piątek, 13 maja 2016

Rozdział 16: Dla jej dobra


Zachęcam także do zapoznania się z wcześniejszym postem  Rozdział 15: Ktoś umiera, ktoś się rodzi

Tym co trafili tu po raz pierwszy, przypominam, że opowiadanie zaczyna się od postu - Wprowadzenie: Na zły początek

Mijał dzień za dniem, a one wszystkie były do siebie podobne. Cyntia rozpaczała stratę ukochanego taty, nie chciała jeść, odmawiała zejścia na posiłki, a nawet płynów przyjmowała niewiele. Hektor nakazywał służbie, by jedzenie przynosili im do pokoju. Tutaj jednak kłopot się nie kończył. Cyntia, jeśli już jadła, to naprawdę niewiele, chudła w oczach, mizerniała. Hektorowi było trudno na to patrzeć ze spokojem, dlatego z początku, cierpliwie starał się ją przekonać do zmiany postępowania i nie szkodzenia samej sobie. Spokojem nic nie uzyskał, a więc niedługo potem, gdy już jego irytacja sięgnęła niemal szczytu piramidy, spróbował inaczej.
Jak długo to jeszcze potrwa? – zapytał wprost, przechadzając się z synem po pokoju.
Maluch czuł się bezpiecznie będąc na jego rękach. Wtedy najdłużej i najspokojniej spał. Teraz też miał zamknięte powieki, które od wcześniejszego płaczu były mocno posiniałe, a usteczka wciąż mu drżały, jakby z zimna, ale było to wynikiem snu.
Nie rozumiem o co ci chodzi – odrzekła niesympatycznym tonem i odłożyła na talerz kanapkę po zrobieniu zaledwie dwóch gryzów. Nie wyciągnęła dłoni po syna, nawet o niego nie zapytała.
Sam Hektor odnosił wrażenie, że Marsel był jego żonie obojętny... że ostatnio wszystko było jej obojętne, dlatego ośmielił się wytknąć, albo raczej przypomnieć kim jest i jaka wciąż jest jej rola, niezmienna.
Jesteś żoną i...
Wiem kim jestem i wiem kim byłam! Byłam córką wspaniałego człowieka i nigdy go już nie zobaczę. – Upadła na poduszki i zalała się łzami.
Hektor przewrócił oczami. Ledwie trzymał za wodze swoje nerwy i szczerze miał już dość, że Julian Montenegro, nawet po śmierci, psuje mu tyle krwi.
Czyli jeszcze długo zamierzasz taka być? Długo to jeszcze będzie trwało, tak? – Miał w planach odłożyć Marsela do koszykowej kołyski, ustawionej na niewielkim, okrągłym stole, ale jedna z służących zapukała do drzwi. – Proszę – rzekł, zmierzając z dzieckiem na rękach do saloniku.
Pani Marta Montenegro chciałaby się pochwalić wnukiem. Przybyły jej przyjaciółki i Martin także jest, czy mogłabym…
Nie, on jest za mały i jeszcze za słaby, by z niego czynić zwierzaka estradowego na własności Marty Montenegro. Jeśli teściowa czegoś ode mnie chce, to niech sama przyjdzie i o to prosi. Byleby nie prosiła o mego syna. Nie dostanie go. Żegnam. – Zatrzasnął drzwi za pokojówką, gdy ta tylko wyszła, a wyszła prędko, nie nalegała, bo jego ton był bardzo nieuprzejmy.
Rodrigez z dzieckiem na rękach powrócił do sypialni i miał zamiar kontynuować rozmowę z żoną, gdy tym razem w pokoju zjawiła się Laura. Oczywiście wtargnęła bez pukania. Hektor już miał ją pouczyć, ale Marsel zaczął się budzić. Chłopiec nie lubił, gdy się tak inni kręcili, jakby go denerwował odgłos samych kroków, choćby najcichszych, choćby takich na paluszkach.
Wezmę go – zaproponowała dziewczyna.
Do Marty Montenegro?! – uniósł się szybko, gniewnie.
Możesz nie wypowiadać takim tonem imienia mojej matki!? – wrzasnęła na męża Cyntia.
Będę wypowiadał tak, jak mi się będzie podobało, a ty zajmij się w końcu czymś pożytecznym, niż rozpaczą, bo to nie zwróci życia twemu ojcu!
Małego Marselka wystraszyły krzyki dorosłych. Jeszcze zanim otworzył swoje maleńkie powieki, wydał z siebie płaczliwy wrzask i zaczął marszczyć czoło. Niemal trząsł się z wściekłości. Cyntia w tym czasie przeszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi, jakby chciała się odgrodzić od wydawanego przez jej syna hałasu.
Obudziłeś go – zarzuciła bratu Laura. – Zdenerwował się. Daj mi go, tylko go przełóż, bo ja go inaczej nie wezmę... tak…
Zanieś go opiekunce Edwarda. Ja muszę porozmawiać z żoną – przerwał jej szybko, niezwykle stanowczo. – Tylko bym potem go nie szukał. I miej go cały czas na oku – uprzedził rozkazującym tonem.
Oczywiście, jego nie da się nie mieć na oku. Wystarczy go spuścić z oczu na chwilę moment, a już się rozryczy i trzeba znów mu poświęcać uwagę.
Bo jest towarzyski. – Hektor uspokoił nieco synka, włożył do koszyka i poprawił okrycie tak, by chłopczyk nie mógł złapać go w usteczka.
Będzie rozpuszczony – zapowiedziała panna Prevost. – Rozpuszczą cię jak dziadowski bicz, a potem nie będą mogli sobie z tobą poradzić – zwróciła się do ponownie zasypiającego bratanka.
Trzymając uważnie koszyk wyszła z pokoju i skierowała się w stronę saloniku, gdzie czekała na nią Marta Montenegro.
Nie wiem dlaczego mój brat sam pani nie chciał go dać – rzekła. – Ale proszę go już ode mnie zabrać, bo znowu zaczyna się krzywić. Będzie ryczał – dodała z lekką odrazą.
Kochała Marsela na swój własny, niepowtarzalny sposób, bo był synem jej brata i bywał słodki, ale nigdy nie przepadała za tak małymi dziećmi, i chłopczyk nie zdołał rozczulić jej na tyle, by nagle zaczęła za nimi przepadać.
Oczywiście, już go biorę. – Babcia wzięła Marsela na ręce, wyjmując go uważnie, z należytą delikatnością z koszyka. – Dlaczego pokojówki cię ładniej nie ubrały? Nawet nie masz na główce czapeczki. Babcia zaraz zrobi z nimi porządek. Pokaże ci jak należy traktować służbę. Ostro i z dystansem.
Marsel z szeroko otwartymi oczami, patrzył na niemal obcą mu kobietę. Ssał kciuk, którym ledwie trafił do ust. Zazwyczaj mu się to nie udawało, więc postanowił wykorzystać okazję, przez co ssał bardzo intensywnie, zachłannie.
Babcia cię wszystkiego nauczy. Uwielbia cię, wiesz? Bo ty jesteś babci przyszłością. – Musnęła malca w czoło.
W sensie takim zabezpieczeniem na przyszłość? – dopytywała Laura. – Chce pani, by się nią opiekował na starość, czy coś w ten deseń, tak?
Marta Montenegro zrobiła minę i pokręciła głową.
Dorośniesz, to zrozumiesz. – Uśmiechnęła się niby ciepło, ale i tak ten uśmiech mroził. Oddaliła się, by dowiedzieć się kto tak wyszykował jej wnuka.
Pan Rodrigez nie każe nikomu dotykać tego dziecka. Sam się nim zajmuje, on i pani córka – wyjaśniły pokojówki, choć wiedziały, że Cyntia nie poświęca synowi prawie wcale uwagi, bo zamiast to czynić, to topi się we własnej rozpaczy. – I jest też niańka Edwarda, proszę pani, ona także się nim zajmuje, ale nie ma wglądu w garderobę dziecka i bardzo mało z nim jest.
Dziękuję, to tylko potwierdza moje przypuszczenia, iż mój zięć nie jest do końca normalny – rzekła Marta, jednocześnie podała dziecko służącej. – Przebierz go w coś eleganckiego i drogiego, a potem mi go przynieś. Będę z przyjaciółmi w restauracji – wydała polecenie wdowa, która jak widać ani trochę nie rozpaczała po stracie męża.

Hektor w tym czasie popukiwał delikatnie w drzwi łazienki.
Moment – słyszał co jakiś czas, na przemian z odgłosem puszczanej wody.
W końcu nie wytrzymał i wtargnął do środka.
Możemy dokończymy rozmowę, którą zaczęliśmy? – zapytał spokojnie, choć w jego żyłach ciągle wrzało. Postanowił, że postara się utrzymać taki ton, by żony nie płoszyć, by spróbować do niej dotrzeć, by jej jakoś pomóc.
Chcesz mi wypominać, to że płaczę czy to, że nie…
Chcę zapytać, jak długo jeszcze potrwa twa żałobna postawa pokutnicy? – warknął i w myślach przeklął samego siebie, że dał jej się tak szybko sprowokować, a przez to po jego postanowieniu już nic nie pozostało.
Chciała go wyminąć, ale zagrodził drzwi.
Chciałabym…
Znów położyć się do łóżka? Na zmianę spać i płakać?
To nie twoja…
Moja, bo jestem twoim mężem, do cholery!
Nie wrzeszcz na mnie! – odkrzyknęła, ale głos jej się załamał, a łzy wstąpiły na policzki.
Nie będę, ale pozwól ze mną – polecił, otworzył przez żoną drzwi i wskazał ruchem głowy, że ma przez nie przejść.
Wykonała jego polecenie. Marzyła o tym, by zamówić sobie jakiś zioła na sen i odpłynąć. Nie czuć…
Siadaj – polecił surowo, gdy znaleźli się przy łóżku. Sam podsunął sobie krzesło tak, by znajdować się naprzeciw niej. Wychylił się jedynie po to, by zadzwonić dzwonkiem po lokaja.
Dlaczego…
Zobaczysz – zapowiedział, nie czekając aż żona dokończy pytanie, a gdy mężczyzna w eleganckim uniformie zapukał do drzwi, Hektor zaprosił go do środka. – Proszę przynieść jakiś bulion i koniecznie drugie danie. Wszystko jedno jakie, byle dobre i pożywne.
Mogłeś zejść do restauracji, jeśli jesteś głodny – stwierdziła, kiedy kelner zniknął za drzwiami. – Marsela nie ma, bo twoja siostra go zabrała, więc spokojnie byś się najadł – dodała, przyzwyczajona już do tego, że to jej mąż zajmuje się ich wspólnym dzieckiem.
Myślę, że mógłbym zjeść nawet, gdyby nasz syn był obecny w tym pokoju. W tym czasie, nawet gdyby kwilił, po prostu spoczywałby na twoich rękach – objaśnił, starając się trzymać nerwy na wodzy.
Dostałabym od tego migreny – szepnęła, ale tak cicho, że Hektor tego nie usłyszał.
To nie było zamówienie dla mnie – powiedział w końcu.
Ja nie będę… – już miała się unieść, ale jej przerwał.
Dyskutować! – warknął. – Nie będziesz dyskutować – powtórzył nieco spokojniej i przeszedł do drzwi, by przejąć wózeczek od kelnera.
Akurat jest pora obiadu, więc wszystko ciepłe, nie trzeba było podgrzewać, panie Rodrigez – służący wytłumaczył swoje prędkie przybycie.
Dziękuję, możesz już odejść. Potem zwrócę ci wózek.
Oczywiście, jak pan każe. – Mężczyzna ukłonił się i wyszedł, choć wcale nie było mu na rękę porzucanie wózka kelnerskiego, gdyż ten był mu jeszcze potrzebny, ale z zięciem właścicielki nie ośmielił się dyskutować.
Rodrigez podjechał wózeczkiem do sypialni, zasiadł na krześle i chwycił za chustkę. Rozłożył ją na kolanach żony.
Nie jestem…
Ciii. Spokojnie. Musisz jeść. – Postawił na swojej lewej dłoni podstawek z bulionówką, a w prawą chwycił łyżkę. – Otwórz buzię.
Nie… – Zanim się obejrzała pierwsza, drobna porcja płynu znalazła się w jej ustach. Przełknęła i obiecała sobie w myślach, że więcej się nie odezwie.
Hektor spokojnie nabrał drugą łyżkę.
Cyntio – rzekł wymownie.
Pokręciła głową.
Por favor.
Łyżka już znajdywała się przed jej ustami, dosłownie ich dotykała, a ona nadal milczała, ze wzrokiem wbitym w jeden punkt na dywanie.
Hektor z irytacją odłożył łyżkę do bulionówki i złapał się za czoło. Pokręcił głową z niedowierzaniem, spojrzał też w sufit.
Musisz jeść.
Nie chcę.
Mało mnie to obchodzi. – Odłożył naczynia na wózek. – Jeśli nie chcesz abym cię karmił, to proszę, zjedz sama, choć pół zupy i ćwierć obiadu.
Nie chcę. Nie jestem głodna.
Wstał z wyraźnym gniewem wyrysowanym na twarzy.
Mam wezwać lekarza, by cię przez nos karmił, czy sam mam cię nakarmić na siłę!? Tego chcesz!? – zaczął się nad nią roztrząsać. Dla udowodnienia swoich słów, chwycił lewą dłonią za jej kark, a prawą nabrał nieco płynu na łyżkę. – Otwórz usta, natychmiast.
Usiłowała pokręcić głową, ale za mocno ją trzymał. Na dodatek jej włosy zaplątały się między jego palcami i także w obrączkę, co sprawiało, że bolało ją przy każdym ruchu.
Nie będę się powtarzał – zapowiedział.
Łyżka napierała na jej usta, więc nie miała innego wyjścia, jak tylko je otworzyć. Zaraz po przełknięciu, w jej buzi wylądowała druga porcja. Tym razem nie zamierzała jej posłusznie połknąć. Wypluła.
Co to miało być!? – warknął o wiele za głośno. Usiadł naprzeciw żony i chwycił jej podbródek w dwa palce, przyszczypując przy tym fragment skóry. Zmusił, by na niego spojrzała, jednak po tym szybko zabrał dłoń i położył ją na swoim kolanie. – Albo zjesz, albo cię zleje, a po wszystkim i tak będziesz musiała coś zjeść. – Posunął się do groźby. Wcisnął w jej dłoń łyżkę. – Czekam i nie odpuszczę – zapowiedział.
Możesz zrozumieć, że…
Lanie najpierw? – zapytał z gniewem, wylewającym się z każdym słowem coraz mocnej.
Nie możesz…
Mogę i się nie zawaham. Jako mąż mam swoje prawa i nieustannie ci o tym przypominam. W końcu doprowadzisz do tego, że przypomnę ci tak, iż już nie zapomnisz. Do tego chcesz doprowadzić? Do tego bym stanął nad tobą z jakimś kijem w ręce?
Spojrzała na niego z wyraźnym strachem w oczach i tym wyrazem twarzy sprawiła, że nieco spuścił z tonu.
I tak tego nie zrobię, nie bój się – uspokoił. – Nie potrafiłbym. Co najwyżej potraktuję cię na tyle lat, na ile teraz się zachowujesz, czyli przełożę przez kolano, ale zapewniam, że i tego pragniesz uniknąć, dlatego smacznego.
Hektor był zirytowany, ale starał się nad sobą panować. Cyntia wyczuwała jego gniew, a ton, jakim się do niej zwracał, był tak inny od tego, który znała. Przez chwile chciała w to nie wierzyć. Sądziła, że jej mąż nie byłby w stanie jej tak po prostu zlać, jakby była niesforną kilkulatką. Jednak, gdy zerknęła w jego oczy i usłyszała ponownie smacznego, coś w jego głosie, jak i w spojrzeniu, zdawało się ją skutecznie przekonać do możliwości ziszczenia tych gróźb. Chwyciła pewniej łyżkę w dłoń i zamoczyła w bulionie. Z trudem przełknęła pierwszy łyk, ale pomimo tego zmusiła się do kolejnego.
Wystarczy już? – zapytała po zjedzeniu połowy.
Tak, teraz drugie danie. – Na miejscu bulionówki z rosołem, znalazł się talerz z ziemniakami, kotletami i świeżymi warzywami.
Ja już nie chcę – wyznała przez łzy.
Nie dyskutuj ze mną, chyba ci już to powiedziałem, tak!? – ostrym tonem sprowadził ją do posłuszeństwa.
Chwyciła za widelec i nabrała nieco warzyw.
Była zasmucona, płakała, ale jadła, a Hektor w spokoju się temu przyglądał, z rękoma splcionymi na piersi. Nie miał w sobie ni krzty litości, bo wiedział, że kieruje nim tylko i wyłącznie dobro żony, i troska o nią.
Nie chcę dla ciebie źle, ale musisz odzyskać siły, by móc ze mną i Marselem wybrać się na spacer – zaczął, wyciągając w jej kierunku dłoń z białą chusteczką – bo my cię Cyntio potrzebujemy, wiesz o tym?
Ciepły ton i delikatny uśmiech sprawiły, że Cyntia przypomniała sobie, że jej mąż choć szybko i gwałtownie wpada w złość, to równie szybko się rozpogadza, a cały zły nastrój jemu wtedy przechodzi, i stara się załagodzić konflikty, w które wcześniej popadł.

Kolejne dni minęły Rodrigezom bardzo podobnie. Cyntia nadal nie chciał za dużo jeść, ale odbywało się bez wrzasków i gróźb. Hektor dbał o to, by przyjmowała posiłki regularnie i w wystarczającej ilości. Dwa tygodnie później zaczęła wracać nie tylko do formy, ale także do życia i to jej bliskich cieszyło najbardziej. Mąż wraz ze szwagierką, nawet namówili ją na wspólny spacer po ogrodach, oczywiście wraz z małym Marselem, śpiącym w wózku pożyczonym od Julii, bo jego nowiuteńki, dopiero co kupiony i kremowy, znajdował się w posiadłości Rodrigezów, i był prezentem od Laury Prevost. Chciała by jej bratanek był wożony w najnowszym modelu, odbiegającym nieco od klasyki. Po spacerze Hektor zapowiedział, żonie, że czas już wracać do domu... ich domu.
Wsiadł do samochodu i pożegnał się z posiadłością Montenegro szerokim uśmiechem. Cyntia zasiadła z przodu i zerknęła do tyłu na Laurę oraz Marsela śpiącego w koszyku. Malec wyraźnie nabierał sił i wydawał się rosnąć w oczach. Pulchniał nie tylko na brzuchu i udach, ale przede wszystkim na twarzy. Jego policzki nabierały pucołowatego kształtu i sprawiały, że gdy bardzo szeroko się uśmiechał, to oczu zupełnie nie było mu widać.
Strasznie utył – skomentowała Laura, a Hektor i Cyntia nie byli w stanie powstrzymać lekkiego śmiechu. – Powiedziałam prawdę. Spójrzcie na jego policzki, jak buldog normalnie – dodała łapiąc bratanka za pólaski.
Nie rób mu tak, on tego bardzo nie lubi – uprzedził Hektor wyjeżdżając na główną drogę, która była zupełnie nową i tworzyła objazd wprost do jego posiadłości, na wypadek, gdyby wąwóz ponownie zalało, choć w planach miał także jego zasypanie.
Tylko nie płacz – zwróciła się Laura do Marsela, który właśnie otworzył oczy i spojrzał na ciocię. – Zamknij ślepka – zachęcała.
Jak będzie płakał, to staniesz i ja przesiądę się do tyłu. – Cyntia pogładziła męża po pliczku. – Powinieneś się ogolić.
Mężczyzna zaczerpnął głębiej oddechu i wypuścił powietrze, a żona wciąż gładziła jego szyję.
Naprawdę, włosy już ci na szyi rosną – komentowała dalej.
Cyntio, por favor. – Spojrzał na nią znacząco.
A… przeszkadzam? – zgadywała z uroczym uśmiechem.
Staram się prowadzić.
To już nie będę. – Zabrała dłoń i położyła na kolanie.
Hektor po nią sięgnął, przybliżył do swoich ust i musnął delikatnie, a następnie odstawił, ale na swoje kolano. Nie puszczał jej nadgarstka, sunął wyżej, wprost na swoje udo, jego wewnętrzną stronę.
Myślisz tylko o jednym – szepnęła, a jej policzki niemal natychmiast oblały się szkarłatem.
Tęsknię za żoną – usprawiedliwił swoje poczynania, po czym położył obie dłonie na kierownicy.
Teraz Cyntia miała możliwość zabrania ręki z nogi męża, mogła to uczynić niemal natychmiast i z początku miała taki zamiar, ale zdecydowała się na nagłe przesunięcie jej jeszcze wyżej i zapytanie:
Jak bardzo?
Hektor wciągnął brzuch i nieco się zgarbił, przymykając jednoczęśnie oczy, gdy poczuł dłoń żony na swoim kroczu.
Przepraszam – rzekła z łobuzerskim uśmiechem, bez cienia skruchy.
Nic się nie stało – odpowiedział, a Laura zaczęła dopytywać o czym rozmawiają.
O niczym.
Co ci zrobiła? – dopytywała.
Nic takiego.
Czyli, że co? – nie dawała za wygraną.
Za włosy go pociągnęłam – wtrąciła Cyntia, sądząc iż jest to idealna wymówka.
A – odparła smętnie Laura. – A już myślałam, że coś ciekawego się stało, że coś zrobiliście takiego... o... a tu nic.
Od początku mówiłem, że nic się nie stało – powiedział Hektor, starając się zamaskować swoje lekkie rozbawienie. – Jak tam mój syn? – zmienił temat, zerkając na moment w tył, zanim pokonał zakręt.
Gapi się.
Na ciebie?
A niby na kogo innego?
Ja tam nie wiem, ale to dziwne, że patrzy się na ciebie i nie płacze.
A czemu miałby płakać? – zapytała Cyntia męża.
Mógłby się wystraszyć ciotki.
Przestań! – Laura zdzieliła brata w głowę.
Bo ci oddam! – uprzedził cichym, jak na jego możliwości, wrzaskiem.
Dobrze, dobrze. Już, spokój, nie szalejcie oboje w samochodzie. – Cyntia starała się uspokoić całe towarzystwo.
A swoją drogą, żono. – Poruszył zabawnie brwiami. – Ty wiedziałaś o jej pomyśle?
Ja? Skądże? – Wzruszyła niewinnie ramionkami.
Siostro, kiedy ci to zejdzie z głowy? – dopytywał.
Mam nadzieję, że nigdy, a odrosty zamierzam pokrywać regularnie.
Po moim trupie – wycedził przez zęby.
Ej, nie uwierzycie! – wykrzyknęła uradowana Laura, zupełnie ignorując wcześniejsze słowa brata. – Ziewnął.
Cyntia się roześmiała.
Zanudzają go wasze sprzeczki, to ziewa. Nie ma się co dziwić. Mnie tez już to zaczyna męczyć.
Jest słodki. Włożył kciuk do buzi. Ble, ale się uślinił. – Skrzywiła się panienka Prevost.
To nie komentuj, tylko go wytrzyj. Masz chusteczkę. – Pouczył Hektor siostrę i podał jej białą, haftowaną chustkę wprost ze swojej kieszeni.
Ale, że ja?
Ty siedzisz z tyłu.
Ale, że jak?
Tak po prostu, normalnie! – odparł nieco zirytowany.
Zatrzymaj, przesiądę się – poleciła Cyntia.
Hektor niechętnie, ale stanął.
Powinnaś się przyzwyczajać. Kiedyś też będziesz miała męża i dzieci – zwrócił się do siostry, która zasiadła na miejscu pasażera obok niego.
Nigdy nie będę miała męża i dzieci. Wystarczy mi brat. Obrzydziłeś mi cały męski ród. Jakbym urodziła chłopca, to bym tego nie przeżyła. Tyle godzin bólu i nawet w sukienkę nie można wystroić.
Nie słuchaj ciotki. Plecie głupstwa. – Cyntia wzięła Marsela na ręce i przytuliła. Podtrzymywała jego główkę i czule gładziła kciukiem po jego krótkich, niemal zupełnie startych włoskach.

W końcu państwo Rodrigez znaleźli się przed swoim domem, choć jeden postój był konieczny, gdyż Marsel był głodny i ani myślał zaczekać do czasu aż znajdą się w domu. Oczywiście kiedy Cyntia odpinała guziki umiejscowione na przedzie sukni, to Laura zakryła swoje oczy i oznajmiła, że nawet nie chce tego widzieć. Hektor się zaśmiał i spojrzał do tyłu, jak jego synek obejmuje usteczkami lewy sutek matki. Przez chwilę poczuł ukłucie zazdrości, ale szybko je w sobie stłamsił. Już gdy Cyntia była w ciąży, wiedział, że będzie zmuszony dzielić się nie tylko jej uczuciami, ale także jej ciałem. Właściwie to miał tego świadomość już w chwili, gdy poprosił ją o rękę.
Wspólnie przekroczyli próg. Cyntii bardzo przypadł do gustu odnowiony korytarz i sala jadalna, podobna jak ta w posiadłości jej rodziców, tylko nieco w innych, bardziej stonowanych kolorach, które skutecznie kontrastowały się z bladoróżowymi i bladoniebieskimi obrusami porozkładanymi na wszystkich stołach. Najbardziej jednak ucieszył ją widok wujaszka, któremu Hektor zaproponował gościnę u siebie, by nie narobił więcej problemów. Wolał mężczyznę, po prostu, mieć na oku.
Cyntio, chciałem przeprosić, to ja powinienem był… – zaczął Damian niepewnie i z bardzo skruszoną miną.
Hektor skrzywił się, bo osobiście wolał, by nikt jego żonie nie przypominał o tamtej tragedii, zważywszy na to, że dopiero co się po niej pozbierała.
Nie, wujku, to było zaplanowane. Ten kto uszkodził broń, chciał zabić Bastiana albo mojego męża, nie ciebie. Policja szuka winnego. – Cyntia podeszła bliżej wujka i pozwoliła, by ten pogładził ją po włosach, a następnie pogłaskał po główce jej synka.
Jest śliczny. Szkoda, że mój brat go nie poznał.
Wezmę go, wy się uściskajcie jak to macie w zwyczaju – zaproponował Hektor z lekkim pokpiwaniem. Wziął Marsela na ręce. Przytrzymał pewnie główkę i przybliżył dziecko do swojego torsu.
Uważaj, chyba cię poślinił – zauważyła Laura.
Nic się nie stało – odpowiedział z uśmiechem.
Jeśli to od mleka, to może nie puścić. Lepiej zdejmij marynarkę.
Laura ma rację. Daj. – Cyntia już chwyciła za brzegi rozpiętej marynarki męża i zawołała proszącym tonem – wujku…
Oczywiście, dajcie mi tego małego mężczyznę.
Jeśli wda się w waszą rodzinę, to żaden mężczyzna z niego nie będzie – dogryzł Damianowi Hektor. – Na pewno umiesz trzymać tak małe dzieci? – zapytał z troską, jeszcze nim oddał Marselka w obce ramiona.
Wujaszek niósł mnie do chrztu, gdy miałam trzy tygodnie – wyjaśniła Cyntia.
Jesteś pewna, że cię nie upuścił? – zapytała Laura ze złośliwym uśmieszkiem. Zaraz potem napotkała na surowe spojrzenie brata. – Przepraszam, to tylko był taki żart.
Przecież się nie gniewam – oznajmiła Cyntia. – A ty dawaj już tę marynarkę! – warknęła na męża.
Już daję, się tak nie denerwuj, kochanie. – Pocałował żonę w policzek i pozwolił rozebrać się z odzieży wierzchniej.
Cyntia podeszła do drzwi prowadzących do kuchni.
Potrzebuje jednej pokojówki – zawołała, nawet nie zadając sobie trudu, by przekroczyć próg.
Tak, proszę pani? – zapytała młoda blondynka.
Trzeba zaprać marynarkę mojego męża. Synek go poślinił.
Oczywiście.
Bardzo dziękuję.
Nie musisz dziękować, to ich praca – zwrócił się do żony Hektor, a po chwili znów spuścił wzrok z żony i zajął się podziwianiem swojego syna. – A patrz jakie ma oczy, takie dwa czarne paciorki – pokazywał Damianowi.
A jak wytyka język, zupełnie jak Cyntia gdy była mała.
Wytykała język? – dopytywała Laura, niezwykle zaciekawiona tą wzmianką.
Bardzo długi czas, zwłaszcza gdy ktoś jej kazał coś zrobić, a ona nie miała ochoty. Łapała się wtedy pod boki, wytykała język albo wydymała usta. A potem uciekała…
Przed ojcem? – zapytał rozbawiony Hektor.
Przed matką – odpowiedział Damian. – Albo kiedyś, jak przez nią zatruła się połowa domowników…
Wujku, wystarczy – wtrąciła Cyntia.
Ja bym chciała poznać tę historie. Może pan kontynuować. – Laura uśmiechnęła się szeroko do wujaszka.
Ten puścił do niej oczko.
Ja też czekam na kontynuację – poparł siostrę Hektor.
Chciała zrobić psikusa bratu, zaparzyła ziół przeczyszczających. Niestety nie wiedziała, która filiżanka będzie Martina, więc postanowiła dodać zioła, po prostu, do dzbanka z herbatą, a samej tego wieczoru pić wodę.
Rodrigez się roześmiał.
Nie śmiej się, najbardziej pochorowała się matka – powiedziała Cyntia, przypominając sobie wydarzenia sprzed tylu lat.
Ta wiedźma? – zapytała Laura.
Siostro – syknął przez zęby Hektor.
Daj dziewczynie spokój, dobrze wiesz, że moja bratowa do aniołów nie należy.
To nie powód, by…
Matka się dowiedziała, że to ty? – przerwała zniecierpliwiona Laura. Usiadła na jednym z krzeseł, oczekując kontynuacji opowieści.
Oczywiście, że tak, bo wiedziała, że z Martinem prowadzę zimną wojnę. Poza tym miałam jeszcze trochę ziół w mojej torebeczce.
Nie wyjęłaś ich i nie ukryłaś?
Nie. – Pokręciła głową ze smutną minką.
Straszna prowizorka. Ja jak wbiłam gwoździe w krzesło od dna, tymi szpikulcami do góry, to pierwsze co uczyniłam, to schowałam gwoździe i młotek na miejsce.
A i tak się domyśliłem kto to zrobił – przypomniał Hektor.
Ale nie udowodniłeś – odpowiedziała z uśmiechem wyższości Laura.
Nie miałem potrzeby, to Javier usiadł na tym krześle. – Hektor przejął syna od Damiana i uraczył spojrzeniem swoją małżonkę. – A jak się zakończyła historia z ziołami? O reakcje mamy pytam.
A tak… nie pamiętam za bardzo, to było dawno. Miałam z dziewięć lat. – Zrobiła zafrasowaną minę i podrapała się za uchem, zdradzając tym swoje zmieszanie.
Nie pamiętasz czy nie chcesz pamiętać? – dopytywał mąż.
Jeśli pytasz o to czy dostałam lanie, to nie. Tatuś mnie wybronił.
Ja też miałem w tym swój udział – wtrącił się Damian.
Jakżeby inaczej. A potem się dziwić, żeś ty taka rozpuszczona – skwitował Hektor. – Położysz małego spać? – zapytał, podchodząc bliżej żony.
Ciekawe czemuś ty taki złośliwy – odparła naśladując jego ton, a potem wzięła syna na ręce i dodała – oczywiście, że go położę.
Ostatni pokój po lewo – wskazał kobiecie umiejscowienie.
To nie ten sam – zdziwiła się.
Zaprowadzę cię – szybko zaproponowała Laura.
Ani się waż – warknął na nią Hektor. – Sama trafi.
Cyntia obejrzała się do tyłu, jakby sama nie wiedziała jak ma postąpić.
Idź, idź – polecił jej Hektor.
Podreptała więc na górę wraz z małym dziecięciem w ramionach, a Rodrigez przeprosił towarzystwo, szepnął wujkowi, by trzymał łapy z dala od jego siostry i zajmował jej towarzystwo na dystans, jeśli w ogóle chce mieć jeszcze obydwie ręce, a Laurze pogroził palcem. Poszedł w kierunku, w którym udała się Cyntia. Szedł długim i szerokim korytarzem, aż stanął przed drzwiami z tabliczką Państwo Rodrigez. Otworzył je i spojrzał na zachwyconą żonę, rozglądającą się dookoła.
Podoba ci się? – zapytał z lekkim uśmiechem.
Bardzo – przyznała. – Kołyska jest piękna. Taka duża i ślicznie rzeźbiona. Nie ma zasłonek, dlaczego?
Nie znam się na dodatkach. Uznałem, że będzie lepiej, jak razem pojedziemy do krawcowej i wybierzesz materiał. To samo z obrazami, gdyż nie jestem biegły w wystroju wnętrz.
Ale obicia w kolorze starego złota, z domieszką pomarańczowego już są. Trafiłeś w mój gust, więc mogłeś też...
Wiedziałem, że to twój ulubiony kolor, ale resztę będziesz musiała wybrać sama, w końcu to przede wszystkim ty będziesz tu bywała.
Jak to przede wszystkim ja? A ty? Masz osobny pokój? To chyba jeszcze nie te lata małżeństwa, by się wyprowadzać z sypialni, prawda?
Nie, naturalnie, że nie. – Uśmiechnął się i dotknął dłońmi jej ramion. Nachylił się, by musnąć w policzek. Marselowi także ofiarował całusa, tyle, że chłopcu w główkę, tuż nad czołem.
Co więc miałeś na myśli?
Tylko tyle, że... – Przełknął ślinę i szukał w głowie odpowiednich słów, takich, by jej nie rozzłościć. – Mężczyźni... mężowie i ojcowie pracują. Będę więc tu sypiał, ale w dzień, to zazwyczaj ty i dzieci będziecie tu bywać.
Dzieci? – zdziwiła się.
Marsel i jego rodzeństwo.
Marsel nie ma rodzeństwa. – Zacisnęła usta w wąską kreskę i wyczekiwała, choć sama do końca nie wiedziała na co.
Oj, wiesz co miałem na myśli.
Nie, nie wiem albo raczej nie chcę wiedzieć. Znowu postanowiłeś nie pytając mnie o zdanie.
Kiedyś cię o nie pytałem. Rozmawialiśmy o dzieciach – przypomniał.
To było zanim Marsel się urodził. Całe wieki temu.
Niespełna rok – sprostował.
Nieważne. Póki co nie chcę o tym myśleć. Pozwól mi się cieszyć z tak dużego pokoju.
Oczywiście. Daj, położę małego. – Wziął syna na ręce i wsadził do kołyski, wprost na miękki materacyk, pokryty wełnianym kocykiem. Drugim, podobnym przykrył maluszka.
To naprawdę bardzo duży pokój – nawoływała, wychodząc jednymi drzwiami, a wchodząc drugimi.
Połączyłem trzy pokoje w jeden. Można chodzić w kółko. Tam będzie pokój Marsela. – Wskazał na drzwi, którymi wcześniej żona przechodziła, a później znów skupił całą swoją uwagę na chłopcu, gdy ten smacznie spał.
Cyntia podeszła do niego i wspięła się na palcach, by dosięgnąć do mocno zarośniętego policzka.
Co my zrobimy z taką przestrzenią? – dopytywała.
Myślę, że jakoś ją zagospodarujemy – uciął temat, odsuwając się od niej na kilka kroków, jakby był o coś obrażony, ale nie chciał dać tego po sobie poznać. – Teraz będę musiał na chwilę zostawić cię samą. Weź kąpiel, odpocznij, póki mały śpi. Tylko proszę, miej go na oku. Najlepiej nie zamykaj drzwi, byś go słyszała, gdy zapłacze.
Wiem jak się nim zajmować – odparła nieuprzejmie.
Przepraszam. – Przymknął powieki, po czym ponownie, bardzo szybko je otworzył. – To nie tak, że ci nie ufam, ale on jest taki maleńki... boję się o niego nawet, gdy sam trzymam go na rękach. Jest taki kruchy.
Ani się obejrzysz, a będzie większy. Jeszcze trochę i będzie szorował po tym dywanie na kolanach. – Wskazała dłonią na wykładzinę znajdującą się na środku pokoju. – Jakiś miesiąc później będzie biegał, niemiłosiernie przy tym krzycząc i dopominając się słodkości. Później będzie rzucał kajetami, nie chcąc uczyć się literek. Nocami nie będzie chciał spać, prosząc, by przeczytać mu jeszcze jedną bajkę. Następnie wspinał po regałach, gdy zapragnie dosięgnąć najwyższej zabawki. Na pewno będzie trzaskał szufladami, potrącał krzesła i pewnie też stłucze twoje whisky. – Tym razem wskazała na stoliczek z alkoholami. – A teraz mi powiedz, czemu ciągle się uśmiechasz?
Przychylił się do niej i warknął z radością:
Ponieważ cholernie się nie mogę tego doczekać.
Tak naprawdę Hektor oczami wyobraźni już widział małego chłopca, który czyni te wszystkie psoty, a potem chowa rączki za pleckami, splatając ze sobą paluszki i mówi dziecięcym głosikiem to nie ja, naplawde, to tak samo się staneo.
To ja wezmę kąpiel, a ty co będziesz robił w tym czasie?
Muszę nadać ogłoszenie, w tym celu pojadę do miasta – odpowiedział, wciąż będąc nieco nieobecnym, gdyż dopiero wynurzał się z prognozowanej przyszłości.
To pewnie dużo ci zajmie, więc zejdę do Laury i wuja. Zjem w ich towarzystwie. Chyba, że chcesz bym na ciebie zaczekała?
Nie ma takiej potrzeby, tylko, gdy będziesz wychodziła, to przyślij do Marsela jedną z pokojówek. Niech nie spuszcza go z oka.
Jesteś nadopiekuńczy – zauważyła z lekkim zagniewaniem wymalowanym na twarzy.
Kocham was, więc chyba nie ma w tym nic dziwnego, że się o was troszczę – odpowiedział na jej oskarżenie, musnął w policzek i wyszedł z pokoju.

Kiedy Hektor siedział w samochodzie i był w drodze do miasteczka, gdzie miał nadać ogłoszenia, Ernest Sambor paląc cygaro, przechadzał się po koszarach. Rupert – partner Sambora, siedział i popijał wodę wprost z literatki, oczami natomiast podążał za grubszym, lekko wyłysiałym mężczyzną, którego te włosy, które mu jeszcze pozostały, były siwe jak pióra gołębia.
Nad czym pan tak myśli? – zapytał, wcześniej znacząco odchrząkając.
Julian Montenegro nie żyje, pokojówka Violetta Molins nadal jest zaginiona, co daje nam dwie rozkopane sprawy, ani jednego rozwiązania, ni jednej poszlaki.
Ale coś te sprawy łączy, tak? – dopytywał z niewiedzą w oczach szczupły i wysoki brunet.
Osoba szefa i zięcia, w obu przypadkach to Hektor Rodrigez.
Nie jest to tak, że pan się trochę tak na niego tak uwziął? – ze zdenerwowania Rupert powtórzył kilkakrotnie w jednym zdaniu słowo tak, co miał w zwyczaju kiedy opuszczał go spokój.
Ja wiem jak to wygląda! – warknął Ernest i odwrócił się w stronę partnera. – Ale z nim coś jest nie tak. Nie daje mi to spokoju. Od czasu jak z nim rozmawiałem... ten wzrok... jego pewność...
Jest pewny siebie. To pożądana cecha. Może jednak zajrzę do jego kartoteki? – Rupert wstał i stanął nad biurkiem należącym do Sambora.
Jeśli chcesz zajrzeć do tej teczki, którą przy nim otworzyłem, to nie polecam – syknął.
Dlaczego? – Rupert otworzył teczkę, która okazała się być zupełnie pusta. Spojrzał na Sambora zdziwiony.
Właśnie dlatego.
Co się stało z aktami?
Nigdy ich u nas nie było – odpowiedział Ernest. – Zagrałem z nim va bank. Stworzyłem teczkę i wmówiłem mu, że przysłali ją z Londynu, bo prosiłem o nią z powodu zaginięcia Violetty Molins. Do środka wcisnąłem obce, zapisane kartki, ale on wiedział, że nic o nim nie wiemy.
Coś jednak wiemy. Wiemy, że strzelił do kobiety... – zaczął wyliczać Rupert.
Podeszła pod kulę. Tak zeznał jego rodzony brat, tak zeznał też on sam i tak samo zeznał sekundant. Wiemy to z telegramu, który przyszedł z Hiszpanii.
Wiemy, że był na miejscu śmierci Artura Sol...
Solcmana – podpowiedział Ernest, po czym na krótki moment przerwał kontynuowanie wyjaśnień, by wygładzić swojego wąsa. – Tak, to wiemy z telegramu londyńskiego, a kilka szczegółów z późniejszej rozmowy telefonicznej, ale nie mamy akt tej sprawy.
Wystąpmy o nie do sędziego.
To nie będzie takie proste. Nie mamy dowodów, żadnych poszlak, które wskazywałyby na Rodrigeza. Czym uargumentujemy chęć grzebania w jego życiorysie?
Pani Molins zaginiona i pan Montenegro zabity, to mało?
Dla sędziego tak, ale... moglibyśmy spróbować obejść prawo.
Co pan ma na myśli? – zapytał Rupert i obserwował z lekkim strachem Sambora, który przechadzał się po koszarach i kręcił pióro w dłoniach, zupełnie tak jakby chciał je zrolować.
Zadzwonię do mojego przyjaciela. Poproszę, by zajrzał do akt Rodrigea i przekazał nam najbardziej istotne informacje. Nie będziemy mogli ich nigdy wykorzystać przed sądem, gdybyśmy musieli go skazać, ale w zeznaniach możemy się nimi podeprzeć. – Sambor nie tłumaczył wiele i długo się też nie zastanawiał. Sięgnął do aparatu telefonicznego, połączył się z centralą, a następnie z Londynem. Rozmawiał z przyjacielem, jakby się znali ze sto lat, a potem, pod sam koniec rozmowy, poprosił o tę niewielką przysługę.
Odpowiedź nadeszła kolejnego dnia, brzmiała:
Archiwum, w którym przechowywane były zapisy przesłuchań, zalało kilka miesięcy temu. Są tylko ogólne kroniki spraw z datami i krótką informacją czego dotyczyły oraz kto był podejrzany.
Dziękuję – powiedział Ernest lekko zasmucony. Odłożył słuchawkę i spojrzał na Ruperta. – Dowiedz się kiedy, gdzie i jak długo byli Rodrigezowie w podróży poślubnej – polecił.
Skąd pomysł, że w ogóle byli w takiej podróży.
Zaufaj mi, byli. – Obszedł biurko i zasiadł na krześle. Splótł palce z sobą i zaczął je wyłamywać. – Mogę się tylko domyślać, że odwiedzili Londyn – szepnął, jakby do samego siebie, choć czuł, że to niedorzeczne. W pracy nigdy nie kierował się intuicją, właściwie, to zawsze myślał, że jej nie posiada, ale podczas przesłuchiwania Hektora Rodrigeza poczuł coś dziwnego, jego wzrok go mroził, a ironia i cynizm nie bawiła, a zwyczajnie przerażała. Nie ufał mu i zamierzał go sprawdzić od podeszwy buta, po ostatni pyłek osadzony na górze kapelusza.

Zapraszam także do kolejnego postu  Rozdział 17: Mocne alibi

28 komentarzy:

  1. Hektor nie powinien jej grozić tylko jednak spróbować na spokojnie porozmawiać a on tylko krzyczy i krzyczy.Jednak w zaistniałej sytuacji ... cóż lepiej,że potrafił na nią wpłynąć niż jakby miał stać i patrzeć z założonymi rękoma.
    Jednak powinien być bardziej empatyczny,zrozumieć Cyntię i to co teraz przeżywa,wesprzeć ją.
    Widzę,że Marta Montenegro ma kolejnego sojusznika no kto by pomyślał,że to będzie Laura.
    Hekcik tak na marginesie jest świetnym tatusiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądze żeby grożenie biciem było dobrym sposobem na zmuszenie do jedzenia. Jednak w tym wypadku chyba jednak cel uświęca środki. Lepiej tak niż miałby pozwolić jej tarzać się w niedoli. Niemniej jednak taka chociaż odrobina empatii byłaby mile widziana.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie uważam żeby w zaistniałej sytuacji groźba lania była czymś potwornym. Miałam koleżankę z jadłowstrętem. To jest coś strasznego brak jedzenia w ekspresowym tempie osłabia i niszczy organizm. Sama bym na miejscu Hektora tak postąpiła jeżeli by prośby nie skutkowały. No może ten tekst o tym że Hektor będzie stał nad nią z kijem nie był z byt trafiony i mnie trochę zniesmaczył. Ratuje go trochę to, że powiedział, że nie umiałby tak postąpić.
    Opowieść o tym jak Cyntia dodała ziółka do herbaty mimo, że mi znana nadal przywołuje uśmiech na moją twarz. Cyntia była małym psotnikiem zresztą podobnie jak Laura.

    OdpowiedzUsuń
  4. On jak na razie groził, ale groźby nie spełnił, a to się liczy. Cyntia z dnia na dzień pogrążała się w coraz większym żalu, może to okrutne, ale powinna się otrząsnąć, nawet jeśli nie dla męża to dla synka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja myślałam, że jednak to generał zabił Juliana, a nie, że ktoś chciał specjalnie zabić Bastiana lub Hektora. Nawet nie podejrzewam kto mógłby się do tego posunąć. Może to był też zwykły przypadek, chociaż w tej historii to wątpliwe.
    Gdyby Hektor nie zmusił Cyntii żeby "wróciła do życia" to wątpię żeby sama się do tego zebrała, więc o to do niego nie ma co mieć pretensji. W końcu jak można było dostrzec prośba do Cyntii nie trafia, a krzyk działa cuda.
    Marsel przyszłością Marty? Nie wiem jak to rozumieć, ale wiem że jej dziecka w przyszłości nie powinno się powierzać pod opiekę. Pewnie by go uczyła jak dążyć po trupach do celu, byle tylko zyskać jak najwięcej, nie zważając na nic i na nikogo. Laura dobrze o niej powiedziała, że jest wiedźmą :D
    Marsel na pewno będzie rozpieszczonym dzieckiem, w szczególności chyba przez Hektora.
    Nie wierzę, ze Hektor przygarnął wujaszka Damiana hahaha Taki był negatywnie do niego nastawiony, ale jak to mówią "miej przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej"

    OdpowiedzUsuń
  6. Liczy się że zjadła, a to jakim sposobem to w tym przypadku jest mniej ważne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo płynne przejście w fabule. Chyba właśnie tego mi brakowało, żalu Cyntii po stracie ojca i tych pierwszych di z Marselem. Hektor na pewno nie zyskałby poparcia Superniani, ale rozumiem, że musiał jakoś na żonę wpłynąć. Czasem dorosłe kobiety są gorsze niż dzieci.

    PS: Postaram się nadrobić czytanie, ale nie obiecuję, że szybko.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Cyntia jest w żałobie po ojcu i nie ma co jej sie dziwić , że nie ma na nic ochoty jednak dla synka i męża powinna jak najszybciej sie pozbierać i znaleźć chęci do życia nie jedząc raczej nic dobrego by z tego nie wyszło Hektor próbował ja nakłonić do jedzenia i nic wiec posunął się do groźby nie wiem czy dobrej czy złej ważne, że skutecznej. Ale z.Laury i Cynti były lobuziaki :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieszczęśliwy "wypadek" Juliana z pewnością nie był przypadkiem, co może oznaczać, że Hektor powinien mieć się na baczności. Ciekawa jestem, jeżeli moje przypuszczenia są słuszne, kto mógł coś majstrować przy broni.
    Cyntia ma prawo rozpaczać i Hektor nie powinien mieć jej tego za złe. Choć mam wrażenie, że gdyby nie zmusił jej do normalnego funkcjonowania to ona nigdy by się nie ogarnęła. Czasem zachowuje się jak dziecko, jednak czego można oczekiwać od tak młodej kobiety, która tak naprawdę nie zna życia? No i Hektor na wszystko reaguje agresją - krzykiem, groźbą, rękoczynem. Lubię go, jako jedna z nielicznego grona, ale czasem nie znajduję żadnego argumentu, żeby go usprawiedliwić - nawet sama przed sobą.
    Bardzo dobrze, że w końcu Cyntia, Hektor i mały Marsel znaleźli się we własnym domu. Może to pozytywnie wpłynie na relacje małżonków, ponieważ w domu państwa Montenegro małżonkowie zawsze się kłócą. Dobrze, że Hektor będzie miał oko na Damiana - niby taki głupiutki, bezbronny wujaszek, a jednak ja uważam, że jest bardzo sprytny i groźniejszy, niż wszyscy myślą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam ;) dziękuję że informujesz mnie o rozdziałach - jestem wdzieczna ;) jestem w tyle jesli chodzi o wszystkie opowiadania bo mam sesję i dopiero pod koniec następnego tygodnia bede miala czas nadrobić Twój blog ;)
    Pozdrawiam
    Igrająca ze Śmiercią

    OdpowiedzUsuń
  11. Hektor znęca się nad żoną. Ściskanie karku nie jest zwykłym zmuszaniem do jedzenia. To jest znęcnie się!!! I jeszcze te groźby. Nie powinien, według mnie, tego robić.
    On jest serio przerażający... :(
    Agenci jak widać na coś wpadli. Londyn. Byli w Londynie. Hektor musiał załatwić jakieś sprawy podczas semestru studiów Cyntii. Podejrzane.
    Bardzo podobalo mi się porównanie na końcu rozdziału :) ,,od podeszwy buta, po ostatni pyłek na górze kapelusza". Dosadne znaczenie :)
    Jestem ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń. Nie mogę się doczekać nn :3
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawde uważasz, że się nad nią znęca? i że powinien biernie patrzeć na jej żal i to jak sama się wyniszcza?

      Usuń
  12. Hejo! :3
    Heh. Nie dziwię się, że Hector tak trochę... Hm. Agresywnie? Zaczął zachowywać się w stosunku co do Cyntii. Gdyby sytuacja tego nie wymagała to powiedziałabym, że się nad nią znęca, ale tak to nie mógł patrzeć, jak się wyniszcza i z dnia na dzień staje się coraz słabsza. Ech. Depresja ( bo ona ją ma? A raczej miała? ) robi z człowiekiem różne rzeczy. A stracić bliską osobę to coś okropnego -.-
    Mówiłam już, że lubię Laurę? Jest to jedna z tych pozytywnych osób i chyba z tego powodu stała się jedną z moich ulubionych postaci ;)
    Wciąż zastanawia mnie, jak to jest z tą śmiercią Juliana. Podejrzewają o to Hektora, ale ja mam wrażenie, że za tym stoi ktoś inny i po prostu chce go wkopać. Nie wiem dlaczego, ale na myśl przychodzi mi Bastian. Czy to dziwne? o.O Myślę, że już niedługo to się wyjaśni :)
    Pozdrawiam cieplutko! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  13. Detektyw Sambor miał nadzieję na odkrycie nowych faktów na podstawie akt dotyczących Hektora z Londynu, ale nic z tego. Dziwnym i szczęśliwym zrządzeniem losu dla Hekta, archiwum zostało zalane , wydaje mi się, że Sambor dobrze kombinuje, że Hektor w czasie podróży poslubnej zadbał o to szczęśliwe zrządzenie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że Marsel nabrał sił a Cyntia (w sumie dzięki Hektorowi) doszła do siebie. Rozumiem stratę ojca ciężko przeżyć, może miała nawet depresję poporodową, ale powinna przede wszystkim myśleć o dziecku.
    Ciekawa jestem do czego dogrzebią się inspektorzy - Ernest ma dobrą intuicję. Państwo Rodrigez byli przez tak długi czas w podróży poślubnej i to akurat w Londynie :) Wiedziałam, że za tym coś się kryje a Hektor bezinteresownie nie pozwoliłby studiować Cyntii.
    Laura mnie bawi, te jej docinki odnośnie dzieci są zabawne. Widać, że jest młoda i ma beztroskie do nich podejście :)
    Mam nadzieję, że inspektorzy dojdą kto zabił Juliana - mnie to bowiem interesuje, nie to co Martę, cudowna żona, nie ma co... Ona chyba jest najbardziej bezlitosną bohaterką w opowiadaniu.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwoliłby jej studiować bezinteresownie, w końcu jaki ma interes w jej nauce? Cyntia jeszcze będzie się uczyła i skończy medycynę - taki spojler.
      Martę bezlitosną życie uczyniło.
      Laura tak, beztroska jest w każdym calu, ale to też do czasu, bo Hektor wyda ją za mąż...
      Dzięki za komentarze. Błędów nie musisz poprawiać. I tak dziękuje za to zbetowanie pierwszych rozdziałów. W sierpniu wezmę się za te poprawki które wypisałaś.

      Usuń
  15. Cyntia musiała bardzo przeżywać śmierć ojca. W końcu to był członek rodziny którego bardzo kochała.
    myślę, że Hektor nie powinien w taki sposób jej kazać z tego żałobnego stanu wyjść. Ale z drugiej strony kiedyś by musiała wrócić do normalnego życia.
    Nawet Laura jest uczona jak się Marselem zajmować. Może kiedyś tam swoimi dziećmi będzie się tak zajmować.

    Będę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Współczuję Cyntii straty ojca. Nie dziwię się, że się załamała. Dobrze, że Hektor jej pomógł, chociaż mógł to robić na trochę inny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja już to kiedyś wspominałam, ale Hektor ma dziwaczny sposób okazywania uczuć. Dobrze, że się martwi i troszczy o żonę, ale mógłby zmienić metody. Mógłby też uszanować okres żałoby. W końcu Cyntia była mocno związana ze swoim ojcem i jego utrata musiała być dla niej niewyobrażalnym ciosem.
    Dobrze, że Marsel nabrał troszkę sił. Ma w końcu wokół siebie tyle oddanych mu opiekunów, że nie mogłoby być inaczej. Nawet ciotkę ma kochaną, choć jeszcze nie do końca dojrzała. Laura ma takie zabawne podejście do dzieci. Urocza jest :)
    Jestem ciekawa czy sprawa zabójstwa wyjdzie na jaw. Julian zasługiwał, aby jego zabójca został ukarany.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja tam myślę, że Hektora to powinni zamknąć, bo jest szkodliwy dla środowiska. Szczerze, chyba wolę czytać o psychopatach, którzy nie mają uczuć i mordują niż o takich furiatach, którzy swoją złość argumentują uczuciami. Nie podobało mi się jak zmuszał Cyntię do jedzenia i ja też uważam, ze się nad nią znęcał. Nie musiał jej grozić biciem, przecież to poniżające. Cyntia też nie zachowywała się dobrze, powinna jeść dla własnego dobra i zrozumieć, że mąż martwi się o jej zdrowie (ale nie psychiczne). Sytuacja w domu wygląda ciężko. Ale jazda samochodem z Laurą była takim promykiem, w ogóle Laura to takie słoneczko. Urzekła mnie swoim podejściem do mężczyzn, ślubu i dzieci :D Właściwie to może lepiej, że na razie za żadnym się nie ugania, jest taka słodka i kochana, nie potrzebuję nerwów, ma od tego karzącego, groźnego Hektorka. Pofarbowała sobie włosy? A na jaki kolor?
    Brakowało mi odczuć i wspomnień Cyntii o Julianie. Był tylko płacz i jadłowstręt, a myśli Cyntii już dawno przestały się udzielać. Mogłabym popłakać razem z nią, ale nie miałam za czym. Za to wplotłeś ciekawe, barwniejsze opisy. Do Marsela coś mnie ciągnie, nawet wiem co - to, że William jest jego ojcem, a Williama nie znam, dlatego cały czas bardzo mnie ciekawi. Nadal mi szkoda Hektora. I szkoda, że nie mogę poczytać myśli Cyntii, bo chyba ona na razie ma najwięcej powodów do przemyśleń. Strach, tęsknota, rozpacz, wstyd, sprzeczne uczucia - jest wręcz kopalnią emocji, do tego jest jeszcze bardzo młoda, szybko weszła w dorosły świat i na pewno ciężko sobie z tym wszystkim radzi. Najwięcej wyrażasz przez dialogi, one stanowią główny trzon tej opowieści, dlatego brakuje mi czasem właśnie przemyśleń, głównie Cyntii, bo o reszcie wcale nie musisz pisać, liczą się główni bohaterowi, czyli - moim zdaniem - Hektor i Cyntia. A oni tak łażą wte i we wte, krzyczą, płaczą, ale nie wiadomo co im w głowach siedzi.
    Końcówka bardzo interesująca, ciekawe co jeszcze skrywa Hektor.
    "Złapała bratanka za pólaski." ej co to są pólaski
    A i jeszcze znów się przyczepię - głową nie kręci się 'na boki', głową się kręci, albo kiwa i tyle. Tutaj było za dużo tej głowy na boki, więc mnie to zirytowało XD
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie dziwię się temu, ze Hektor tak się zachował w stosunku do Cyntii ja ta nie chciała jeść. Rozumiem jakby tak zareagował po jakimś miesiącu takiego zachowania, ale troche przesadził moim zdaniem choć chcial dla niej dobrze. Kazdy przezywa na swój sposób żałobę bliskiej osoby a Julian byl jednak jej bardzo bliski wiec sie nie dziwie takiego zachowania z jej strony ale z drugiej strony on ma męża i dziecko, które dużo bardziej potrzebują uwagi i poświęconego czasu niż żałoba, wiec może dobrze, ze tak ostro postąpił.
    Cieszę sie, że są w końcu na swoim bez tego całego tłoku dookoła.
    Śledczy sie chyba teoche uwzięli na tego Hektora i choc przypuszczam, że za dobrym człowiekiem on nie jest i zrobil w zyciu dużo zlych rzeczy za które powinien odpowiedzieć mam nadzieję, że nic na niego nie wynajdą.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rodrigez jest osobą,która albo cierpi na jakąś schizę, albo to zwyczajny paranoik, albo on po prostu ma schizofrenię... Jak Boga kocham, aż się boję tego bohatera. Niby jest w książce (w sensie w Twoim opowiadaniu), ale szczerze... Nie chciałabym spotkać go osobiście w swoim życiu!

    Cyntia i jej żałoba została po prostu zbagatelizowana przez Hektora. Zamiast jej pomóc, spytać jak może się jej przysłużyć do szybkiego powrotu do zdrowia, wspólnie przejść przez stratę Juliana, to on na nią wylał po prostu wiadro pomyj... ;/

    Marta to też niezłe ziółko. Mąż umiera, a ta się stroi i sobie spotkania z przyjaciółeczkami urządza. Co za zgaga... ;/

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak zjeżdżałam na dół, przeczytałam komentarz, że Cytia skończy medycynę. Jejku, moje największe marzenie. Albo nie, drugie w kolejności. Pierwsze - dostać się na nią.
    Może i Hektor sobie grabi, ale tym razem jego zachowanie jest uzasadnione, rozumiem go.
    Mały Marcel zdobył moje serce <3
    Okej, jest dobrze, lecę dalej.

    L x

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam dziś dzień współczucia dla Cyntii(znowu), więc wyjątkowo nie będę narzekała, że zachowuje się nieodpowiedzialnie, a powiem, że jest mi jej naprawdę szkoda, że przeżyła śmierć ojca tak bardzo. Była z nim związana, był dla niej dobry, więc ją rozumiem, chociaż teraz powinna skupiać się na dziecku, na mężu, na tym, co jej pozostało dobre, bo tak jak teraz robi, to można się wykończyć i bynajmniej nie mówię tu w tej chwili o tym, do jakiego stanu fizycznego się doprowadziła, a o psychice.
    Zgrzytnął mi tylko ten „wspaniały człowiek”, jakim to go Cyntia mianowała, bo nim nie był… Niemniej jedna to ojciec i była z nim zżyta, zresztą, nie wiedziała w końcu wszystkiego, bo do kogo jak do kogo, ale do niego, to miałam wrażenie trochę, że była taka jakby miała klapki na oczach.
    Laura nie słucha się Hektora nawet w takich błahostkach, jak to, że ma Marselka nie dawać do Marty. Lubię ją za to coraz bardziej, że się tak przed nim nie trzęsie, chociaż on wcale nie traktuje jej łagodniej od innych. A co do Marty, to mam szczerą nadzieję, że ona to chociaż do Marsela będzie żywiła jakieś uczucia ludzkie, i teraz to nie jest jedynie kwestia tego, że, jak to określiła, jest jej przyszłością. Szkoda mi jej jest, bo sama z siebie się nie stała taka bezuczuciowa, ale liczę na to, że pokażesz też jej dobrą stronę, te ciepłą, bo na pewno jeszcze jej trochę ma.
    Hektorek… nie podobał mi się. Znaczy, z jednej strony, to dobrze, że w końcu się wziął za Cyntię, dziwię się tylko, że dopiero teraz, jak on taki nerwowy… ale z drugiej ją jak dzieciaka potraktował i to mnie wkurza. Mimo, że się zachowuje nieodpowiedzialnie i miał trochę prawo, to… to ja bym męża chyba zamiast płakać, to rozniosła, że mi tak na siłę wciska, jakbym córką nie żoną była(chociaż do córki też bym obiekcje miała, bo ja w ogóle zmuszania do jedzenia nie lubię. Ale z Cyntią teraz to trochę co innego, więc jestem 50/50, jak zawsze). Później niby był łagodny, ale u mnie się nie odkupił, myślę, że u Cyntii też nie.
    Co do Laury, znowu, to mnie denerwuje trochę jej podejście do Marsela, w końcu niewiele ją i Cyntię dzieli, to już trochę poważniejsza powinna być, ale ona to ma chyba taki charakter. Ciekawa jestem jaka będzie do swoich niedługo.
    Hektorek to się tak troszczy o Marselka, jest kochany. Choć na miejscu Cyntii bym się zdenerwowała na te wszystkie „uważaj na niego”, „drzwi nie zamykaj żeby go słyszeć” itd. Zachowuje się już normalnie i w końcu jest matką, nic mu nie zrobi, wie jak się przy nim zachowywać. Ale rozumiem że to Hektorka oczko w głowie, to mu wybaczę, jak zawsze. On w ogóle taki… taki dziwak, taki niestabilny(bo raz taki, zaraz inny) i ma swoje za uszami, ale nie potrafię go nie lubić, chociaż w realnym życiu, to by mnie doprowadzał do szału i najpewniej niewiele wspólnego bym chciała z nim mieć(i tu Cię pewnie zdziwię, bo z Cyntią przeciwnie. Wiele moich koleżanek jest jak ona i co prawda wkurwiają mnie niemiłosiernie momentami, ale… ale są i jakoś z nimi żyję, nie? A z takim Hektorkiem to ja nie wiem jakbym się dogadała. Z moim charakterem byśmy się po tygodniu pozagryzali :( ).

    OdpowiedzUsuń
  23. Nadszedł czas, aby powrócić do tej historii. Tym razem tylko nie planuję komentować każdego rozdziału, a zająć się przede wszystkim czytaniem. Może w ten sposób uda mi się być w końcu na bieżąco? Osobiście mam takie nadzieję. Póki co mam za sobą trzy rozdziały i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba styl, w jakim są napisane. Zresztą to się dotyczy całej historii. Ta dbałość o szczegóły, przybliżenie każdej postaci, jak również wciągające wątki - po prostu chce się czytać. Plusem jest też długość rozdziałów. Dzięki temu, jakoś tak łatwiej jest się wtopić w historię, o której się czyta. Wręcz wpada się do jej środka i zaczyna uczestniczyć w wydarzeniach. Niestety niektórych nie chciałoby się być świadkiem...
    Ach ten Hektor. Sporo on tutaj miesza. Chociaż nie tylko on. W końcu historia z pojedynkiem zaczęła się od osoby wujka Cyntii (nie przepadam za tym człowiekiem, ale przynajmniej jest mniej niebezpieczny niż Hektor). Swoją drogą genialnie poprowadzona akcja. Tyle się wokół niej działo, że w końcu nie byłam pewna, kto weźmie udział w tym pojedynku, a raczej w nim zginie. Kiedy nagle to Hektor miał trzymać pistolet, zaczęłam nawet podejrzewać śmierć generała, ale los obrócił się jeszcze inaczej. Niestety... Mogłam przewidzieć, że w końcu w tym całym zamieszaniu zginie niewinny człowiek. Ale cóż, przyznaję nie przewidziałam i wolałabym inny scenariusz, ale nie ja go ustalam. Szkoda tylko, że ojciec Cyntii nie miał okazji poznać swojego wnuka. No i tak swoją drogą ten malec nie mógł sobie wybrać lepszego momentu, aby zacząć upominać się o przyjście na ten świat. Od razu widać z jakiej jest rodziny - wszyscy tu lubią chyba mieszać i zwracać na siebie uwagę :)
    Współczuję Cyntii takiego męża. Niemniej jednak przynajmniej Hektorowi udało się przywrócić swoją żonę do "życia", jak również do ich syna. Szkoda tylko, że można go uznać za współwinnego, doprowadzenia jej do tamtego stanu. Osobiście dziwię się, że jeszcze nie podniósł on ręki na swoją małżonkę. Podejrzewam jednak, że niebawem jego cierpliwość się skończy. Niestety ten facet kieruje się żelaznymi zasadami również wobec własnej żony. Mam wrażenie, że ma on dokładny obraz, jak ona powinna się zachowywać, co robić... Aż się dziwię, że wiedząc, jaka jest ta dziewczyna, zdecydował się na ślub z nią. No cóż... Przynajmniej jest troskliwy i opiekuńczy wobec swojego syna. W końcu nie można tego powiedzieć, jeśli chodzi o inne osoby (chociaż czasami zdarzają mu się takie chwile, ale tylko wobec dziecka nie zmienia się w "mrocznego dręczyciela" - już sama nie wiedziałam, jak to ująć). Obawiam się jedynie tego, co się stanie, gdy Marsel dorośnie i okaże się, że nic nie odziedziczył po swoim "ojcu". W zasadzie wszystko byłoby w porządku, gdyby przejął w większości cechy matki, ale jeśli nie będzie podobny do obojga... Już widzę ten narastający w Hektorze armagedon. Szczególnie z każdym kolejnym rokiem. Cóż - mam nadzieję, że jednak ten scenariusz wygląda inaczej.
    Liczę na to, że stróżom prawa uda się jednak coś znaleźć na Hektora - myślę, że nawet Cyntia by na tym zyskała, w końcu nie wie nawet połowy rzeczy o swoim mężu. Niestety wydaje mi się, że to nie takie łatwe. No i póki co Hektor wciąż będzie uchodził za prawego człowieka. W końcu nie łatwo znaleźć dowody czyjejś winy, jeśli są one skutecznie usuwane...
    Hmmm... Na razie to tyle, jeśli chodzi o parę słów ode mnie. Nie wiem, kiedy teraz dodam komentarz, a raczej pod którym rozdziałem. Obstawiam jednak, że pod tym najaktualniejszy. Najpierw czytanie, a później pisanie - w końcu i ono zajmuje trochę czasu, zwłaszcza, jak z człowieka na noc wylewają się słowa potokiem. Tak więc pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, ale cholernie miło cię "widzieć" xD
      A co z Fantazją? - pytam, bo ciągle wyczekuję... i wyczekuję...
      A mnie się zawsze wydawało, że to opowiadanie jest takie suche, pisane bez emocji i że dialogi znacznie przerastają treść.
      Jak przeczytasz dalej, to zobaczymy czy nadal będziesz uważała Juliana za takiego niewinnego człowieka.
      Współczujesz jej męża? Naprawdę uważasz, że Hektoś jest taki zły?
      Marsel jak wiadomo z prologu, podobny będzie do Williama, jeśli chodzi o wygląd. Co do charakteru, to sama się przekonasz, ale z pewnością będzie miał coś po matuli.
      Również pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Ja chyba mam w zwyczaju pojawiać się znienacka :)
      Na pewno wrócę do pisania "Fantazji", ale nie wiem jeszcze dokładnie kiedy pojawi się na niej coś nowego. Póki co skupiłam się na czytaniu u innych xD
      Osobiście uważam, że ilość dialogów u Ciebie jest idealna. Poza tym nadają charakteru postaciom :)
      Póki co przeczytałam 19 rozdziałów i na razie nie natrafiłam na nic, co pogrążyłoby Juliana w moich oczach. Nie wliczam do tego tej ciągle nie rozwikłanej tajemnicy, dotyczącej Cyntii. Wnioskuję, że coś w związku z tym może sprawić, że pojawi się "czarna plama" na jego osobie.
      Jakoś tak nie potrafię przekonać się do Hektora. Z rozdziału na rozdział coraz mniej go lubię, a nawet zaczynam się go obawiać... Może to wrażenie jest przesadne, ale jakoś tak coraz trudniej mi się do niego przekonać.
      No cóż - będę czytać dalej :D

      Usuń
  24. Co to się z Cyntią porobiło. Nie chce jeść, tylko by spała i czuje jakąś taką niechęć do syna. Przynajmniej ja mam chwilowo takie wrażenie. Dobrze, że Hektor czuwa i nie pozwala żonie na zatopienie się w smutku. Można rozumieć jej zachowanie w końcu straciła ojca, ale rozpacz w końcu musi minąć. Ona zyje nadal i ma dla kogo żyć, więc powinna się otrząsnąc, bo potem się okaże, że stracinajważniejsze chwile z synem.
    Nie do końca podobało mi się to, hak Hetor zmuszał żone, by coś zjadła, ale ważne, że poskutkowało. Cyntia powoli zaczyna wracać do żywych i chyba spodobało jej się nowe miejsce, w którym będzie mieszkać. Szkoda, że na razie nie podziela entuzjazmu męza co do posiadania dużej rodziny, ale może jej to przejdzie. Na razie wspomnienia z porodu Marsela są jeszcze zbyt żywe i pewnie kolejny poród napawa ją prezrażeniem.
    Hektor na razie spisuje się w roli ojca. Wydaje mi się, że jest nawet nadopiekuńczy. Tylko ciekwae co będzie gdy chłopiec podrośnie. Czy wtedy będzie się zachowywał wobec niego jak wobec żony? Chodzi mi o te napady, wybuchy gniewu. Hm... Ciekawe czy będzie wychowywał chłopca twardą ręką? Ja nie wiem co lepsze. Nie byłam przyzwyczajona do tego, by tata nawet na mnie krzyknął. Nigdy też od niego nie dostałam, choćby klapsa w tyłek, ale i tak w moich oczach zawsze miał i ma większy autorytet niż moja mama, choć nie jest człowiekiem bez wad. Zdecydowanie. On chyba nigdy nie musiał na mnie krzyczeć, bo wystarczyło, że powiedział raz, a mamy to nie słuchałam.
    O, jeszcze Laura! Bawiło mnie jej zachowanie w stosunku do Marsela. Laura nie lubi chłopców?... ;-)
    No i sprawa Hektora i to coś co odkryli detektywi.... Ciekawe.

    OdpowiedzUsuń

Czytam = Komentuję

Anonimowi – podpisujcie się!


Zapraszam was na swój blog autorski, gdzie znajduje się więcej informacji jak i opowiadań, oraz linków do nich: http://dariusz-tychon.blogspot.com/