muszę sobie niczego sama dopowiadać! Świetna robota! :)) Jak już wspomniałam zwykle przy tej długości czytam jedynie prolog i najświeższy rozdział, ale udało Ci się mnie wciągnąć do tego stopnia, że zaraz uciekam do pierwszego rozdziału! :D ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Cyntia pokaże temperament i zapewniam cię, że nie została wychowana na potulną panienkę - matka może tego chciała, ale ojciec już nie i ją skutecznie rozpuszczał. Cyntia także będzie umiała posunąć się do rękoczynu.
      Co do dziecka to nie jest to mieszczanin, a panicz, ale to też nie powód by tak na niego chuchać i dmuchać, głównym powodem jest tu fakt iż Marselek jest synem Hektora, jego oczkiem w głowie, jego całym światem, a Hektor ma władzę, więc zgłaszając ucieczkę żony zapewne poinformował o tym, iż jeśli jego małemu synkowi spadnie choćby włos z głowy to policjanci pożegnają się z pracą.
      Ucieczka żony z domu małżeńskiego kiedyś była przestępstwem - poważnie.
      A opisy są tak dobre tylko na początku, potem nieco sobie je odpuściłem i strasznie tego żałuje.

      Usuń
    2. Tak też pomyślałam odnośnie ucieczek żon. Dlatego przymknęłam oko, aczkolwiek gotuje się we mnie na myśl, że tak rzeczywiście było! :D
      Nie poznałam jej jeszcze dobrze, ale liczyłam na gwałtowniejszą reakcję. Cieszę się więc, iż pokaże pazurki! :D Właśnie! Jeszcze ta naiwność kobiety! Naprawdę liczyła, że nikt nie doniesie panu domu o poczynaniach żony? Widać, że ten człowiek budzi respekt, mogła na to wpaść, że będą świadkowie jej ucieczki! :D
      Ja nie kwestionuję ojcowskich uczuć Hektara, tylko wiem, że dzieci (zwłaszcza synów) chowano wówczas bardziej po spartańsku. Dziewczynką można było pobłażać, rozpieszczać je, gdyż one w przyszłości niczego nie dziedziczyły. Syn miał być twardy.
      Naprawdę nie mam zastrzeżeń do opisów! :)) Jak już coś, skróciłabym jedynie prolog. Ale reszta jest w porządku! :)

      Usuń
    3. Prolog to rok 1910, a pierwszy rozdział zaczyna się od tego co przed prologiem - taka informacja.
      Cyntia jest naiwna, ale też chowana pod takim kloszem i rozpuszczona. Uciekając jednak zachowała wszelkie środki ostrożności i zaufała bratu, a ten ją zawiódł - jak to często bywa w przypadku rodzin.
      Marselek nie będzie chowany po spartańsku ;-) W tamtych czasach też chyba bywały wyjątki od reguły, prawda? Zdarzali się rodzice co kochali swoje dzieci i nie wyżywali się na nich, dbali, szanowali - na pewno się tacy zdarzali, podobnie jak mężowie pantoflarze - przynajmniej pozwól mi w to wierzyć.

      Usuń
    4. Dziękuję za informację, w sumie jeszcze się nie zorientowałam! :D
      Cóż, w tym przypadku sprawdziłby się zastosowanie niewykrywalnego cyjanku, wszakże kobiety są mistrzyniami trucizn. Ale to chyba raczej powinno być pod koniec opowiadania! :D Nie no, nie słuchaj mnie. Świruję. Widzisz, ja ponoć również jestem - cytuję "rozpuszczona jak dziadowski bicz", a jednak wolałabym zachować większą ostrożność... Dobra, już milknę! Nie będę mądrzejsza od Mahometa! :D ^^ Szkoda jedynie, że przejechała się na bracie.
      Ja nie sugeruję, że powinien prać dziecko i przysparzać mu psychicznego terroru, lecz ta jego przesadna czułość mocno kontrastuje z tym, jaki jest względem Cyntii. Okej, i tu mnie nie słuchaj! :D Zapewne, gdy byłby dziewczynką, polubiłabym go z miejsca! :D
      Niech chociaż darzy całą rodzinę szacunkiem, a nie tylko chłopczyka... ;)

      Usuń
    5. Cyjanek nie wiem czy był wtedy wykrywalny ale pewnie tak, bo arszenik już tak, zabarwiał talerzyk na szaro-brunatno przy zastosowaniu palniczków i rurek (taki zestaw mały chemik). Nawet odciski palców były wtedy pobierane. Początek XX wieku to rozwój właśnie takich wynalazków, ale też wynalezienie maszyn do prania, samolotu...
      Ale on darzył Cyntię szacunkiem i był przesadnie troskliwy też wobec niej. Zresztą jak przeczytasz resztę to sama zobaczysz. Dlaczego z góry zakładasz, że to on jest winien? Może Cyntia sama sobie zasłużyła na takie traktowanie?

      Usuń
    6. A wydawać się być mogło, że chemia w liceum jest mało przydatna... :D A wracając do sprawy - cyjanku do dziś nie sposób wykryć. Aby pacjent został uleczony, należy zawiadomić, że użyto tę truciznę. Daje objawy silnego zatrucia pokarmowego, a to przecież normalne. ;)
      Chyba mylił miłość z zaborczością. Ktoś kto kocha drugą osobę, daje mu wolność. I nikt nie zasłużył sobie na złe traktowanie. Nie rozumiem takiego toku myślenia, jedynie dziecko może zasłużyć na karę.

      Usuń
  16. Wiedziałam, że Hektor nie pozwoli jej odejść, to nie te czasy, żeby panowała taka samowolka. Jak mąż mógł się zgodzić na odejście żony? I żona na odejście męża? Ślub się wzięło i trudno, nie ma, że się nie podoba, że pokochało się kogoś innego. Z jednej strony żal mi Cyntii, choć nie znam jej jeszcze zbyt dobrze, nie znam motywów jej postępowania, mogę tylko przypuszczać, ale z drugiej strony na razie nie wzbudza mojej sympatii jakoś szczególnie. Pewnie dlatego, że od razu bardzo polubiłam Hektora, stanowczy, trochę zimny, ale jednocześnie kochający ojciec (o ile Marsel to jego syn :'))). A jako że zawsze bohaterowie o rolach niemalże statystycznych i bardzo epizodycznych podbijają moje serce, tym razem rozdział ukradł detektyw. ;))
    Brakuje kilku przecinków, tym bardziej przed "by" w paru miejscach. Podoba mi się Twój styl pisania, odpowiednio dużo opisów i dialogów, wszystko się zgrabnie równoważy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marsel to nie syn Hektora, ale o tym będzie wiadomo już od początku (przynajmniej czytelnikowi). Gdy przeczytasz pierwszy rozdział to się dowiesz czyim Marselek jest synkiem ;-)
      Cieszę się, że polubiłaś Hektora, choć obawiam się, że możesz zmienić o nim zdanie, gdy zagłębisz się w kolejne rozdziały. I tak Hektor jest stanowczy, momentami zimny, ale też opiekuńczy, troskliwy, męski i dbający o rodzinę. Rodrigez bywa też porywczy, to straszny choleryk, któremu zdarzy się podnieść głos, nawet nader często podnosi głos.
      Detektyw to nie postać statystyczna. On jeszcze nie raz pojawi się w opowiadaniu.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń
  17. Podziwiam Cynthię za odwagę - w tamtych czasach odejście żony było nie do pomyślenia. Przy rozmowie Hektora z żoną zaciskałam dłonie w pięści - jeśli po prologu zdołałam go znienawidzić, to boję się myśleć co będzie dalej.
    Biorę się za czytanie
    Pozdrawiam
    Igrająca ze Śmiercią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienawidzisz Hektora? Dlaczego? (O nim zawsze są odmienne zdania - albo jest lubiany albo nienawidzony. Jednak jedno jest niezmienne - ten facet u każdej czytelniczki wzbudzał niepokój).
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
    2. Odniosłam wrażenie, że jest zbyt bardzo władczy. Faktycznie, Cynthia zachowała się nieodpowiedzialnie, zwłaszcza że jej syn był chory, ale mówienie Hektora, jak to najważniejszymi rzeczami dla niego są syn i żona wydały mi się sztuczne i wręcz... niepokojące. Jeśli miałabym określić go po przeczytanym prologu powiedziałabym "obsesyjnie zaborczy".

      Usuń
  18. Hejo! :3
    W końcu po nadrobieniu zaległości na blogach, dogrzebałam się tutaj i jestem z siebie dumna! Ha! Tylko nie sądziłam, że będę siedziała do tak późna xD
    Z opisu już wywnioskowałam, że historia przypadnie mi do gustu i tak się stało. Powiem, że jeszcze nie spotkałam się z tak długim prologiem :3 Ale baaardzo mi się spodobał. Niby za dużo akcji nie było, ale pojawił się taki dreszczyk emocji (:
    Hm. Skoro Hektor domyślił się, że Cyntia go zdradza, to... Powinien pozwolić, by ta odeszła. Po co ma ją zatrzymywać, skoro to nie ma raczej sensu? No bo takie małżeństwo nie ma szans przetrwać, jeśli jedna osoba nie kocha.
    O jejku. Marsel to kolejne małe, blogowe dziecko, jakie skradło moje serce *.* Nic na to nie poradzę, że kocham dzieci, a spędzanie z nimi czasu sprawia mi ogromną przyjemność. Może czasami człowieka denerwują, ale to normalne. Szkoda, że mój brat nie jest już taki mały... Ale mam jeszcze kuzyna! :D A Marsel to takie urocze i spokojne dziecko. I mądre ^.^
    Koniec trochę mnie zaniepokoił. Hektor zachowywał się wobec Cynti ( nie wiem, jak to odmienia, wiec wybacz, jak źle ) z agresją i to mnie przeraziło. Chwilami miałam nawet wrażenie, że będzie ją chciał uderzyć. Taaa. Ta moja wyobraźnia xD
    Jeju... Co mam napisać oprócz tego, że tematyka, opisy itd. są świetne? Już jutro zabiorę się za resztę, bo teraz pora, by pójść spać. Już późno. Bardzo...
    To pozdrawiam cieplutko! :***
    PS Chciałam tylko uprzedzić, że jak będziesz zaczynał czytać mojego bloga to nie przeraź się, że pisałam tak beznadziejnie, a że pierwsze rozdziały będą troszeczkę nudnawe ( taki urok początków ). Do tej pory mój styl pisania okropnie bardzo się zmienił ( oczywiście na lepsze ) :)
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tutaj zawitałaś i że jakoś dotrwałaś (jestem dumny z siebie, że cię nie zanudziłem). Zamierzam jednak sprostować - Marselek jest w prologu spokojniutki, bo jest chory i się źle czuje. Marsel to zazwyczaj takie żywe srebro, rozbiegane i rozkrzyczane.
      Na początku XX wieku było możliwe unieważnienie małżeństwa (rozwiedzenie się), ale okrywało to hańbą całą rodzinę, to było skandalem, dlatego Hektor w życiu się na rozwód ani myśli zgadzać. Kiedyś ślub coś znaczył, nie można było go zerwać z kaprysu, bo on miał za zadanie łączyć ludzi na cale życie.
      Cyntii, Cyntia - normalnie się odmienia, specjalnie spolszczyłem by było wszystkim łatwiej, bo Cynthia mi dziwnie było pisać (jestem chyba typowym Polakiem).
      Czy ja wiem czy twoja wyobraźnia się myli... wydaje mi się, że jakby Cyntia jeszcze trochę bardziej zirytowała męża, to by zareagował jeszcze agresywniej. On jest panem domu, to on jest głową rodziny, a ona powinna się słuchać, a nie buntować, uciekać, jeszcze dziecko porywać - takie to były czasy, jego złość jest więc w pewien sposób uzasadniona, a ta agresja usprawiedliwiona, bo niejeden mąż na początku XX wieku, będąc na miejscu Hektora zachowałby się o wiele gorzej i żonie... ujmijmy to "dał bardziej popalić".
      Zawitam do ciebie w weekend, bo obecnie zostały mi jeszcze jakieś cztery blogi do nadrobienia.

      Usuń
  19. Przeczytałam. Ciekawy pomysł na opowiadanie, zobaczymy jak rozwinie się to dalej.
    Coś mi nie pasuje w zdaniu "Pukanie do drzwi rozeszło się po całym pokoju, było niezwykle silne, wystraszyło Cyntie." Jak dla mnie lepiej brzmiałoby "Niezwykle silne pukanie do drzwi rozeszło się po całym pokoju, które wystraszyło Cyntie".
    "zaczęła zbulwersowana kobieta, nawet przy tym wstała." W tym fragmencie też mi nie pasuje "nawet przy tym wstała". Ujęłabym to jakoś inaczej. :)
    Tak jak ktoś napisał o piosenkach - zgadzam się. Możesz pomyśleć o piosenkach z tamtego okresu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie będę się bawił w szukanie piosenek z tamtego okresu. Jest wiele bajek, a nawet filmów, które osadzone są niekiedy nawet w starożytności, a teksty piosenek są współczesne. Proszę tego nie traktować tak dosłownie. Równie dobrze Hektor mógł sam skomponować muzykę i napisać tekst (który ja zaczerpnąłem od głównie Grzegorza Tomczaka).
      Być może Ci nie pasuje, ale zdanie nie wydaje mi się by było błędnie napisane. Natomiast to które ci pasuje jest błędnie napisane, powinno być "Niezwykle silne pukanie do drzwi, które wystraszyło Cyntie, teraz rozchodziło się po całym pokoju."
      Dlaczego ci nie pasuje "nawet przy tym wstała", była zdenerwowana tak bardzo, że nawet wstała, co w tym dziwnego?
      Dziękuję za opinię i cieszę się, że ci się mimo wszystko podobało. Co do interpunkcji uprzedzam iż jest to moja pięta achillesowa.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Nie chodzi o bawienie się, po prostu to zaproponowałam.
      Jestem jednak za swoją wersją.
      "nawet przy tym wstała" jest zbudowane niepoprawnie. Przeczytaj sobie całość zdania.

      Usuń
  20. Witaj,
    Będę bardzo się starać by mój komentarz nie był chaotyczny. Spróbuję odnieść się do wszystkiego po kolei, tak by nie narobić bałaganu, ale nie gwarantuję, że mi to wyjdzie jak należy. W emocjach, czasem nie potrafię zapanować nad natłokiem słów. A ten Prolog z pewnością wywołał ich we mnie multum.

    Zacznę od Cyntii. Powiem szczerz, że bardzo zirytowała mnie, a konkretnie jej kompletny brak odpowiedzialności. Ja wszytko potrafię zrozumieć. To znaczy, coś tam się zadziało, jest nieszczęśliwa, albo ma tego kochanka i nie chce być już z Hektorem. Mogę też podejrzewać, że sam Hektor doprowadził do jej desperacji. Ale po za tym, że jest kobietą, która jak najbardziej ma prawo czuć się nieszczęśliwa i uciekać od męża, bądź Bóg tam wie od czego jeszcze, jest też matką, MATKĄ! Która w chłodną noc, zabrała chore dziecko, narażając je przy tym na poważne powikłania, a nawet śmierć. Która nie zadbała nawet o to by go ubrać jakoś cieplej i pozostawiła go jedynie w piżamie i okryła kocem. Nasuwa mi się dokładnie to samo co Hektorowi. Co z niej za matka? Może teraz wyjdę na histeryczkę, która co najmniej dramatyzuję, ale nie mogę pojąć co nią wtedy kierowało. Czy naprawdę była tak zdesperowana? Czy zwyczajnie głupia i zabrakło jej wyobraźni by pojąć powagę konsekwencji jej czynów? Jak o niej wtedy czytałam to przyszła mi do głowy rozkapryszona gówniara, która tupie nogą:
    " Bo ja chcę i ja mam dostać!". Nie wiem czemu. Ale później dotarłam do rozmowy z mężem. I z jednej strony poczułam zrozumienie. Niemalże poczułam jej żal. Choć nie do końca wiem co tak na prawdę się zadziało, bo Prolog tego nie zdradza, zrozumiałam jak się poczuła kiedy maż wyznał, że zdradził ją jej brat. Brat, który jak dobrze zrozumiałam, miał się pojawić kiedy z chłopcem na kogoś czekała? Dobrze zauważyłam, że to jego imię się pojawiło, kiedy za miast niego pojawił się detektyw?

    Teraz przejdę do Hektora. Tutaj mam mieszane odczucia. Ponieważ z jednej strony zapałałam do niego sympatią. Wydaje być się taki twardy, władczy, a jednocześnie wrażliwy. To jest jak dla mnie, jak najbardziej na plus. Podoba mi się to u niego. A jeszcze bardziej urzekła mnie jego więź z synem. Jest niesamowita. Niemalże namacalna. Z tych samych przyczyn z jakich pogardziłam Cyntią, do niego zapałałam sympatią. Ponieważ jemu los syna nie okazał się tak obojętny, jak miałam wrażenie, było w przypadku jego żony.
    Ale bardzo nie spodobało mi się samo jego podejście do kobiety. W którymś momencie miałam wrażenie, że jest wręcz bezczelny. Najbardziej poirytował mnie moment kiedy z siła zaciska dłonie na jej rękach, ona zaczyna płakać, a ten scałowuje jej łzy i mówi, że ma nie płakać, bo on nie lubi jak ona to robi. Kurcze, koleś! Jak nie lubisz to nie doprowadzaj do takich sytuacji. Bo i w tym wypadku ja wszystko potrafię zrozumieć. Kobieta wykazała się niezwykła głupotą i brakiem odpowiedzialności, ale nie trzeba jej w ten sposób traktować. Też bym ją zdrowo opieprzyła (przepraszam za zwrot), ale nie posunęła bym się aż tak daleko. A te zakazy?! One to mnie już do reszty z nóg zwaliły. Choć i tutaj mogę je nieco zrozumieć. Skoro Cyntia okazała się być tak nie obliczalna, że zabrała chore, źle ubrane dziecko, w środku, zimnej nocy, to w sumie takie środki zapobiegawcze są nawet wskazane. Wydaje mi się jednak, że Hektor mógł rozegrać to nieco inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, jednak nie zmieściłam się w jednym komentarzu. Ale w tym już krótko.
      dodam odnośnie teksu. Tutaj napiszę w samych superlatywach, Darku. Po Wprowadzeniu już wiedziałam, że historia będzie pisana w magiczny sposób. :) A tutaj się w tym przekonaniu tylko utwierdziłam. Piszesz niezwykle obrazowo. Ja wszystko na prawdę WIDZIAŁAM. <3 Wywołałeś we mnie również wiele emocji i w tym wypadku jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Nie widziałam błędów, ale wiesz, że ja nie mam talentu do ich wyłapywania. :D Będę czytać dalej jak tylko czas mi na to pozwoli.
      Pozdrawiam serdecznie
      Spencer <3
      PS. Masz nową fankę. :D Choć to już w sumie uzgodniliśmy ;)
      PPS. Wiem, że chyba bardziej odniosłam się do bohaterów (i to tych konkretnie dwóch) niż do treści, ale niestety nie mogłam inaczej. Jakoś tak wyszło. Mam nadzieje, że mi to wybaczysz.

      Usuń
    2. Co do tych zakazów, to wyjaśnię, że jednak czasy inne niż nasze. Wiesz... posłuszeństwo kobiet, respektowanie męża i jego zasad, bycie na jego utrzymaniu i inne trele morele, które się w tamtych czasach działy.
      Dzięki za komentarz - wiem, że czynię to niezwykle późno, ale... cóż, uznajmy, że lepiej późno niż wcale.

      Usuń
  21. Gdyby Hektor pozwolił Cyntii odejść to dziecko powinno też się z nim spotykać. Widać, że Marsel kocha swojego ojca i Cynthia nie powinna uniemożliwiać synowi kontaktu z nim.
    Myśle że Hektor tak łatwo nie da jej odejść. Oni są małżeństwem, a małżeństwo raczej powinno trwać do końca życia. Ale nie powinien jej trzymać tylko w pokoju. Po domu mógłby jej pozwolić się poruszać.

    Będę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie te czasy by sobie odchodzić jak się komuś przestało podobać. Kiedyś małżeństwo było świętością i rozwody okrywały całą rodzinę hańbą.
      Nie powinien jej trzymać w pokoju, ale w pokoju łatwiej jej dopilnować, przecież nie wyjdzie oknem. Myślę, że ten nakaz pozostania w pokoju był swojego rodzaju karą wymierzoną żonie.
      Dziękuje za komentarz i cieszę się, że ci się podobało na tyle, że chcesz czytać dalej.

      Usuń
  22. No to zaczynam komentować od początku. Prolog bardzo mi się spodobał. Możliwe, że były błędy, jednak ja takowych nie wykryłam. Podoba mi się Twój styl pisania, nie jest bardzo skomplikowany, ale też nie jest taki bardzo prosty - w sam raz. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak czytać dalsze rozdziały. Tak jak mówiłam, nie będę się rozpisywać, bo rozdziałów jest sporo, a mam też kilka rzeczy do zrobienia, ale będę sobie czytać tak po kilka dziennie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i przepraszam, że odpisuje na nie z takim opóźnieniem, ale wcześniej nie było czasu. Nadrobiłem już większość blogów, tak więc i do Ciebie dotrę, najprawdopodobniej już w ten weekend.

      Usuń
  23. Alkohol płynął po jego języku spokojnie niczym ocean w słoneczny dzień, by po chwili wedrzeć się do gardła jak wściekły pies pragnący wydostać się z klatki. - świetne porównanie, jestem godna podziwu.
    W niektórych miejscach zabrakło ogonków, bodajże jakoś na początku:
    "– Spisz? – zapytała kobieta niespodziewanie i niezwykle cicho." i potem nie jestem w stanie odnaleźć dokładnego fragmentu w każdym razie było coś w stylu "miała nadzieje" a raczej powinno być "nadzieję" choć może się mylę :)
    Co do postaci to bardzo mi żal Cyntii, za to Hectora już nie polubiłam. Wiem, ze w tamtych czasach przysięga małżeńska znaczyła więcej i mężczyźni rościli sobie prawa do swoich kobiet, ale cóż i tak go nie lubię!
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie chcę generalizować, ale stworzyłem przeciwieństwa - William i Hektor to przeciwieństwa. Kim jest William niedługo się dowiesz, bo już w pierwszym rozdziale go poznasz. I tak mówię - nie chcę generalizować, ale kobiety (czytelniczki) dzielą się na dwie grupy - albo kochają Rodrigeza i za nim sikają w majty, albo go nienawidzą. Podobnie jest przy Williamie - albo dla kogoś jest słodki i taki och ach, albo niemęski, za biedny i za uczciwy i przez to niepociągający.
      Faktycznie ogonków może nie być i to dosyć często, gdyż ja aby je dostrzec musiałbym nie wiem... chyba zastanawiać się przy każdym słowie, a bardzo tego nie lubię. Myślę, że z rozdziału na rozdział jest lepiej z tymi ogonkami i literówkami. A takie porównania świetne, to są niestety tylko na początku, choć potem też mam "prześwity" metaforyczne i epitetowe, ale z rzadka, niestety.
      Muszę cię uprzedzić! Opowiadanie zawiera sceny +18, które moim zdaniem powinny być tak od +25, ewentualnie od +21. Jest może nie tyle co brutalnie, ale bywa erotycznie.
      Ja pisząc o takich czasach nie chciałem za bardzo wybiegać poza ramy tego co wtedy było możliwe, i nie chciałem tworzyć utopi, słodkiego romansidła. Oczywiście pewnie nie ująłem realiów tamtych czasów odpowiednio, bo nie pamiętam takich czasów - nie było mnie jeszcze na świecie, ale pomimo tego starałem się by było choć po części realnie, a nie by było to bajką, a z drugiej strony dodałem wstawki humorystyczne, kilka żartów, gry pomyłek, by nie było to też takie od początku do końca przygnębiające.
      Za literówki i błędy mi wybacz, przymknij na nie oko. Choć jeśli Ci się chce i masz ochotę, to możesz wszystkie moje błędy wypisać, ja tam nie mam nic przeciwko czemuś takiemu xD

      Usuń
  24. Czy przy "Rupert weź chłopca na ręce" nie powinien być przecinek po "Rupert" (tak mi się tylko wydaje, jeśli się mylę, to przepraszam)? To samo przy "Spokojnie Kamilo", tylko przecinek po "spokojnie"?
    Zdziwiłam się, że Martin "wkopał" swoją siostrę. Wątpię, że kobieta naprawdę ma kochanka i zastanawia mnie, czemu chce odejść od Hektora?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to nie mam bladego pojęcia, bo tych przecinków ciągle się uczę i nieustannie nad nimi pracuje.

      Usuń
  25. Prolog konkretny, podobał mi się, nawet jeśli nie lubię czytać o starszych czasach, o tych zaściankowych zwyczajach (typu: rozwód to hańba! żona jest męża! i takie tam), ale, kurczę, Ty naprawdę to wszystko fajnie napisałeś.
    W opisach jesteś dość oszczędny, tutaj można było przypatrzeć się dialogom. Już we wstępie widać różnice charakterów i różny sposób wypowiedzi, więc świetnie. Postaci jeszcze specjalnie nie polubiłam, ale chyba jak na razie Cyntia jest mi najbliższa - też jestem nieodpowiedzialna, ale z drugiej strony strasznie nie lubię władczości. To znaczy, lubię stanowczość, owszem, władczość też, w niektórych wypadkach jest seksowna, ale w tym przypadku nie i mówię od razu, że ja jestem z tych, co Hektora nie polubiły. A wręcz mnie wkurzał, ale to dobrze! Wzbudził we mnie jakieś emocje, irytował i złościł. Wczułam się bardziej w Cyntię, ale pewnie na jej miejscu wolałabym dostać w twarz niż siedzieć cicho, zawsze tak miałam i w szkole i domu, bo nienawidzę tego rodzaju władczości, w łóżku tak, ale nie poza nim :D
    Te "calutkie": "nóżki, rączki, płaszczyk, sweterek, piżamka, oczko, paluszki" to chyba dla mnie za słodko, ograniczyłabym te zdrobnienia. Poza tym gubisz sporo przecinków, spacji, ogonków, a zdania czasem gryzą, na przykład: 'Pokręcił głową na boki." A da się pokręcić nie na boki?
    Rozdział 1 bardzo mi się podobał, a zwłaszcza emocje, pojawiające się między małżeństwem. Na razie liczę na Cyntię i mam nadzieję, że spiknie się ze swoim tajemniczym kochankiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co za wtopa, przecież to prolog, a nie rozdział.

      Usuń
    2. Nie szkodzi, bo ja też czasami tak "wtapiam".
      Co do ogonków i przecinków, to w ebooku większość (mam nadzieję) wyeliminowałem, ale już na blogu ich nie poprawiałem. Jednak to dzięki komentarzom w ogóle takie błędy zauważyłem, bo ja nie jestem orłem z ortografii i interpunkcji, tak więc śmiało jak coś zauważysz to pisz.
      Racje - Hektor ma trudny i bardzo władczy charakter, ale Cyntia zapewniam cię, że też ma charakterek i w którymś momencie myślę, że będzie Ci szkoda Hektora.
      Ogarnę tylko u kogoś zaległości, bo mam jeden rozdział do nadrobienia i wpadam do Ciebie dokończyć czytać drugi rozdział, bo już z telefonu zacząłem.

      Usuń
  26. Zostawiłeś u mnie informację i komentarz, więc teraz ja wpadłam do Ciebie :)
    Trochę się naczytałam informacji, zobaczyłam teledysk, więc mniej więcej wiem, na czym stoję. Muszę przyznać, że stuprocentowe romansy mnie nie interesują (nie żebym nie lubiła dobrej historii miłosnej, ale oprócz niej potrzebuję jeszcze jakiejś akcji). Niemniej jednak zabrałam się za JiŚ i zobaczymy, co z tego wyniknie.
    Zdziwiło mnie, że prolog rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w powieści, bo takie odnoszę wrażenie. I to takie trochę smutne, że domyślamy się, że Marsel (chyba nie przekręciłam imienia) nie jest synem Hektora. Nie wiem, jakie masz dalsze plany, ale jak na razie wg mnie ciekawiej by było, gdybyśmy nie mieli o tym bladego pojęcia, a potem robili wielkie oczy, gdy prawda wyjdzie na jaw. No nie wiem, ja po prostu lubię szokujące wiadomości i mam nadzieję, że akurat ta zatrzęsie światem Hektora ;)
    Teraz jeśli chodzi o postaci. Cyntia nie jest taką do końca skapcaniałą panienką z dobrego domu, bo przecież zdobyła się na ucieczkę. I rzucała bezczelnie mężowi w twarz, że może ich syn nie jest j e g o synem. Myślę, że ma charakter, choć mocno przyćmiony przez realia tamtejszej epoki. Zobaczymy jak będzie sobie radzić później. To znaczy wcześniej. Na razie ciężko mi stwierdzić, czy ją lubię, czy nie. Natomiast jednoznacznie mogę stwierdzić, że lubię Hektora (okey, może nie jednoznacznie, ale z jego wizerunku w prologu na pewno). Może i jest oschły dla żony i nieco władczy, ale przecież od tego był mąż, żeby stawiać zbuntowaną małżonkę do pionu, prawda? No i jest bardzo troskliwym tatusiem, co w oczach kobiety daje mu dodatkowe punkty ;)
    Gdzieś tam przeczytałam, że nie wymagasz od nowego czytelnika, by był na bieżąco z rozdziałami. Bardzo mnie to cieszy, bowiem nie potrafię zarywać nocy dla jakiejkolwiek książki. Czytam, kiedy mam czas i ochotę, ale deklaruję się, że powoli będę nadrabiać rozdziały (może trochę bardziej niż powoli, bo aktualnie jestem na wakacjach :)) Jak na razie mam jeszcze siłę i chęci, więc lecę czytać pierwszy rozdział :)
    Aha no i jeszcze a propos Twojego komentarza u mnie (odpowiem tutaj, bo ostatnio trochę się pogubiłam ;)): bohaterowie jak najbardziej nie powinni być idealni i moi tacy nie są. Nadają się do jechania po nich, bo zdarza im się robić głupoty, choć wcale nie znaczy to, że nie można ich lubić :) Czytaj: zapraszam Cię bardzo serdecznie do czytania moich rozdziałów i rozmyślań nad postępowaniem bohaterów oraz wytknięciem mi, gdyby któryś czasem kiedyś postąpił nielogicznie (co nie znaczy głupio).
    Pozdrawiam,
    Naiada
    cage-of-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy napiszesz Marsel czy Marcel to bez różnicy, bo ja sam spolszczałem (czytaj: napisałem tak jak oni wymawiają).
      Akurat, to że zacząłem od końca było planowanym zabiegiem i tak naprawdę już po pierwszym rozdziale będziesz wiedziała, że nie zdradziłem faktów, które od początku nie byłyby wiadome. Od początku bowiem wiadomo, że mały nie jest synem Hektora, że jest synem Williama.
      No widzisz, a ty lubisz Hektora. Kilka osób właśnie po prologu go nienawidziło, wręcz ich odrzucał. Ja sam uznałem, że jego można albo kochać, albo nienawidzić - to takie żartobliwe stwierdzenie.
      Cyntia bez wątpienia ma charakterek. Hektor też nie pozostaje jej dłużny.
      Co do tego stawiania do pionu, to nie wiem jak wtedy było - aż taki stary nie jestem. Znam tamte czasy tylko z opowieści dziadka, filmów i książek, ale tak, Hektor ma w zwyczaju stawiać żonę do pionu.
      A... najważniejsze, to że wiadomo iż Marsel nie jest synem Hektora od samego początku nie znaczy, że nie będzie tu kontrowersyjnych wydarzeń, akcji i wielu tajemnic oraz spektakularnych momentów - będą, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo nigdy nie chciałem tworzyć nudnego romansu. Uprzedzam jednak, że początku są nudne, bo to głównie przedstawianie postaci i wczuwanie się w klimat początków XX wieku, akcja zaczyna się potem, tak od chyba 10 rozdziału.
      Pozdrawiam i lecę do ciebie, by sobie pojeździć po bohaterach xD

      Usuń
  27. Doleciałam też i tu.
    Chwila, jeśli prolog jest taki długi to jakie są rozdziały Panie Kolego? :D
    No ciekawie się zaczyna, już od prologu intrygi i ciekawa akcja.
    Szczerze powiedziawszy, świetnie oddajesz klimat tamtych lat. Jesteś kosmitą, który podróżuje w czasie ha?

    Zastanawiam się jak oni się zeszli? Ona taka cicha, spokojna, wrażliwa, a on taki bad boy z twardą ręką, sztywnymi zasadami. To jakoś się gryzie, choć przeciwieństwa się przyciągają podobno.
    Cyntia, hm..w sumie mam teraz do niej obojętny stosunek. Jakoś mnie nie zaciekawiła, a chyba powinna, bo jest kobietą?
    Hector, ble Hektor. Wybacz, takie przyzwyczajenie ze swojego bloga, tak odruchowo mi to "c" wpada.
    Już Ci pisałam kilka razy że go lubię mimo że robi to co robi. Lubie, ba! Uwielbiam takie postacie w opowiadaniach. Nadają im charakteru i pazura. Więc tak, Hecc..ktor! Zostaje nadal moją ulubioną postacią.
    Ale bardzo chętnie poznałabym bliżej Martina i pana cud Kochanka. Mam nadzieję że mi gdzieś ich bardziej przybliżysz.
    W ogóle musiałeś mieć dobrą wenę jak to pisałeś bo świetne porównania się tu znalazły. Po prostu podziw i szacunek za nie!
    Co do błędów, to ja na nie nie zwracam uwagi, każdemu się zdarza, nawet tym najlepszym, ale jeden rzucił mi się w oczy aż przystanęłam. Możliwe że to super słowik postanowił sobie pożyć swoim życiem ale:
    "– Bardzo nie lubię gdy płaczesz – wyjawił ze znaczną dozą smutku w głowie i opuścił pokój."
    Hy hy :D
    To tyle na te chwile.
    PS. Moje pisarskie kompleksy właśnie wzrosły o kilka procent. Lepiej zbieraj kasę na terapie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały są oczywiście dłuższe od prologu, choć nie każdy. Nigdzie nie jest powiedziane i nie istnieje taka spisana zasada, że prolog i epilog powinny być najkrótszymi elementami opowiadania czy powieści.

      Ona cicha, spokojna i wrażliwa - może nie wyrabiaj sobie tak szybko o niej opinii, poczekaj troszeczkę, a zobaczysz jaką potrafi być zołzą i wybuchową jędzą.
      Hektor natomiast potrafi być po równo wrażliwy i delikatny co ostry i szowinistyczny.
      Skąd pomysł, ze Cyntia w ogóle ma kochanka? xD
      Tylko prolog jest taki obrazowy, dalej jest coraz gorzej, więc twoje pisarskie kompleksy spadną, a moje wzrosną xD
      Pozdrawiam i zapraszam na kolejne rozdziały.

      Usuń
  28. Może to dosyć pochopne stwierdzenie, ale podświadomie nabrałam szacunku do Hektora. Jest surowy, być może dla żony niewystarczający, ale na pewno nie jest jednoznacznie be, skoro syn o niego pyta, kocha go, czuje się przy nim bezpiecznie.
    Trochę psy sobie wieszam na Cyntii. Już nawet nie rozstrzygam, czy się zachowała nieodpowiedzialnie, czy wbrew pozorom dbała w ten sposób o syna, ale wydaje mi się bardzo narwana. Nie wiem, co by mi musiał zrobić mąż, żebym od niego uciekła. Albo jak bardzo musiałabym się nim brzydzić. Jachyba z tych racjonalniej patrzących jestem ;)

    Lecę czytać pierwszy rozdział, żeby móc sobie jakąś bardziej sensowną opinię wyrobić.

    Pozdrawiam,
    Hagiri z Rozmów Międzymiastowych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam takie pytanie... to "niewystarczający" to się tyczyło jego zarobków czy sfery seksualnej? Jak przeczytasz rozdziały to się przekonasz, że seksualnie on był jak najbardziej wystarczający, nawet nadto wystarczający.
      Tu nie ma chyba postaci jednoznacznie be. Są lepsi i gorsi bohaterowie i ci lepsi czasami robią złe rzeczy, a ci gorsi czasami mają dobre poczynania.
      Cyntoa tak, jest narwana, często postępuje pochopnie i wbrew mężowi oraz innym, bo jest w gorącej wodzie kąpana. To taka osoba co się może kilkaset razy sparzyć, a i tak zawsze zrobi po swojemu i nie posłucha tych mądrzejszych i z większym doświadczeniem bo "ja sama, ja po swojemu, ja, ja, ja". Cyntia jest trochę jak takie rozpuszczone dziecko, ale jest też wrażliwa i dobra. Ma zarówno wady jak i zalety.

      Usuń
  29. W końcu udało mi się dotrzeć, wybacz za zwłokę.
    Po przeczytaniu tego mam mieszane uczucia. Z jednej strony staram się zrozumieć Cyntię i jej postępowanie, lecz nie mam pojęcia, dlaczego zdecydowała się na ucieczkę akurat wtedy, gdy jej syn był chory. Chciała zacząć nowe życie z kochankiem u boku, ale nie pomyślała, jak on może na to zareagować. Cieszył się, gdy Hektor wziął go na ręce. Kocha go... a to dobrze, inaczej całkowicie straciłabym szacunek do tego mężczyzny.
    Nie do końca rozumiem jego postępowanie. Widzi, jak cierpi przez niego własna żona, a i tak nie pozwala jej odejść. Jest surowy, ale dobry w stosunku do syna i służących. Może to jeszcze niepoparte niczym stwierdzenie, ale skłaniam się do tego, że Hektor jest 'lepszy' od Cyntii... jeśli wiesz, o co mi chodzi. Od razu zapytał o syna, od razu się nim zaopiekował. Wiem wiem, czasami myślę jak psychopata, ale sądziłam, że Cyntia chciała zabić chłopca tą poduszką, gdy przeczytałam ten fragment... tak, za dużo myślę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może masz rację? Może chciała się pozbyć Marsela, tylko w ostatniej chwili zrezygnowała? Wszystko jest możliwe, prolog to tak naprawdę wielka niewiadoma. Hektor może nie chce żony uwolnić od siebie, bo ją nie tylko kocha, ale także, a może właśnie przede wszystkim pragnie chronić? A może jest po prostu zaborczy i uważa ją i dziecko za swoją własność?
      Cieszę się, że jesteś i oczywiście zapraszam na kolejne rozdziały.

      Usuń
  30. Czy tylko ja nie lubię tego gościa ? Niby kochający tatuś a ty taki dupek że aż chce musi splunąć w twarz. Damski bokser kurde. Matko tak szkoda mi Cynti że mam ochotę wejść w telefon o ją przytulić. Takich to tylko wieszać za jaja i wysłuchiwać uroczych jęków bólu. Tak na początku myślę że ona nie ma jakiś wielkich problemów ale ten plany to psychol ! Pilnuj drzwi ! Pilnuj, ale swoje resztki mózgu które Ci tam zostały i nie są używane ! Dupek -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... bardzo go surowo oceniasz. Dlaczego damski bokser? Czy ją uderzył w tym prologu? No chyba, że masz zdanie, że ten chwyt za ramie to już element taki, który nadaje mu to nieprzyjemne miano.
      Cyntia poniekąd jest dama sobie winna iż taka sytuacja zaistniała. Może nie jest do końca zła i nie życzę jej szczególnie źle, ale nie jest ona aniołkiem bez wad i zawsze postępującym dobrze, prawo i nieskazitelnie.
      Pilnuje żony, bo na początku XX wieku najprościej rzecz ujmując - żona i dziecko były własnością męża i ojca. Aby odejść, trzeba było pierw rozwiązać małżeństwo, a by to zrobić trzeba było mieć powód, choćby cudzołóstwo, ale Hektor jak widzisz tak mocno kocha żonę, że nie chce się jej zrzec, albo po prostu w ten sposób chce ją chronić. Przeczytasz całość to sama się przekonasz i ocenisz czy jest on taki do końca zły i okropny.

      Usuń
  31. Chyba powinnam obwinić cię o worki pod oczami, które dzisiaj malują się na mojej twarzy, ale jak już zaczęłam wieczorem czytać, tak nie potrafiłam skończyć póki nie pokonał mnie sen. Nie zmienia to faktu, że dałam radę przeczytać dziewięć rozdziałów za jednym zamachem, a przyznasz, że nie tworzysz krótkich wpisów, a przy okazji każdy z nich jest niezwykle interesujący i budzi ciekawość.
    No, ale może po kolei.
    Nie wiem czy dobrym zagraniem było w tym wypadku zdradzanie tak wiele prologiem. W sensie, rozumiem, nie zależy ci na tej całej woalce tajemniczości i dobrze. W moim poprzednim opowiadaniu również zaczęłam od przyszłości i w późniejszych rozdziałach dążyłam do wydarzeń zawartych w prologu. Tutaj jednak nie pozostawiłeś złudzeń, jaki los czeka Cyntie ani jakim człowiekiem okaże się Hektor. Może to i dobrze... Przynajmniej nie ma zbędnej nadziei, że on kiedyś się tam zmieni, bo nie zmieni, a raczej okaże swoją prawdziwą naturę.
    Szkoda mi Cynti i jej synka, chociaż kobiety bardziej, bo widać, że dzieciaka to Hektor kocha i raczej go nie tknie. Marne pocieszenie. Widocznie kobieta zrozumiała, że popełniła błąd wychodząc za tego dupka za mąż. Już lepiej byłoby dla niej, gdyby samotnie wychowywała dziecko i zszargała dobre nazwisko rodziny... No, ale teraz już droga powrotu wydaje się zamknięta. Skoro nawet służby zdają się obawiać tego jej pożal się Boże męża.
    No, ale o tym potem. Lecę komentować dalej, a potem może uda mi się jeszcze coś przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za worki pod oczami ;-) Niezmiernie mnie cieszy, że historia opisująca czasy sprzed ponad stu lat tak cię zainteresowała. Cieszy mnie to zwłaszcza iż początki są raczej nudnawe.
      Zależy mi na woalce tajemniczości, ale tu tajemnic będzie sporo i myślę, że wystarczająco. Marsel już od samego poczęcia wiadomo, że nie jest Hektora i tak naprawdę, to ta "wpadka" rozpoczyna całą historie. Od pierwszego rozdziału jest wiadomo, że Cyntia jest w ciąży, a więc nie było sensu nie zdradzać tego w prologu. Poza tym w prologu jeszcze niektórzy wierzyli, że Cyntia kłamie męża tylko po to by zadać mu ból.
      Jak nie pozostawiłem złudzeń? Hektor wcale nie musi się okazać złym człowiekiem, on może po prostu kochać żonę i chcieć ją chronić, albo być draniem bez serca, który się nad nią znęca i pragnie ją jedynie posiadać, mieć na własność. - Tutaj jeszcze nic nie jest przesądzone i dopóki się nie przeczyta kolejnych rozdziałów to nie ma się pewności, a i potem zdanie z rozdziału na rozdział może ulec zmianie ;-)
      W jakim sensie piszesz, że Hektor nie tknie Marsela? Chodzi ci o to, że nie szarpnie, czy nie da klapsa? To początek XX wieku, wtedy nie propagowano haseł "kocham nie bije", albo "klaps to też przemoc", a chłopców wychowywano raczej po spartańsku, bo mieli być dziedzicami i musieli sobie umieć zaradzić, a nie być tacy zniewieściali. Hektor ma jednak tragiczną historię własnego dzieciństwa, dlatego wydaje się być dla chłopca niezwykle łagodny, ale to nie znaczy, że mu we wszystkim pobłaża, nie krzyknie i nie wymierzy kary, gdy uzna, że tak właśnie trzeba.
      Tylko to zszarganie dobrego nazwiska rodziny odbiłoby się na Marselu, bo ludzie wytykaliby go palcami mówiąc "to dziecko tej dziwki, tej panny", albo "to ten bękart od Montenegrów idzie". Pamiętaj że ludzie byli, są i będą okrutni.
      Pozdrawiam i wybacz, że z takim opóźnieniem odpisuje na twoje komentarze. Na kolejne postaram się odpowiedzieć jutro.
      Papa i do miłego "zobaczenia" na moim blogu, albo na twoim xD

      Usuń
  32. Przeczytane, ale lecę dalej, bo jak na razie to zbyt wiele nie wiem, jak tylko uda mi się lepszy obraz całej sytuacji nakreślić, to dam jakiś obszerniejszy komentarz.

    Ale muszę przyznać, jest coś takiego w Hektorze...

    http://tyranniezgodny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okay, nie ma najmniejszego problemu, w takim razie będę w dużej niecierpliwości czekał na twoją obszerną opinię ;-)
      Cieszę się, że jesteś z tych, które osobowość Hektora urzekła, bo czytelniczki dzielą się na takie dwie kolonie - "anty Hektor" i "fanklub Hektor" xD
      Pozdrawiam i oczywiście mam już Twój blog w zakładce "Polecane blogi" czy też "linki" i będę regularnie zaglądał i starał się być na bieżąco.

      Usuń
  33. Nie wiem co napisać...
    Poczekaj, muszę ochłonąć... Uffff....

    Więc, piszesz w takim sposób, że aż mnie dreszcze biorą. Chodzi o to, że pan domu został przez Ciebie wykreowany na takiego mocarza, takiego mężczyznę, któremu się nie odmawia, a jeśli się tylko spróbuje, to spotyka cię kara za to.
    Nie wiem, czy to ze mną coś nie tak, czy co... ale kiedy czytałam o tym, jak ją ścisnął i potem scałował łzę, to tak jakoś mi się gorąco zrobiło. Hmmmm... Nie ważne - to chyba moje chore fantazje, czy coś xD

    Odnośnie ich dziecka - Marsela - to bardzo ładne imię jemu wybrałeś. Słodkie dziecko. Nie rozumiem tylko dlaczego Cyntia karze męża w taki sposób: zachowując się nieodpowiedzialnie w stosunku do swojego dziecka.

    No, myślę, że zabawię tutaj długo! :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, obawiam się, że tylko na początku opisy są takie obrazowe, a opis uczuć i sytuacji wzbudza tyle emocji i odczuć. Potem już nie jest tak pięknie i nieco sobie odpuściłem, koncentrując się na akcji, postaciach i dialogach.
      Fajne masz odczucie co do Hektora Rodrigeza i przyznam, że z uśmiechem na ustach czytałem o tym mocarzu i panu domu. Nie zdradzę Ci jeszcze jaki jest Hektor, dowiesz się tego podczas czytania tych długaśnych rozdziałów i od siebie mogę jedynie uprzedzić, iż z pewnością nie jest to mężczyzna o jednej twarzy.
      Ciekaw jestem tych chorych fantazji, bo UWAGA! mogą okazać się niezwykle trafne. Fajnie też, że postać Rodrigeza wzbudziła w tobie jakieś odczucia. Mnie osobiście się wydaje, po tym co zauważyłem w różnych komentarzach, że Hektor jest taką postacią, którą można tylko albo kochać, albo nienawidzić. Wszystko zależy od tego jakie kobieta ma upodobania - jedne lubią miękkich chłopców co tylko im przytakują, a inne twardzieli co potrafią w niezwykle władczy sposób postawić na swoim.

      Marsel? Marcel, tylko napisałem tak jak oni wymawiają. Wymowę mają hiszpańską.
      Cyntia często będzie zachowywała się nieodpowiedzialnie odnośnie tego dziecka, ale częściej gdy będzie on malutki, zresztą sama to zobaczysz o ile tyle wytrwasz w tym opowiadaniu ;-)
      Co do Marsela, to tak, jako dziecko będzie słodkim nicponiem z niewyparzoną buźką za co go nieraz zganią, ale w "Jabłka i śniegi II" jest już dorosły i nie ma w nim już chyba nawet cienia tego uroczego malca. No ale do "Jabłek i śniegów II" daleko, tak więc póki co możesz pozachwycać się maluszkiem (pojawia się chyba w 15 rozdziale dopiero, jako noworodek).

      Zobaczymy ile zabawisz, obawiam się, że szybko możesz się znudzić, albo zrazić, bo są w opowiadaniu sceny brutalne i erotyczne, i też takie brutalno-erotyczne.

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń
    2. To jednak się przeliczysz...

      Jestem dziwna i takie sado-maso mnie kręci! :D

      Ciężko się mnie pozbyć, jak już sobie coś upodobam :D

      Pozdrawiam :))

      Usuń
  34. Wow, bardzo mi się podobało :)
    Historia zapowiada się naprawdę ciekawie :)
    Po prologu niezbyt polubiłem Cyntię, ale Hektor ma plusa, że troszczy się o dziecko. Choć mam przeczucia, że słowa kobiety mogą być prawdą.
    Gratuluję udanego pomysłu :)

    truelifebydamien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jesteś kolejną z osób, które stoją po stronie Hektora. Tutaj ludzie się podzielili - albo Cyntia cacy, a Hektorek be, albo odwrotnie. Nawet mi się taki podział podoba xD

      Usuń
  35. Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Jest lekki, nie używasz zbyt trudnych, a jednocześnie zbyt prostych słów, przez co jest on odpowiedni dla szerszego grona odbiorców. Szczerze mówiąc, nie jestem wielką fanką historii dziejących się w przeszłości, jednak postanowiłam zrobić wyjątek i na chwilę obecną nie żałuję. Podziwiam Cię, że podejmujesz się tak trudnego zadania - w końcu ciężko jest umiejscowić opowieść w tamtych latach, można narazić się na popełnienie wielu błędów logicznych, to duży plus, że zdecydowałeś się na takie wyzwanie.
    Jedyne, co mi zgrzytnęło, to ta piosenka Bartosiewicz. Czepiam się, ale lepiej by było, gdybyś coś sam wymyślił :)
    Cyntia to silna kobieta. Podziwiam ją, że zdecydowała się na ucieczkę od męża, choć z drugiej strony nie było to zbyt mądre posunięcie. Musiała wiedzieć, że zostanie znaleziona. W dodatku Hektor ma rację - narażanie syna na rozwój choroby również nie należało do rozsądnych. Jednocześnie przeraża mnie to, jak mężczyzna ją traktuje. Taaak... najlepiej zamknąć żonę w pokoju, niech się nie wychyla i będzie posłuszna jak myszka, zupełnie jakby nie miała prawa do własnego życia (no cóż, wtedy niestety większość kobiet go nie miała).
    Zastanawia mnie również, czyim synem tak naprawdę jest Marsel. Liczę, że to wkrótce się wyjaśni. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja cenię sobie prostotę i zawsze to przyznaje. Nie przepadam za nudnymi, monotonnymi i patetycznymi opisami, więc i u mnie takich próżno szukać.
      Tylko tekst tej piosenki mi niezwykle pasował. Pomyśl o tym tak, że wiele baśni i bajek osadzonych nawet w czasach rycerskich ma ścieżkę dźwiękową nagrywaną w naszych latach. Ja wykorzystałem tylko słowa, a nie autorkę, jej głos i melodię, choć piosenka naprawdę piękna.
      Hektor będzie Cyntię traktował różnie, raz lepiej, raz gorzej. Będą momenty, że na rękach będzie ją nosił, i takie, gdy będzie nią potrząsał.
      Czy większość kobiet w tamtych czasach nie miała własnego życia? Nie, były takie co dysponowały swoim majątkiem, były wykształcone i pracowały. Tutaj Hektor jest po prostu tradycjonalistą zaściankowym. Cyntia też tak go będzie nazywała.
      A czyim synkiem jest Marselek, to już zapewne wiesz xD
      Pozdrawiam.

      Usuń
  36. Dziękuję za komentarze u mnie. Rozdziały u Ciebie będę nadrabiał w weekendy, gdyż mieszkam w internacie, i w ciągu tygodnia nie jest możliwe czytanie w ciszy.
    Jeszcze raz dziękuję za komentarze i w piątek postaram się ogarnąć część rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od nikogo nigdy nie wymagałem bycia na bieżąco, więc spokojnie ogarniaj sobie rozdziały swoim własnym tempem. Dla mnie liczy się czytelnik, jego zdanie, a nie by był zawsze na aktualnym wpisie.

      Usuń
  37. Jak mogłam ominąć prolog? :o Chyba zmyliło mnie to wprowadzenie, które przeczytałam najpierw i jak po jakimś czasie miałam możliwość czytać dalej, to kliknęłam od razu w pierwszy rozdział. Moje niedopatrzenie, przepraszam.

    Fakt, z prologiem wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Bardziej skomplikowanie. Czemu Cyntia uciekła? Do Williama? :D Rany, i czemu ta myśl mnie cieszy? Jakby moja koleżanka uciekła z małym, chorym dzieckiem od męża (i to takiego całkiem fajnego męża, bo jak zaznaczyłeś on pracy się nie boi, jest wielkoduszny, wyrozumiały, opiekuńczy... bogaty, tfu! ostatnie wycofać, bo wyjdę na materialistkę) do kochanka, to nie cieszyłaby się tak moją sympatią jak Cyntia. Historie czytane mają ten przywilej, że poplątane życie, związki i charaktery postaci stają się intrygujące i wciągające. Eh, i znowu gadam od rzeczy...
    Lubię jak ktoś przedstawia charakter bohaterów poprzez pokazanie ich reakcji w danej sytuacji. Nie napisze czytelnikowi wprost "Hektor był pracowity.", ale wysili się bardziej i napisze o przestraszonej służącej, którą jednak pan traktuje łagodnie, oferuje, że sam w razie potrzeby zabierze się do pracy, a na koniec życzliwie zaleca jej, by odpoczęła. Taki opis jest dużo głębszy i więcej mówi o bohaterze. Od razu czuję się wtedy jakaś taka bardziej... spostrzegawcza, bo sama doszłam do wniosków na temat jego osobowości, a nie podano mi je na tacy :D
    No i były śniegi. Choć chyba nie było wzmianki, że on jest Hiszpanem (czy było?), więc pierwszy rozdział fajnie z tym współgra. No bo co takiego niezwykłego jest w śniegu, by ktoś był nim tak zafascynowany, że nie pozwala go odgarniać z podwórka? Ano jest, jeśli widzi się go po raz pierwszy ;)
    No i Cyntia, kobitko, co ty wyprawiasz? Hektor nie wydaje się być brutalnym, apodyktycznym tyranem ani też kochliwym, niewiernym lekkoduchem. A co innego może skłonić kobietę - zwłaszcza w tamtych czasach - do ucieczki od męża? Nie wiem, co wymyśliłeś, ale to pewnie jakiś miażdżący powód.
    Swoją drogą - Cyntia śpiewa, Hektor gra i śpiewa, cóż za utalentowana muzycznie rodzina! :D

    Dość śmiesznie się tak komentuje do tyłu, to prawie jakby czytać książkę od końca xD

    No nic, w takim razie po przeczytanym wprowadzeniu, prologu i pierwszym rozdziale zabiorę się za rozdział numer dwa (przeczytany już dawno, ale i tak muszę go sobie odświeżyć).
    PS. Spamownik jest u mnie w tym kółku przy nagłówku - czwarta kuleczka od góry (rozwija się). Jakby co ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można ominąć prolog, ja kiedyś pominąłem u kogoś trzy rozdziały, z 14 do 18 skoczyłem i też nie wiem jakim cudem tego dokonałem. Szybko się jednak skapnąłem, że tak trochę za mało wiem i powróciłem do 15.
      Całkiem fajnego męża? Czyli jesteś z tych czytelniczek, które Hektora lubią, bo są też takie, które od samego początku nie potrafią go nawet tolerować, ale on miał taki być. Hektor i William to przeciwieństwa, oboje wyraziści. Hektor ma mocny, dominujący charakter, taki mężczyzna z krwi i kości i wielu dziewczynom/kobietom, które wolą takich lelum polelum, spokojnych, potakujących misiaczków, on nie ma szans przypaść do gustu i ja jak najbardziej to rozumiem, bo mamy prawo do różnych upodobań, odmiennych zdań i różnorakich opinii.
      Dopiero będzie wzmianka o tym, że jest Hiszpanem i śniegi też jeszcze będą ;-)
      Oj, on nie widział śniegu teraz po raz pierwszy, ale to Cyntia (żona) mu śniegi pokazała, stąd ten jego sentyment do białego puchu, bo Hektor pomimo tej swojej twardości i powagi jest sentymentalnym romantykiem, choć się oczywiście zapiera, że jest zupełnie inaczej.
      Hektor bywa apodyktyczny i bywa też tyranem, lekkoduchem też potrafi być, ale w granicach rozsądku. Zresztą przeczytasz to sama zobaczysz, ale zapewniam cię, że Cyntia nie miała z nim lekko, bo to choleryk.
      Cyntia rzadko śpiewa, w tym przypadku, w tym konkretnym fragmencie po prostu zastępowała Hektora, bo to zazwyczaj on kołysał Marselka do snu. Rodzina bardzo utalentowana, szczególny talent mają do wywoływania skandali, nieporozumień i mordobić.

      Pozdrawiam i do "usłyszenia".

      Usuń
  38. Pukanie do drzwi rozeszło się po całym pokoju, było niezwykle silne, wystraszyło Cyntie. < naprawdę nie podoba mi się wklejanie kilku >>wątków<< w jedno zdanie. A czemu by nie napisać o Cynti w drugim zdaniu? W każdym razie takie moje odczucie. :-)
    Nie muszę chyba wspominać o przecinkach przed by ani imiesłowami.
    że ten którego wyczekuje się zjawił < że ten, którego wyczekuje, (wreszcie) się zjawił
    – Witam detektywie, < witam, detektywie
    porze, zawdzięcza pani < błędny przecinek
    starszy pan. < przed chwilą wspomniałes, że jest starszy, po co dodawać to znowu?
    Rupert weź chłopca na ręce < przecinek po Rupert
    Nie wiele < niewiele
    Spokojnie Kamilo < przecinek pomiędzy
    zwłaszcza, że < błędny przecinek
    chwycę za siekierę jeśli zajdzie taka < przecinek przed jeśli
    – Kocham cię tatusiu < przecinek przed tatusiu
    To nie ważne! < nieważne
    syna, ani żony. < błędny przecinek
    kto ci powiedział, o tym < błędny przecinek
    – Powiedz, proszę kto ci < przecinek również po proszę
    Cyntii łza potoczyła się po policzku. < zmień szyk zdania
    mi nauczkę.. < a gdzie trzecia kropeczka, dopełniająca ten wielokropek?

    Świetni bohaterowie! Hektor i Cyntia są po prostu boscy, bo każdy ma swój charakterek, może nie idealny, ale prawdziwy. Hektor bardzo spodobał mi się poprzez swoją miłość do syna, której matka raczej nie ma (a tego nie mogę stwierdzić po prologu). Cyntia, mimo że jest nieodpowiedzialna i kieruje się własnymi potrzebami, też jest świetna, chociaż jestem ciekawa, jak rozwiniesz jej postać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... literówek i błędów, to będzie... zwłaszcza, że rozdziały bardzo długie. Jednak śmiało możesz o nich pisać, może w końcu się nauczę i z czasem będę ich popełniał coraz mniej. Tylko przy okazji jakbyś mi mogła wyjaśniać, dlaczego ten przecinek tam stawiamy, a tam nie stawiamy, to byłoby mi bardzo miło i lepiej bym sobie, to wtedy przyswajał.
      Nie tylko Cyntię i Hektora starałem się stworzyć ze "swoimi charakterkami", chciałem by każda postać była niepowtarzalna, wyrazista i taka charakterna na swój sposób.
      Zobaczymy co powiesz, gdy przeczytasz pierwszy rozdział. Od razu mówię, że czas akcji pierwszego rozdziału to rok 1905 (z wyjątkiem retrospekcji z młodości Cyntii i Williama). Tak więc akcja z rozdziałów ma miejsce przed prologiem.
      Pozdrawiam i dziękuję, że zdecydowałaś się zajrzeć i chwycić za taki tasiemiec.

      Usuń
    2. że ten którego wyczekuje się zjawił > przecinek przed którego, ale, tak poza tym, przecież >którego wyczekuje< jest również WTRĄCENIEM do zdania, a wtrącenia opatula się szczelnie przecineczkami.
      – Witam detektywie > http://www.ekorekta24.pl/porady-jezykowe/2-porady-jezykowe/314-przecinek-przed-imionami-nazwiskami-czyli-przed-wyrazami-w-wolaczu Tu masz to pięknie wyjaśnione.
      porze, zawdzięcza pani > noo... tego tu przecinka nie powinno stać, bo ani to zdanie złożone, ani żadne inne.
      Rupert weź chłopca na ręce > link wyżej
      Nie wiele > http://sjp.pwn.pl/slowniki/niewiele.html Ale chyba tego później linkować nie będę musieć, tzn. wszystkie inne błędy ortograficzne? xD
      Spokojnie Kamilo > pierwszy link
      zwłaszcza, że > http://sjp.pwn.pl/zasady/Polaczenia-partykul-spojnikow-przyslowkow-ze-spojnikami;629776.html
      chwycę za siekierę jeśli zajdzie taka > kwestia sporna... ;-)
      – Kocham cię tatusiu > pierwszy link
      To nie ważne! < błąd ortograficzny
      syna, ani żony.< przed ani, a przynajmniej nie tym pierwszym, nie stawiamy przecinka; http://www.prosteprzecinki.pl/przecinek-przed-ani
      kto ci powiedział, o tym > przeczytaj sobie to zdanie na głos. Odpowiedź sama ci się nasunie.
      – Powiedz, proszę kto ci > proszę jest wtrąceniem, a przecinki lubią wtrącenia!
      Cyntii łza potoczyła się po policzku > to zdanie jest po prostu oklepane.
      Wielokropek wiadomo jak wygląda.

      No, tak się postarałam, że nawet to wypisałam! :-D
      Leecę czytać dalej!

      Usuń
    3. Myślę, że poprawiłem większość, ale z pewnością nie wszystko, więc obiecuję potem jeszcze raz przejrzeć tekst, gdy będę mniej zmęczony, skoro i tak sprawdzam czy wszędzie jest ta sama czcionka i myślniki zamiast minusów i inne takie, to co mi szkodzi zerknąć też na zdanie, które wypunktowałaś? Nic.
      Możesz się tak dalej starać i wypisywać! xD

      Usuń
  39. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  40. Prolog zaczyna się świetnie, przyciąga uwagę, Cyntia wydaje mi się być silną kobietą, zastanawia mnie czemu uciekła z chorym dzieckiem od męża, Detektyw postąpił dość brutalnie bo wtargnął do jej pokoju hotelowego w środku nocy budząc Marsela, Marsel jest małym niczego nieświadomym dzieckiem ale myślę że kiedyś dowie się prawdy, myślę że powinna wrócić do męża ze względu na synka, mały potrzebuje ojca i nie ważne jaki on jest.
    Dobrze że detektyw doprowadził ich do domu, Hektor wydaje się być odpowiedzialnym i opiekuńczym ojcem, mam nadzieję że mały szybko wróci do zdrowia, dzielny z niego chłopczyk.
    Hektor dobrze zrobił dając Cyntii zakaz opuszczania domu bez jego zgody, on chce zapewne ratować ich rodzinę tylko nie jestem pewna czy ona tego chce. Zastanawiam sie czy ona naprawdę na kochanka i mam nadzieję że dowiem się tego w kolejnych rozdziałach.
    Pozdrawiam Buntowniczka. http://buntowniczkazezlamanymsercem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem czy dziecko powinno być przy ojcu, niezależnie od tego jaki on jest? Akurat Hektor ojcem złym nie jest, ale w innym przypadku - a i takie były w tych starych, "dobrych" czasach, zdarzało się, że dzieci i żony były przez mężów i ojców maltretowane, i co wtedy? Też dzieci powinny być przy ojcach.
      Hektor i jego zakazy... przekonasz się, że on ma całą paletę barw takich pomysłów z zakazami, karami i innymi... za co niektóre czytelniczki chcą mu oczy wydrapać.

      Usuń
  41. Prolog super .Cyntia zachowała sie troche nieodpowiedzialnie i lekomyślnie zabierając dziecko.Dobrze że małemu nic sie nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  42. Prolog wyszedł Ci wprost świetnie. Dla niektórych postępowanie Cynti (jeśli źle napisałam, przepraszam) może wydawać się nieco dziwne. Ja rozumiem, że chciała Marselowi oszczędzić kolejnej "kłótni" rodziców, choć przyznam, że mogła to lepiej przygotować (chociażby ubrać cieplej dziecko, wziąć jakieś zioła dla dzieci na przeziębienie). Co nie zmienia faktu, że bardzo ją podziwiam za odwagę, bo chociaż spróbowała zawalczyć o lepsze jutro i uwolnić się z toksycznego związku. Jako, że sama tkwię w podobnym (z tym, że u mnie to nie mężczyzna jest problemem) to doskonale ją rozumiem. A już patrząc na czasy w jakich przyszło im żyć to zachowała się niczym bohaterka.
    Ten policjant faktycznie jest jakiś dziwny. Rozumiem, że w tamtych czasach to kobieta należała do mężczyzny, ale mógł przynajmniej mniej nachalnie wejść do tego pokoju. I co się stało z tym, na którego ona czekała? Pewnie się dowiem, czytając resztę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciepłe słowa.
      Tak, dowiesz się co się stało z tym, na którego czekała, ale pod koniec opowiadania, bo prolog dzieje się pięć lat po wydarzeniach z pierwszych rozdziałów ;-) Tak więc, gdy będziesz wytrwała i za szybko mnie nie opuścisz, to się wszystkiego dowiesz.

      Usuń
  43. Witam. Jestem tu pierwszy raz, więc zaczynam czytać od początku. Szczerze mówiąc, nie gustuję w tego typu opowiadaniach, jak również nie interesuję się wiekiem dwudziestym, ale Twoje opowiadanie zaciekawiło mnie, choć jak na mój gust, wolę dużo krótsze rozdziały oraz mniej opisów miejsc. Niekiedy wolę je pominąć, ponieważ mnie nudzą. Co do Twojego stylu pisania, jest czysto książkowy, wolę coś lżejszego. Zastanawia się mnie fakt, dlaczego tytuł Jabłka i Śnieg, ale pewnie się dowiem. Napewno będę czytać dalej i zostawiać komentarze pod pozostałymi rozdzialami. Tymczasem zapraszam do mnie, jeżeli oczywiście będziesz miał czas. Uprzejmie uprzedzam, że moje opowiadanie nie jest skonstrułowane tak, jak Twoje i gdzie niegdzie wkradają się błedy, ale jak rozumiesz, dopiero zaczynam, ponieważ zawsze pisałam same wiersze, które niekiedy wygrywały konkursy, a co do opowiadań - muszę się jeszcze dużo nauczyć, ale po to publikuję aby zbierać opinię inych i poprawiać to, co jest do poprawienia. http://lofreee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mój prolog, jak i całe opowiadanie też nie jest doskonale skonstruowane i zawiera dużą ilość błędów.
      Jeśli nie lubisz takich klimatów, to zawsze możesz wybrać inne z moich opowiadań, albo całkowicie mnie opuścić. Nie pogniewam się przecież, a nie ma sensu się do czegoś zmuszać, gdy się czegoś nie lubi.

      Usuń
  44. Wybacz, że tak długo to trwało, ale w końcu udało mi się wszystko pozałatwiać na tyle, by znowu mieć czas na czytanie innych blogów i prowadzenie swojego. Staram się jak tylko mogę by teraz nadrobić te wszystkie zaległości.
    Przeczytałam streszczenia tych powieści, które mi przedstawiłeś w spamie i doszłam do wniosku, że to mi się najbardziej podoba, dlatego też, od tego zacznę.
    Zauważyłam parę drobnych błędów:
    - „Spisz?” – „Śpisz” ;)
    - „zaczął starając się pozbyć śladu łez z oczów” – powinno być „oczu” - https://pl.wiktionary.org/wiki/oko
    - „– To nie ważne” – jakie? „nieważne” - http://sjp.pwn.pl/slowniki/niewa%C5%BCne.html
    Chyba jeszcze coś widziałam, ale zapomniałam zanotować.
    Zwykle moją uwagę nie przykuwa tego rodzaju literatura, ale muszę przyznać, że ta historia mnie zainteresowała. Nie wiem ile dam radę podgonić i nie obiecuję, że każdy rozdział będę komentować, ale na pewno prędzej czy później przeczytam.

    Pozdrawiam,
    legna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po co się starać by nadrabiać? Jak czegoś się nie da nadrobić, przez małą ilość czasu, a dużą ilość rozdziałów i do tego częstą aktualizację, to wtedy liczy się po prostu czyjaś obecność, to że czyta, a to, że nie na bieżąco i nieregularnie to już sprawa, którą można pozostawić daleko w tyle.
      Śpisz już poprawiłem, Oczu także, Nieważne też i tu wiem, że NIE z przymiotnikami piszemy łącznie, po prostu z rozpędu wyszło inaczej, a potem, przy sprawdzaniu, sam też tego nie zauważyłem. Dużo rzeczy nie zauważam (ogonków, przecinków).
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny. Mam też nadzieję, że gdy tutaj powrócisz, to nowy szablon przypadnie ci do gustu.

      Usuń
  45. Prolog, który daje dużo do myślenia - ciekawe, i mało spotykane. Od samego początku wiedziałam, że mam do czynienia z autorem dojrzałym - podoba mi się to coraz bardziej.
    Cieszę się, że jest to opowiadanie osadzone na początku XX w. Jest to okres, który bardzo lubię i czasem chciałabym się w tych czasach urodzić.
    Czekam z niecierpliwością na rozdział pierwszy.
    K.

    OdpowiedzUsuń
  46. Muszę podzielić swój komentarz na dwie części - blogspot uznał, że jest niestety zbyt długi i nie pozwolił wstawić mi go w całości.
    (1/2)Kiedy tylko przeczytałam Pański komentarz pod moim rozdziałem, którego forma tak mnie urzekła - musiałam zajrzeć tu od razu, inaczej jestem pewna, że nie dałabym rady zasnąć dzisiejszej nocy.
    Tak jak zawsze to robię - przejrzałam najpierw wszystkie zakładki. Już samo wprowadzenie do powieści mnie zaintrygowało i tylko utwierdziło w tym, że nie zrobiłam błędu przychodząc tu - nawet w środku nocy.
    Zapoznałam się w bohaterami, którzy już na pierwszy rzut oka wydają mi się zupełnie odmienni i wyjątkowi. Osobiście nie miałam nigdy doczynienia z serialem, który jest częściową inspiracją, ale wierzę, że nie jest głównym filarem tego utworu.
    Na podstronie przez Pana utworzonej, widziałam też linki do innych Pańskich opowiadań, które po przeczytaniu tego, mam zamiar w najbliższym wolnym czasie pochłonąć.
    Cieszy mnie, że jest tak wiele zaplanowanych rozdziałów i mam szczerą nadzieję, że nic się co do tego nie zmieni.
    "Wprowadzenie: Nowy początek" - Zdecydowanie, było to typowe wprowadzenie - jednak w swojej typowości całkowicie nietypowe. Zamieścił Pan w tym poście wiele przemyśleń i prawd o człowieku i jego naturze w taki sposób, że nie zdawałam sobie do końca sprawy, że czytam coś, co jest przykre(bo ta prawda jest bardzo przykra), a ja byłam podekscytowana. Czytałam to dosłownie z wypiekami na twarzy przez sposób, w jaki Pan to opisał. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
    "Prolog" - Pierwsza scena jest niezwykle urocza. Mama, która śpiewa swojemu choremu synkowi - takie chwile zawsze chwytają mnie za serce. To świetne, że umieścił Pan też same słowa piosenki, która jest tak samo niezwykle poruszająca, jak chyba wszystkie Edyty Bartosiewicz, której osobiście jestem wielką fanką.
    Przyznam, że pod koniec akapitu, umieszczonego pod tekstem piosenki - serce mi zamarło. Kiedy Cyntia zawisła z poduszką nad twarzą chłopczyka, byłam pewna, że właśnie pierwsza scena straciła dla mnie urok, bo teraz ta kochająca matka, której miałam wyobrażenie, chce zabić swojego malutkiego synka. Byłam szczerze przerażona. Na szczęście, tak się nie stało - okazało się, że jest zupełnie przeciwnie - kobieta chciała uciekać wraz z synkiem.
    Czytając drugą część, po głowie chodziły mi tylko pytania: Kim jest Hektor? Kim jest Martin? Rozumiem, że Hektor jest mężem Cyntii. Zgaduję, że nie sprawdza się dobrze w tej roli, skoro kobieta zdecydowała się na tak drastyczny krok, jakim jest ucieczka z dzieckiem. Matka zniesie wiele dla swojej pociechy. Cyntia na pewno wiele znosiła, żeby jej synek mógł pozostać w pełnej rodzinie - w takim razie co takiego wydarzyło się, że kobieta "pękła"? Chyba, że wcale nie była to główna wina Hektora, a poryw serca Cyntii, zakochanej w owym mężczyźnie, tak niedyskretnie wspomnianym przez detektywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (2/2)W kolejnej części, zaczęłam nabierać pewności, co do mojej oceny Hektora. Samo to, jak przerażona była sprzątaczka rozmową z nim, przyprawiło mnie o ciarki, podobnie jak wzmianka "Moje żona nie ma tutaj nic do powiedzenia". To od razu głębiej naświetla sposób, w jaki Hektor musi traktować małżonkę.
      Jednym mi jednak zaimponował - brakiem strachu, jeśli chodzi o pracę. Większość zamożnych mężczyzn, kazałoby pracować mimo choroby lub znaleźć do tej pracy kogoś innego. On jednak - zadeklarował, że sam się tym zajmie, czym byłam naprawdę zdziwiona.
      Hektor nie może być też złym ojcem - co widać po tym, jak malec jest za nim.
      W czwartej części - moje wątpliwości dotyczące bohaterów były już całkowicie rozwiane. Martin okazał się bratem Cyntii - niezwykle jednak fałszywym, skoro wydał własną siostrę. Kim więc jest tajemniczy kochanek(o ile takowy w ogóle istnieje)? Hektor jest strasznie władczy i nie szanuje swojej żony - co działa w dwie strony. Jedyne ciepłe uczucia, jakie wyczułam, pokazały się w momencie, kiedy Hektor wyznał, że nie lubi, kiedy jego żona płaczę - sam ją jednak do tego płaczu doprowadził. Ich relacja jest bardzo zawiła i trudno mi po prologu zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.
      Po przeczytaniu całości, jestem pełna sprzecznych uczuć. Z jednej strony rozumiem gniew Hektora, z drugiej chcę poznać stronę Cyntii - dowiedzieć się, dlaczego właściwie uciekła i dlaczego próbowała zdenerwować męża mówiąc mu, że Marsel nie jest jego synem? Czy to prawda i jeśli tak - czyim jest i kim jest ten człowiek? Jakie relacje łączą ją w takim razie z samym Hektorem(a raczej łączyły, bo jeśli coś między nimi było - już się wypaliło). Tak wiele pytań, a nie mam możliwości przeczytania już kolejnych rozdziałów.
      Jestem urzeczona sposobem, w jakim się Pan wysławia. Rzadko można spotkać mężczyznę który pisze - jeszcze rzadziej można spotkać mężczyznę, który pisze dobrze i tak pięknie się przy tym wysławia.
      Na pewno może mnie Pan zaliczyć do grona swoich stałych czytelników - zarówno ze względu na Pański styl pisania, jaki i samą opowieść. Życie tych bohaterów i ich dalsze losy niezwykle mnie w tej chwili ciekawią, dlatego z niecierpliwością będę czekała, aż ukaże się pierwszy rozdział.
      Na koniec chciałabym wspomnieć też co-nie-co o szablonie, który stwarza świetną atmosferę tej powieści. Do tego jest w jednych z moich ulubionych kolorów, dzięki czemu czyta mi się jeszcze przyjemniej.
      Dziękuję, że pojawił się Pan na moim blogu, reklamując przy tym swój - wciągając mnie tym samym w ten niesamowity świat, który na pewno długo nie opuści moich myśli.
      Pozdrawiam ciepło i życzę dużo pomysłów oraz wytrwałości w pisaniu zarówno tego, jak i innych opowiadań. :)

      Usuń
    2. Moi Rodrigezowie powstali na długo przed "Gran Hotelem" (serialem). Po prostu napisałem kiedyś kilka luźnych, niepowiązanych z sobą części, dotyczących małżeństwa, a właściwie ich potyczek, dziejących się na początku XX wieku. Potem doszło do tego kilka scen erotycznych. Później zapragnąłem to zlepić w całość (mniej lub bardziej spójną). Ciągle jednak wydawało mi się to za nudne, więc dodałem elementy detektywistyczne. A później obejrzałem serial, buchnąłem z niego pojedynek i akt własności, do czego w pełni się przyznaję, no i zmieniłem Williamowi kolor włosów, bo w pierwotnej wersji chłopak był blondynem, przez co mały Marsel też bym blondynkiem, a nie ciemnowłosym chłopcem.
      Muszę cię poprawić "Wprowadzenie: Na zły początek".
      Co do jednego masz racje - Hektor jest władczy, ale czy do końca jest złym mężem. O tym się przekonasz czytając dalsze części, gdzie już z pierwszej dowiesz się, że Marsel nie jest synem Rodrigeza.

      Usuń
  47. uff tego się nie spodziewałam :D Oczywiście to coś nowego i fajnego .Jeszcze nie czytałam takich opowiadani .Mam mieszane uczucia z jednej strony Hektor jest kochającym ojcem ,ale nie sadze żeby kochał Cyntie raczej traktuje ją jako jego obowiązek. Bardzo tej miłości między nimi nie widać . Co do Cyntii ,hmm . . . kocha innego i nie zwraca w tym uwagi na syna ,ale no każdy ma prawo kochać tak. Nie wiem jakoś nie umiem stać po czyjejś stronie. Chyba że po stronie chłopca który jest wychowywany w niewiedzy . Bardzo fajny i długi prolog :D Zobaczymy co znajdę dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniekąd tak, traktuje żonę jako obowiązek, bo takie były czasy, musiał się nią opiekować jako mąż i jako pan domu, głowa rodziny, pragnął by rodzina była w komplecie.
      Jesteś po stronie urwisa? Ojej, ciekawe czy polubisz Marselka w kolejnych rozdziałach, bo on bywa... okropnym bachorem... jest bardzo niegrzeczny.

      Usuń
  48. Świetnie piszesz, ten prolog jest jednym z lepszych jakie ostnio przeczytałem. Moim zdaniem Hektor nie odpuści, jestem ciekaw kim jest ten jej kochanek. I dlaczego jej brat ją zdradził. Wszystko mnie ciekawi :) na prawdę fajnie napisane, i cały pomysł jest świetny. Dzięki za zaproszenie :) cieszę się że to przeczytałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kochanku jest już mowa w pierwszym rozdziale, który ma miejsce na długo przed prologiem. Natomiast dlaczego brat Cyntię zdradził... o tym dowiesz się przy samym końcu powieści.
      Pomysł nie wiem czy jest świetny, czasami uważam, że wszystko tutaj za mocno skomplikowałem i czytelnicy zaczną się gubić.

      Usuń
  49. Może na samym początku napiszę, że już dawno miałam zamiar zabrać się za czytanie. Właściwie od chwili, kiedy w swoim Spamie znalazłam zaproszenie, ale... Zerknęłam, spodobał mi się wygląd, zwiastuny.... Niestety, link musiał pozostać w Spamie i swoje “odleżeć“ ;) Chyba w końcu przyszedł TEN czas i zabiorę się za czytanie, bo po tym prologo po prostu nie mogę tu nie wrócić:)
    Nie będę niczego obiecywać, ale na pewno przeczytam wszystkie zaległe rozdziały w swoim tempie. Dobra, zaległości pewnie będę miała zawsze, ale możesz zaliczyć mnie do grona czytelników. A może i coś skomentuję, chić czy ja wiem, czy to taki dobry pomsł? Co ja mogę. komentować? Ja - początkująca? Moje wypociny przy tym to... no, szkoda gadać.
    Wkrótce wrócę, żeby przeczytać kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zrozumiałe, że musiał swoje odleżeć, bo ja też nie wchodzę do opowiadań innych od razu, zazwyczaj nie mam na to czasu na zawołanie.
      Też czytam w swoim tempie... :) Też więc rozumiem.
      Komentuj, komentarze zawsze dają kopa, taką motywacje, a ja czytam komentarze nawet do zaległych rozdziałów, tylko odpisuję na nie ze znacznym opóźnieniem (jak właśnie sama widzisz).

      Usuń
  50. Dziwnie mi się czyta spolszczone imiona - Cyntia, Marsel. Może dlatego, że jestem wzrokowcem i na takie rzeczy automatycznie zwracam uwagę.
    Patrzę na ten tekst, siłą rzeczy z perspektywy kobiety współczesnej. Nie ukrywam, że na dzień dobry nie polubiłam Hektora i nawet skierowałam pod jego adresem kilka niepochlebnych epitetów. Rozumiem,że tamte czasy były inne, ale to nie przeszkadzało mi rzucić wodze fantazji, i w nich porządnie złoić mu dupsko (czyżbym odkryła w sobie utajoną sadystkę?;)).
    Dla zachowania obiektywizmu - Cyntia zachowała się nieodpowiedzialnie zabierając ze sobą chore dziecko. Tak się nie robi. Przy okazji - ten Marsel to prawdziwy słodziak. A co do Cyntii to mam nadzieję, że nie pozwoli po sobie jechać i pokaże charakterek.
    Rozdział jest interesujący, czyta się płynnie.
    I, to takie moje skojarzenie, odebrałam go jak fragment sztuki teatralnej.
    Pozdrawiam,
    Skye.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jesteś wzrokowcem, to chyba tym lepiej, bo czytasz tak jak widzisz. Imię Cyntia naprawdę istnieje, nie musi mieć formy Cynthia i to dlaczego bohaterka ma akurat takie imię, będzie jeszcze wyjaśnione. Marsela spolszczyłem, bo gdybym pisał Marcel, to większość czytających czytałaby właśnie bez zamiany C na S. Rodrigez spolszczyłem dla własnej wygodny, podobnie jak Hektor, bo hiszpańska pisownia ma taką kreskę nad e albo na c... musiałbym za każdym razem jego imię kopiować, więc... nie byłoby to wygodne.
      Ja wiem, że większość kobiet, która przeczyta to opowiadanie będzie patrzyła na nie przez pryzmat czasów współczesnych, jednak ważne jest by czytać świadomie i zdawać sobie sprawę, że ona nie może tak po prostu od niego odejść, bo dziecko należy do niego i o ile sama mogłaby opuścić męża, o tyle syna musiałaby z nim zostawić, bo to ojciec decydował o zamieszkaniu dzieci, a nie matka.
      Hektor jest taką postacią, którą albo się nienawidzi albo wręcz kocha i to od pierwszych rozdziałów. Wszystko zależy od tego jaki czytelniczka ma gust i jakich mężczyzn ludzi. Niektóre wolą stanowczych, nawet jeśli to dranie, niżeli spokojnych, cichutkich, takich zawsze ciepłych.
      Mogłaś przytoczyć te epitety, ubawiłbym się podczas ich czytania xD Ja naprawdę nie mam nic przeciwko, jak ktoś obraża moich bohaterów, bo nie stworzyłem ideałów, których zawsze trzeba lubić i każdy ich ruch popierać.
      Cyntia miała powód by nie zwlekać i zabrać z sobą chore dziecko, ale o tym dowiesz się pod sam koniec powieści.
      Marsel słodziak? On strasznym urwisem będzie.
      Ostatnie zdanie, to o sztuce teatralnej traktuję jako prawdziwy komplement.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  51. Zabrałam się wreszcie za czytanie ☺ Barrzo dobrze piszesz, obrazowo, lekko, przyjemnie się czyta. Styl pisania jest też taki starszy, pasuje mi do czasu opowiadania. Polubiłam Hectora i czuję że będę cierpieć czytając więcej o romansie Cyntii. Chciałabym ją polubić, ale rzeczywiście zachowuje się bardzo nieodpowiedzialnie. No cóż, zobaczymy co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi się wydaje, że tylko prolog jest tak w miarę dobrze napisany. Dalej pochłonęło mnie lenistwo i jest bardziej "sucho".
      Cieszę się, że polubiłaś Hektora, zwłaszcza, że to jest taka osoba, która nie daje rady być "pośrodku". Jego można albo lubić, albo nienawidzić. Jeśli chodzi o kobiety, to zależy to od ich prywatnego typu mężczyzny, jeśli wolą męskiego i peremptorycznego, to Hektor stanie się ich ulubieńcem, jeśli wolą cieplejszych, bardziej skorych do przegadania, takich... słodziaków, to Hektor będzie u nich na straconej pozycji.
      Cyntia... Cyntia była wychowywana w przekonaniu, że wszystko może i to wychowanie poniekąd ją skrzywdziło, a wyszło to dopiero po małżeństwie, bo wcześniej nie sądziła, że ktoś jej będzie wyznaczał co, gdzie, kiedy i jak i jeszcze zasłaniał się dobrymi intencjami.

      Usuń
  52. Wiesz, naszła mnie jeszcze jedna myśl. Zwykle jak się czyta książki z wątkiem młodzieńczej miłości i nieszczęśliwego małżeństwa, przedstawiane jest to w odwrotnej kolejności. Najpierw jest pokazana historia miłości, potem nieszczęśliwe koleje losu, potem wreszcie małżeństwo z rozsądku i ew. zdrady męża z pierwszą miłością. Budując w ten sposób fabułę czytelnik pokochuje nieszczęśliwych kochanków. Ty przedstawiłeś to zupełnie z innej strony, tak, że wydaje mi się, że wcale mi nie będzie ich żal, a jeśli kogoś będzie mi żal to raczej właśnie męża, który nic nie zawinił, a jest tak traktowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajesz mi do zrozumienia, że zacząłem od dupy strony?
      Prolog dzieje się około 5 lat po wydarzeniach z pierwszego rozdziału (nie licząc tych z poznania Cyntii i Williama, oraz dalszych retrospekcjach o nich). Tak więc poniekąd zacząłem szablonowo - od tego pierwszego zakochania, jednak o nie tylko liznąłem, bo chciałem by Willi pozostawał taką zagadką, by nikt nie spodziewał się jego rychłego powrotu, albo raczej zawodził jego brakiem. Większość osób, które tutaj trafiają, właśnie tak sądzą, że to opowieść o młodzieńczej miłości i nieszczęśliwym małżeństwie, dlatego spodziewają się szybkiego powrotu kochanka i chłodu w małżeństwie, które powstało z interesu. Ja chciałem przedstawić to nieco inaczej. Wydaje mi się, że kobiety mają w sobie na tyle uczuć i romantyzmu, że nie umiałyby tyle lat udawać, trwać przy kimś, sypiać z kimś i zupełnie nic do tej drugiej osoby nie poczuć, a wciąż wzdychać do tego co miało miejsce kilka czy nawet kilkanaście lat temu i tęsknić za tym ulotnym.
      Oj, nie uważam by Hektor niczym sobie nie zawinił. W tej opowieści każdy bohater... niemal każdy bohater ma drugie dno i Hektor nie jest tylko wrobionym w dziecko mężczyzną. On nie pojawił się tylko po to by być mężem rozpuszczonej panny. A czy jest źle traktowany...? Sam nie zawsze dobrze traktuje swoją żonę.

      Usuń

Czytam = Komentuję

Anonimowi – podpisujcie się!


Zapraszam was na swój blog autorski, gdzie znajduje się więcej informacji jak i opowiadań, oraz linków do nich: http://dariusz-tychon.blogspot.com/